Tytus Stobiński Tytus Stobiński 03.08.2019
Need for Speed - czy słynna seria wróci na właściwy tor wraz z nową odsłoną?
2460V

Need for Speed - czy słynna seria wróci na właściwy tor wraz z nową odsłoną?

Need for Speed - kiedy myślimy o wyścigach, w jakie zagrywaliśmy się za brzdąca godzinami bardzo wielu z nas ma w głowie właśnie ten tytuł. Niestety, obecnie seria za sprawą kilku słabych odsłon popadła w tarapaty i dziś, to inni "zawodnicy" w tym gatunku grają pierwsze skrzypce.

Jeżeli zastanawiacie się od kiedy seria Need for Speed towarzyszy nam w hobby, jakim są gry wideo, wystarczy spojrzeć, że pierwsza, wydawana w 1994 roku odsłona pojawiła się jeszcze na produkowanej we współpracy firm Panasonic, Sanyo i GoldStar konsoli 3DO Interactive Multiplayer. Do naszej dyspozycji wówczas oddano zabawną dziś ilość 8 samochodów (!). Z racji sukcesu, jaki tytuł osiągnął, naturalnym było wydanie 3 lata później kontynuacji, jednak to wyprodukowany już rok później Need for Speed: Hot Pursuit był prawdziwym przełomem dla serii. Po raz pierwszy wówczas wprowadzono tryb Hot Pursuit, który oferował nam wciągającą zabawę w policjantów i złodzie, gdzie wcielaliśmy się w rolę stróża prawa lub drogowego pirata. Do tego doszło ładna jak na swoje czasy oprawa wizualna i możliwość wyboru pory dnia wyścigu oraz kierunku na jednej z tras. Tytuł zgarnął bardzo dobre recenzje i seria zaczęłą wychodzić na prowadzenie.

Wraz z millenium otrzymaliśmy możliwość zagrania w Need for Speed: Porsche 2000, które to było w całości poświęcone automobilom kultowej, niemieckiej marki. Dzięki bogatej, zawartej w grze encyklopedii mogliśmy poznać historię firmy i wsiąść za kołko jednego z wybranych modeli, jakie ukazały się w latach 1950-2000. Do tego doszło także dostosowanie zachowania samochodów na drodze i personalizacja wyglądu aut. Następnie na rynku pojawił się sequel Hot Pursuit, który był po prostu lepszą wersją pierwszej części EA czuło jednak, że musi dobrze wejść w ostry zakręt i stworzyć Need for Speeda nowej generacji. Tak też się stało i gracze i rok później na sklepowych półkach pojawił się Need for Speed Underground.

Inspirowany hypem na filmy z serii "Szybcy i Wściekli" tytuł, dał nam duży katalog samochodów do wyboru, ogromne, niesamowicie efektowne możliwości tuningu (eh te neony) i pierwszy raz w historii serii iście filmową fabułę skupiającą się na wchodzeniu coraz wyżej po szczeblach kariery w światku nielegalnych, nocnych ulicznych wyścigów. Prócz tego 7 trybów rozgrywki, gdzie każdy z nich rzeczywiście oferował odmienne emocje, płynące z innych rywalizacji. Produkt pomimo drobnych wad został ciepło przyjęty i rozpoczął nowy rozdział w historii EA, od którego to każda kolejna część serii musiała przypominać hollywoodzką produkcję, która  to wizja ostatecznie nieco zgubiła mimo wszystko zasłużoną serię.

Wraz z 2003 rokiem przyszedł czas by złożyć wizytę w mieście Bayview wraz z Need for Speed Underground 2. Połowicznie otwarte miasto podzielone na 5 stref, gdzie po spełnieniu odpowiednich warunków otrzymywaliśmy dostęp do każdej kolejnej, więc tuningu i nieco obniżony poziom trudności i pójście w efekciarstwo sprawiło, że do dziś wielu graczy uważa tę odsłonę za jedną z najlepszych, choć ten tytuł przez wiele lat niepodzielnie dzierżył wydany następnie Need for Speed Most Wanted. Gra przenosiła nas do nowego miasta, zmieniała porę, o jakiej się ścigamy i posiadała całkiem nieźle zrealizowane, filmowe wstawki. Nasze zadanie było proste - spełnianie kolejnych celów i rzucanie wyzwań kierowcom z "Czarnej Listy", by stać się numerem jeden. Całość dopełniały niezwykle emocjonujące wyścigi z policją, rewelacyjna ścieżka dźwiękowa i solidne przedstawienie charakteru każdego z rywali, jakich spotykaliśmy na naszej drodze. Most Wanted stało się jednocześnie wyznacznikiem jakości serii Need for Speed, lecz także początkiem jej problemów.

Kolejne odsłony prezentowały coraz niższy poziom, a zarówno gracze, jak i branżowi dziennikarze czuli, że EA ma dylemat w związku z tym, w jakim kierunku marka powinna pójść. Przerzucanie produkcji do kolejnych developerów, lawirowanie między pseudo realistycznymi wyścigami na torze w postaci Need for Speed ProStreet, po oddanie do dyspozycji graczy potworka, jakim był Need for Speed Undercover. Takie zachowanie zaczęło sprawiać, że seria, która niegdyś zawsze kojarzona była z dobrej jakości ścigałkami, obecnie zmierzała w kierunku bycia pośmiewiskiem branży. Ta sytuacja trwała przez długi czas i dopiero reboot odsłony Hot Pursuit pokazał czego gracze tak naprawdę potrzebują. Każdy z nas miał już serdecznie dosyć prób, jakie developerzy podejmowali by zaoferować nam "filmowe doświadczenie". Nowy Need for Speed: Hot Pursuit dał nam czystą i opierającą się na prostych zasadach rozgrywkę. Ubrana w nowe szaty wspomniana wcześniej zabawa w policjantów i złodziei wraz z ograniczeniem modyfikacji aut do prostego wyboru koloru karoserii oraz otwarty świat pełen wyścigów. Prosty przepis na sukces spełnił swoje zadanie. Odsłona stworzona przez studio odpowiedzialne za serię Burnout dała nowe życie dla Need for Speed.


Później niestety, już tak różowo nie było. Kolejne odsłony nie były może tragiczne, ale brakowało w nich klimatu starszych odsłon, a kombinacje twórców pod wieloma względami kończyły się źle. Teraz jednak marka do nas wraca w postaci Need for Speed: Heat. Sama nazwa kojarzy mi się z kultowym filmem, gdzie główne role zagrali Robert De Niro, Al Pacino oraz Val Kilmer, czyżbyśmy więc znowu mieli otrzymać niegrywalny "film"? Tytułowa gorączka może jednak również tyczyć się niebezpiecznych pościgów ze stróżami prawa oraz ciągłym "ogonem", co brzmi znacznie lepiej. Ja liczę, że dostaniemy przyjemny w obyciu model jazdy, otwarty świat i klasyczne typy wyścigów bez zbędnego przekombinowania. Wystarczy przecież spojrzeć jaką popularnością cieszy się seria Forza Horizon, by dostrzec czego gracze naprawdę oczekują od arcade'owych wyścigów. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wymyślić własnej wizji, to po prostu inspirujmy się od najlepszych, zwłaszcza, że nowa Forza nie pojawi się prędko na rynku.

Martwi jednak to, że niegdyś flagowa dla EA seria całkowicie ominęła targi Electronic Entertainment Expo 2019 i zostanie prawdopodobnie zaprezentowana podczas tegorocznej edycji Gamescom. Fakt ten pokazuje nam, że nawet wydawca nie jest przekonany do sukcesu finansowego kolejnej części franczyzy i zdecydował się na krótką, niepodobną do Need for Speeda kampanię marketingową. Mam tylko nadzieję, że tym razem gigant nie zaleje swojego tytułu mnóstwem mikropłatności i zamiast doić kolejną ze swoich krów, po prostu pozwoli jej na spokojnie wrócić do życia.

A jakie Wy macie oczekiwania względem nowego "NFS-a"? Te zapewne różnią się i zależą od tego, kiedy zaczęliście przygodę z serią. Dla mnie ideałem do dziś pozostaje wymagające lecz bardzo przyjemne Porshe Unleashed.

Tagi: ea Electronic Arts need for speed Need for Speed: Heat