Electronic Arts zgrabnie wsłuchuje się w opinie społeczności oferując nową zawartość do kolejnych odsłon serii FIFA, ale w ostateczności i tak wszyscy mają spędzać wolny czas na rozbudowywaniu zespołów za pomocą paczek. Przez trzy sezony przeżywaliśmy historię Alexa Huntera, a teraz mamy okazję zakosztować w powrocie ulicznej piłki. FIFA Volta nie jest jednak typową Fifą Street, którą pokochaliście ponad dekadę temu. Tryb jest pierwszą propozycją z serii od podstaw przygotowaną na silniku Frostbite, na którym od kilku lat powstają kolejne Fify. Oznacza to, że nie możemy liczyć na bardzo dynamiczny gameplay zmieniający zasady gry o 100%. Tutaj od pierwszego kopnięcia piłki czujemy, że podstawa jest znana, a całość została tylko dopieszczona przez małe, choć często znaczące, elementy wpływające na rozgrywkę.

FIFA 20 recenzja 01

FIFA 20 recenzja 02

FIFA 20 stawia na street? FIFA Volta ma potencjał

Jeszcze przed otrzymaniem kodu na FIFA 20 wiedziałem, że pierwszym trybem, który włączę w najnowszej odsłonie będzie Volta. W swoim czasie zagrywałem się w Streeta, więc moje oczekiwania były naprawdę wysokie. Wydawca dobrze sprzedał „zabawę” zapowiadając kilka trybów, ale zdecydowanie najważniejszym była dla mnie fabuła – twórcy nie podążają drogą wyznaczoną przez „Drogę do sławy” i tym razem możemy w pełni stworzyć bohatera. Wybieramy rozmiar ciała wpływając tym samym na pierwsze statystyki, a następnie odpicowujemy twarz, dobieramy włosy i rozpoczynamy podbój ulicznych boisk. W nowej opowieści brakuje trudnych wyborów, tylko w zasadzie raz mamy okazję wziąć udział w treningach, a zamiast tego podróżujemy po świecie odwiedzając miasta Europy, Azji, Afryki i obu Ameryk, by zebrać ekipę, która będzie gotowa na Mistrzostwa Świata Streeta. Ponownie pomiędzy meczami oglądamy wstawki, poznajemy bohaterów, a nawet mamy okazję obserwować możliwości profesjonalistów – EA Sports zatrudniła do współpracy między innymi Rocky Hehakaiję, Jayzinho oraz Edwarda van Gilsa, czyli prawdziwych zawodników, którzy rozwijają uliczną piłkę. Są to zdecydowanie najciekawsze postacie w całej historii, ale niestety nie możemy mówić o wielkim doświadczeniu. Story z FIFA Volta zakończycie w 5-6 godzin i choć w tytule pojawia się skromny end-game w postaci rozbudowywania zespołu, to szczerze mówiąc liczyłem na więcej... Jak wiadomo, Volta „wyrzuciła” z gry „Drogę do sławy”, która była znacznie bardziej rozbudowana pod względem fabuły oraz mechanik.

Fabularny tryb w FIFA Volta pozwala tworzyć zespół, a dzięki wygranym meczom zdobywamy punkty doświadczenia dla swojego bohatera oraz mamy okazję dołączyć do drużyny coraz lepszych piłkarzy. Deweloperzy dorzucili do gry nawet trzy drzewka umiejętności, więc od czasu do czasu możemy odpicować naszą postać kupując skille wpływające na atak, podania, zachowanie pod bramką, defensywę lub ustawienie się w odpowiedniej sytuacji na boisku. W Volcie znalazła się także rozbudowana mechanika personalizacji strojów, bo teraz za zdobytą walutę możemy szarpnąć się na nowe koszulki, a za wykonywanie wyzwań otrzymujemy nowe fatałaszki. Po zakończeniu fabuły możemy jeszcze odwiedzić kilka miast, by zająć się rekrutacją – EA pozwala nawet zgarnąć „Legendy Streeta”, ale standardowo musimy na początku wygrać odpowiedni mecz. W tytule pojawia się wielu zróżnicowanych piłkarzy, a każdy różni się statystykami, inaczej rozgrywa piłkę oraz posiada inne specjalności – choć w samym Story ma to minimalne znaczenie, to jednak może odegrać bardzo ważną rolę w sieciowych meczach. Tak, EA wpadło na pomysł i choć FIFA Volta oferuje „sezony” (sieciowe mecze z rankingami, awansami i spadkami), to jednak nie możemy w tym wypadku wykorzystać przykładowo piłkarzy Realu Madryt, a sięgamy po „swoich”. Wszystkie starcia odbywają się na zasadach trzech na trzech (bez bramkarzy) i choć sam gameplay jest świetny, to wolałbym móc w tym miejscu decydować. Gra oferuje zróżnicowane zasady, ale tak naprawdę możemy je sprawdzić wyłącznie z kumplem na jednej kanapie.

W „Szybkim meczu” znalazła się cała zakładka FIFA Volta i tutaj bez problemu weźmiemy udział w meczu Bayern Monachium vs. FC Barcelona, gdzie dobierzemy zasady (trzech na trzech bez bramkarzy, czterech na czterech, czterech na czterech bez bramkarzy, pięciu na pięciu, futsal) oraz zadecydujemy o przebiegu pojedynku: ponownie podczas „Przetrwania” drużyna po zdobyciu gola traci jednego z piłkarzy, w „Bez Zasad” możemy dowolnie faulować, a w „Do X goli” mecz kończy się po umieszczeniu futbolówki w bramce. W samym fabularnym trybie Volty twórcy wybierają różne warianty rozegrania meczu lub nawet całego turnieju, ale ponownie brakuje możliwości sprawdzenia swoich umiejętności w sieciowych meczach na różnych zasadach. Podczas rozgrywki miałem wrażenie, że deweloperzy nie do końca wykorzystują potencjał stworzonego „Streeta”... Choć podejrzewam, że kiedyś taka opcja trafi do gry. Sam gameplay w Volcie od początku oczarowuje – świetnie sprawdza się możliwość odbijania piłki od band, fantastycznie wyglądają wszystkie nowe animacje, podczas których piłkarze odskakują od ścian, ale trzeba mieć świadomość, że tutaj głównym szkieletem jest „standardowa FIFA”. I to czuć, bo choć ponownie możemy wykonać kilka tricków, to nie możecie liczyć na zwariowane akcje znane ze „starego Streeta”. EA Sports bardzo ugrzeczniło rozgrywkę, która jest przyjemna, ale w pewnym momencie trzeba pogodzić się z wizją przyjętą przez deweloperów – Volta to FIFA 20 na innych boiskach z drobnymi zmianami.

Nie będę przy tym ukrywał, że w zasadzie fabułę połknąłem za jednym posiedzeniem, sprawdziłem później kilka dodatkowych turniejów, rozbudowałem swój zespół, zagrałem kilka meczy z dziennikarzami, by następnie spędzić dobre kilka godzin na rozgrywaniu meczów Bayernem Monachium – Lewy świetnie sprawdza się na małych boiskach. To wszystko ma swoją duszę, jednak byłbym w pełni szczęśliwy, gdyby autorzy już teraz rozbudowali sieciową rozgrywkę. Mimo to muszę przyznać, że gameplay jest uzależniający, bo odpowiednio odświeża zabawę – akcje, w których odbijam piłkę od bandy, by następnie posłać ją piętą do wysuniętego pomocnika i zakończyć akcję szybkim strzałem to prawdziwa poezja. Volta pozwala bawić się grą, a niezwykle dobrą decyzją deweloperów było postawienie na boiska rozrzucone po całym świecie – przykładowo w Amsterdamie, Berlinie, Rzymie, Barcelonie, Londynie oraz Paryżu biegamy po innych terenach, czasami nie możemy korzystać z band, a jednocześnie mamy okazję słuchać lokalnego komentarza oraz wsłuchiwać się w genialny soundtrack. Muzyka to zdecydowanie jeden z atutów FIFA Volta, który w wielu miejscach zachęca do rozgrywki – dobrana ścieżka jest po prostu fantastyczna.

Gorzej natomiast wypada... Dubbing. Electronic Arts Polska zdecydowało się na przygotowanie pełnej lokalizacji i nie mam tutaj na myśli komentarza Szpakowskiego. Bohaterowie fabularnego trybu FIFA Volta mówią po polsku, co brzmi wyjątkowo źle. Protagonista często nie trafia w ton wydarzeń i brzmi przez to nienaturalnie. Niektórzy aktorzy zostali dobrani należycie, ale są to raczej wyjątki.

FIFA 20 recenzja 03

FIFA 20 recenzja 04

FIFA 20 – wolniej, dokładniej i z ciekawymi zmianami

Powrót z FIFA Volta do FIFA 20 jest bolesny. Ogromne boisko, 22 piłkarzy, nadpobudliwy sędzia i brak możliwości wykorzystania ścian sprawiają, że na początku pomyślałem „czegoś tutaj brakuje”. Rozgrywka z powodu znacznie większej lokacji jest też mniej dynamiczna, a nawet najbardziej zwrotni piłkarze potrzebują o wiele więcej czasu na „rozruch”. EA Sports ponownie spowolniło gameplay, by postawić na taktykę – w grze nie można liczyć na ekspresowe wyprowadzenie futbolówki, a nawet takie gwiazdy jak Cristiano Ronaldo potrzebują chwili na rozbieg. Trzeba to uwzględnić podczas kreowania swoich planów, bo uwierzcie mi lub nie – będziecie to teraz robić znacznie skrupulatniej. EA wyraźnie patrzy w stronę konkurencji, by nadać każdej akcji odpowiedni charakter. Deweloperzy postanowili odświeżyć rywalizację jeden na jednego i teraz piłkarze reagują znacznie szybciej na nasze komendy. Łatwiej można prowadzić piłkę przeciskając się pomiędzy obrońcami, sprawniej teraz wykonuje się odpowiedni zwód, by oszukać obrońcę, ale także druga strona dostała powera, ponieważ SI znacznie lepiej reaguje na odległość i nasze ruchy. Sztuczna inteligencja potrafi się lepiej ustawić, choć nie liczcie, że podczas meczu będziecie cały czas puszczać „szczura”, do którego dobiegnie napastnik. Ten aspekt został lepiej dopracowany i wyraźnie czuć tutaj, że EA znalazło w końcu czas na dokładne przyjrzenie się atakowi. Świetnie na pewno wypada zupełnie nowa opcja, która pozwala nam odrobinę „wypuścić” piłkę do przodu i tym samym przygotować sobie ją do podania lub strzału – jesteśmy w tej sytuacji łatwym celem dla obrońcy, ale mając odrobinę więcej miejsca możemy zrzucić pajęczynę spod poprzeczki. Gdybym miał w łapie magiczną różdżkę zmieniającą zasady gry to pewnie odrobinę dopieściłbym samą zwinność grajków, ale tak jak już wspomniałem – EA wyraźnie stawia na taktyczne rozegranie piłki.

Elektronicy ponownie przebudowali zachowanie piłki – sytuację łatwo dostrzeżecie w Volcie, ponieważ na małym boisku często można strzelić gola odbijając piłkę przykładowo od nogi lotnego bramkarza. W trakcie rozgrywki szybko wyczujecie, że futbolówka inaczej zachowuje się podczas dłuższego lotu – teraz drobne detale typu siła strzału, rotacja, umiejętności oraz to skąd dociera do nas piłka (jakie jest podanie) znacznie bardziej wpływają na nasze możliwości w ataku. Duże odświeżenie zostało zaprezentowane w przypadku stałych fragmentów – studio zaprezentowało teraz nowy system celowania, którego zadaniem jest stworzenie bardziej powtarzalnych akcji. Gracze mogą nawet łatwiej nadać rotację decydując się na odpowiedni ruch prawym analogiem – nie jest to łatwe, ale już kilkukrotnie udało mi się posłać w światło bramki „zawijasa”. Wśród nowości dodatkowo wyróżnia się nowy typ podań, dzięki któremu możemy lekko podbić piłkę, deweloperzy dorzucają szereg nowych animacji (nie tylko w Volcie!) i pozwalają przykładowo pokazać swój gniew za pomocą gestykulacji. Do gry trafiły także kolejne sztuczki oraz cieszynki, ale na początku na pewno dostrzeżecie nowy system przełączania pomiędzy piłkarzami... Szczerze mówiąc musiałem spędzić przy grze kilka godzin, by przyzwyczaić się do tego rozwiązania. Ciekawostką jest również zmiana związana z sędzią – teraz arbiter jest w zasadzie duchem, bo nie możemy trafić go piłką. Deweloperzy zrezygnowali także z dryblingu bez dotykania piłki, a zamiast tego dopracowano walkę o dośrodkowania – gracz może wypuścić golkipera na jedenasty metr.

Czy wszystkie przedstawione zmiany są dobre? Trudno szczerze mówiąc już teraz to stwierdzić. W trakcie testów nie natrafiłem na błędy, które w ostateczności mogłyby wpłynąć na nasze doświadczenie. FIFA 20 niezależnie od wybranego trybu sprawia po prostu frajdę – tym razem nie ma mowy o „nauce rozgrywki od podstaw”, bo autorzy wyraźnie starali się dopieścić wcześniej przygotowany gameplay korzystając z sugestii społeczności.

FIFA 20 recenzja 05

FIFA 20 recenzja 06

FIFA 20 – odświeżenie FUT-a, Kariery, Wirtualnych Klubów i walki ze znajomymi

Już w przypadku poprzedniej odsłony Fify widzieliśmy pozytywne zmiany w rozgrywce na jednej kanapie. Teraz deweloperzy do zestawu wcześniej przygotowanych „zabaw” dorzucają „Piłkę Fortuny” (futbolówka otrzymuje jeden z pięciu modyfikatorów wpływających na rozgrywkę) oraz „Król Wzgórza” (na boisku pojawia się fragment, który pozwala nam naładować pasek do strzelenia kolejnego gola). Dział „Szybki mecz” dokładnie zbiera nasze statystyki i pozwala gromadzić ciekawe dane, a cały postęp możemy wziąć do znajomego (ze swoim kontem) i nawet na obcym terenie kontynuować walkę o statystki.

Włodarze Electronic Arts walczą niczym lwy, by FIFA Ultimate Team było dostępne w jak największej liczbie krajów i ponownie tryb związany z budowaniem składu za pomocą kart otrzymał pewne odświeżenie. Także w tym wariancie zabawy otrzymaliśmy możliwość rozgrywania meczów towarzyskich ze znajomymi (nie wpływają na kontrakty/kondycję), co jest dobrą opcją do testowania taktyk oraz składu. Twórcy pozwalają także zabawić się z kumplami i w FUT znajdziemy znane już „Główki i woleje”, „Strzały z daleka”, „Bez zasad” lub „Przetrwanie”, a dodatkowo przygotowane zostały nowe warianty – w „Maksymalnym zgraniu” otrzymujemy dostęp do pobudzonych piłkarzy (każdy grajek ze zgraniem 10 i drużyna ze „stówką”) oraz „Wymianę” (na początku meczu losowa wymiana po trzech zawodników ze składów). W FUT możemy ze znajomym sprawdzić również „Piłkę Fortuny” i „Król Wzgórza” - postawienie na taką rozgrywkę to dobra decyzja deweloperów, ponieważ FUT może się teraz kojarzyć także z przyjemną grą ze znajomym... A nie tylko z walką o kolejnego Ronaldo lub innego Messiego. W FIFA Ultimate Team dostrzeżecie drobne zmiany w zarządzaniu składem, odświeżony Squad Battle (lepszy interfejs, brak ograniczeń odświeżania starć), autorzy obiecują częste zdobywanie Legend, a nawet skupiają się na personalizacji zespołu – teraz dobieramy cieszynki, nowe piłki, motywy na stadionie lub elementy związane z kibicami. Mimo to największą nowością są zdecydowanie Zadania Sezonowe – będziecie mogli brać udział w dziennych, tygodniowych, sezonowych i dynamicznych wyzwaniach. EA dzięki temu chce ożywić rozgrywkę i pozwolić graczom zdobyć więcej nagród – mechanika zadziała pewnie jak marchewka, która zachęci fanów do spędzenia w tym trybie dodatkowych godzin.

Drobne odświeżenie trafiło także do Wirtualnych Klubów – autorzy już w Volcie zaprezentowali nowy system tworzenia zawodnika, ponieważ teraz podczas kreacji piłkarza korzystamy z systemu, który pozwala na większe dopracowanie ciała. Na osi wybieramy odpowiednie proporcje wzrostu do wagi i tym samym wpływamy na atrybuty przyspieszenia, zwinności, równowagi, skoczności, refleksu, szybkości biegu oraz siły. Jeśli zdecydujemy się na wysokiego i ciężkiego grajka, to możemy zapomnieć o odpowiedniej zwinności, ale z drugiej strony niski chuderlak nie poradzi sobie w walce bark-w-bark. Twórcy dorzucają nowe pozycje (LN/PN, LS/PS, CPS/CLS) oraz 30 świeżutkich cech określających zawodnika – studio wyraźnie chce podkreślić indywidualność, co jest kierunkiem w naprawdę dobrą stronę. Podczas rozgrywki odniosłem wrażenie, że autorzy budują system, który chcą wykorzystać w kolejnej odsłonie – może w końcu otrzymamy Drogę do sławy z porządnym kreatorem bohatera? W Wirtualnych Klubach znalazł się także nowy puchar (wykorzystuje zasady z Szybkiego meczu), a niektórzy mogą skusić się na mecze treningowe.

W Karierze otrzymaliśmy pełną personalizację menadżera – możemy wybrać nie tylko wielkość brwi, nałożyć czapkę, ale także decydujemy się na płeć. Deweloperzy zapewniają konferencje prasowe i pozwalają dyskutować z piłkarzami – już w trakcie przedpremierowej zabawy przekonałem się, że takie spotkania z prasą po ważnych meczach lub przed nimi potrafią w ciekawy sposób ożywić rozgrywkę. EA w końcu wykorzystuje ogromny potencjał, który widzieliśmy w Drodze do sławy – już Alex Hunter odpowiadał na ważne pytania, co miało wpływ na jego możliwości. Teraz jednak Kariera rozszerza ten system, ponieważ przykładowo Lewandowski może nie być zadowolony ze swojego kontraktu i przez to może gorzej strzelać... W zasadzie samo dbanie o morale jest w FIFA 20 ciekawym doświadczeniem, które powinno przypaść do gustu fanom tego trybu. Studio wpadło również na interesujący pomysł z potencjałem naszych grajków – teraz gdy Milik przesiedzi cały sezon na ławce, to kolejną kampanię rozpocznie z dużymi problemami. Z drugiej strony ostatni sezon Piątka (świetny start w Genoi i Milanie) pozwoli młodemu złapać wiatr w żagle i przewodzić we włoskiej Serie A. Wśród drobnych zmian na pewno warto wymienić większy budżet na wynagrodzenia, SI teraz lepiej dobiera skład, negocjacje przeprowadzimy przykładowo dachu ładnego budynku, dopracowany został terminarz rozgrywek, a nawet możemy skorzystać z dodatkowych slotów na zapis.

FIFA 20 recenzja 07