Kena 2 - "Nintendo" na PlayStation
Bracia Mike i Josh Grier od najmłodszych lat fascynowali się światem przedstawionym w kultowej serii, The Legend of Zelda. Ich pasja przerodziła się w pracę, choć nie rozpoczynali karier w gamedevie, lecz w animacji cyfrowej. W 2009 roku założyli firmę, Ember Lab i wyprodukowali Dust, przeuroczą, krótką animację, by kilka lat później ufundować Majora's Mask - Terrible Fate, trwający niecałe pięć minut cinematik hołdujący jedną z krótszych przygód Linka, choć zdecydowanie mocną fabularnie. Obydwa te projektu wylały fundament pod najważniejszy z projektów studia, grę opowiadającą o młodej dziewczynie w niezwykłym świecie inspirowanym takimi dziełami jak Zelda czy Okami. Po niedawnym ogłoszeniu podczas State of Play oczekujemy na dalszy ciąg fascynującej przygody autorstwa Ember Lab.
"Proces tworzenia niezależnego filmu mocno wpłynął na Ember Lab jako zespół zżytych ze sobą autorów" - wspominał założyciel studia, Mike Grier. Powrócił pamięcią do czasów, gdy zespół pracował nad Dust i wybrał się na wycieczkę ku malowniczym rejonom Japonii. Grier przez lata mieszkał w Tokio, więc tutejsza kultura wywarła na nim znaczny wpływ i zainspirowała do tego niełatwego przedsięwzięcia. Po ukończeniu prac nad Terrible Fate, które może poszczycić się piętnastoma milionami wyświetleń, Ember Lab zajęło się realizowaniem projektów postaci do kampanii reklamowych na zlecenie zainteresowanych firm. Grą, która szczególnie wpłynęła na kreatywność studia okazało się The Legend of Zelda: Majora's Mask, wydana jako uzupełnienie Ocarina of Time, opowiadająca o próbie powstrzymania zła, nim księżyc spadnie i całkiem zniszczy alternatywną krainę Termina. Wydana w 2000 roku na konsolę Nintendo 64 zdobyła gromkie uznanie pośród graczy oraz recenzentów. Gracz miał określony czas na ukończenie przygody, tj. trzy dni i trzy noce w świecie gry, aby zapobiec katastrofie.
"Wyzwanie wynikające z próby opowiedzenia historii w formie gry fascynowało mnie od zawsze. Kiedy zaczęliśmy tworzyć pierwsze przymiarki zastanawialiśmy się, czy przyjąć formę animowanego cyklu. Gdy mieliśmy już koncept Rotów postawiliśmy na grę wideo" - w grze Kena: Bridge of Spirits Roty pełnią esencjonalną rolę, z punktu widzenia autorów scalają narrację z rozgrywką. Do kreacji Dust i Terrible Fate artyści w Ember Lab używali takich narzędzi jak Maya, Houdini oraz ZBrush. Przy produkcji Keny, Ember Lab sięgnęło po licencję na wykorzystanie silnika Unreal, co się zresztą opłaciło, ponieważ tytuł, pomimo prawie pięciu lat od debiutu nadal porywa jakością oprawy i rozgrywki. "Choć to tytuł zlepiony ze znanych klocków, jest po prostu doskonale wyważony gwarantując idealny wręcz balans między wyzwaniem a satysfakcją. Spędziłem w tym świecie ponad 12 godzin i po prostu się zakochałem" - napisał Roger w swojej recenzji. Ember Lab porwało mnie światem i wyciągnęło najlepsze wspomnienia z najlepszych przygodówek od Nintendo (Zelda, Star Fox Adventures, Kena walczy kijem z gracją Fox McCloud'a) udostępniając tytuł graczom na konsolach PlayStation. Teraz rozumiecie skąd wziął się pomysł na nazwę materiału.
Starsza, silniejsza, mądrzejsza

"Gdy rozmyślaliśmy o powrocie do jej świata, przywiązaliśmy się do pomysłu Keny jako lekko starszej Przewodniczki Dusz, zdolnej do pomocy żywym, nie tylko umarłym" - opisuje Josh Grier na łamach blogu PlayStation. Kena: Scars of Kosmora była jedną z największych niespodzianek ostatniego State of Play wprawiając fanów twórczości studia Ember Lab w oczywisty zachwyt. Zespół zachował się trochę jak koledzy po fachu z Team Cherry, autorzy świetnego Hollow Knigh: Silksong, tj. kontynuacji powstającej w zupełnej, medialnej ciszy. W obu przypadkach growe media wiedziały, że sequele trafiły na deski kreślarskie. Bohaterka zawędrowała na tytułową wyspę, Kosmorę, w poszukiwaniu wielu odpowiedzi. Miejsce samo w sobie jest cmentarzyskiem dawno pogrzebanych tajemnic o tragicznej przeszłości, czekających na odkrycie. Kluczowym wątkiem w opowiadanej historii staje się konfrontacja Keny z mrocznym duchem infekującym jej magiczny kij, nieodłączny element wyposażenia Przewodników Dusz. By podjąć wyzwanie, bohaterka będzie uczyć się nowych zdolności. Twórcy obiecują świeże, interesujące ficzery w kwestiach eksploracyjnych.
W Kena: Bridge of Spirits, poza urokliwością kipiących od szczegółów lokacji, doceniłem system walki, przywołujący Star Fox Adventures i pewne elementy charakterystyczne dla gatunku souls-like (lokowanie kamery na przeciwnikach), dobrze wygospodarowano czas gry, momenty eksploracyjne umiejętnie przerywano angażującymi starciami. Kena to jedna z tych gier, w których krótszy czas rozgrywki wpłynął na jakość, na ukierunkowanie narracji, bez zbędnego jej wydłużania, bez faszerowania mapy dziesiątkiem opcjonalnych zadań. Intensywniejsze, skrócone przygody skuteczniej zapadają w pamięci. Sequel zaoferuje nowych towarzyszy podróży, spirytystyczne istoty wspomagające bohaterkę w podróży, zarówno podczas starć i przemierzanie nowej, niezwykle malowniczej krainy. Zarejestrowane materiały z rozgrywki pochodziły z PlayStation 5 Pro, jednak liczę, że twórcy potraktują wszystkich graczy równo, tj. nie pozostawiając nazbyt silnych dysproporcji pomiędzy wersjami. Kena: Bridge of Spirits wciąż uchodzi za jedną z najładniejszych gier w bieżącej generacji, także na bazowych modelach PlayStation 5.
Wsparcie PlayStation

"Partnerstwo z PlayStation Studios wsparło nasze możliwości stworzenia większego świata, zaprojektowano z dbałością o najskromniejsze detale, oferującego poczucie uczestnictwa w wielkiej przygodzie" - pisze dalej Josh Grier. W istocie, widoczne na zwiastunie lokacje są obszerniejsze, na co wskazuje obecność wierzchowca i bohaterki szybciej pokonującej dystans do celu. Obowiązkowo powracają Roty, co powinno ucieszyć fanów oryginału. Gry takie jak Kena są potrzebne, dają podgląd jak dawniej tworzono gry przygodowe, zwłaszcza w czasach Nintendo GameCube i Zeldy, odstają od przyjętych norm, bo hołdują tradycję. Tak zapamiętałem Kena: Bridge of Spirits, za "duszę" najlepszych przygód z tamtego okresu. Dzięki zamiłowaniu Ember Lab do metod kreacji zbliżonych ku Nintendo, więcej osób pozna świetnie mechaniki rozgrywki i doceni, że nie zawsze liczą się rozmiar mapy i częstotliwość pobocznych aktywności. Kena: Scars of Kosmora i tak przekształca niektóre z założeń stawiając na wielkość świata w porównaniu z oryginałem. Przypomnijmy, że do podobnych sposobów uciekło się Nintendo przy The Legend of Zelda: Breath of the Wild, jednak sequel od Ember Lab daleki jest od tak wielkiej transformacji. Po kilkunastu godzinach spędzonych w świecie Keny trudno się w nim nie zakochać. Kena: Scars of Kosmora pojawi się jeszcze w tym roku.
Przeczytaj również
Komentarze (11)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych