Lightning Returns: Final Fantasy XIII ukazało się w 2013 roku, w Japonii, a do Europy trafiło 2014 roku, na PS3 i Xboxa360, z kolej posiadacze PC, mogą się cieszyć tym tytułem, od roku 2015. Ale czy na pewno mogą? Po ograniu dema, które było dostępne na PSN, byłem pozytywnie pod jarany, nowymi przygodami Light. Ale już pełna wersja przygód Błyskawicy spowodowała u mnie konkretny detoks.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Story of My Life – na pewno nie

 

W Final Fantasy XIII jako Lightning ratowaliśmy Serah, a w Final Fantasy XIII-2, jako Serah próbujemy ratować Light, natomiast w LR: Final Fantasy XIII, jako Light ratujemy już wszystkich. Mniej więcej tak można w skrócie określić fabułę całej trylogii, lub poszczególnych części. Ale skupmy się bardziej na fabule w Powrocie Błyskawicy. Ci co grali w FFXIII-2 wiedzą po skończeniu tego FFa, jakimi przesłankami mógł się kierować Noel, w finale trylogii, ale tutaj osoby odpowiedzialne za fabułę, chyba o tym zapomnieli. Pierwszy ważny aspekt, to, to że Noel i Hope coś Sobie obiecali względem Serah i Moga. A przy spotkaniu Noela z Light, ten nagle zmienił swoje priorytety i ani słowem, ani czynami, nic nie skazywało na to, że chce pomóc odzyskać Serah, a tylko gadał o Yuel. Tym bardziej, że interesowało go, tylko zlikwidowanie złej, niedobrej Lightning. Kolejnym dziwnym pomysłem, w fabule jest to, że Hope cofnął się w rozwoju i z dorosłej wersji, którą mogliśmy spotkać w FFXIII-2, mamy tego małego Hope, z FFXIII, który irytował mnie bardzo w pierwszej części.

 



 

Natomiast esencją głupoty, scenarzystów, programistów i testerów jest jedna rzecz, która mi nie daje spokoju. W czasie przygód różowowłosej możemy spotkać Fang, w Dead Dunes, która zdradzi nam pewne ważne informacje względem fabuły i Vanille. Ale jest jedno ale. Wykonując jedno z dodatkowych zadań - The Saint's Stone, w Luxerion, w którym spotkamy Vanille. Zadanie wykonywałem, po rozmowie z Fang, ale można je oczywiście zrobić wcześniej, ja niestety o tym nie wiedziałem. Na filmiku, gdzie Lightning spotyka Vanille i rozmawiają o Chaosie, Light nawet nie wspomni, że spotkała Fang i, że zna ważne szczegóły względem Chaosu i samej Vanille. Tak jakby jeszcze o niczym nie wiedziała. A akurat ten quest, jak i rozmowa z Fang, są kluczowym aspektem w fabule. Więc Square Enix zrobiło coś na wzór nieudolnej, nieliniowej fabuły. W mojej opinii testerzy powinni to wyłapać, a programiści, powinni zablokować możliwość wykonania tego questu, po rozmowie z Fang, bo psuje i tak już słabą fabułę.

 



 

Inną rzeczą, która mnie przyciągnęła do fabuły, była chęć poznania, a dokładniej odkrycia tego kim jest Lumina. I zgadnijcie, czy udało się to? No właśnie nie. Po ograniu dema, zastanawiałem się i to bardzo kim jest Lumina. Miałem trzy warianty tej zagadki. Pierwszy, że Snow i Serah jakoś zmajstrowali razem dziecko. Ale nie, to był błąd. Drugim było to, że może jest wcieleniem Serah i po części ogrywając pełną wersje gry, tak można wnioskować. Natomiast ostatnią trzecią możliwością, jest to, że może być wcielenie samej Light. I wiecie, co? Też tak może być, bo w grze jest to wspomniane, przez samą Light. Nasuwa mi się teraz jedna rzecz. AAAAAAAAAAAA!!!!!! To kim do cholery jest Lumina, wcieleniem Serah, czy Light, bo w samej grze, jest to tak wyjaśnione, że ... [cenzura]

 


 

Żeby nie było, że fabularnie, to LR: Final Fantasy XIII, to gniot, nie warty uwagi. Muszę pochwalić osoby odpowiedzialne za oprawę fabularną, za to, że wykonując, co niektóre questy, można się dowiedzieć paru ważnych rzeczy, z fabuły poprzednich części. Fajnie jest to, wkomponowane w grę i dobrze, że te wyjaśnienia padają z ust Błyskawicy. Dzięki temu osoby, które nie grały w dwie poprzednie części, mogą po części poznać wydarzenia, które już miały miejsce.

Dodatkowym plusem w mojej opinii, jest też to, że możemy spotkać kluczowe postacie z poprzednich trzynastek. W pamięć rzuca mi się spotkanie w wiosce, która znajduje się w lecie, w Wildlands. Gdzie micha mi się cieszyła, a zarazem miałem łzy w oczach. Coś pięknego, ale pod warunkiem, że grało się w całą trylogie.

 

W 13-cie dni dookoła świata

 

No nie do końca, bo w samej grze zwiedzimy cztery lokacje. Pierwszą jest Luxerion – jest to miasto w dość mrocznym i gotyckim klimatem. Nic w sumie szczególnego tam nie dzieje się i słabo zapada w pamięci. Drugą lokacją jest miasto Yusnaan – które aż kipi pozytywna energią, coś na wzór ubogiego Gold Saucer, w którym możemy dobrze się bawić, ale nie ma w co. Za to, atutem tego miasta są walki w Koloseum. Trzecią i najlepszą lokacją jest Wildlands – jest to, otwarty teren, w którym zwiedzimy zielone lasy, różne tereny, znajdziemy ruiny i zwiedzimy pewną świątynie, coś na wzór Gran Pulse. Z tą różnicą, że jest lepiej wykorzystany i zagospodarowany. W Gran Pulse brakowało mi wiosek i ludzi, a tutaj je mamy. Za to podobnie jak Gran Pulse, Widlands ma jedną wadę, gdzie jest możliwość hodowli chocobosów, której brakuje. Tym bardziej, że akurat tutaj spotkamy Sazha i będziemy ratować legendarnego kuraka, nie mówiąc o zasiewaniu różnych odmian Gysahl Greens. Ostatnią lokacją jest Dead Dunes – pustynia z zakopanymi ruinami wielkiej świątyni. Ale akurat potencjał lokacji nie jest wykorzystany.

 





 

Fajnalowy Dark Soul's i pan Tik-Tak. Naomi Campbell jako Light, Light jako Heidi Klum

 

Podobnie jak za czasów FFXII, tak i tutaj Square Enix postanowił się pozbyć aspektu levelowania. Chociaż w FFXIII mieliśmy ciekawe Crystalium, które dawało nam pewną dowolność w rozwoju postaci, to my decydowaliśmy się, co za umiejętność chcemy mieć, w danej chwili. Tutaj jednak statystyki zwiększają się same. Zwiększa nam się HP, siła ataków oraz siła magi i tyle. Możemy to realizować dzięki wykonywaniu questów i po pokonaniu bossów. Wadą takiego rozwiązania jest to, że jeżeli nie uda nam się wykonać jakiegoś questu, a zdarza się to. To na starcie będziemy mieli gorsze statystyki, co może potem utrudnić nam walkę z bossami, lub mocniejszymi przeciwnikami. Podchodząc pierwszy raz do gry, nie udało mi się wykonać, co niektórych zadań dodatkowych, a to skutkowało, trudniejszymi walkami i większą frustracją. Nie mówiąc o ostatnim bossie, przy którym wrzucałem polską łaciną na każdym kroku. I lepiej było odpalić grę jeszcze raz, aby zrobić jeszcze raz te same questy i zwiększyć statystyki Błyskawicy. Tutaj kłania się też kolejna dziwna rzecz. Jak przechodzisz drugi raz Returna, to otrzymywane statystyki są mniejsze, niż za pierwszym razem. Takie podejście twórców gry utrudnia radość z grania, bo na starcie nas ograniczają, a przecież RPGi, dają nam zawsze możliwość odpowiedniego przygotowania się do walk, a tu, po prostu nas ograniczają.

 


 

Co do przygotowywania się do walk, tutaj sami decydujemy, jakie wdzianko ubierze nam Light, oraz jakie umiejętności będzie posiadała. Umiejętności będziemy podpinać pod przyciski na padzie. Które dzielą się na obronę (np. Guard , Light Gauard, Mediguard, itp.), atak (Attack, Blitz, Heavy Slash, itp.), magia ofensywna (Blizzard, Fire, Aero, itp.) oraz magia defensywna-osłabiająca (Curse, Deprotect, itp.). Każdą umiejętność możemy levelować poprzez syntezę dwóch podobnych ataków, lub czarów, w odpowiednich sklepach. W samych walkach będziemy starali się rozbić obronę przeciwnika i nabić Straggera. Dzięki temu szansa na wygraną wzrasta. Fajnym pomysłem jest też zużywanie się paska ATB, który odpowiada za nasze ataki, i określa naszą ilość ataków, w danej „turze kostiumu”. W walkach możemy używać max, trzech strojów, co daje nam pewna dowolność, ale i ograniczenia. Dobrze też, że SE, wrzuciło do walk coś na wzór Limita, który nazywa się tutaj Overclock, dzięki niemu przez pewien czas, możemy nawalać w przeciwników, bez straty paska ATB.

 


 

Dobra, ale nie może być za pięknie. Zastanawia mnie jedno, dlaczego w walkach nie możemy biegać, jak np. w Star Ocean. Rozumiem, że Lightning nosi w swoim niewidzialnym plecaku, tyle strojów, broni i tarcz, że ciężko jej biegać. No, ale niemożność biegania jest czymś dla mnie niezrozumiałym. Kolejną niedopracowaną sprawą w mojej opinii, jest to, że w czasie walk możemy się blokować. W demie sprawdzało się to idealnie, ale już w pełnej wersji, nieraz miałem ochotę rzucić padem o ziemię, a szczególnie w walce z Caiusem, gdzie Light nie chciała blokować, wtedy kiedy ja naciskałem np.: kwadrat odpowiedzialny za blok. I tutaj nasunęła mi się myśl, że SE, chciało w walkach z bossami zrobić coś na wzór Dark Souls'a, gdzie bossowie są bardziej wymagający, a bloki, na ich ataki nie muszą zawsze działać jak należy. A uwierzcie mi taka walka z Caiusem, czy też Noelem, bez możliwości odpowiedniego ulepszenia Light (takiego jakiego my chcemy, a nie zależnego od ilości questów) oraz dziwne fochy Light, w blokach są masakryczne. Jedyną różnicą jest walka z Snowem, który jest trochę ciotowaty, w porównaniu do walk z Caiusem i Noelem.

Wracając do strojów, które może ubierać nasza heroina, jest to, ulepszony patent z Final Fantasy X-2, ale mało innowacyjny. Stroje jak stroje, mogą się podobać lub nie, ale tak naprawdę są to różne wariacie względem np. czarów lub ataków, które mają takie same statystyki, z tą różnicą, że w jednej wersji mamy Fire, a w drugiej Blizzard. Nie wspomnę też nic o chorym pomyśle ubrania Light w strój Clouda, Yuny lub utopionej przez Clouda kwiaciarki :). Zauważyłem też, na jednym z filmików z youtuba, że osoba grająca w stroju Clouda, kosiła ostatniego bossa, jak chciała. A ciekawostką w tym jest taka, że miała podobną ilość energii co moja Light. Czyli można powiedzieć, że byliśmy na takim samym poziomie rozwoju postaci. Ale niestety, ja nie zabierałem tyle energii bossowi co on/ona. Więc wydaje mi się, że płatne stroje ułatwiają bardzo walkę. A według mnie, tak nie powinno być.

 


 

Kolejnym złym pomysłem, jest zegar, który tyka i odmierza koniec czasu i świata. Psuje on całą zabawę, z tego względu, że nie możemy pozwiedzać lokacji w spokoju i podziwiać wykreowanego świata. A musimy zapierdalać z punktu A do punktu B, aby niepotrzebnie nie stracić cennego czasu, a co gorsza dnia. Oczywiście po pewnym czasie dostaniemy odpowiednią umiejętność wstrzymywania czasu - Chronostasis, ale działa ona dobrze tylko w dwóch ostatnich lokacjach. Gdzie przeciwnicy odpowiednio szybko nabijają nam wskaźnik do wykorzystania tej umiejętności.

Kolejną ściema SE, jest to, że wykonywanie questów miało opóźniać zegar i dawać nam dodatkowe dni. I tak jest, ale tyczy się to tylko głównych zadań, a nie dodatkowych questów. Specjalnie też spędziłem jeden dzień na wykonanie dodatkowych zadaniach. I wiecie co? Zrobiłem ich 25 + 30 od Chocoliny. A w zamian nie dostałem dodatkowego dnia. Więc zwiększać czas, możemy tylko poprzez zadania fabularne i tyle. Nie cieszcie się też, z tego, że ostatniego dnia znika zegar, bo nic Wam to nie da. Z tego względu, że gra przeniesie nas do Katedry w Luxerion i stamtąd już nie będziemy mogli się przenieść nigdzie. To skutkuje tym, że nie zrobimy już żadnych questów, nie zwiększymy statystyk Light, nic.

 


 

Żeby nie było, że tylko jadę po tym FFie. Muszę pochwalić osoby odpowiedzialne za wygląd Snowa, bo przestał wyglądać jak wieśniak-farmer. Jego nowy wygląd idealnie odzwierciedla jego przemianę. Reszta, to te same modele postaci, co w poprzednich cześciach. Poza Lumina, której wygląd też jest ciekawie zaprojektowany.

 

Podaj, przynieś, pozamiataj

Podobno dobry RPG charakteryzuje się dobrymi zadaniami pobocznymi. W tym wypadku tak nie jest. Questy możemy podzielić na dwa rodzaje. Te, które przyjmiemy od napotkanych ludzi w miastach, wioskach itp. oraz zadania, które przyjmujemy od Chocoliny. Ogólnie zadania opierają się na: przynieś, podaj i pozamiataj. Szczególnie u fanki kuraków, gdzie musimy przynieść jej odpowiednią ilość danego przedmiotu lub przedmiotów, które możemy znaleźć w specjalnych sferach lub uzyskać po walkach z przeciwnikami. Ciekawszymi zadaniami są te, które przyjmiemy od npc-ów w miastach. Ale opierają się one na np.: eliminacji odpowiedniej ilości przeciwników albo dostarczeniu odpowiedniej informacji lub przedmiotu. W grze znajdziemy też rodżyny, w postaci takich zadań, jak np.: dostarczenie listu do gówniarza, który wpierw musi Cię obrobić i musisz go złapać lub mój faworyt, czyli randka z Lightning. Kurde ratujemy świat przed zagładą, a Light musi bawić się w listonosza lub panią do towarzystwa. NAPRAWDĘ nie dało się wymyślić zadań pobocznych, które w jakimś sensie nawiązywałyby do fabuły. Zastanawia mnie też jedno, czy testerzy od dodatkowych zadań, spali, czy pracowali nad nimi. Wykonując zadanie Free Will, które można wykonać bardzo prosto. Kupując odpowiednie przedmioty od sprzedawcy. Proste prawda? No nie do końca, bo gra nie chce wczytać pana sklepikarza. Gdzie byli testerzy? To chyba sami oni wiedzą. Innym smaczkiem nierzetelnej pracy testerów, jest quest The Girl Who Cried Wolf, który odpali się lub nie. A zależy to od jednej rozmowy, tzn. tak mi się wydaje. W tym zadaniu będziemy szukać pewnej kobiety, której grozi niebezpieczeństwo. Zadzwoni ona do nas, a dokładniej do budki telefonicznej, obok której będziemy przechodzić. Ale pod warunkiem, że nie porozmawiamy z panem, który nam powie, że ta pani nie żyje. Nie wiem, co ta rozmowa ma wspólnego nagle z tym, że ta pani nie chce być już uratowana. W sumie, to wiedzą tylko testerzy i programiści z Square Enix.

 

Pochwalę za to, soundtrack Powrotu Błyskawicy. Znajdują się na nim bardzo energetyczne utworki, jak i bardzo smutne. Ogólnie jest to OSTe, w której skład wchodzą utworki z poprzednich części, ale znajda się też nowe, takie jak: Savior of Souls, The Ark lub Chaos. Chociaż moim ulubionym jest Lightning Return. I tak przy okazji. Przy soundtracku pracował Nobuo Uematsu.

 

 

Square Enix trzeba też pochwalić, za oprawę w filmikach. Jest jeszcze ładniejsza niż w poprzednich częściach. A atutem jest to, że jak ubierzemy strój A, to będzie on na filmikach na silniku gry. Ale niestety już, chociaż dla mnie stety, już go nie będzie na głównej sekwencji filmowej.

 

 

Głosowanie na recenzję tygodnia odbywa się na blogu użytkownika Montana. Ostatnie głosowanie część specjalna — Horrory.