Resident Evil Village - recenzja gry. Znakomity survival horror od mistrzów z Capcomu

Resident Evil Village - recenzja gry. Znakomity survival horror od mistrzów z Capcomu

Michał Włodarczyk | 05.05.2021, 22:00

"Sukces jest tylko wynajęty, a czynsz trzeba płacić każdego dnia" - taką maksymę powtarza wybitny trener piłkarski Hansi Flick. Po ukończeniu najnowszej odsłony Resident Evil nie mam jednak wątpliwości, iż tę zasadę wyznają również w Capcomie. O tym, że japoński deweloper po ciepłym przyjęciu trzech ostatnich części nie spoczął na laurach, dowiecie się z recenzji Resident Evil Village, do przeczytania której zapraszam.

Resident Evil Code: Veronica X z 2000 roku zawiera w sobie jedną szczególną scenę. Uwięziona na wyspie Claire Redfield odkrywa tajemne przejście prowadzące do rezydencji Ashfordów. W pewnym momencie kamera oddala się od postaci, a na dalszym planie gracz może podziwiać upiorne zamczysko rozświetlane przez błyskawice. Ojciec całego cyklu, Shinji Mikami, przyznał w jednym z wywiadów, że powyższa scena należy do jego ulubionych i w najlepszy sposób definiuje to, czym jest dla niego Resident Evil. Twórcy wspomnianego tytułu z Dreamcasta i PlayStation 2 częściowo porzucili poetykę amerykańskich filmów o zombie, zamiast tego czerpiąc inspiracje z dokonań europejskich artystów.

Autorzy serii właściwie od samego jej początku eksperymentowali z różnymi podgatunkami horroru, choć dla większości graczy cykl zdefiniowany został przez odsłony nawiązujące do hollywoodzkich obrazów o żywych trupach. Jednak gry Capcomu na przestrzeni lat ewoluowały niczym wirus, w związku z czym otrzymaliśmy tytuły utrzymane w różnych konwencjach. Europejskie wpływy widoczne były gołym okiem w Code: Veronica X czy Resident Evil Zero, z kolei bardzo udana "siódemka" pełnymi garściami czerpała z dokonań amerykańskich slasherów. Tymczasem za sprawą recenzowanego Resident Evil Village spełniło się marzenie Mikamiego, który chciał ujrzeć grę utrzymaną w poetyce horroru gotyckiego.

Resident Evil Village, czyli dlaczego wampiryzm i likantropia mają sens

Resident Evil Village - recenzja i opinia o grze - walka z Lycanami

Choć omawiana odsłona funkcjonuje bez numerka, w istocie Village jest "ósemką" sprytnie ukrytą w podtytule gry. Opowieść stanowi bezpośrednią kontynuację Resident Evil VII: Biohazard, skupiając się na losach Ethana Wintersa i jego rodziny. Trzy lata po dramatycznych wydarzeniach w domostwie Bakerów, Ethan wraz z żoną Mią wiodą spokojne życie w Europie. Są szczęśliwsi niż kiedykolwiek, ponieważ pół roku wcześniej na świat przyszła ich córka Rosemary. Jednak pewnego wieczoru wszystko się kończy. Chris Redfield, były członek elitarnego oddziału S.T.A.R.S. i legendarny agent BSAA, wraz ze swoim zespołem napada na rodzinę Wintersów. Zabija Mię na oczach męża, porywa Rose i nakazuje uwięzić Ethana. Kilka godzin później bohater budzi się na drodze prowadzącej do górskiej wioski...

Niezwykle mocny i intrygujący początek zwiastuje jazdę bez trzymanki i tak też jest w istocie. Z oczywistych powodów nie zdradzę nawet najmniejszej scenariuszowej tajemnicy, lecz jedną rzecz napiszę na pewno - recenzowane Resident Evil Village oferuje najciekawszą i po prostu najlepszą opowieść, jakiej doświadczyłem w ramach cyklu! Zagrało tutaj praktycznie wszystko, czyli wstrząsające otwarcie, atmosfera wielkiej tajemnicy, szokujące zwroty akcji, dobrze napisane postacie, liczne nawiązania i spójność z uniwersum Resident Evil, nie zabrakło także zaskakująco emocjonalnych momentów. Warto przy tym zaznaczyć, że choć przed rozpoczęciem zabawy można obejrzeć krótkie streszczenie wydarzeń z "siódemki", to gorąco zachęcam do zapoznania się z rzeczonym tytułem przed Village, gdyż obie pozycje są ze sobą mocno związane. Bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Tak jak w przypadku RE7, do pracy nad scenariuszem Resident Evil Village zatrudniono anglojęzycznego pisarza, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że gry z tej serii najlepiej interpretują ludzie z zachodniego kręgu kulturowego. Nie zmienia to faktu, iż japoński deweloper wykonał fantastyczną robotę, stylizując swoje dzieło na gotycki horror. Od upiornej atmosfery i poczucia zagrożenia, przez średniowieczną architekturę, motywy śmierci, szaleństwa czy choroby, po kreacje antagonistów i rodzicielstwo jako wątek przewodni, znajdziemy tutaj wszystko, co powinna zawierać XVIII-wieczna powieść grozy. Autorzy już wcześniej udowodnili, że w zręczny sposób potrafią przedefiniować znaną horrorową konwencję na potrzeby Resident Evil, lecz w tym przypadku poszli o krok dalej. Każdy, kto uważa, iż Village to odsłona "z innej bajki", zdecydowanie powinien ją najpierw ukończyć.

Tytułowa wioska jednym z najmocniejszych punktów Resident Evil Village

Resident Evil Village - recenzja i opinia o grze. Eksploracja wioski.

Od premiery "siódemki" minęły ponad cztery lata i spotkałem się przez ten czas z wieloma opiniami, że RE7 to nie Resident Evil. Oczywiście nie zgadzam się z podobnymi głosami, choć domyślam się, iż czynnikiem, który wywołuje pewien dysonans, jest zmiana konwencji, o której szerzej pisałem w poprzednich akapitach. Recenzowane Resident Evil Village jest nie tylko owocem 25-letnich doświadczeń dewelopera, lecz także efektem licznych inspiracji takimi tytułami, jak Silent Hill, Fatal Frame czy The Evil Within. Rdzeń rozgrywki to klasyczny survival horror w pigułce, a zatem walka i eksploracja przerażającej scenerii, ograniczony zakres ruchów awatara gracza, konieczność mądrego zarządzania ekwipunkiem, niedobór amunicji czy system manualnego zapisu stanu gry. Jednakże - za sprawą rozbudowania większości znanych systemów oraz implementacji motywów z innych gier - "ósemka" posiada własną tożsamość.

Wyłączając odsłony z numerami 4, 5 i 6, każda kanoniczna część Resident Evil oferowała najczęściej jedną główną lokację, w której gracz spędzał większość czasu zabawy, ewentualnie jeszcze kilka pomniejszych. Resident Evil Village jest znacznie większe niż dowolny epizod cyklu, proponując częściowo otwarty teren działań. Tytułową wioskę można śmiało określić jako kolejną bohaterkę opowieści - groźną, tajemniczą, nieprzewidywalną, skrywającą wiele sekretów. Na samym początku uzyskujemy dostęp tylko do jej centralnej części, gdzie wcześniej mieszkali ludzie, lecz wraz z postępami w grze odwiedzamy kolejne lokacje. Wątek główny jest całkowicie liniowy, tym niemniej Village oferuje swobodę w wykonywaniu opcjonalnych aktywności oraz eksplorację na skalę, o jakiej mogliśmy wcześniej pomarzyć. Przy czym twórcom udało się uniknąć typowych zadań pobocznych w rodzaju zleceń od ocalałych czy misji kurierskich - nie ma tutaj niczego, co wytrącałoby z głównej opowieści.

Jednakże największe wrażenie i tak robią ogromne, zamknięte lokacje. Aby nie popsuć Wam zabawy wspomnę tylko o jednym, doskonale znanym z materiałów promocyjnych zamku Lady Dimitrescu. Wielopiętrowa budowla pełna jest ukrytych pomieszczeń, skrótów, tajemnych przejść i wartościowych skarbów do odszukania. Eksploracja przebiega wówczas tak samo, jak w willi Spencera z oryginału czy na komisariacie policji z "dwójki", szukamy zatem sposobów na dostanie się w kolejne miejsca i metodycznie posuwamy się naprzód. W recenzowanym Resident Evil Village obowiązuje ta sama zasada, co w każdej głównej odsłonie serii - im więcej miejsc dokładnie zwiedzimy, tym lepsze nagrody otrzymamy. Siedziba wampirzycy to tylko przykład, jak dobrze swoją pracę wykonały osoby odpowiedzialne za design lokacji, których projekty nasuwają skojarzenia z Bloodborne.

Resident Evil Village - Lady Dimitrescu, czyli wielkość ma znaczenie

Resident Evil Village - recenzja i opinia o grze. Lady Dimitrescu

Najpoważniejszym zarzutem, jaki miałem w stosunku do RE7: Biohazard, była mała różnorodność sztandarowych przeciwników, którzy dosłownie i w przenośni pochodzili z jednej matki. Ktoś w Japonii mocno wziął sobie do serca słowa krytyki, gdyż pod kątem bestiariusza Resident Evil Village to absolutna czołówka na poletku horrorów. Nie mam pojęcia, co do obiadu piją artyści pracujący w Capcomie, ale mam nadzieję, że będą pić to dalej! Adwersarzy, jakich spotykamy na swojej drodze, jest zatrzęsienie, a każdy atakuje w odmienny sposób - im dalej w las, tym ciekawiej. Starć z bossami i minibossami, także tych opcjonalnych, jest tak wiele, iż ciężko je zliczyć! Co ważniejsze, oprócz typowych walk na wyniszczenie, twórcy przygotowali kilka konfrontacji na innych zasadach, w tym sekcję nawiązującą do mechaniki hide-and-seek, wyjętą niemal wprost ze... skasowanego Silent Hills.

W recenzji Resident Evil Village nie mogę nie wspomnieć o powracającym motywie niezniszczalnego prześladowcy. Na przestrzeni kilku ostatnich części uciekaliśmy m.in. przed Jackiem Bakerem, Tyrantem czy Nemesisem, zatem nie mogło zabraknąć tej mechaniki także w "ósemce". Wiem, iż znajdują się na sali osoby, które takiego zabiegu nie lubią, lecz moją reakcję na podobne narzekania można sprowadzić do dwóch słów - survival horror. Najważniejszą cechą gier z tego gatunku jest wywierać presję i stresować grającego. Im mocniej, tym lepiej, stąd właśnie popularność niezwyciężonych oprawców od czasów Nemesisa i Piramidogłowego. W Village spotkamy ich kilku - jedni poruszają się swobodnie w obrębie danej lokacji, inni zaś atakują tylko w oskryptowanych sekwencjach. Tradycyjnie nie zdradzę wiele, wspomnę tylko o jednym takim antagoniście, którego zdążyli już poznać wszyscy śledzący materiały z gry.

Alcina Dimitrescu trochę przez przypadek stała się twarzą kampanii promocyjnej recenzowanego Resident Evil Village. Pomijając fantazje internetowych dewiantów, jest to postać równie interesująca, co niebezpieczna. Prawie trzymetrowa wampirzyca uwięziona w ciele 44-letniej arystokratki nie spocznie dopóki nie przeszkodzi Ethanowi w poszukiwaniach córki. Z czasem uśmiercenie bohatera staje się dla niej sprawą osobistą, nie jest więc uosobieniem czystego antagonizmu niczym beznamiętny Tyrant, lecz nie można jej lekceważyć. Jeśli jednak - niczym dumny Indianin Billy w filmie Predator - będziecie mieli dość ucieczki i postanowicie stanąć do nierównego pojedynku, strzeżcie się. Reasumując, w temacie adwersarza-prześladowcy Village nie dodaje od siebie szczególnie wiele, raczej korzystając z wzorców wypracowanych w "siódemce" i remake'u Resident Evil 2, tym niemniej jako fan tego rodzaju atrakcji czuję się usatysfakcjonowany.

Resident Evil Village to Resident Evil 4 naszych czasów?

Resident Evil Village - recenzja i opinia o grze. System walki

Wspominałem o licznych inspiracjach twórców "ósemki" zarówno starszymi odsłonami serii, jak i pozostałymi survival horrorami. Częściowo otwarty świat nasuwa skojarzenia ze świetnym The Evil Within 2, pewien rewelacyjny fragment gry spokojnie mógłby rozgrywać się w tytule z serii Fatal Frame, konfrontacja z jednym przeciwnikiem przypomniała mi o nieodżałowanym Silent Hills, znalazła się nawet szczypta horroru w stylu hide-and-seek. Jednak recenzowane Resident Evil Village w największym stopniu czerpie z własnego dziedzictwa, w tym z kultowej "czwórki". Jak zdążyliście zauważyć, omawiana pozycja z jednej strony rozbudowuje wszystkie udane elementy pierwszoosobowego RE7: Biohazard, jednocześnie zapożyczając ciekawe mechaniki z innych gier. Nad tym wszystkim unosi się także duch kontrowersyjnego Resident Evil 4, który tym razem nie przesuwa akcentów w stronę czystej akcji, lecz urozmaica formułę Village.

Capcomowi udało się zrównoważyć wszystkie składowe rozgrywki, do których zaliczają się eksploracja, walka i zagadki. O pierwszej napisałem już wiele, a dalej jest nie mniej ciekawie. W nasze ręce oddano pokaźny arsenał, w skład którego wchodzą z czasem pistolety, strzelby, snajperki, kilka rodzajów granatów i inne niespodzianki. Walka w Resident Evil Village jest szybka, intensywna i satysfakcjonująca, wymagając od grającego umiejętnego korzystania z broni, wykorzystania otoczenia i odrobiny taktyki. Strzały w głowę prezentują się soczyście niczym w RE4, z którego zapożyczono też możliwość barykadowania się w oblężonych budynkach, system organizowania przedmiotów w plecaku, a nade wszystko postać handlarza. Duke pojawia się w strategicznych miejscach, sprzedając przydatne przedmioty, modyfikacje do broni, wytrychy i inne dobra. Wzmacnia też naszą postać serwując posiłki, o ile wcześniej upolujemy zwierzynę (prosta, opcjonalna aktywność). Warto kupować zwłaszcza schematy umożliwiające tworzenie apteczek oraz pocisków.

Elementem, w którym Resident Evil Village zdecydowanie góruje nad "czwórką", są zagadki, w klasyku z 2005 roku niemal nieobecne. W porównaniu do innych aspektów gry, ten akurat wypada najsłabiej, choć w dalszym ciągu co najmniej przyzwoicie. Proste puzzle występują w wątku głównym, raz nawet podczas ucieczki przed bossem, a kilka opcjonalnych przetestuje Waszą cierpliwość i zręczność. Łamigłówek nie ma tak wiele jak w klasycznych odsłonach ery PlayStation czy GameCube'a, gdyż z pewnością miałoby to negatywny wpływ na tempo zabawy. Ukończenie gry na standardowym pułapie wyzwania to zajęcie na ok. 13-15 godzin w zależności od tego, jak dokładnie eksplorujemy wioskę. Przygotowano łącznie cztery poziomy trudności, a w czasie gry odblokowujemy wewnętrzne osiągnięcia, za które uzyskujemy punkty CP potrzebne do zakupów w głównym menu. Nabytych w ten sposób broni można używać przy kolejnych przejściach, identycznie jak w Resident Evil 3.

Resident Evil Village wygląda i brzmi świetnie nawet na PlayStation 4

Resident Evil Village - recenzja i opinia o grze. Walka w zamku

Po ukończeniu przygody uzyskujemy dostęp do interesujących bonusów. Setki modeli postaci i szkiców koncepcyjnych to standard dla nowożytnych odsłon serii, jednak tym razem ilustracje okraszone zostały komentarzami twórców, co pozwala poszerzyć wiedzę na temat wydarzeń z gry. Załączono też kilka filmów zza kulis przybliżając proces powstawania gry, ale najlepszy deser po daniu głównym, jakim jest kampania, zostawiłem na koniec. W recenzowanym Resident Evil Village powraca bowiem tryb The Mercenaries! Zasady nie zmieniły się zbytnio od czasów "czwórki", zatem naszym zadaniem jest oczyszczenie wybranego zestawu lokacji z jak najlepszym dorobkiem punktowym. Zbierając żółte kryształy przedłużamy limit czasowy, a rozbijając niebieskie zyskujemy wybrany modyfikator rozgrywki, by jeszcze efektywniej eliminować wrogów. Udany tryb, który skutecznie wydłuża żywotność produkcji i udowadnia, iż rozgrywka "ósemki" pasuje nawet do krótkich, arcade'owych sesji.

Recenzja Resident Evil Village bazuje na wersji dla oryginalnego modelu PlayStation 4. Powód? To jedyny sprzęt, jaki kurzy się pod moim telewizorem, na szczęście wydawca był tak pewny swojej produkcji, że nie widział przeszkód, by udostępnić edycję dla poprzedniej generacji. I nie dziwię się Capcomowi, gdyż gra na sprzęcie z 2013 roku wygląda i rusza się bardzo dobrze. Oprawa graficzna to wysoki poziom "siódemki" i innych produkcji na silniku RE Engine. Nie obyło się wprawdzie bez pewnych kompromisów - głównie w temacie jakości tekstur otoczenia, cieni i dematerializujących się zwłok - lecz biorąc pod uwagę rozmiary świata gry, bogatą geometrię obiektów, szczegółowe modele postaci, śladowy aliasing i niemal zupełny brak ekranów wczytywania, programiści pracujący nad Village zasługują na słowa uznania. Animacja działa w przedziale pomiędzy 45 a 60fps, zwalniając nieznacznie podczas efektownych cutscenek, a w czasie zabawy nie natrafiłem na żaden większy błąd. Posiadacze PS5 i Xbox Series X/S mogą liczyć na wyższą rozdzielczość, płynniejszą animację, ray tracing i - podobnie jak na PS4 - HDR.

Mocnym punktem jest również warstwa dźwiękowa. Zakładając słuchawki można poczuć się jak zwierzyna w mroźnym świecie wilkołaków i wampirów, przerażające wycie których potrafi wrzucić ciarki na plecy. Ścieżkę muzyczną skomponował weteran cyklu Shusaku Uchiyama, który w ostatnim czasie podpisał się pod RE2 z 2019 roku. Jako że atmosfera w opisywanym tytule jest inna, soundtrack do Resident Evil Village nie jest aż tak bombastyczny jak w remake'u "dwójki". Wydaje mi się, że kompozytorowi udało się znaleźć złoty środek między minimalistyczną muzyką z RE7 a podniosłymi utworami kojarzącymi się z gotycką scenerią. Wysoki poziom zaprezentowali też aktorzy głosowi, szkoda jednak, że dialogów nawet nie przeczytamy w ojczystym języku, gdyż wydawca i dystrybutor nie zadbali o lokalizację kinową. To pierwsza taka sytuacja od czasów "szóstki" z 2012 roku, więc ubolewam tym bardziej, iż stało się to przy okazji tak udanej odsłony jak Village. Z językiem angielskim nie mam problemu, co nie zmienia faktu, że polskich graczy trzeba szanować, zwłaszcza gdy reklamuje się tutaj swój produkt.

Resident Evil Village wielkim osiągnięciem w gatunku survival horroru

Mroczne czasy PS3 i X360, gdy cykl Resident Evil zatracił swoją tożsamość, minęły bezpowrotnie. Po trzech kultowych odsłonach z PSone i cudownym okresie GameCube'a, dożyliśmy czasów, w których platformy z rodziny PlayStation oraz Xbox otrzymały kilka świetnych gier pod rząd - różniących się w wielu aspektach, lecz w każdym przypadku trzymających wysoki poziom.

Recenzowane Resident Evil Village uważam za perłę w koronie serii, niemal doskonałe podsumowanie działalności Capcomu w całej poprzedniej generacji. "Ósemka" zachwyca na tak wielu płaszczyznach - od rewelacyjnej opowieści, przez satysfakcjonującą walkę, rozbudowaną eksplorację, fantastyczny świat, ezoteryczny klimat czy projekty wrogów, po wykonanie techniczne i bogactwo treści - że nie mogę zrobić nic innego, jak gorąco ją polecić. Cudowny survival horror, a przy tym jedna z najlepszych części Resident Evil w historii.

Ocena - recenzja gry Resident Evil Village

Atuty

  • Rewelacyjny scenariusz i narracja
  • Świetnie wyważona rozgrywka
  • Survival horror przez wielkie S
  • Rozbudowanie względem RE7
  • Design tytułowej wioski
  • Bestiariusz, bossowie
  • The Mercenaries

Wady

  • Zagadek mogło być więcej
  • Liczne punkty kontrolne
  • Brak wersji PL

Michał Włodarczyk

Resident Evil Village to survival horror najwyższej próby, będący ukoronowaniem fantastycznego okresu w dziejach cyklu.
Graliśmy na: PS4

Komentarze (220)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych