Roger Żochowski Roger Żochowski 31.07.2019
SEGA Mega Drive Mini - testowaliśmy sprzęt w.... mieszkaniu komunalnym z meblościanką
1216V

SEGA Mega Drive Mini - testowaliśmy sprzęt w.... mieszkaniu komunalnym z meblościanką

Testy nowych gier i sprzętów zazwyczaj odbywają się w przestronnym, dużych klubach wyposażonych w klimatyzację, telewizory LCD i wygodne siedzenia. Cenega poszła o krok dalej przenosząc nas prosto do lat 90. Dosłownie. 

SEGA Mega Drive Mini to kolejna po NES Classic, SNES Classic i PlayStation Classic retrokonsolka, dzięki której przeniesiemy się do czasów młodości. W tym konkretnym przypadku - ery 16-bitów. Nie ma co ukrywać - u nas konsole Segi nie były tak popularne jak na Zachodzie. Na bazarach i giełdach królowały Pegasus czy Amiga, jednak wbrew pozorom Mega Drive był w Polsce obecny. Sam zresztą zostałem w latach 90. szczęśliwym posiadaczem tego sprzętu w komplecie z Outrunem i Sonicem.

Cenega, firma, która zajmie się dystrybucją konsolki w naszym kraju, przygotowała specjalny pokaz konsoli zorganizowany w starym mieszkaniu komunalnym. Zminiaturyzowany Mega Drive został podłączony przez specjalny adapter do telewizora kineskopowego, który swoją drogą dość szybko uległ awarii i trzeba go było wymienić na inny. W lokalu krzątała się urocza pani w "gepardach" polewając wszystkim oranżadę i częstując takimi smakołykami jak malinki czy gumy turbo. Brakowało chyba tylko batonów "Kukuruku" i klapek Kubota. Może trochę przesadzono z radiem lampowym, bo to jednak starsza epoka, ale za to paprotki i meblościanka idealnie wpisywały się w klimat lat 90.

Piękne maleństwo

Test Sega mega Drive Mini - mieszkanie z lat 90.

Test Sega Mega Drive Mini - przejściówka do telewizora kineskopowego

Zasiadłem więc na kanapie i przeniosłem się do czasów, gdy na rynku królowały 16-bitowe hity. Trzeba przyznać, że konsola bardzo wiernie imituje pierwszy model Mega Drive'a. Plastik jest bardzo dobrej jakości, atrapa slotu na kartridże otwierana, a napis 16-bit i charakterystyczna tacka miło łechtają nasz sentyment. Na froncie mamy przyciski doskonale znane z pierwowzoru - power, reset (wciskając go wracamy do menu głównego), oraz słynny suwak odpowiedzialny za głośność słuchawek. Nie zabrakło też charakterystycznej, czerwonej diody. Sprzęt zajmuje około 55% rozmiaru swojego poprzednika, złącze HDMI pozwala podpiąć konsolę pod każdy monitor/ telewizor LCD, a całość zasilana jest przez kabel USB. Nie trzeba więc podłączać go do gniazdka. W zestawie znalazły się też dwa kontrolery do Mega'a Drive'a - nie miałem okazji porównać ich do oryginału (sprzęt póki co mam schowany w szafie), ale wygląda na to, że zarówno rozmiar jak i wszelkie przyciski to wierna kopia. Z funkcji dodatkowych mamy między innymi możliwość zmiany proporcji ekranu z 16:9 na 4:3, filtry (choćby imitujący odbiorniki CRT), oraz możliwość zapisu gry na jednym z czterech slotów dla każdej produkcji z listy.

Trzeba przyznać, że kolekcja tytułów jest naprawdę zacna i znajdziemy tu wiele perełek. Łącznie w menu czekają na nas 42 gry - każda inna, nie ma sytuacji, że dostajemy ten sam tytuł, tylko z innego regionu. Do tego masa gier pozwala na granie w multiplayerze. W Streets of Rage 2 na dwóch wciąż ciora się znakomicie, zwłaszcza, że możesz niechcący bić swojego partnera. Nic tak nie poprawia humoru jak przywalenie dwururką koledze. Oczywiście jak wspomniałem - zupełnie niechcący. Miłośnicy bijatyk będą wniebowzięci mogąc zagrać w drugie odsłony pionierów tego gatunku - Virtua Fighter i Street Fighter. Znakomicie wypada Sonic The Hedgehog Spinball na czterech graczy, gdzie jeden gra po drugim. Przyznam się z ręką na sercu - nigdy nie grałem w Sonica w wersji pinballowej, bo nie wydawał mi się ciekawy, a okazuje się, że to naprawdę fajny tytuł na sesje multi. Podobnie jak wyścigowy Road Rash czy strzelanka Probotector. Ta ostatnia to nic innego jak 16-bitowa Contra, tyle że z robotami zamiast komandosów. W sumie każdy gatunek jest tu praktycznie jakoś reprezentowany. Siłą rzeczy na pokazie grałem głównie w tytuły multiplayerowe, ale przecież w zestawie są takie perełki jak Castlevania: The New Generation, Comix Zone, Darius, Castle of Illusion starring Mickey Mouse, Shinobi III: Return of Master Ninja, Ghouls ‘n Ghosts czy coś dla fanów RPG - Phantasy Star IV, Beyond Oasis, Shining Force i Landstalker. Nie mówiąc o kilku grach z Soniciem, Tetrisie czy kultowym Golden Axe. Jak dla mnie dobór gier jest naprawdę udany i jest ich po prostu dużo - nie czujemy niedosytu. Wiadomo można było trochę bardziej dopieścić np. fanów sportówek (gdzie NBA Jam?), dorzucić Mortal Kombat (1992) czy Żółwie Ninja, ale na tle innych mini-konsolek jest naprawdę nieźle.

Dla pasjonatów

Test Sega Mega Drive Mini - pad i konsola

Test Sega Mega Drive Mini - konsola z bliska

Warto dodać, że za porty gier odpowiada studio developerskie M2, które wcześniej pracowało nad SEGA AGES i SEGA 3-D Classics Collection. Wszystko chodziło bez zacięć, nic się nie wysypało, zmiana gier jak i zapisywanie save'ów działało błyskawicznie i ciężko po tych krótkich testach konsolce coś zarzucić z technicznego punktu widzenia. Oczywiste jest to system przede wszystkim dla fanów retro. Nie znajdziecie tu żadnych rewolucyjnych rozwiązać. Sega zagrała bezpiecznie - dostarczyła konsolę będącą niemalże kopią innych dostępnych na rynku minikonsolek, ale zadbała przy tym o rozbudowaną paletę gier. W niektóre tytuły naprawdę ciężko się gra (vide Probotector) i pewnie część fanów przywitałaby z otwartymi ramionami opcję cofania czasu, ale na to "Niebiescy" się nie zdecydowali. Pisząc krótko - Sega sprostała zadaniu a 16-bitowa oprawa w większości tytułów prezentuje się godnie, czego nie można powiedzieć o wszystkich grach z PlayStation Mini. Na bardziej dokładne testy przyjdzie czas gdy sprzęt trafi w nasze ręce. Niestety zminiaturyzowany Mega Drive wyląduje na rynku w Europie dwa tygodnie później niż planowano - dokładnie 4 października.