Ulepszenia gier do nextgenowych wersji powinny być darmowe? Niekoniecznie

Ulepszenia gier do nextgenowych wersji powinny być darmowe? Niekoniecznie

kalwa | 26.12.2021, 15:00

Ilekroć pojawia się informacja o tym, że ulepszenie danej gry do nextgenowej wersji będzie płatne, gracze podnoszą lament i złorzeczą wydawcy. Nie tak powinno to wyglądać, bo przecież takie ulepszenie wcale nie musi być darmowe. To tylko i wyłącznie wola korporacji, czy takowy upgrade podaruje nam za darmo.

Ulepszenia, o których mowa, to stosunkowo świeża rzecz, choć gier z takim ulepszeniem można doliczyć się w dziesiątkach. Można tu wymienić Borderlands 3, No Man's Sky, Doom Eternal, czy zbliżające się Horizon Forbidden West. W każdym z tych przypadków, jeśli posiadamy wersję na PS4 lub Xboxa One, możemy za darmo ulepszyć ją do lepszej wersji, tak aby zagrać na nowszej generacji. Bardzo miły gest ze strony wydawcy i twórców. Są jednak przypadki, w których za podobne przyjemności trzeba zapłacić, co zwykle bardzo się graczom nie podoba. Zaczynają wtedy lament i złorzeczą decydentowi odpowiedzialnemu za taki ruch. Nie tak to powinno wyglądać.

Kiedyś to było... (?)

Ulepszenia gier do nextgenowych wersji powinny być darmowe? Niekoniecznie

Dotychczas, w przypadku gier crossgeneracyjnych bywało różnie. Czasami za jedną kwotę otrzymywaliśmy 2 wersje - na starszy i nowszy sprzęt. Zwykle tyczyło się to jednak mniejszych produkcji. W przypadku tych większych, jeśli chcieliśmy posiadać obie edycje, musieliśmy liczyć się z podwójnym wydatkiem. A nawet nie do końca podwójnym, bo "starsza" wersja kosztowała nieco mniej. Tak czy siak, nikogo w takim przypadku nie obchodziło, że już raz zapłaciliśmy za grę. Chcieliśmy lepszej wersji, musieliśmy płacić. Pełną kwotę. O ile oczywiście mówimy o okolicach premiery, kiedy jeszcze na zniżki nie było szans.

O ile większość produkcji pojawiających się na przełomie generacji trzyma przyzwoity poziom, to są jednak przypadki, kiedy jakość tej gorszej wersji woła o pomstę do nieba. Za przykład może tu posłużyć Śródziemie: Cień Mordoru w wersji na PS3. Jest bardzo brzydka, kiepsko działa, a ponadto ma nieco okrojone mechaniki. Kiedy swego czasu recenzowałem ten tytuł męczyłem się niemiłosiernie i w efekcie wystawiłem tylko 3.5/10. Wciąż miałem jednak świadomość, że gra sama w sobie jest dobra, choć należało grać w wersję właściwą.

Jeśli ktoś zaufał wydawcy i zaopatrzył się w Cień Mordoru dla biednych, mógł jedynie pluć sobie w brodę. O ulepszeniu do wersji na PS4 nawet pewnie nikt wtedy nie pomyślał, a na wymianę też nie można było liczyć. Pozostawało więc kupno właściwej wersji lub olanie sprawy. Albo jeszcze krzyk na twitterze. Całe szczęście, takich przypadków jest mniej. Można tu choćby wspomnieć dla równowagi o Obcy: Izolacja, które w wersji na poprzedniej generacji działa przyzwoicie. Ale znów - żeby zagrać na PS4, trzeba było kupić grę drugi raz.

Daj mi coś lepszego. Nie?! No dobra, to sprzedaj... Aleś pazerny!

Ulepszenia gier do nextgenowych wersji powinny być darmowe? Niekoniecznie

Pomijając już gry wydawane międzygeneracyjnie, było jeszcze coś takiego jak remastery. Można tu wspomnieć The Last of Us, którego odnowiona wersja szału nie robiła i pojawiła się stosunkowo szybko od oryginalnej wersji. Kosztowała co prawda mniej niż typowa premierowa gra, ale wciąż ponad 150 złotych trzeba było wydać. Nikogo nie obchodziło, że zaledwie rok temu ktoś kupił grę. Gracze zresztą nie marudzili zbytnio i chętnie zakupili bogatsze "resztki ludzkości", aby znów zanurzyć się w ukochanym świecie.

Można by przypuszczać, że w dobie ulepszeń remastery odejdą do lamusa. Tak się jednak nie stało, a przynajmniej nie do końca, bo takie Grand Theft Auto V wydane ponownie, swoje kosztować będzie. Jak za starych czasów. Nie zdziwi mnie jeśli Rockstar policzy sobie jak za całkiem nową grę. Ale może nie zwariowali jeszcze doszczętnie. Obiecują szereg usprawnień, ale w zasadzie takich samych jak każda ulepszona wersja - nawet za darmo. Lepsza grafika, krótsze czasy wczytywania - to samo mamy grając we wstecznej kompatybilności na PS5. No ale to GTA5, które pewnie i tak znajdzie kilka milionów nabywców. Po raz kolejny.

Nie chcesz, nie kupuj

Może to być trudne, ale decyzję Rockstara, tudzież Take-Two należy uszanować. Lub nie i po prostu nie kupić tej lepszej (?) wersji. To będzie najwyraźniejszy sygnał dla tych krawaciarzy. Jak im się słupki sprzedaży nie będą zgadzać, to pewnie szybko zorganizują jakąś promocję, bo na zrobienie upgrade'u darmowym i tak się nie zdecydują. Tak mi się wydaje. Tak czy siak, podobny scenariusz i tak nie będzie mieć najpewniej miejsca, bo internetowi krzykacze małe mają znaczenie w obliczu ludzi, którzy po prostu chcą grać i kupują to, na co mają ochotę.

Te ulepszenia to mimo wszystko pewnego rodzaju produkt, bardzo podobny do tego, co niegdyś oferowały remastery. Przecież zawsze za nie płaciliśmy, czasami bardzo ochoczo. No ale człowiek to istota, która bardzo szybko przyzwyczaja się do wygód. Jesteśmy dość rozpieszczani w tej generacji, więc też część ma większe wymagania. Ale takie ulepszenie to też praca i koszta, toteż nie dziwi mnie, że nie zawsze są darmowe. Tym bardziej jeśli oferują rzeczy, których w oryginalnym wydaniu nie było. Ponadto, w takich przypadkach nie płacimy kolejny raz pełnej kwoty. Jedynie różnicę pomiędzy dwoma wersjami - ta lepsza i tak zawsze była nieco droższa.

Osobiście wychodzę z założenia, że dobry gest należy docenić, ale ten lament i ostra krytyka nie są na miejscu. Gry nie są dobrem pierwszej potrzeby. To nie tak, że coś się nam, graczom, należy. Należy, ale to za co zapłaciliśmy. Wydaliśmy pieniądze na wersję opracowaną z myślą o PlayStation 4? Taką dostaniemy. Nikt nie musi nam wręczać za darmo tej lepszej, na PlayStation 5.

A to, że konkurencja Sony oferuje lepsze rozwiązania? Zapraszam w takim razie do skorzystania z jej usług. Nikt tego nie broni. Prawda jest jednak taka, że gdyby Sony czy wspomniane wyżej Rockstar nie było pewne, że ich odbiorcy i tak kupią ich produkty, to by częściej się podlizywali. Wystarczy zwrócić uwagę na fakt, że mimo iż Grand Theft Auto: The Trilogy – The Definitive Edition zalała fala krytyki, cieszy się dobrą sprzedażą. Siła marki robi jednak swoje.

cropper