Ponad dekadę temu Sony wydało ŚWIETNĄ grę single-player. Dziś takich produkcji się nie robi
Dokładnie 11 lat temu, w lutym 2015 roku, na PlayStation 4 zadebiutowała gra, która do dziś pozostaje jednym z najbardziej fascynujących, a zarazem kontrowersyjnych przykładów „filmowości” w gamedevie.
Mowa o The Order: 1886 - ambitnym shooterze w klimatach steampunka, który rzucił graczy w sam środek alternatywnego, wiktoriańskiego Londynu. Tytuł oczarował unikalną wizją artystyczną, łącząc legendy arturiańskie z technologią rewolucji przemysłowej i brutalną walką z mitycznymi bestiami, takimi jak wampiry i wilkołaki. Choć od premiery minęła dekada, świat wykreowany przez studio Ready at Dawn wciąż uchodzi za jeden z najbardziej klimatycznych w katalogu Sony.
Niestety, mimo oszałamiającej oprawy graficznej, która nawet dziś w 2026 roku potrafi zawstydzić niektóre produkcje (jak niedawno wydany remake Yakuzy), gra stała się symbolem niewykorzystanego potencjału. Głównym zarzutem była jej ekstremalna liniowość oraz uderzająco krótki czas rozgrywki - losy rycerza Galahada można było poznać w zaledwie 4 do 6 godzin. Dla wielu graczy płacenie pełnej ceny za tytuł, który oferował tak skromną interakcję i niemal zerową regrywalność, było trudne do przełknięcia. Recenzenci chwalili filmową jakość i świetne aktorstwo, ale bezlitośnie punktowali uproszczoną mechanikę strzelania, która sprawiała wrażenie zaledwie tła dla przepięknych przerywników filmowych.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, The Order: 1886 to podręcznikowy przykład opowieści, która nieco „pogubiła się” w formacie gry wideo. Skupienie na emocjach bohaterów i gęstym klimacie grozy często przegrywało z powtarzalnymi sekwencjami akcji, które zamiast budować napięcie, stawały się rutyną. Niemniej to wciąż jedna z ciekawszych produkcji ostatniej dekady od PlayStation.
Brak kontynuacji i ostateczne zamknięcie studia Ready at Dawn w 2024 roku to smutne zwieńczenie losów marki, która miała zadatki na bycie czymś nowym. Gra pozostaje jednak ważną lekcją dla branży: genialny koncept i najpiękniejsza grafika to za mało, jeśli zabraknie w tym wszystkim angażującej rozgrywki z większą ilością mechanik.