Left-handed girl. To była ręka... Diabła (2025) - recenzja, opinia o filmie [So FILMS]. Nocne życie rodzinne
Shu-Fen wraca do rodzinnego Tajpej, gdzie otwiera stoisko z makaronem na głośnym, nocnym targu. W międzyczasie jej starsza córka, I-Ann, próbuje stanąć na własnych nogach, a młodsza pomaga mamie albo kręci się z nudów po straganach wraz ze swoją lewą ręką... Diabła.
Reżyserka dzisiejszego filmu, Shih-Ching Tsou, od ćwierć wieku jest bliską współpracowniczką Seana Bakera, największego zwycięzcy zeszłorocznych Oscarów. Wyprodukowała wiele jego filmów, a przy bardzo dobrym "Take Out" stanęła razem z nim za kamerą. Teraz jednak rolę się odwracają i to Baker zajmuje się produkcją (i pomaga przy scenariuszu), a Tsou zalicza swój debiut jako samodzielna reżyserka. Czy udało jej się uchwycić ten sam czar, który pozwolił Bakerowi skosić konkurencję w Dolby Theatre w marcu tego roku? Sprawdźmy.
DNA Bakera zdecydowanie czuć, i to już od pierwszych minut filmu. Pełno tu niespiesznych, długich ujęć śledzących bohaterów po prostu przemieszczających się z miejsca w miejsce, pozwalających poczuć bijące tętno miejsca, w którym osadzona jest akcja filmu. Nocny targ Tajpej jest miejscem, które z jednej strony fascynuje mnogością kolorów, świateł i wszelkiej maści pierdół na wystawie, z drugiej przytłacza i powoduje lekki niepokój, nie tyle pokazując, co sugerując swoją bardziej mroczną, oślizgłą i niebezpieczną stronę. To zdecydowanie intrygujące miejsce na osadzenie fabuły, lecz reżyserka wykorzystuje je tylko częściowo, bo tak naprawdę to nie samo miejsce ją interesuje.
Left-handed girl. To była ręka... Diabła (2025) - recenzja, opinia o filmie [So FILMS]. Trudne sprawy
"Człowiek się liczy", cytując postać Marka Kondrata w "Pieniądze to nie wszystko". Tsou opowiada o zwykłych ludziach. Niezamożnych, z problemami, starających się po prostu żyć pośród społeczności, która często patrzy na nich z góry. To również motyw, który utożsamiamy zwykle ze wspólnymi produkcjami Bakera i Tsou. Problem w tym, że tak jak postacie w dzisiejszym filmie wypadają bardzo ciekawie na papierze, tak w praniu czegoś jednak zabrakło. Shu-Fen musi jakoś utrzymywać dwie córki, nie mając przy tym partnera, za to spłacając jego dawne długi. Musi przy tym radzić sobie jakoś z buntem I-Ann, niezadowolonej ze wszystkiego dwudziestokilkulatki, która niby też pracuje, ale głównie po to, żeby pokazać matce, że jest w stanie zarobić więcej niż ona. Z jednej strony dostajemy wątek romansu starszej z kobiet z kolegą ze straganu obok, z drugiej nieplanowany trójkąt miłosny u tej młodszej, ale scenariusz podchodzi do tych tematów prawie jak zrobiłaby to wenezuelska telenowela - pokazuje je, ale nie wgryza się w nie za mocno, nie opowiada o nich. Po prostu... Są.
Najprędzej serca widzów zdobędzie malutka I-Jing. Dziewczynka, mimo bardzo młodego wieku, jest nieziemsko wyrazista. Potrafi zawodowo podać tekst, rozśmieszyć widza, a nawet sprawić aby jej współczuł. Mimo bycia tytułową posiadaczką lewej ręki diabła, jej rolą nie jest bycie najważniejszym punktem całego filmu, a raczej pośrednikiem, za pomocą którego odkrywamy kolejne tajemnice starszych dziewczyn. Nie jest to jednak żaden problem, jako że jej sceny są idealną kontrą dla tych bardziej przybijających, ciężkich tematycznie wątków matki i siostry. No i to nie tak, że jest ona jedynie ozdobą filmu. Na przekór temu, co napisałem wyżej, ostatecznie wszystko sprowadza się do niej. Całkiem sprytnie zaplanowane.
Left-handed girl. To była ręka... Diabła (2025) - recenzja, opinia o filmie [So FILMS]. Gdzieś już to chyba widziałem
Ponoć cały film kręcony był iPhone'em (coś popularna praktyka zaczyna się z tego robić), dzięki czemu udało się zrealizować kilka naprawdę ciekawych ujęć, zwłaszcza tych niskich, z perspektywy I-Jing. Wizualnie, Tsou celuje w coś pomiędzy młodzieńczym zachwytem światem pełnym kolorowych świateł, a bardziej dorosłe spojrzenie na jego obskurność i taniość. Nie wszystko jednak zagrało tak, jak powinno. Ujęcia takie, jak I-Jing idąca powoli bardzo wąską, mokrą uliczką, z kolejnymi lampami zapalającymi się, kiedy wchodzi w ich zasięg, zostaną ze mną jeszcze na długo, ale wiele scen i ujęć jest zdecydowanie zbyt podobnych do siebie, a nie wnoszą niczego konkretnego do filmu - jak spacery między straganami, czy zwracanie rzeczy na późniejszym etapie filmu (będziesz wiedział/a o co mi chodzi). Rozumiem, że to ważne, aby pokazać sam proces, ale czy naprawdę musieliśmy oglądać go aż pięć razy, zważywszy, że w gruncie rzeczy, niczym się te sceny od siebie nie różnią? To jeden z tych filmów, z których spokojnie można by ściąć 10-15 minut materiału i absolutnie niczego przy tym nie stracić.
Trochę narzekam na powtarzalność i raczej prosto prowadzoną, nieskomplikowaną fabułę, ale prawda jest taka, że "Left-handed girl" to całkiem przyjemny film. Nie jestem do końca przekonany, czy godny zgłaszania go do Oscara, lecz ostatecznie, mimo narzekania na kilka dłużyzn po drodze, wyszedłem z kina zadowolony, w dobrym nastroju, ze świeżą dawką pogody ducha do rozdania. Shih-Ching Tsou pozwala widzom zajrzeć za kulisy życia biedniejszej części Tajpej. Myślę, że warto dać się zabrać na tę wycieczkę.
Atuty
- Pięknie pokazane nocne życie Tajpej;
- I-Jing jest super;
- Mnogość detali, które zauważa się dopiero po seansie;
- Dobrze balansuje elementami dramatycznymi i komediowymi.
Wady
- Dosyć prosta, płytko poprowadzona fabuła;
- Nadmiar podobnych ujęć i scen;
- Miejscami zbyt hermetyczny, trudno zrozumieć pewne elementy fabuły, jeśli nie jest się z góry zaznajomionym z kulturą;
- Niby urocze, ale trochę słabo zrobione zakończenie.
"Left-handed girl. To była ręka... Diabła" to intymna opowieść o przeżywającej trudne chwile rodzinie, przedstawiona na tle tętniącego życiem, nocnego targu stolicy Tajwanu. Niedoskonały, ale na pewno warty uwagi obraz.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych