Mimo że nie czytałem mangi i nie oglądałem anime, to gry na bazie One Piece mnie mocno wciągały. Z One Piece: Pirate Warriors 2 i One Piece: Pirate Warriors 3 spędziłem wyjątkowo dużo czasu, a i swoje się nagrałem w One Piece: Unlimited World Red. Dlatego, gdy była okazja, zgłosiłem się do Rogera, by rzucił mi do przetestowania nowy tytuł z Luffym. I już po kilku godzinach od odpalenia produkcji żałowałem tej decyzji. One Piece: World Seeker jest szablonowym open worldem, aż do bólu. Nudne, z wyjątkowo słabym systemem walki i męczącymi zadaniami pobocznymi, które dobijają nas razem z długimi czasami wczytywania przy szybkiej podróży.

One Piece: World Seeker - złego dobre początki

Nie miałem wobec gry jakichś większych oczekiwań. Zdaję sobie sprawę, że robione przez Koei Tecmo gry z gatunku musou nie są najwyższych lotów. Przynajmniej rozgrywka w nich daje frajdę mimo pozornej monotonii. Tutaj po pierwszym dosyć pozytywnym wrażeniu (gra jest, powiedzmy, ładna), bardzo szybko zostałem obdarty z nadziei na dobrą grę. Kolejne godziny, w których męczyłem się z nudną walką i powtarzalnymi zadaniami pobocznymi uświadomiły mi, że to nawet nie jest średniak.

One Piece: World Seeker Luffy & Nami

Od czego by tu zacząć? Może od pozytywów, bo jest ich niewiele, więc szybciej się z nimi uwinę. Design gry jest przyjemny dla oka. Jest kolorowo, a styl graficzny pasuje do One Piece. Również otwarty świat wypada ładnie i oferuje sporo charakterystycznych miejscówek i spory dystans rysowania, przez co mamy faktyczne wrażenie sporych rozmiarów. Również ścieżka dźwiękowa wypada nad wyraz przyzwoicie w porównaniu do całej reszty. Nie ma tu co prawda utworów, które wryły mi się w pamięć, ale całościowo muzyka pasuje do gry. Dobrze wypadło także tłumaczenie na nasz język. Zachowano w nim poczucie humoru, dosyć dobrze oddając charaktery postaci.

Gum Gum, Chryste panie...

W tym momencie licznik w grze wskazuje ponad 29 godzin, z czego około 20 to czas, który poświęciłem na ukończenie gry. Większość tego czasu okupione było walką z monotonią, słabym systemem walki, oklepanymi zadaniami pobocznymi i niesamowicie miałką i przewidywalną fabułą.

One Piece: World Seeker wygląda, jakby Bandai Namco postanowiło wysłać ekipę ekspedycyjną na Zachód, by ta podpatrzyła, jak robi się gry z otwartym światem. Wysłannicy wrócili z krótkimi notatkami i na ich bazie zrobiono grę. Z pozoru wszystko to, co powinno być, we współczesnej grze z otwartym światem jest. Spory, teoretycznie zaludniony świat, sporo zadań pobocznych, dodatkowe aktywności, drzewko rozwoju postaci, znajdźki i sekrety...

One Piece: World Seeker eksploracjaOne Piece: World Seeker widok na wyspę

...wszystko to jednak zrobione totalnie nijak. Co z tego, że świat gry jest spory i ładny, skoro w większości pusty. Pomijając zaludnione lokacje, w których i tak nic poza odbieraniem kolejnych zadań nic nie robimy, biegając po mapie, natrafimy albo na występujące ciągle w tych samych miejscach grupki przeciwników, albo będziemy mogli sobie zbierać z ustalonych miejsc przedmioty. No, urozmaiceniem jest szukanie skrzyń ze składnikami, za które potem stworzymy akcesoria lub dodatkowe stroje. Frajda z tego zerowa, a w niektórych miejscach prędzej zaleje was krew, niż znajdziecie skrzynię.

Zadania poboczne? Bardziej oklepanych nikt nie mógł wymyślić. Idź tam, poszukaj tego, zbierz X przedmiotów, pokonaj przeciwników. I tak łącznie 100 razy. Nawet w teorii sekretne lokacje oferują to samo. Walka? Parę kombinacji na krzyż, problematyczna kamera, która działa, jak chce, a w której blokowanie widoku na przeciwniku nie działa tak, jak powinno. Niby Luffy się rozwija przez dokupowanie umiejętności za punkty, ale większość gry i tak korzystałem z 2-3 kombinacji i jednego ataku specjalnego. Więc często zastanawiałem się, po co mi aż tyle tych wszystkich umiejętności.

One Piece: World Seeker Atak specjalny

Do tego ta fabuła. Bandai Namco chwaliło się, że tym razem napisano nową historię specjalnie na potrzeby gry. Trafiamy więc na wyspę, nad którą unosi się Więzienie Marynarki. Całością trzęsie Robo-koleś (tako rzecze Luffy), a my musimy odkryć wielki sekret wyspy. Więcej nie napiszę, bo od razu byście zgadli zakończenie i wątki do niego prowadzone. Całość jest prostacka. Po 3 godzinach domyślałem się całej fabuły, a po kolejnych dwóch byłem jej pewny.

Na One Piece: World Seeker szkoda kasy, nawet w promocji

One Piece: World Seeker dołącza niestety do pozostałych crapów na bazie anime/mangi, które wydało Bandai Namco. To ten sam poziom co Black Clover: Quartet Knights, Jump Force czy My Hero: One's Justice. Pewno się sprzeda, bo i One Piece jest popularne. Nie będzie to oznaczało, że mamy do czynienia z dobrą grą. Bo tak nie jest. Szkoda na to waszego czasu i pieniędzy. Ja wracam do czekania na czwartą część Pirate Warriors.