Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas - najtrudniejszy platformer w historii?
Rudy jamraj święcił triumfy za życia oryginalnego PlayStation, był często powodem zakupu sprzętu, wreszcie Sony sprowadziło na pokład postać uznawaną za jedną z ikon ery PSX, choć oficjalnie, Crash Bandicoot nie został maskotką Japończyków, był po prostu uwielbiany przez graczy. Gdy zespół Naughty Dog, odpowiedzialny za kreację przygód Crasha zrezygnował z dalszego rozwoju serii, marka popadała nie tylko w stagnację (Crash Bandicoot: The Wrath of Cortex) ale i degradację (Crash of the Titans), fani mieli dość, co zauważyła grupa autorów ze studia Vicarious Visions, przywracając do życia klasyczną trylogię z czasów PlayStation (Crash Bandicoot: N'sane Trilogy).
Fani gier z rudym jamrajem pragnęli powrotu rdzennej formuły od czasów wymienionego Wrath of Cortex, reedycje potwierdziły te oczekiwania. Jak udało się osiągnąć tak imponujące rezultaty w Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas? Czas oddać głos jednemu z producentów, Lou Studdertowi. "Sukces trylogii oraz przyjęcie CTR: Nitro-Fueled oznajmił nam, że fani są głodni nostalgii. Pracowaliśmy już nad Spyro Reignited Trilogy, do tego zaliczyliśmy piękny cross-over z Toys for Bob, weteranami platformingu 3D. Wiedzieliśmy czego oczekują fani i złożyliśmy w jedną całość" - koncepcja nie odbiegająca od oryginalnej zadecydowała o finalnej wersji gry.
Crash Bandicoot 4 jest wręcz przesycony zawartością. Poziomy zaprojektowano w zgodzie ze standardem trzech poprzednich gier. Tytuł na starcie funduje nutę nostalgii, gdy jamraj budzi się na plaży, natomiast umieszczony nieopodal odbiornik telewizyjny emituje klasyczną wersję przygody. Gracze odkryli, że po kilku trafieniach w rzeczony odbiornik, ekran wyłania logo Crash Bash, odpowiednika Mario Party w świecie jamraja, wydanym na PlayStation w 2000 roku. Nie oznacza to jednak, że jest grą równie przystępną w "calakowaniu". To jedna z najtrudniejszych i czasochłonnych gier do skompletowania, znam właściwie tylko jedną osobę, która przełamała się i wydobyła najcenniejsze trofeum.
Bieg po zwycięstwo

Klasyczna bądź współczesna trylogia charakteryzują się względnie prostymi do okiełznania platformówkami, jeśli bierzemy pod uwagę ilość gemów, które możemy zdobyć w ramach pomyślnego ukończenia danego poziomu. Przykładowo, Crash Bandicoot 2 oferuje kilka gemów - za rozbite skrzynki, za czas i dotarcie do końca lokacji. Najwyższy Czas średnio oferuje aż sześć gemów do kolekcjonowania, nie tylko za spełnienie trzech opisanych już warunków, doliczyć należy jeszcze owoce Wumpa, ukończenie poziomu bez straty życia, odnalezienie ukrytej ścieżki. Dla wytrwałego gracza nie będzie to problemem, bo zdobędzie klejnoty na drodze prób i błędów, lecz niektóre poziomy zajmują po kilkanaście minut. Wyobraźmy sobie kilkukrotne powtórzenie etapu nafaszerowanego ponad setką drewnianych skrzynek, z których co najmniej dwie są tak ukryte, że można je rozbić zupełnie przypadkowo (zazwyczaj podczas wysokiego skoku, gdy i tak są one poza kadrem).
W kość daje już pierwszy poziom, który stawia wymóg ukończenia etapu poniżej jednej minuty. Praktyka czyni mistrza, lecz wydobycie platyny wpiszcie jako swój "projekt życia". Bez wątpienia największe emocje w Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas generują próby czasowe. Jak dopasować bieg by zmieścić się co do sekundy? Ostatnio miałem tak przy Donkey Kong Country: Returns HD na Nintendo Switch. By osiągnąć w grze 100%, należało mierzyć się z każdym poziomem osobno. Z racji, że czwarta przygoda Rudego jest najbardziej rozbudowaną odsłoną, roboty jest tutaj multum. Grę opracował zespół Toys for Bob, wcześniej odpowiedzialne za całkiem zjadliwe Spyro: Reignited Trilogy oraz port N.Sane Trilogy dla Nintendo Switch. W czasie prac nad renowacją perypetii fioletowego smoczka, Toys for Bob podjęli rozmowy z Activision dotyczące kolejnej gry z udziałem Bandicoot, datowanej gdzieś na 2020 rok. Zespół początkowo rozważał grę jako reboot, lecz zdecydowano się na bezpośredni sequel.
Gotowi na calaka?

Sam nie podjąłem się karkołomnej próby ukończenia Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas na 100% (właściwie to 106%). Musiałbym odłożyć na bok wszystkie inne ogrywane produkcje i skupić się wyłącznie na ćwiczeniu każdego poziomu do perfekcji. Różnica polega na tym, że czwarty Crash kipi od ukrytej zawartości. Twórcy wymuszają kompletowanie poziomów, choćby przez pryzmat skórek postaci, które można odblokować tylko w przypadku ukończenia levelu z pakietem gemów, inaczej nie zmienimy wyglądu postaci. Crash Bandicoot 4, choć wydaje się względnie prosty mechanicznie i rozgrywkowo, jest dobrze przemyślanym, złożonym platformerem, niejako wymuszającym cierpliwość, bo przejście gry bez zdobycia wszystkiego daje frajdę tak połowiczną jak w przypadku Crash Bandicoot: The Wrath of Cortex, które, choć zostało utrzymane w duchu serii, wymagało większego zaangażowania w zdobywaniu sekretów. Ostatnia przygoda z udziałem Crasha jest przykładem gry sklejonej pod wyzwanie, czasem wręcz nie do przeskoczenia, jeśli nie dysponujemy potężnym zapasem cierpliwości. Próbowaliście?
Przeczytaj również
Komentarze (31)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych