Kampania Call of Duty Vanguard to katastrofa. Już Black Ops Cold War jest o niebo lepsze

Kampania Call of Duty Vanguard to katastrofa. Już Black Ops Cold War jest o niebo lepsze

Mateusz Wróbel | 23.01, 14:00

Dla niektórych osób strzelanki to praca. E-sport otrzymał życie przede wszystkim dzięki temu gatunkowi gier, czego książkowym przykładem są rozgrywki online o ogromne pieniądze w Counter-Strike: Global Offensive czy Valorant. Inne osoby traktują strzelanki z kolei jako codzienny obowiązek, bo spędzają na serwerach nawet po kilka godzin dziennie zdobywając przy tym nowe, cenne doświadczenie, ulepszając swoje giwery czy odblokowując kolejnych operatorów. Jest jeszcze trzecia grupa, dla której strzelanki są zwykłą odskocznią pozwalającą zrelaksować się po zajęciach na uczelni czy pracy. Ja należę właśnie do tych ostatnich.

Co kilkanaście miesięcy nachodzi mnie ochota na nadrabianie wszelkiej maści strzelanek. Zazwyczaj nie kupuję ich za pełną, premierową cenę, ponieważ interesuje mnie przede wszystkim kampania fabularna, a rozgrywki sieciowe traktuję jako dodatek, z którym nie zaprzyjaźniam się na dłużej niż kilka godzin. Tak się złożyło, że od początku tego roku kalendarzowego na moim ekranie gościł Call of Duty: Black Ops - Cold War i Call of Duty: Vanguard, czyli dwie najnowsze odsłony kultowej serii, za którą odpowiada Activision Blizzard.

Zadyszka serii Call of Duty?

Cold War 1

Wiele złego słyszałem o obu tych częściach CoD-a. "Zimnej Wojnie" oberwało się chociażby za krytyczne błędy powodujące wyrzucenia do menu konsol (problem dotyczył przede wszystkim Xboksów Series X|S), spadki klatek na sekundę na next-genach, nieangażujący model strzelania, źle zaprojektowane mapy czy główny wątek fabularny, który miał nie dorastać do pięt Call of Duty: Modern Warfare z 2019 roku. 

Mając z tyłu głowy nieprzychylne recenzje krytyków oraz graczy, do Call of Duty: Black Ops - Cold War podszedłem ze sporą rezerwą. Nie liczyłem na nic innowacyjnego i można nawet powiedzieć, że zabawę rozpocząłem z bardziej negatywnym niż pozytywnym nastawieniem. Ot, po prostu odznaczyć tę grę, która kisi się na mojej liście życzeń od kilkunastu miesięcy. Teraz historię oddziału Adlera mam już za sobą i cóż... zostałem pozytywnie zaskoczony.

Cold War - miłe zaskoczenie

Ogólny zarys fabularny przypadł mi do gustu - nie był on aż tak dobry, jak w poszczególnych odsłonach podserii Modern Warfare czy starego Black Ops, ale był o niebo ciekawszy niż ten z WWII, Advanced Warfare (zresztą, te wszystkie kampanie z CoD-ów rozgrywające się w dalekiej przyszłości szorowały o dno) czy Vanguarda, do którego przejdę już niebawem. Przygoda Hudsona, Woodsa, Masona i Adlera była spójna, nie brakowało w niej niespodziewanych zwrotów akcji, wyrazistych bohaterów i kapitalnych zakończeń, w których nie da się uszczęśliwić wszystkich. Właśnie takie przebojowe kampanie chciałbym poznawać.

Nie przeszkadzał mi także sam system strzelania, ale to może dlatego, że nie jestem największym fanem rozgrywek sieciowych. Jednakże, wybierając poziom "weteran" w kampanii i korzystając ze wspomagania celowania na konsoli PS5 ustrzeliwanie kolejnych "headshotów" było czystą przyjemnością. Podczas gry nie napotkałem również żadnego błędu utrudniającego zabawę, co przyczyniło się do tego, że kampanię w Black Ops - Cold War uważam za jedną z lepszych w marce CoD.

Vanguard - wielkie rozczarowanie

Mając uśmiech na twarzy nie minęła nawet pełna doba, a ja już zamówiłem sobie do paczkomatu Call of Duty: Vanguard. W tym przypadku sytuacja była zgoła odwrotna do tej z Cold Wara - do kampanii przedstawiającej kilka historii rozgrywających się w okresie drugiej wojny światowej podszedłem z pozytywnym nastawieniem, bo po przygodzie agenta Bella uświadomiłem sobie, że nowe odsłony strzelankowej serii mi pasują. Niestety, ale się przeliczyłem.

Vanguard już od początku zabawy był dość... specyficzny. Poruszanie się postacią było "ociężałe", a projekty lokacji mimo tego, iż były klimatyczne, to można było wyczuć w nich widoczną gołym okiem pustkę. Ponadto, już po pierwszej misji zauważyłem, że w tej części CoD-a sztuczna inteligencja jest na tyle głupia i przekombinowana, że grając na poziomie trudności "weteran" potrzeba większej ilości szczęścia niż prawdziwych umiejętności.

Raziło również to, że wybierając te poboczne ścieżki w celu oflankowania wroga, niektórzy żołnierze kontrolowani przez komputer po prostu stali w okopach czy blisko ścian budynków i nam się przyglądali - na pierwszy rzut oka może i nie da się ich dostrzec, ale gdy ktoś przyjrzy się dokładniej niektórym oddalonym obiektom, to bez większych problemów zauważy pewną część ich ciała. Dla mnie jest to nie do przyjęcia w grze o takim zapleczu finansowym i studiów - wszak nad tymże CoD-em pracowały aż trzy główne zespoły i także kilka tych pomniejszych.

Masa dziwnych rozwiązań

Kampania fabularna Vangaurda była również dość chaotyczna. Nie jestem fanem prowadzenia za rączkę przez twórców - i to na dodatek w tego typu produkcjach - ale czasami nie mogłem się połapać, co w danym momencie muszę zrobić, aby np. wyeliminować oddalonego snajpera albo zniszczyć czołg uniemożliwiający mi przebiegnięcie na drugą stronę ulicy. Jeden z kompanów co kilka sekund powtarza tę samą kwestię dialogową, jednocześnie zagrzewając do walki, ja w żadnym miejscu nie widzę broni pozwalającej wyeliminować cel, a granaty dymne nie mają żadnego zastosowania, bo SI jest tak zaprogramowana, że potrafi nas przez nie dojrzeć i zadać jeden, śmiertelny cios tuż po wyjściu zza osłony.

Takich sytuacji było multum, a przez złe rozmieszczenie punktów kontrolnych trzeba czasami oglądać nawet kilka razy jedną i tę samą sekwencję - dla przykładu, w ostatniej misji fabularnej, jeśli zginiesz od LKM-u w tunelu, to za każdym razem musisz obserwować jazdę w samochodzie trwającą dobrą minutę. Na papierze nie brzmi to jakoś okropnie, ale jeśli powtarzasz ten fragment kampanii te kilka razy, to trudno się nie zdenerwować. 

Wraz z każdą misją fabularną klimat stopniowo się ulatniał, grywalni bohaterowie nie mieli w ogóle podjazdu do charakterów z Black Ops - Cold War, antagonista... cóż można o nim powiedzieć: na pewno nie wywoływał on jakiegokolwiek strachu. Nawet dzisiaj, kilka dni po ukończeniu historii rzeczonego tytułu, nie jestem w stanie wymienić imion najważniejszych postaci (nie licząc Rosjanki Poliny, która miała najciekawszy wątek), co tylko pokazuje, jak słabo zostali oni napisani.

Podsumowując - podobnie, jak w przypadku Call of Duty: WWII, temat drugiej wojny światowej w Vanguard został potraktowany po macoszemu i - co najgorsze - nie wykorzystano jego ogroooomnego potencjału w odpowiedni sposób. A szkoda, bo po materiałach promocyjnych zapowiadało się na naprawdę konkretną przygodę.

Lepiej bawiłem się przy kampanii fabularnej:

Call of Duty: Vanguard
16%
Call of Duty: Black Ops - Cold War
16%
Pokaż wyniki Głosów: 16

Komentarze (47)

SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych