Tales of Berseria Remastered - recenzja i opinia o grze [PS5, PC, XSX|S, NS]
Bandai Namco wpadło w szał ponownego wydawania klasyków z serii Tales of, lekko je odświeżając. Po wcześniejszej Tales of Graces F czy niedawnej Tales of Xillia, twórcy idą za ciosem i fundują nam Tales of Berseria Remastered, gdzie ponownie pomożemy demonicy Velvet dokonać zemsty na mordercy jej brata. Odgrzewany kotlet? Być może, ale czasem zdarzają się posiłki, które nigdy się nie nudzą.
Szkoda tylko, że w szale remasterowania pominięto Tales of Xillia 2 i Tales of Zestiria. W sumie za Zestirią nie tęsknię, ponieważ był to tytuł raczej średni, ale brak odświeżonej Xilli 2 mi doskwiera, chociaż jest nadzieja, że i ją dostaniemy kiedyś tam. Mimo wszystko Tales of Berseria Remastered jest wyjątkowa, ponieważ gry z tej serii raczej nigdy nie zahaczały o prawdziwie mroczne klimaty. Recenzowany tytuł porzucił jednak tą tradycję pokazując, że nawet czując szpony pięknej demonicy na karku, można wciąż bawić się wyjątkowo dobrze. Podążmy za Velvet i odkryjmy tajemnice świata żyjącego w wiecznym strachu przed straszliwą plagą.
Zło złem zwyciężaj
Chociaż formalnie Tales of Berseria Remastered uznawany jest za prequel dla Tales of Zestiria znajomość tej ostatniej, poza kilkoma sekretami, nie jest nam do szczęścia potrzebna. Akcja toczy się w Imperium Midgand, rozsianego po licznych wyspach i kontynentach, więc mamy marynistyczne klimaty pełną gębą. Siedem lat przed wydarzeniami opowiedzianymi w grze, świat doświadczył plagi zamieniającej ludzi w krwiożercze demony. Egzorcystom wyznającego nieznanego wcześniej boga Innominata pod przywództwem Artoriusa udało się nieco ograniczyć zagrożenie, ale nie zlikwidować. Cena była straszliwa i kosztowała góry ofiar, a nowa teokratyczna władza zwana The Abbey narzuciła dyktatorskie rządy w całym Imperium, zresztą ku wielkiemu poparciu tych, co przeżyli. Cóż lepiej zgodzić się na ograniczenie wolności i bić pokłony przed nowym bożkiem niż stać się żarciem dla demonów.
Kruczowłosą protagonistkę Velvet wiele jednak z tego ominęło. Zamieniona w Theriona, czyli demonicę pożerającą wielką łapą inne demony, podczas kolejnej fali plagi, przez kilka lat gniła w mrocznym więzieniu pielęgnując w sobie chęć zemsty na mordercy, który skrzywdził jej rodzinę. Ostatecznie młoda, pełna furii kobieta, wydostaje się na wolność i rozpoczyna polowanie, nie bacząc na nikogo i na nic. Po drodze przyłącza się do niej grupa innych życiowych wykolejeńców mających zbliżone cele. Wspólnie przemierzają świat rządzony przez wspomnianą już religijną organizację The Abbey, która wciąż poluje na demony. A propos demonów, czy aby pokonać zło trzeba wykazać się jeszcze większym złem? Czy nieśmiały chłopczyk imieniem Laphicet skruszy lód skuwający serce demonicy? Ponadto jaką mroczną tajemnicę skrywa The Abbey?
Szare życie w Tales of Berseria Remastered
Scenariusz ogólnie nie tylko na tle serii, ale nawet jak na typowego jRPG-a jest naprawdę mroczny i mocny. Trup pada gęsto, pojawia się przemoc nawet wobec dzieci, aczkolwiek nigdzie nie przekroczono granicy dobrego smaku. Zasadniczo, jeśli chodzi o fabułę w grach z KKW mamy do czynienia ze skrajnościami albo jesteśmy rycerzami w złotych zbrojach bez wahania ratującymi świat lub wręcz przeciwnie niegodziwcami do szpiku kości. Rzadko zdarzają się odcienie szarości czy niejednoznaczne sytuacje. Spodobało mi się, że Tales of Berseria Remastered jest właśnie szare, a bohaterowie są nieco skrzywieni psychicznie, ale pragmatyczni i wielowymiarowi. Sama Velvet godzi się z faktem, że jest potworem, unikając moralnych ocen czy usprawiedliwień swoich czynów. Żyje tylko chęcią zemsty, nic innego się nie liczy… do czasu, gdy ludzkie uczucia w niej drzemiące powoli dadzą o sobie znać.
Akcja długiej opowieści jest naprawdę wartka, wielowątkowa, rozbudowana o bogate i skomplikowane relacje pomiędzy bohaterami, a przynajmniej co chwila recenzowana gra funduje nam z nimi scenki dialogowe, czy to fabularne, czy pod postacią tzw. skitów. Wnoszą one nieco humoru tam, gdzie potrzeba, by rozładować napięcie. Fabuła należy do tych naprawdę dających do myślenia, zadając pytania, na które sami balibyśmy się obecnie udzielić odpowiedzi. Czy można poświęcić jednostki, by uratować ogół? Czy morderca może być też wyzwolicielem i bohaterem milionów? Czy społeczeństwo trzymane za twarz może być szczęśliwsze niż wolne, ale skazane na zagładę? Przygody Velvet pokazują dobitne, że dobro i zło to tylko punkty widzenia zależnie od sytuacji, a życie jest jak ten przysłowiowy papier toaletowy: być może długie, ale zasadniczo szare i każdy wie do czego. Rozpisałem się zbyt dużo o całej historii, ale była ona jedną z najlepszych w całej historii jRPG, jaką poznałem i warto, chociaż dla niej, ukończyć całą grę.
Szponiasta łapa pożerająca wrogów
Fabuła jest także osią rozgrywki i rzadko pozwala na odrobinę wolności. Zwiedzamy świat, podążając za wyznaczonymi celami, jedynie czasem nadkładając drogi by realizować dosyć nieliczne zadania poboczne. Po eksperymencie z półotwartym światem w Tales of Zestiria wrócono do tradycji. Właściwie cały czas jesteśmy w ruchu, rzadko pozwalając sobie na wytchnienie w porównaniu do tego, co było w Tales of Xillia czy Zestiria, gdzie „wolnego czasu” było więcej. Co ciekawe Tales of Berseria Remastered oferuje parę minigier oraz morskie ekspedycje, ale te dodatki potraktowano po macoszemu, więc nie bawią tak, jakby mogły. Szybkie tempo zabawy charakteryzuje nie tylko fabułę, ale widoczne jest również w trakcie starć z przeciwnikami, którzy swobodnie kręcą się po lokacjach, chociaż wersja Remaster pozwala na ich wyłączenie. Owszem, w poprzednich odsłonach walka zawsze była dynamiczna, ale pewien gorset stanowiło wyprowadzanie ciosów i ataków specjalnych przyciskiem oraz wychyleniem gałki analogowej. Teraz tego już nie ma, a nasza Velvet przy swobodnej kamerze i wsparciu trójki wojaków hasa sobie swobodnie tam, gdzie chce, wyprowadzając wybrany atak tylko jednym przypisanym przyciskiem. Intuicyjne i szybko łączymy je w combosy, dzięki czemu nagradzani jesteśmy widowiskowymi piruetami bohaterki.
Wszystko odbywa się niemal jak w arenowej bijatyce. Niemal, bo nasze mordercze zapędy hamuje liczba dostępnych dusz wykorzystywanych przez umiejętności bojowe. Jednak nawet bez nich nadal da radę wyprowadzać ataki bez żadnych ograniczeń czy lockowania na wrogu (w trybie swobodnym), ale zadadzą wtedy minimalne obrażenia. Pozbyto się natomiast zwykłych ciosów i ataków łączonych i ogólnie systemu wspierania się bohaterów, (nie ma też fuzji z Zestirii) czego żałuje. Uproszczono również aktywowanie potężnych finiszerów, natomiast sama Velvet potrafi włączyć do akcji swoją gigantyczną, demoniczną łapę, zadając nią potężne obrażenia. O dziwo, odchudzony system walki okazał się ostatecznie wielką zaletą rozgrywki i znacznie zwiększa frajdę z ubijania wrogów. Ponadto remaster przyśpiesza nieco szybkość animacji ruchów postaci, dzięki czemu starcia przebiegają błyskawiczne. Z pokonanych przeciwników sypią się tony łupów zwłaszcza ekwipunku bojowego, co ma znaczenie, bo każdy oręż czy zbroja nawet tej samej klasy potrafią dawać różnorodne wzmocnienia. Co więcej, ekwipunek zawiera zdolności, których, po dłuższym noszeniu uczymy się na stałe. Tytuł posiada prosty system wzmacniania ekwipunku, ale powiem szczerze jego efekty są dość mizerne, więc szkoda na niego czasu.
Tales of Berseria Remastered – remaster, który niewiele zmienia
Czas w recenzji przejść do oprawy wizualnej, Tales of Berseria Remastered, która niestety nie zestarzała się najlepiej. Chociaż remaster dostał podbicie rozdzielczości do 4K to jednak wciąż mocno czuć, że mamy do czynienia z tytułem sprzed dwóch generacji. W Japonii tytuł wyszedł jeszcze na PS3, a i wtedy uchodził pod względem grafiki za przestarzały. Najciekawszy jest fakt, że nawet jeszcze wcześniejsza, odświeżona zresztą niedawno, Tales of Xillia prezentuje się lepiej dzięki swojemu unikalnemu stylowi artystycznemu. W Berserii widać biedotę graficzną, chociażby w projektach lochów czy ruin. Z miastami i wnętrzami budynków jest nieco lepiej, ale i one nie grzeszą rozmiarem czy detalami. Lepiej wygląda sprawa z plenerami, gdzie znajdziemy kilka ładnych widoczków, ale do zachwytu i tak daleka droga. Szczęśliwie animacja śmiga płynnie w 60 klatkach, (chociaż to było już w wersji PS4) a same postacie prezentują się bardzo dobrze i naprawdę przyciągają oko, zwłaszcza w trakcie scenek rodzajowych - skitów. Te zrobione zostały w stylu znanym z Tales of Graces F i naprawdę świetnie się je ogląda.
Na plus wypadają też wstawki animowane oraz składająca się z mocniejszych brzmień ścieżka dźwiękowa, oraz chórki. Głosowa gra aktorska również prezentuje wysoki poziom, zarówno japońska, jak i angielski dubbing. Szkoda tylko, że sam Remaster dla posiadaczy PS5 niewiele zmienia w stosunku do wersji PS4 i widać że tytuł na obecną konsolę Sony trafił po prostu przy okazji szykowania wersji dla Xbox Series S i Switch. Nie licząc poprawy rozdzielczości usprawnienia skupiają się przeważnie na drobnych ułatwieniach życia jak choćby wskaźniki celu na mapie, możliwości pomijania obejrzanych już przerywników filmowych, czy autozapisie. Szkoda, posiadając wersję PS4 nic nas nie zachęca, by wymienić ją na edycję odświeżoną. Zawiera rzecz jasna większość wydanych z DLC ze strojami dla postaci oraz daje natychmiastowy dostęp do Grade Shop z ułatwieniami rozgrywki oraz kilka mało zauważalnych dla zwykłych graczy rozwiązań. Ogólnie nic, czego by się nie dało wprowadzić zwykłą łatką.
Podsumowanie
Ktoś pewnie, rzuciwszy okiem na oceniaczkę, zada pytanie, dlaczego ocena tak wysoka skoro Tales of Berseria Remastered to raczej usprawniony port gry niż rzeczywisty remaster? Ponieważ koncepcja gry nadal się sprawdza, sama opowieść wciąga jak bagno i osobiście po raz kolejny czas spędzony z Velvet wspominam bardzo miło. Jeśli wcześniej jakiś wielbiciel jRPG nie miał jeszcze styczności z tytułem to wersja PS5 jest jak najbardziej warta zakupu, aczkolwiek edycja PS4 w Full HD jest znacznie tańsza, co będzie lepszym wyborem dla osób niemających parcia na rozdziałkę 4K.
Ocena - recenzja gry Tales of Berseria Remastered
Atuty
- Wciąż świetna fabuła i grywalność
- Oprawa audio
- Poważny klimat
- Przyspieszenie podróży i starć
- Podniesienie rozdzielczości grafiki do 4K...
Wady
- ...która mimo to źle się zestarzała
- Niewiele zmian wnoszonych przez remaster
- Minigry
- Zbyt wysoka cena w stosunku do wprowadzony zmian
- Wzmacnianie ekwipunku wciąż bez widocznych rezultatów
Remaster kolejnej odsłony serii Tales of, wydany po latach przez Bandai Namco. Tales o Berseria Remastered to jak na razie najsłabiej odświeżony klasyk cyklu, jednak nadal jest wystarczają grywalny by poświęcić mu czas. Warto to zrobić zwłaszcza dla mrocznej pełnej zwrotów akcji i niepokojących pytań fabuły. Piekło ponownie rusza do boju!
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (12)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych