Kiedyś byłem fanem gier Sony, dzisiaj wręcz przeciwnie

Kiedyś byłem fanem gier Sony, dzisiaj wręcz przeciwnie

kalwa | 03.10.2021, 19:00

Tak jak wskazuje tytuł tego tekstu, przez wiele lat byłem fanem Sony. Od jakiegoś czasu nie podoba mi się jednak to co serwują - nie chcę jednak wyjść na hejtera, bo daleko mi do tego. Dlatego swój lament uzasadnię w poniższym tekście.

Na wstępie chcę zaznaczyć kilka rzeczy. Nie jestem szczególnym fanem żadnej platformy do grania. Gram jednak głównie na konsolach Sony, co widać po tekstach jakie tutaj tworzę. Trochę z wyboru, a trochę z przyzwyczajenia, czy nawet przymusu. Miałem trochę do czynienia z pierwszym Xboxem, konsolami Nintendo takimi jak Nintendo 64 i przede wszystkim Nintendo DS, na którym utopiłem tysiące godzin. Swego czasu sporo grałem na PC, ale to raczej zamierzchłe czasy. Mój komputer osobisty nie nadaje się do grania, więc głównie używam go do pracy, przeglądania stron internetowych i wszystkiego co nie wymaga dużych pokładów mocy (filmy pod tym względem są wspaniałe). Okazyjnie zagram na nim w coś starszego.

Dlatego wszelkie teksty o tym, że chcę rozpocząć tutaj jakąś wojnę konsolową, możecie włożyć między bajki - o ile któreś się na to zgodzą. Gdybym mógł sobie na to pozwolić, grałbym na wszystkim. I wtedy może jakiś sprzęt, czy nawet firmę, wyniósłbym na piedestał i piał z zachwytu w kolejnych tekstach. Najlepiej by było, gdyby gry ekskluzywne straciły rację bytu, a w międzyczasie pojawiłby się sprzęt, na którym można grać we wszystko.

Na pogodzie składającej się głównie z odchodów również mi nie zależy. Chcę wyrazić po prostu swoje zdanie, powiedzieć o tym co mnie mierzi odkąd zacząłem grać na PlayStation 3. Jeśli jakaś "wojna" albo to drugie tutaj wybuchnie, to nie z mojej inicjatywy. Umywam od tego ręce i mam nadzieję, że nie będę musiał myć niczego więcej. Myślę, że to wszystko co chciałem przekazać słowem wstępu. Dodam jeszcze, że w dużej mierze będzie to tekst wspominkowy, a opinia jaką tu przeczytacie jest w całości MOJA. Nie Wasza, tudzież sąsiada, albo kogoś z redakcji.

* Dźwięk powitalnego ekranu PlayStation 1 *

Swoją przygodę z PlayStation zacząłem lata temu. Młody byłem, nie miałem wyboru jeśli chodzi o sprzęt sprowadzany do domu. Dotychczas moim sprzętem do grania była Amiga 1200, na której zagrywałem się w tytuły przeznaczone dla dzieci. Superfrog, Disney's Aladdin, gra z układaniem puzzli z Myszką Miki w roli głównej (obrazek po złożeniu puzzli zamieniał się w krótką animację), Alfred Chicken, Trolls i jakieś inne, których nie mogę sobie przypomnieć. Takiego Aladyna i super-żabę przeszedłem kilkanaście razy. Łezka się w oku kręci!

Nie pamiętam już który to był rok. Stawiam, że 1997. Wtedy do domu zawitało pierwsze PlayStation. W zestawie był Rayman i płytki z demami. Pewnie coś jeszcze, czego przypomnieć sobie teraz nie mogę. Rayman był wtedy spełnieniem moich marzeń. Do dzisiaj jest chyba moją ulubioną platformówką (a na pewno jeśli chodzi o dwuwymiarowe). Piękna grafika, muzyka (której można było słuchać z płyty!), bardzo wciągająca rozgrywka i przesympatyczne istoty zamieszkujące ten fantastyczny świat. Kolejny tytuł, w którym ekran końcowy ujrzałem kilkanaście razy.

Mijał sobie czas, a ja z Sony dogadywałem się wyśmienicie. Metal Gear Solid, Rayman 2: The Great Escape, Tombi! 2, Syphon Filter 2 (do dzisiaj pamiętam jakie wrażenie zrobiło na mnie to, że spadający z wysokości przeciwnicy krzyczeli - albo, że można było ich spalić paralizatorem), Terracon, Medal of Honor (1999), Spyro: Year of the Dragon, Crash Bandicoot 3: Warped, MediEvil, Gran Turismo 2. Było tego tyle, że nie wiedziałem za co się zabrać. W sumie do dzisiaj nie wiem, bo mam spore zaległości i jeszcze dużo przede mną do odkrycia.

Wymieniłem zaledwie garstkę gier, bo było tego przecież znacznie więcej. Nie wymieniam oczywiście samych gier wyprodukowanych przez wewnętrzne studia Sony, ale sporo z tego było tytułami ekskluzywnymi. Było w czym wybierać i w zasadzie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nawet największa maruda! Przy tym jeśli chodzi o jakość, poziom był zachowany. Czas obcowania z pierwszym PlayStation to też wiele godzin spędzonych na wspólnej grze z moim rodzeństwem. Crash Bash, Crash Team Racing, Tekken 3 i potyczki w niektórych grach wymienionych wyżej. Również z kolegami. Do dzisiaj pamiętam jak się darliśmy z bratem z radości, że udało nam się zrobić te magiczne 200% w Crash Bash. Były wakacje i 3 godzina nad ranem.

Zróbmy sobie przerwę

Zrobiło się trochę sentymentalnie, ale to chyba nic złego. W czasach premiery PlayStation 2 wyżej wspomniana konsola zniknęła z domu i została zastąpiona PC. Wtedy był to sprzęt, na którym mogłem grać we wszystkie nowości na najwyższych ustawieniach. Poznałem cudne Mafia: The City of Lost Heaven, Medal of Honor: Allied Assault, Soldier of Fortune II: Double Helix, Neverwinter Nights, Gothic i wiele innych świetnych gier.

PlayStation 2 gdzieś tam się w moim życiu przewijało. Udało mi się w ten sposób poznać choćby wymarzone Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty (które wtedy okazało się też dla mnie srogim zawodem za sprawą Raidena), Final Fantasy X, czy God of War. Nie mogłem sobie pozwolić na kupno swojej konsoli, więc musiałem czekać do 2010 roku. Racja, mogłem kupić wtedy PlayStation 3, ale nie interesowało mnie to, co trzecia konsola Sony oferowała. Przynajmniej z tego co miałem okazję sprawdzić. Uncharted: Fortuna Drake'a i Heavenly Sword wydawały mi się kiepskimi grami, więc wolałem skupić się na nadrabianiu zaległości z "czarnulki".

Na start miałem Tekken 5 i God of War II. Spędziłem w tych grach setki godzin, przechodząc takie God of War 2 około dwudziestu razy. W międzyczasie uzbroiłem się w swojego "szaraka", aby nadrobić to co mnie ominęło i mieć możliwość powrócenia do swoich ulubionych tytułów. Wtedy zacząłem też sporo kolekcjonować. PlayStation 2 jest do dzisiaj raczej moim ulubionym sprzętem do grania. Poznałem na nim ogrom świetnych gier, do których chętnie bym wrócił. Żałuję, że tak niewiele z nich dostępnych jest w formie remasterów.

Valkyrie Profile 2: Silmeria, Metal Gear Solid 3: Snake Eater, Jak and Daxter: The Precursor Legacy, Jak X, Dragon Quest VIII: Journey of the Cursed King, Ico, Shadow of the Colossus, Okami, Gran Turismo 4, Rogue Galaxy, Kingdom Hearts (jedna z moich ukochanych serii) czy The Mark of Kri. Część z tych gier to dzieła wewnętrznych studiów, ale są jeszcze te stworzone przez zewnętrzne. Jest tego od zatrzęsienia i znów zróżnicowanie na tyle duże, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Miałem więc co robić i w sumie nawet nie myślałem o trzecim PlayStation.

Do trzech razy sztuka

Przyszedł jednak ten czas, kiedy nabyłem PlayStation 3. Wtedy na rynku było już PlayStation 4, do którego też mnie nie ciągnęło zbytnio, choć z perspektywy czasu żałuję, że nie zaopatrzyłem się w PS4 wcześniej. Ciężki to był dla mnie okres jako gracza. Nie mogłem się odnaleźć wśród gier. Nie mówię już nawet o tych serwowanych konkretnie przez Sony, ale ogólnie. Tekst jednak traktuje o japońskim gigancie, dlatego na nim się skupię.

Nie mogłem zrozumieć co się stało, że gry odbiegły od tego czym miały w istocie być. Nie mogłem też pojąć co się stało z różnorodnością. Zamiast gier, w które mogłem faktycznie grać, zostałem zasypany hollywoodzkimi samograjami, które klepały mnie po pleckach ilekroć dawałem poznać, że umiem odpowiednio trzymać Dualshocka 3. Rozpaczałem też nad tym, że japońskie gry zostały zepchnięte do niszy, co bardzo mnie bolało. PS2 rozkochało mnie w nich do granic możliwości.

Miałem w co grać i nawet wśród tych parszywych gier, które przechodzą się same, znalazłem coś dla siebie. Nie były to jednak gry ekskluzywne. Mam ogromny problem ze znalezieniem "eksa" na PlayStation 3, który bardzo doceniam. Niezależnie czy to tytuł first czy third party. Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots to wybór obowiązkowy i tutaj żadnych zgrzytów nie mam. Podobnie z Gran Turismo 5 i Gran Turismo 6, ale to już tradycja. Uwielbiam God of War III, ale to żadna niespodzianka skoro tak zachwycałem się poprzednikami. Jest jeszcze Puppeteer, ale tę grę poznałem niedawno. To zresztą trup, który nie ma szans nawet na remaster. A tak wspaniała jest to gra!

Oferta Sony, tak dotychczas przeze mnie uwielbiana, okazała się skrajnie nieciekawa. Już pierwsze zgrzyty pojawiły się przy okazji Uncharted, ale to The Last of Us przelało czarę goryczy. Gry ubóstwiane nie tylko przez graczy i recenzentów, ale również innych deweloperów. Twórcy jakby zapomnieli, że tworzą przede wszystkim gry, a nie coś co chce być filmem - i w efekcie nie jest ani pełnoprawną grą, ani tym bardziej filmem. Dyskurs wokół podobnych tworów powoduje u mnie odruch wymiotny, bo przypisuje się im niestworzone zasługi dla popkulturowego światka.

Zapomniałbym o Demon's Souls, a była to gra, która przywróciła na chwilę moją wiarę w branżę. Tytuł, który udowodnił, że można iść na przekór obrzydliwym trendom i stworzyć coś, co zachwyci wielu. Oczywiście nie tak wielu jak topowe tytuły, ale jednak wystarczająco, by mogły powstać kolejne części, a ponadto żeby stać się pewnego rodzaju wyznacznikiem do którego niektórzy aspirują. Choć to kolejny przykład dzieła, któremu przypisuje się zbyt wiele. Jak choćby to, że to wręcz niemożliwie trudna gra, co jest oczywiście wierutną bzdurą. A to po prostu swoisty powrót do korzeni samych gier i tego czym mają być. Samo to jak mówi się o tych grach, świadczy o tym, jak bardzo zepsuta jest dzisiejsza branża.

Za czwartym razem się resetuje

Podobna tendencja utrzymuje się poniekąd do dzisiaj i już sam nie wiem, czy wolę grać na PlayStation 3 czy PlayStation 4. Oba sprzęty mają mi co nieco do zaoferowania jako graczowi, nawet jeśli skupimy się jedynie na Sony, ale jest tego stosunkowo mało. Kolejny raz napiszę, że Bloodborne to istny dar od bogów, ale całkiem niezłe jest też The Last of God of War. Tutaj jednak dochodzimy do pewnego problemu. Fenomen przygód Joela i Ellie jest na tyle ogromny, że wpłynął nawet na grę traktującą o bogu wojny. O postaci jedynej w swoim rodzaju, na drodze której nikt nie stawał - a jeśli się odważył, tracił głowę. Dosłownie.

Jest też Housemarque i ich świetne gry, których nie jestem do końca targetem. Bardzo lubię Matterfall, czy Nex Machina, ale wolę innego typu doświadczenia. To wciąż też mały odłamek tego co serwowało nam Sony ostatnim czasem. Większość to akcyjniaki TPP, czasami liniowe, czasami w otwartym świecie, a czasami w pół-otwartym. Nie ma tutaj w zasadzie żadnego zróżnicowania. No chyba, że weźmiemy pod uwagę inny klimat produkcji, to że występują w nich różne postaci i fakt, że opowiadają inne historie. Bo przecież w Days Gone jeździmy na motorze, a w Horizon Zero Dawn na mechanicznych drapieżnikach. Jeśli rozłożymy je na czynniki pierwsze, to faktycznie różnic jest sporo! Radujmy się! Takie rzeczy można mówić, jeśli przygodę z grami zaczęło się od PlayStation 4, albo PlayStation 3. Rzeczywistość pozostanie niezmieniona, a ta wyraźnie pokazuje, że zróżnicowanie gier jest niskie. Zwlaszcza jesli mówimy o dzisiejszym Sony.

Narracja, że to najcudowniejsze czasy dla branży bawi mnie i doprowadza do wściekłości jednocześnie. Z jednej strony chce mi się śmiać, ale z drugiej aż chciałoby się jakiegoś resetu. Istna plaga. Było kilka serii/gier wyścigowych, które miało Sony. Driveclub, WRC, Motorstorm. Zostało tylko Gran Turismo. Było Resistance i Killzone, nie ma nic. Były gry które trudno wpisać w konkretny gatunek jak Dark Cloud, Okage: Shadow King, albo nawet Gravity Rush. Nie ma nic. Pojawiło się The Last Guardian - cudowna produkcja, na wspomnienie której jeszcze niejednokrotnie uronię łzę. Dlatego, że jest tak piękna i dlatego, że ma nikłe szanse na zostawienie potomka.

Może trudno w to uwierzyć, ale marudzenie, męczenie buły, jęczenie i jakby jeszcze tego co robię nie nazwać, nie jest moim ulubionym zajęciem. O wiele bardziej wolę się zachwycać, szukać pozytywów i się po prostu dobrze bawić. Nie mam na celu znalezienia gier, które mi się nie spodobają. Szukam takich, które mnie zachwycą. Zderzam się jednak ze ścianą, bo okazuje się, że nie jestem już targetem swojej ulubionej niegdyś firmy. Gram odkąd pamiętam i uważam za absurdalne, że osoba mojego pokroju musi faktycznie rozglądać się za grami, dokonywać selekcji. Nigdy tego nie potrzebowałem, bo tytuły z potencjałem na zaserwowanie mi pozytywnych emocji spływały do mnie wartkim strumieniem. Tym bardziej, że poza grami stricte-sportowymi lubię w zasadzie wszystkie gatunki.

#4theplayers

Ostatni pokaz Sony utwierdził mnie w przekonaniu, że nie mam na co czekać - czy raczej nie ma tego zbyt wiele. God of War: Ragnarok będzie prawdopodobnie jeszcze gorsze od poprzednika, ale dam szansę, może miło mnie zaskoczy. Przewiduję, że będzie tu znacznie więcej wściekłości i mordowania - skoro już raz zainspirowali się The Last of Us, to czemu nie zrobić tego ponownie? Może Kratos w końcu umrze?

Marvel's Wolverine mógłby mnie zainteresować, ale to twór Insomniac Games. Marvel's Spider-Man było tak kiepską grą, że wytrzymałem z nią zaledwie dwie godziny. Nie jestem jednak odbiorcą Marvela, którego zresztą jest w ostatnich latach zbyt dużo. (Wszyscy kochają komiksy!) Nie spodziewam się też, aby ta gra była odpowiednio brutalna i mroczna, bo raczej będą chcieli trafić do jak największej ilości odbiorców. Nie chciałbym też, żeby stało się to swoistym standardem, bo przecież produkcja gier trwa coraz dłużej. Ile gier w ciągu dekady jest w stanie dostarczyć takie studio? Wszyscy wiemy, że nie przekroczy to liczby 5.

Obok tego pojawiło się jednak całkiem ciekawe Project EVE, którego pewnie skosztuję. Czekam też na Forspoken, ale trudno mi ocenić czy jest to gra dla mnie. W teorii tak, ale... nie czuję żadnego parcia (z kolei Final Fantasy XVI jawi mi się jako pre-order). Gran Turismo 7 może będzie pierwszą odsłoną, którą kupię na premierę, bo to gwarancja jakości. Do dzisiaj bawię się w Gran Turismo Sport i to częściej niż kiedykolwiek. Chętnie skosztuję też Alan Wake Remastered, bo sporo dobrego się nasłuchałem o tej produkcji. A nawet bez tego spodziewam się samych dobroci, to w końcu Remedy Entertainment. Reszta nie jest raczej dla mnie. Pozostaje czekać na Elden Ring, dzięki któremu zapomnę o świecie.

Pozostaje zakończyć ten tekst. To, co Sony robi do tej pory w związku z PlayStation 5 też nie do końca do mnie trafia. Demon's Souls (PS5) na otwarcie generacji uważam za brzydkie posunięcie, tym bardziej, że to "remake", którego charakter podpada bardziej pod remaster. Zdecydowanie zbyt mało tutaj zmian, bo oryginał to gra wymagająca wielu poprawek. O czym przecież przekonało się samo From Software tworząc kolejne gry. Wszyscy wiemy natomiast, że Bluepoint Games dalekie jest od wprowadzania wielkich zmian - a to przecież natura remake'ów. Życzę im jednak jak najlepiej i jeśli mają przenieść więcej klasyków na nowy sprzęt - czekam!

To w sumie tyle. Czy przeczytam w komentarzach coś pokroju: "a może warto zrobić sobie przerwę od gier?" - tudzież "wypaliłeś się autorze"? Nie zdziwię się, jeśli takowy komentarz się pojawi pod tym wpisem. Odpowiem już teraz. Nie chcę odpoczywać. Po co, skoro wciąż są gry, które mi się podobają? Zarówno te nowe jak i starsze. Wciąż się dobrze bawię, ale muszę kombinować. Poza tym to mój ulubiony typ rozrywki. I mimo całej mojej krytyki, PlayStation i tak zapewne pozostanie moim głównym sprzętem do grania, nawet jeśli zaopatrzę się w jakiś dodatkowy. Chodzi tu o sentyment, przyzwyczajenie, albo nawet trofea.

Atuty

  • To jednak Sony i ich PlayStation
  • Returnal
  • Bloodborne
  • The Last Guardian
  • Gran Turismo
  • Gry nie od Sony też działają
  • Wygodny pad
  • Trofea

Wady

  • Większość oferty to ani gry, ani filmy
  • Sony The Game: Plague
  • Płatne multi
  • Brak PS Now w Polsce
  • "Remake" na otwarcie generacji
  • Japan Studio to jakieś gorsze?
  • Trofea

kalwa

Obecne Sony jawi mi się jako cień tego, czym kiedyś było. Dawniej w moich najgorszych koszmarach nie było wskazówek, że tak się to wszystko potoczy. Absurd, ale jednak prawdziwy: nie jestem już ich targetem. Trzeba rozejrzeć się chyba za innym sprzętem do grania. PlayStation przestaje wystarczyć.

5,0

Komentarze (379)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych