Graliśmy w Tales of Arise. Nadchodzi zupełnie nowa jakość!

Graliśmy w Tales of Arise. Nadchodzi zupełnie nowa jakość!

Igor Chrzanowski | 17.06.2021, 21:15

Wielkie sukcesy ostatnich jRPG-ów klasy AAA pokazały, że miłośnicy gatunku nie muszą się już skazywać na masę umowności, przymykania oczy na nagminne niedoróbki. Teraz Tales of Arise również ma ambicje ku temu, aby wprowadzić kultową serię do najwyższej branżowej ligi. Czy zatem dzieło Bandai Namco jest tak dobre?

Marka Tales of jest z nami na rynku od ponad 25 lat, wciąż rozrastając się do kilkunastu głównych odsłon, z których to każda w jakiś ciekawy sposób rozwijała znaną formułę rozgrywki, oferując bardzo przyjemne doświadczenia. Niestety tym na czym ubolewała seria już od czasów PlayStation 3, był zastój technologiczny. Nie ważne, czy graliśmy w Tales of Xillia czy Tales of Berseria grafika, konstrukcja świata oraz lokacji i cutscenek praktycznie się nie zmieniały, podczas gdy główni konkurencji od Square Enix ruszali bardzo odważnie do przodu. Teraz Bandai Namco nadgoniło stracony czas i wraz z Tales of Arise wprowadza markę w zupełnie nową erę jakości.

Potęga Unreal Engine 4!

Do tej pory cała seria Tales of była tworzona na autorskim silniku Bandai Namco, który z generacji na generację był nieco ulepszany, ale ze względu na to, że nawet najnowsze odsłony marki były skalowane w dół do PlayStation 3, seria nie mogła rozwinąć skrzydeł i osiągnąć pełni swojego potencjału. Na szczęście zaplanowane na wrzesień Tales of Arise tworzone było już od podstaw na Unreal Engine 4 od Epic Games, a jak doskonale wszyscy wiemy, technologia dostarczana przez autorów Fortnite znacząco ułatwia tworzenie naprawdę bardzo ładnych gier w dość przyjaznych warunkach pracy.

No i naprawdę muszę przyznać, że jakościowy przeskok jest tu widoczny już na pierwszy rzut oka, dzięki czemu od razu mamy poczucie, że obcujemy z zupełnie nową generacją marki Tales of. Modele postaci zostały przepięknie przygotowane, środowisko w końcu jest pełne bujnej roślinności, otoczenie jest bogate nawet w drobne detale, a na dodatek wszystko zostało bajecznie oświetlone dzięki zaawansowanym narzędziom dostępnym w UE4. W końcu Bandai Namco nie musi wstydzić się na tle popularnych rywali, a ci zaś poważnie odczują na sobie oddech rosnącego w siłę jRPG znanego wydawcy.

Kolejnym mankamentem Talesów był spory problem ze skalą odwiedzanych przez nas lokacji. Z jednej strony dungeony były dość wąskie, wiejące pustką i generalnie sprawiały wrażenie raczej sieci malutkich korytarzy, aniżeli czegoś ciekawszego - nawet jak to były dajmy na to lasy. Z drugiej zaś strony gdy deweloperzy pokusili się o coś wielkiego, otwartego i powiedzmy imponującego, 90% takiej lokacji było puste i pozbawione życia. Teraz dzięki wykorzystaniu nowego silnika Bandai Namco mogło zaszaleć i przygotowało dla nas naprawdę rozległe oraz wypełnione po same brzegi zawartością lokacje. W testowanym przeze mnie demie Tales of Arise dostępne było kilka bosko zaprojektowanych miejscówek osadzonych przy bramach pewnego miasta i nad przyjemnym strumykiem.

Wszędzie gdzie okiem sięgnąć było coś ciekawego do zwiedzenia, zdobycia czy zaatakowania. Wciąż jednak brakuje mi tu trochę takiego poczucia obcowania ze światem pozbawionym granic. Nadal gdy jesteśmy w jakimś miejscu i widzimy most prowadzący do jego dalszej eksploracji, spotykamy się z krótkim ekranem wczytywania i ładowaniem nowej sceny, co znacząco immersję, jaką na przykład wprowadziło do swojej serii Final Fantasy XV. Ale nie jest to też coś, co mogłoby popsuć całą zabawę - ot taki zauważalny minus, ale bez przesady.

Efektowne combosy!

Tym co jednak przyciągało nas przez te ponad 25 lat do serii Tales of jest fantastyczna fabuła i świetnie przygotowany system walki. W przypadku Tales of Arise nie mogło być inaczej i przyznaję, że po małej próbce tego co dostaniemy we wrześniu, już nie mogę doczekać się premiery! Co do samej historii niestety nie mogę wam o niej nic napisać, bo to zostanie ujawnione przez twórców w najbliższym czasie, aczkolwiek możecie szykować się na naprawdę ciekawy spektakl.

Sam system walki ponownie oferuje nam dobrze znane z poprzednich odsłon starcia na mniejszych arenach w czasie rzeczywistym z wykorzystaniem broni białej, dystansowej, czarów, przedmiotów bojowych oraz specjalnych umiejętności naszych towarzyszy. W ogrywanej wersji demonstracyjnej miałem do dyspozycji aż 6 postaci, wśród których znaleźli się główni bohaterowie opowieści - Alphena i Shionne oraz czwórka ich wiernych towarzyszy broni. Każdy z nich posiada oczywiście unikalne zdolności doskonale uzupełniające pozostałych członków drużyny.

Podczas bitwy sami możemy wykorzystać trzy podstawowe ataki posiadaną przez nas bronią, skrywające się pod przyciskami Y, X, oraz A i ich odpowiednikami na konsolach PlayStation czy na klawiaturze i myszce. Ponadto gdy pasek aktywowania wspólnych ataków z naszymi towarzyszami zostanie napełniony, pod lewym triggerem oraz odpowiednim przyciskiem na D-padzie możemy aktywować specjalną umiejętność bojową, której towarzyszy oczywiście absolutnie fenomenalne i efektowne animacje, które są tak świetnie przygotowane, że można by je oglądać w nieskończoność.

Ciekawie zapowiadają się również starcia z większymi bossami, którzy to posiadają słabsze punkty oznaczone pomarańczowymi kryształami - oczywiście gdy je rozbijemy wróg pada na łopatki i daje się nam się lać po buźce ile tylko chcemy. Szykowany przez twórców poziom trudności powinien jednak sprawić, że każdy znajdzie tu wyzwanie odpowiednie dla siebie i jeśli będziecie chcieli na luzie przejść całość bez większych problemów, macie taką możliwość, ale gdy chcecie płakać przy każdej bitce, również macie taką możliwość.

I to by było w sumie na tyle. Tales of Arise zapowiada się absolutnie fantastycznie i autentycznie nie mogę doczekać się kiedy będę mógł ponownie wskoczyć do świata szykowanego przez Bandai Namco! 

cropper