Avowed

Avowed - recenzja gry w wersji na PS5. Do akcji wkracza ogromna aktualizacja i mnóstwo zmian na plus

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 20:15

Kiedy Avowed debiutowało pierwotnie na platformach Microsoftu, byłem jednym z tych recenzentów, którzy dali się porwać entuzjazmowi chwili, wystawiając notę, która z perspektywy czasu wydaje się przeszarżowana. Był to rezultat głodu na duże RPG od Obsidianu i efektu nowości, jednak dziś, gdy emocje opadły, podchodzę do tytułu ponownie na PlayStation 5 Pro z chłodniejszą głową. Premiera na sprzęcie Sony zbiega się z udostępnieniem obszernej aktualizacji rocznicowej, która transformuje ten tytuł z aspirującego "średniaka" w produkt znacznie bardziej kompletny.

Obecność logo Xbox Game Studios na konsoli Sony wciąż wywołuje u mnie pewien dysonans poznawczy. Nowa, otwarta polityka wydawnicza Microsoftu, burząca mury ekskluzywności, to rzeczywistość, do której trudno mi się w pełni przyzwyczaić, a widok flagowego tytułu „zielonych” na dashboardzie PlayStation budzi mieszane uczucia co do tożsamości dzisiejszych platform. Muszę jednak przyznać, że skala sukcesu pierwotnego wydania na Xboksach i PC była dla mnie sporym zaskoczeniem. Gracze rzucili się na tę produkcję z niespotykanym entuzjazmem, w szczytowym momencie przebijając liczebnością nawet Clair Obscur: Expedition 33, które ostatecznie zgarnęło statuetkę gry roku. To dowód na to, że rynek był po prostu wygłodniały solidnego, „obsidianowego” RPG, a głód klasycznej przygody okazał się nie do przeskoczenia.

Dalsza część tekstu pod wideo

Dzisiejsza premiera na sprzęcie Sony, wyceniona na start na atrakcyjne 219 zł, trafia do nas od razu z pakietem „Major Update”. Sprawdziłem, jak Żyjące Ziemie radzą sobie na PS5 Pro i deweloperzy postawili przede mną klasyczny dylemat. Do dyspozycji oddano trzy zróżnicowane tryby graficzne, a wybór między nimi wcale nie jest tak oczywisty, jak mogłoby się wydawać na papierze. Zanim jednak przejdziemy do szczegółowej analizy płynności i jakości obrazu, przyjrzyjmy się, jak roczna ewolucja wpłynęła na samą rozgrywkę i czy Eora w swoim ostatecznym kształcie faktycznie stała się krainą wartą odwiedzin dla posiadaczy konsol PlayStation.

Wizualia, perspektywa i artystyczna tożsamość Eory

Avowed_PS5_6
resize icon

Eora broni się unikalną, autorską tożsamością, która świadomie odrzuca fotorealistyczny wyścig zbrojeń na rzecz nasyconej kolorami, niemal malarskiej estetyki. To wizja odważna i choć polaryzująca, na dużym ekranie potrafi zachwycić spójnością. Jednak najistotniejszą zmianą w odbiorze gry, jaką przynosi aktualizacja rocznicowa, nie jest podbicie rozdzielczości tekstur, lecz fundamentalna zmiana perspektywy gracza. Implementacja nowych ras to zabieg wykraczający poza kosmetykę, dodający wręcz nową optykę świata. Wybierając potężnego Aumauę, kamera umieszczona jest na wysokości jego oczu, co naturalnie buduje poczucie fizycznej dominacji nad oponentami. Z kolei wcielając się w niziołka rasy Orlan, punkt widzenia ulega drastycznemu obniżeniu, co redefiniuje skalę otoczenia i architekturę poziomów w oczach gracza, nadając eksploracji zupełnie nowy, unikalny ciężar gatunkowy.

Równie istotną metamorfozę przeszła warstwa kinetyczna każdego ze starć. Animacje, będące piętą achillesową pierwotnego wydania, zyskały na brutalności i zróżnicowaniu. Rozbudowany wachlarz efektownych wykończeń dla broni dwuręcznych czy toporów sprawia, że walka przestała być monotonnym klikaniem w stronę wroga, a nabrała trochę takiego filmowego sznytu. Ukłonem w stronę graczy preferujących magię jest z kolei wprowadzenie kosturów. Ta nowa kategoria oręża kończy z erą maga wyglądającego jak bibliotekarz z dużym patykiem. Teraz rzucanie zaklęć i walka w zwarciu z użyciem kostura oferują animacje i styl adekwatny do potęgi, jaką powinna reprezentować ta klasa postaci. Dla mnie to bardzo pozytywna zmiana, bo jestem fanem magów od czasów World of Warcraft: The Burning Crusade - wymiatacze, bez których ciężko byłoby podróżować. W Gothica też magiem grało mi się najfajniej, chociaż wcale nie najlepiej. 

Avowed_PS5_7
resize icon

Niestety, wprowadzenie nowych ras obnaża powierzchowność rocznicowej aktualizacji w warstwie narracyjnej. O ile zmiana perspektywy kamery i statystyk jest odczuwalna, o tyle świat gry pozostaje na nasz wybór całkowicie ślepy i głuchy. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których grając Aumauą i rozmawiając z Kaiem - naszym towarzyszem tej samej rasy - nie usłyszymy ani słowa komentarza o wspólnym dziedzictwie czy unikalnej więzi. Dla skryptów gry wciąż jesteśmy jedynie generycznym „Wysłannikiem z Aedyr”. Taki dysonans skutecznie przypomina, że mamy do czynienia z doklejonym po roku systemem, a nie integralną częścią scenariusza, co w produkcji RPG od studia tej klasy jest rozczarowującym niedopatrzeniem.

Dodam jeszcze, że Obsidian całkowicie zrezygnował z możliwości romansowania, kładąc nacisk wyłącznie na dynamikę grupy i relacje sojusznicze. Interesującym zabiegiem jest również usunięcie ze statystyk atrybutu „Charyzma”. Zamiast jednego suwaka determinującego sukces w dyplomacji, dostępne opcje dialogowe wynikają bezpośrednio z pochodzenia bohatera, zdobytej reputacji oraz inwestycji w konkretne parametry, takie jak siła czy inteligencja. To rozwiązanie premiuje konsekwencję w budowaniu postaci, ale sprawia, że mamy wrażenie grania kimś, kto jest... bohaterem gry komputerowej. Jakby, wiecie, o co mi chodzi? Bardzo trudno jest się wczuć w naszą postać. 

Nowa Gra Plus i redefinicja wyzwania

Avowed_PS5_4
resize icon

Fundamentem obecnego wydania nie są jednak zmiany w wierzchniej warstwie wizualnej, lecz głęboka przebudowa mechaniki, która tchnęła w tytuł drugie życie. Osią tych zmian jest tryb Nowej Gry Plus, pozwalający na rozpoczęcie przygody z zachowaniem odblokowanych zdolności i podniesionym limitem atrybutów aż do poziomu 30. Decyzja o resecie ekwipunku do pierwszego poziomu to zabieg celowy, bo wymusza na weteranach ponowne zaangażowanie w system ulepszeń i ekonomię, zamiast trywializowania rozgrywki gotowym zestawem zbudowanym wcześniej. Warto tu jednak zaznaczyć techniczny niuans: system nie działa wstecz w sposób automatyczny, co może wymusić na graczach powracających wczytanie starych zapisów i ponowne ukończenie finału, by odblokować nową opcję w menu. Trochę uciążliwa drobnostka, warto o tym pamiętać. 

Uzupełnieniem tych zmian są takie narzędzia, jak choćby Magiczne Lustro w obozie, pozwalające na swobodną korektę aparycji bohatera. Dodano także nowy system modyfikatorów trudności, który spodoba się większości fanów RPG i stanowi o sile odświeżonego Avowed. Nie mamy tu do czynienia z prostymi suwakami, lecz z narzędziem do granularnego zarządzania ryzykiem. Możemy precyzyjnie dostosować parametry wrogów czy ekonomii świata, a każde utrudnienie jest nagradzane wymiernym mnożnikiem punktów doświadczenia za eliminację celów. To zmienia paradygmat rozgrywki - przeciwnicy na wyższych ustawieniach nie są już tylko gąbkami na obrażenia, lecz dysponują nowymi zaklęciami i odpornościami, co czyni każde starcie wyzwaniem taktycznym, a nie tylko sprawdzianem zręczności. Tym samym miłośnicy dużego ryzyka mogą teraz dopieścić Avowed dokładnie tak, jak tego oczekują, a system walki z usprawnionym balansem i dopracowanymi animacjami stał się teraz jeszcze lepszy i ciekawszy. 

Niestety, eksploracja Żyjących Ziem, mimo różnorodności biomów, szybko obnaża istotne braki w bestiariuszu. Recykling przeciwników jest tu nagminny - niezależnie od regionu, regularnie stajemy naprzeciw tym samym modelom pająków, niedźwiedzi czy szkieletów, różniących się od siebie wyłącznie statystykami. Poczucie powtarzalności potęguje system ekwipunku, w którym otwieranie skrzyń rzadko wiąże się z ekscytacją. Zamiast unikalnego oręża czy pancerzy zmieniających styl rozgrywki, w łupach dominują materiały rzemieślnicze służące do liniowego podnoszenia cyferek w posiadanym już sprzęcie. Sprowadza to system nagród do czystej matematyki i optymalizacji, odbierając odkrywaniu świata pierwiastek tajemnicy i nagrody. Tyle dobrego, że dodano teraz miejscowe odradzanie się przeciwników. Wcześniej, po wyczyszczeniu mapy, mieliśmy tam całkowite pustki. Teraz, w niektórych miejscach, po jakimś czasie, znowu pojawią się wrogowie. 

Dylemat wydajności na PlayStation 5 Pro

Avowed PS5_1
resize icon

Analiza techniczna wersji na najmocniejszą konsolę Sony zaprowadziła mnie jednak do słodko-gorzkich wniosków. Mimo potężnego zaplecza sprzętowego, optymalizacja trzech dostępnych trybów graficznych pozostawia wyraźny niedosyt, zmuszając nas do wyboru mniejszego zła. Tryb Jakości, kurczowo trzymający się kinowych 30 klatek na sekundę, w dynamicznej grze akcji obserwowanej z perspektywy pierwszej osoby wydaje się dziś rozwiązaniem archaicznym. Input lag jest tu wyczuwalny, a responsywność sterowania nie przystaje do standardów, jakich oczekujemy od nowoczesnych tytułów RPG. Równie problematyczny okazuje się teoretycznie złoty środek - tryb Zbalansowany. Choć na papierze celuje on w 40 klatek (z możliwością skoku do 60 przy VRR), w praktyce boryka się z agresywnym skalowaniem rozdzielczości i irytującym migotaniem cieni, co skutecznie wybija z immersji.

Jedynym, rekomendowanym przeze mnie, sposobem na eksplorację Żyjących Ziem, pozostaje standardowy tryb wydajności. Avowed pokazuje w nim pazur, oferując stabilne, betonowe 60 klatek na sekundę przy zachowaniu wysokiej ostrości obrazu (dużo wyższej, niż swego czasu na Xboxie Series X). Kompromisy w zakresie gęstości roślinności czy detali w oddali są w ruchu niemal niezauważalne, a płynność rozgrywki wynagradza te braki z nawiązką. Muszę jednak wystosować istotną przestrogę dla posiadaczy nowoczesnych telewizorów: stanowczo odradzam korzystanie z opcji odblokowania licznika klatek w tym trybie. Taki zabieg skutkuje techniczną degradacją sygnału wideo do formatu YUV, co objawia się drastycznym spłyceniem kontrastu i wypraniem palety barw. Aby cieszyć się soczystą, artystyczną wizją Eory, najlepiej pozostać przy zablokowanym, ale perfekcyjnie płynnym trybie wydajności. Na PS5 Pro gra wygląda w ten sposób bardzo dobrze i gra się w nią niezwykle przyjemnie. 

Wraz z aktualizacją rocznicową, deweloperzy oddali w ręce graczy rozbudowany Tryb Fotograficzny. Narzędzie, czerpiące garściami z rozwiązań technologicznych wypracowanych przy okazji Grounded, pozwala spojrzeć na świat gry z zupełnie nowej perspektywy. Dzięki zaawansowanej kontroli nad głębią ostrości, ekspozycją i filtrami, możemy w dowolnym momencie zamrozić akcję i docenić kunszt projektantów lokacji. W ferworze walki łatwo przeoczyć detale architektoniczne czy grę świateł, a tryb ten pozwala na moment wyciszenia i artystyczną kontemplację unikalnego stylu Eory, co dla wielu graczy będzie wartością dodaną samą w sobie.

Na premierę wersja na Xboxa i PC cierpiała w walce wręcz, gdzie ciosom brakowało fizycznego ciężaru. Na szczęście wersja na PS5 to zmienia. Dzięki precyzyjnej haptyce, każdy zamach toporem, uderzenie młotem czy parowanie tarczą zyskały wreszcie namacalną wagę. Wibracje idealnie synchronizują się z impaktem uderzeń, dając dłoniom satysfakcjonującą informację zwrotną przy kontakcie ostrza z pancerzem wroga. To właśnie ten haptyczny feedback sprawił, że na konsoli Sony znacznie chętniej budowałem postać pod walkę w zwarciu, czując wreszcie siłę wyprowadzanych ataków, która wcześniej była jedynie umowna.

Czy warto kupić Avowed na PS5?

Avowed w wydaniu na PlayStation 5 to produkt znacznie bardziej przemyślany i kompletny niż wersja, którą otrzymaliśmy pierwotnie na konkurencyjnych platformach. Choć nie jest to gra pozbawiona wad, a problemy z optymalizacją niektórych trybów graficznych są tego dowodem, to wprowadzone zmiany systemowe czynią z niej solidną pozycję w gatunku RPG. Moja pierwotna, zawyżona ocena była trochę nieadekwatna (wówczas powinienem wystawić coś bliżej 6+), ale dzisiejsza opinia wynika z chłodnej analizy ulepszonego produktu. Biorąc pod uwagę atrakcyjną cenę startową na poziomie 219 zł oraz zawartość aktualizacji rocznicowej, weźcie ten tytuł pod uwagę. Chociaż nie ma co oczekiwać cudów. 

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Avowed.

Advertisement

Ocena - recenzja gry Avowed

Atuty

  • Implementacja wibracji i oporu na triggerach nadaje walce fizyczny ciężar, którego brakowało w oryginale; każde uderzenie jest teraz wyczuwalne i satysfakcjonujące
  • Kompletny pakiet ulepszeń na start. Dostęp do Nowej Gry Plus, edycji postaci w lustrze i nowych ras od razu po instalacji czyni wersję na PS5 produktem znacznie dojrzalszym systemowo
  • Stabilne 60 klatek na sekundę przy zachowaniu wysokiej ostrości obrazu to idealny sposób na doświadczanie Eory w trybie wydajności na PS5 Pro
  • Żyjące Ziemie, mimo specyficznej palety barw, bronią się spójnością wizji i projektem lokacji, które zyskują przy nowym trybie fotograficznym
  • Brak statystyki „Charyzma” wymusza konsekwencję w rozwoju postaci; opcje dialogowe wynikają z faktycznych umiejętności i pochodzenia, a nie jednego suwaka
  • Atrakcyjna cena na start, wynosząca 219 zł

Wady

  • Rozczarowująca optymalizacja pozostałych trybów: Tryb jakości jest mało responsywny, a zbalansowany cierpi na irytujące migotanie cieni i agresywne skalowanie rozdzielczości
  • Brak narracyjnej reaktywności na nowe rasy - świat gry i towarzysze ignorują pochodzenie bohatera (nawet jeśli są tej samej rasy), co sprowadza wybór Aumauy czy Orlana do czystej kosmetyki i statystyk
  • Zbyt częste walki z tymi samymi modelami wrogów oraz system łupów oparty na rzemieślniczym podbijaniu cyferek, a nie na unikalnym, zmieniającym rozgrywkę sprzęcie
  • Odblokowanie licznika klatek w trybie wydajności na PS5 degraduje sygnał do formatu YUV, niszcząc kontrast i kolory (co w tej grze bardzo mocno rzuca się w oczy, mimo regulowania gammy)
  • Brak romansów i tylko czterech towarzyszy może być zawodem dla osób oczekujących rozmachu na miarę Baldur’s Gate 3 czy Dragon Age

Ocena dotyczy wyłącznie jakości portu i technicznego spojrzenia na wersję na PS5, a także dodatków, które dostępne będą dla każdego od dzisiaj, w ramach wielkiej aktualizacji. Zmian jest bardzo dużo i są one istotne z punktu widzenia fanów tego tytułu, a także fanów RPG. Jeżeli jeszcze nie graliście, to warto spróbować, natomiast gra niestety dalej cierpi na szereg bolączek, których nie da się przeskoczyć.

Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper