Wales Interactive od jakiegoś czasu próbuje swoich sił w dostarczaniu interaktywnych filmów. Muszę jednak przyznać, że Bloodshore to pierwsze ich dzieło, z którym mam styczność.  Nie mam więc porównania co do tego, jak wypada na tle ich poprzednich produkcji. Jeśli chodzi o podobny typ zabawy, to też nie mam zbyt dużego doświadczenia. W dzieciństwie grałem trochę w The X-Files na pierwszym PlayStation, ale wtedy nie wciągnęło mnie to na tyle, by dotrwać do końca opowieści. Recenzowanej gry nie przyrównam też do takich produkcji jak Detroit: Become Human czy Until Dawn, bo to jednak inny typ zabawy i przede wszystkim: inna liga.

Zabij ten stream

Bloodshore - recenzja i opinia o grze. Protagonista po przedostaniu się przez rzekę

Bloodshore, tak jak wspominałem na początku, to kolejna wariacja na temat popularnego od jakiegoś czasu battle royale. Mamy do czynienia z programem telewizyjnym o wymownej nazwie KiLL/stream, który początkowo prezentował starcia skazańców na odizolowanej wyspie. Wraz z rosnącą popularnością, zdecydowano się jednak na umieszczenie w widowisku znanych osobistości z social mediów. Na ekranie zobaczymy więc vloggerów, streamerów gier, czy poszukiwaczy przygód dokumentujących swoje przeżycia.

Jako gracze wcielamy się w Nicka Romeo - popularnego w młodości aktora, który o swoim sukcesie może jedynie wspominać z rozrzewnieniem. Udział w programie to jego jedyna szansa na odzyskanie utraconej sławy, choć sprawa szybko się komplikuje i okazuje się, że nie jest to takie proste. Od niego jednak zależy jak wybrnie w obliczu kolejnych przeciwności.

Oprócz wydarzeń z samej wyspy, możemy też zerknąć na to jak sprawa prezentuje się po stronie oglądających. W telewizji emitowane są wywiady z kontrowersyjnym twórcą, przemyślenia influencerów, wiadomości ze świata poruszające temat 13. sezonu, czy nawet talk-show. Okazyjnie mamy okazję zerknąć na fragmenty transmisji, w których streamerzy komentują na bieżąco kolejne wydarzenia.

Budżet? A, faktycznie, coś było...

Bloodshore - recenzja i opinia o grze. Strzelanina

Już po zwiastunie można przypuszczać z jakiego typu filmem mamy do czynienia. Widać, że to niskich lotów komedia z drażniącymi postaciami, krzykliwą muzyką i słabymi efektami specjalnymi. Całość zgodnie z tematyką przyprawiona jest wszystkim, z czym wszelkie social media są kojarzone. Zwiastun jednak zapowiada coś znacznie gorszego, niż jest w rzeczywistości.

Denerwujące postacie to niestety coś, co trzeba przełknąć jeśli chcemy dotrzeć do końca seansu. Tyczy się to przede wszystkim osoby prowadzącego program, który swoimi irytującymi okrzykami potrafi obrzydzić najsmaczniejszy obiadek. Jednak nawet najlepiej wykreowane postacie to popis najwyżej miernego aktorstwa, ale oczywiście może mieć to swój urok. Jako osoba, która lubi obejrzeć coś niskobudżetowego, muszę jednak przyznać, że uroku w tym wszystkim bardzo mało.

Film średnio sprawdza się jako komedia, tudzież pewnego rodzaju satyra. Czasami odnosiłem wrażenie, że traktuje siebie poważnie, co jeszcze gorzej wpływało na odbiór. Choćby wtedy kiedy postacie bardziej się ze sobą zapoznają i opowiadają o swoich motywacjach na dołączenie do widowiska. Nie wygląda to ani trochę przekonująco, niezależnie od tego jak do tego podejdziemy.

Zagrajmy w film

Bloodsore - recenzja i opinia o grze. Rozmowa z twórcą KiLL/stream

Zabawa w Bloodshore opiera się na prostych zasadach. Twórcy dali nam do dyspozycji blisko 300 różnych scen oraz wybory, które nas do tych scen zaprowadzą. Tutaj muszę produkcję pochwalić, bo wybory faktycznie mają znaczenie, jeśli chodzi o to jak potoczą się dalsze losy, ale czasem zabrakło trzeciej opcji.

Każde nasze działanie wpływa na konkretne statystyki. Jest tu morale drużyny, opinia publiczności o protagoniście, szansa na przeżycie romansu (o różnym charakterze), czy skuteczność w walce. W zależności od tych statystyk, nawet ten sam wybór może mieć inne konsekwencje. Szkoda, że twórcy nie wykorzystali szansy na bardziej dosadne skrytykowanie dzisiejszych trendów w social mediach, pewnych zachowań i bardziej rozbudować kwestię moralności, która zresztą została poniekąd poruszona.

Cieszy krótki czas recenzowanego Bloodshore. Nie grałem co prawda z licznikiem, ale stawiam, że czas trwania jednego seansu to około dwie godziny. Czas idealny i dzięki temu poznawanie kolejnych wariantów nie jest zbyt męczące, o ile oczywiście robi się to w odpowiednich odstępach.

Mam jednak problem z niską jakością obrazu, która ujawniała się nazbyt często. Wiele scen jest rozmazana i w wyblakłych kolorach. Niskiej jakości jest też udźwiękowienie, co szczególnie słychać na słuchawkach. Wypowiadane kwestie drażnią uszy nie tylko z uwagi na manierę mówienia, ale również jakość dźwięku. Odgłosy wystrzałów tez pozostawiają sporo do życzenia, ale takie już skutki braków w budżecie.

Przy Bloodshore można się jednak umiarkowanie dobrze bawić. Dla mnie to ciekawe doświadczenie, choć zdecydowanie wolałbym wziąć udział w wyższej jakości filmie. Trzymam kciuki i liczę, że Wales Interactive w przyszłości lepiej poradzi sobie z pisaniem swoich opowieści. Chętnie sprawdziłbym jak sobie poradzą z horrorem klasy B. Produkcji nie polecam, choć też nieszczególnie odradzam. Wszystko zależy od Waszej tolerancji na aktorskie drewno i scenariusze bez polotu.