Blog użytkownika m4tekt

m4tekt m4tekt 01.11.2019, 15:43
Zagrajmy w: Devil May Cry 5 #13
155V

Zagrajmy w: Devil May Cry 5 #13

Jeden z kultowych slasherów powrócił w glorii i chwale na konsole obecnej generacji! Jednak czy na pewno?


Slashery… Jak ja kocham slashery! Niestety obecna generacja nie rozpieszcza nas pod względem beztroskiej sieczki i rozczłonkowywania przeciwników. Oglądając trailer DmC5 na E3 2018 aż mi się ciepło zrobiło na sercu, bo to jeden z moich ulubionych gatunków gier. Po raz pierwszy pojawił się na największych targach dotyczących gier i zwiastuje powrót bezmyślnego wciskania wszystkich przycisków by wykręcić jak najlepszy wynik combo przy widowiskowej oprawie! Ale czy moje marzenie się spełniło?


Devil May Cry to seria z którą miałem styczność, ale nigdy nie potrafiła utrzymać mnie przy sobie na dłużej. Próbowałem swoich sił z kilkoma odsłonami, ale zagmatwana historia i mechanika gry niekoniecznie dawały mi to, czego oczekiwałem, więc zwyczajnie sobie odpuszczałem. Trailer pokazany na E3 w 2018 roku zaintrygował mnie niemal od razu i wpisałem nowego Devila na listę życzeń! Niestety z powodu braku czasu nie mogłem zabrać się za grę w dniu premiery, a czas nieubłaganie płynął… Powodem, który zmotywował mnie do zabrania się wreszcie za tą produkcję było dołączenie do usługi Xbox Game Pass gdzie gra zwyczajnie nie będzie na mnie wiecznie czekać.


 
Zacznijmy od tego co najlepsze, a mianowicie szlachtowania naszych oponentów. DmC 5 stawia na szybkie i widowiskowe combosy, które możemy wykonywać 2 broniami głównymi oraz atakiem specjalnym. Podczas rozgrywki zapoznałem się trochę z bohaterami danymi nam do dyspozycji, wypróbowałem ich styl walki oraz oręż jakim dysponują. Nero to taki typowy i prosty w obejściu miły kawaler, dość przystępny dla początkujących graczy co nie oznacza, że nie da się nim wykręcić bardzo przyjemnych wyników jeśli dobrze opanuję się odpowiednio jego umiejętności. Posiadany przez niego miecz możemy dodatkowo „nakręcić” by jeszcze szybciej dekapitować wrogów w połączeniu z bronią palną to oręż, którym przyjdzie nam się posługiwać w walce z demonicznymi hordami. Przechodząc kolejne etapy przyjdzie poznać nam V. Postać ta zdecydowanie kontrastuje na tle pozostałych bohaterów, bo nie rzuca sucharami, a raczej smutnymi cytatami i gdy się uśmiecha to sprawia wrażenie jakby sprawiało mu to ból. Dowodzi On demoniczną latającą kurą, agresywnym tygryskiem oraz jakąś kupą błota przypominającą golema czy coś w ten deseń. Rozgrywka V polega na wydawaniu rozkazów swoim podopiecznym, a naszym zadaniem jest osobiste wykańczanie zmęczonych już zbieraniem bęcków przeciwników i choć walka wydaje się odrobine zbyt prosta, styl V jest dość efektowny i efektywny! W moim odczuciu jest to trochę taki samograj, choć pewnie i taki styl rozgrywki znajdzie swoich zwolenników. Ostatnią postać jaką przyszło mi sterować jest Dante… Nooo, ma gość potencjał do kręcenia wystrzałowych combosów i posiada największy arsenał,  który możemy naprzemiennie wykorzystywać do wesołego ciachania demonów. Ekwipunek jakim dysponuje Dante to rewolwery w liczbie sztuk: 2, jeden większy gnat, rękawica Mike Tysona, Sandał ojca Gaudentego oraz ładny mieczyk o wdzięcznej nazwie Rebelion. Jednak to nie koniec potencjału jakim dysponuje Dante, bo oferuje on jeszcze „style” pozwalające dopasować go do naszego sposobu prowadzenia walki.  Osobiście polecam sandał bez skarpety, bo można nim wykonywać wspaniałe kopniaki, które są tak blisko mojego serca, ze względu na zamiłowanie do sztuki walki taekwon-do. Umiejętność główna to przemiana w demona, dzięki niej możemy się uleczyć i wyswobodzić z opresji. Każda z tych postać prezentuje się inaczej na polu bitwy i każdą z nich możemy rozwijać poprzez wykupowanie umiejętności ale Nero jest chyba najprzystępniejszą postacią dla nowych graczy. Gra oferuje możliwość kooperacji online, ale jedynie w pewnych miejscach, a na koniec możemy ocenić przydatność przyjaciela. Niestety nie zgłębiłem dostatecznie tematu coopa, ale na pewno nie jest to forma standardowego trybu kooperacyjnego znanego nam z innych gier. Niestety w tej beczce miodu jest łyżka dziegciu gdyż niekoniecznie podoba mi się walka… Przeszedłem prawie wszystkie części God Of War, Dante’sInferno dało mi wiele radości a trylogia Darksiders umiliła mi wiele wieczorów. Te gry stawiały na widowiskowe walki i choć ich styl różnił się od siebie to zdecydowanie lepiej je wspominam niż to co zaserwowano nam w DmC 5. Nie zrozumcie mnie źle, fajnie się tu walczy, ale jakoś wciskanie jednego przycisku odpowiadającego za walkę wręcz niekoniecznie mnie kręci. Nie czuję tu siły uderzeń i choć walka jest widowiskowa to czegoś mi tu jednak brakuje…