Kącik filmowy #56

Kącik filmowy #56

Łukasz Kucharski | 27.08.2013, 21:31

Emocje po targach gamescom jeszcze są z nami. W przyszłości czeka nas wiele świetnych gier i kilka gorszych oraz takich kompletnie niewartych uwagi. Zupełnie jak w przypadku G.I.Joe: Odwet, którego recenzja czeka na Was w rozwinięciu. Zapraszam!

 

Wiadomości ze świata filmu

 

 

 

Nietoperz ma nową twarz

 


 


Najbardziej wyczekiwany film z superbohaterami otrzymał zastrzyk obsadowy. Człowiek ze stali 2 (tytuł roboczy), poza Henry Cavillem w roli Supermana, przyniesie nam nowego odtwórcę Batmana. Został nim...Daredevil. Tak, Ben Affleck to nowy Mroczny rycerz, który prawdopodobnie spuści łomot Kal-el'owi. Internet wrze, co przypomina burze po angażu Heatha Ledgera jako Jokera czy Daniela Craiga jako Bonda. Osobiście wolę poczekać z werdyktem na efekt końcowy, czyli do lipca 2015 roku.

 


***

 


Szybki i wściekły jak Jaa

 


 


Odmawianie Tony'emu Jaa niezwykłej zwinności i wytrenowania jest jak chwalenie polityków – bez sensu. James Wan, reżyser siódmej odsłony Szybkich i wściekłych uważa podobnie i planuje obsadzić tajskiego aktora w samochodowym tasiemcu. Poza Jaa, do obsady dołączyła ostatnio gwiazda MMA Rona Rousey. Przypominam, że mistrzowie kierownicy zmierzą się z samym Jasonem Stathamem.

 


***

 


John wraca do dżungli

 


 


Metodą na nowe życie filmowych bohaterów jest teleportacja ich sławnych person na mały ekran. Kolejną postacią dołączającą do panteonu zostanie John Rambo, bo konflikty w dżungli same się nie rozwiążą. Wieść gminna niesie, że Stallone nie powróci niczym Snake w MGS 4. Studio planuje zainwestować w nową twarz, a Sly ma czuwać na projektem. Jaką? Jeszcze nie wiadomo, ale może Wy macie jakieś typy?

 


***

 


McFarlane kusi

 


 


Twórca oryginalnego bohatera jakim jest Spawn zaczyna roztaczać przed nami piękną wizję. Todd McFarlane stwierdził ostatnio, że istnieje duże prawdopodobieństwo na kolejny film o potępionym superbohaterze. Zdjęcia mogłyby się rozpocząć już na początku przyszłego roku. Proces spowalnia ponoć to, że  Todd miałby zająć się scenariuszem, produkcją i reżyserią. Pociechę w oczekiwaniu, niech stanowi fakt, że Todd chce stworzyć dzieło kompletnie odmienne od filmu z 1997 roku. W założeniu ma to być połączenie horroru i thrillera, a nie wielkie rozbuchane widowisko.

 

 

***

 

 

 

 

W rękach fanów

 

 


Last Breath - A Last of Us Fan Film

 


 


The Last of Us...kiedy wreszcie zawitasz w mojej konsoli...cóż, pozostaje mi tylko oglądać kolejne fanowskie filmiki, bo z „walkthrough” nie mam zamiaru korzystać. W tej produkcji rodzeństwo próbuje dostać się do punktu ewakuacyjnego, co w tym świecie nigdy nie jest łatwe.

 


 


***

 


Princess Mononoke Live Action Film

 


 


Księżniczka Mononoke potrzebuje Waszej pomocy, by objawić się światu, tym razem w wersji aktorskiej. W tym celu wystarczy, że wesprzecie jej projekt na Kickstarterze. Jak zwykle wszystko zależy od pieniędzy...to jest chęci.

 


 


***

 


Terminal - Watch_Dogs Live Action Short Fan Film

 


 


TheYankeeGI ma dla Was swoją wizję hakerskiej przyszłości, w której wystarczy założyć czapkę na głowę, by swobodnie poruszać się po mieście.

 


 


***

 


Untitled Predator Fan Film

 


 


Predator nie zdołał pokonać Arnolda, ani Danny'ego Glovera, ani Adriana Brody. Jakie więc szanse mają osobnicy z poniższego filmu fanowskiego, którzy za 500$ wyruszyli na misję? Przekonajcie się sami.

 


 

 

***

 

 

 

 

Kino Świat prezentuje...

 

 


Postrach MTV i płaczliwy dowcipniś - królowie humoru w służbie Woody'ego Allena. BLUE JASMINE

 

 

 


Po raz pierwszy od czasu hitu „Co nas kręci, co nas podnieca”, mistrz błyskotliwego humoru - Woody Allen powraca do USA. I to w nie byle jakim towarzystwie. Do udziału w swoim najnowszym filmie „Blue Jasmine” reżyser zaprosił czołowych komików Ameryki: Andrew Dice Claya, mającego na koncie dożywotni zakaz występów w MTV oraz Louisa C.K - serwującego sto żartów na minutę zdobywcę licznych nagród Emmy.

Andrew Dice Clay, filmowy Augie jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych i skandalizujących komików w Ameryce i jedynym, który ma dożywotni zakaz występów w MTV. Dość powiedzieć, że jego debiutancki album muzyczny zatytułowany „Dice” został wydany z naklejką ostrzegawczą dla rodziców: „Uwaga! Album zawiera obraźliwe treści”. Dice Clay urodził się na Brooklynie, w Sheepshead Bay i w tamtejszych klubach debiutował ze swoimi występami stand up. Karierę komika scenicznego kontynuował w Los Angeles, dokąd przeniósł się w 1980 roku. Ma na koncie role w kilku serialach telewizyjnych, m.in. w „M.A.S.H.” i „Crime Story”. W 1992 roku wystąpił przed największą publicznością w swoim życiu, dzieląc scenę z zespołem Guns & Roses na stadionie Rose Bowl w Pasadenie.
 
Clay ma na koncie niezliczone występy komiczne w telewizji HBO, które zostały wydane na CD i DVD i stały się hitami sprzedażowymi, zyskując wielokrotny status złotych i platynowych płyt. „Zawsze uważałem, że w sprzyjających okolicznościach Andrew może stworzyć cudowną postać.” - mówi Allen. „Jest bardzo charakterystyczny i ma doskonałe umiejętności aktorskie. To typ aktora, który nie tylko podaje tekst, ale buduje rolę całym sobą. W nienachlany sposób dodaje drobne elementy do swojej postaci i jest w tym wyjątkowo kreatywny.”
 
Drugi z komediowych asów Allena to ulubieniec Ameryki Louis C.K., twórca obsypanego nagrodami serialu „Louie”. „Louis jest naprawdę bardzo śmieszny, co potwierdza jego sukces jako komika, ale ma też inne oblicze - jest kimś więcej, niż facetem, który wymyśla sto żartów na minutę i bombarduje nimi publikę.” - mówi twórca „Blue Jasmine”. „Ma w sobie głębię i patos, co sprawi, że jest jeszcze bardziej sympatyczny.”
 
Louis C.K. z sukcesem występuje na scenie, jak również w telewizji i filmach kinowych. Popularność i jedną z licznych nagród Emmy przyniosły mu cykliczne występy na żywo zatytułowane „Louis CK: Live At The Beacon Theatre”, wyróżnione także statuetką Comedy Awards 2012 dla „najlepszego spektaklu stand up”. To artysta lubiący eksperymenty i innowacje, czego przykładem jest fakt, że jako pierwszy komik na świecie użył Internetu do dystrybucji swojego albumu „C.K. Live”. Na jego stronie internetowej można było go nabyć z jedyne pięć dolarów. Ten przełomowy pomysł okazał się ogromnym sukcesem, a Louis część dochodów ze sprzedaży przeznaczył na cele charytatywne.
 
O samym Allenie mówi tak: „Z naszego pierwszego spotkania najbardziej zapamiętałem jego słynny kapelusz. Rozmowy prawie nie pamiętam. Otrzymałem propozycję roli, zgodziłem się i wyszedłem. W windzie emocje wzięły górę i rozpłakałem się. To naprawdę był on! Woody Allen.” - wspomina C.K.   

 


***

 


Borcuch, Bromski, Bugajski, Jakimowski, Kox, Pieprzyca, Rosłaniec i Szumowska. Osiem filmów z oferty dystrybucyjnej Kino Świat w Konkursie Głównym 38. Gdynia Film Festival

 

 


 


9 września startuje 38. edycja Gdynia Film Festival. Do Konkursu Głównego tegorocznej imprezy zakwalifikowano 14 produkcji, które powalczą o Złote Lwy dla Najlepszego Filmu. Aż osiem z nich to tytuły z oferty Kino Świat - dwukrotnego laureata Nagród PISF (2011, 2012), w 2012 roku lidera dystrybucji polskiego kina (łącznie 3 765 723 sprzedanych biletów) i numeru jeden krajowego rynku dystrybucji (7 991 600 biletów).

Obok piątki filmów, które gościły już na polskich ekranach: „Bejbi blues”, „Nieulotne”, „Imagine”, „Dziewczyna z szafy” i „Układ zamknięty”, w prestiżowej oficjalnej selekcji znalazły się trzy tytuły premierowe: „W imię…” – najnowszy obraz Małgośki Szumowskiej, autorki wielokrotnie nagradzanych „33 scen z życia” i głośnego „Sponsoringu”, wzruszające „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy z brawurową rolą Dawida Ogrodnika, gwiazdy hitu „Jesteś Bogiem” oraz „Bilet na Księżyc” – nowy film Jacka Bromskiego o młodości, przyjaźni i miłości w czasach PRLu, z Mateuszem Kościukiewiczem i Anną Przybylską.

Przegląd zwiastunów filmów Kino Świat, zakwalifikowanych do Konkursu Głównego Gdynia Film Festival:


Lista


***

 


Najsłynniejszy rycerz Europy przemówi głosem Jacka Braciaka! Kim jest RYCERZ BLASZKA. POGROMCA SMOKÓW? (w kinach od 6 września)

 


 


Na początku było słowo, a właściwie cała książka. To na jej kartach w 1994 roku narodził się „Rycerz Blaszka. Pogromca smoków”. Dziś niezłomny rycerzyk to przynosząca krocie marka. Powieściowy cykl z jego przygodami sprzedał się w sektach tysięcy egzemplarzy, a sam bohater doczekał się własnego musicalu, słuchowisk radiowych i filmowej ekranizacji w 3D, która 6 września zagości na polskich ekranach.

Kiedy pisarze - Jörg Hilbert i Felix Janosa wysyłali do wydawcy rękopis „Rycerza Blaszki” nie spodziewali się, że dają początek prawdziwej legendzie. Ich blaszany bohater z miejsca podbił serca czytelników, skłaniając twórców do kolejnych wizyt w królestwie Zardzezii. Łącznie stworzyli oni jedenaście powieści, z których każda okazywała się bestsellerem, trafiając na szczyty niemieckich list sprzedaży.

Premierom książek towarzyszyły płytowe wydawnictwa muzyczne pełne piosenek, które pokochali nie tylko najmłodsi. Na fali ich popularności powstał zaś musical „Rycerz Blaszka”. Jego premiera odbyła się w 2005 roku na deskach słynnego Burgruine Staatz, gdzie na co dzień wystawiane są takie muzyczne perełki jak „Aida”, „Evita” czy „Titanic”. Jednak to „Blaszka” okazał się największym hitem programu, stając się najczęściej wznawianym spektaklem ostatnich lat. W zeszłym roku widzowie oklaskiwali szóstą edycję musicalu.

W 2013 roku na ekrany europejskich kin weszła animowana ekranizacja „Rycerza Blaszki”. Pełną humoru komedię, zrealizowaną w unikatowej i niezwykle efektownej technice „cel-shading” w samych tylko Niemczech obejrzało ponad 600 000 widzów. Widzowie i krytycy nie kryli swojego uznania: „Cóż za wspaniały i pomysłowo skonstruowany fantastyczny świat.” - pisał Bild, „Świetny film przygodowy, od początku do samego końca”, „cudowny film dla dzieci”, „zachwycający film z mnóstwem świetnych piosenek” - dopowiadały Sueddeutsche Zeitung, Waz i National Geographic Kid.

Szóstego września Blaszka zagości w polskich kinach.  W tytułowej roli niezłomnego rycerza, co nie lęka się przygód i korozji, wystąpił Jacek Braciak. Aktora, którego głos słyszeliśmy ostatnio w produkcjach Disneya „Oz Wielki i Potężny” i „Merida Waleczna”, wspierają gwiazdy „Rancza” - Artur Barciś i Cezary Żak, obdarzając swymi głosami i talentem komicznym dwie głowy… jednego smoka Popiołka. Poza nimi w obsadzie „Blaszki” brylują m.in. etatowy czarny charakter polskiego kina Janusz Chabior w roli złodziejaszka Boba oraz dubbingowy specjalista do zadań specjalnych i misji pozornie niemożliwych Jarosław Boberek, jako smoczek Koks. Obsadę filmu dopełnia znana z hitów „Mulan” i „Ralph Demolka” Jolanta Fraszyńska w roli dzielnej Bożenki, znanej jako Bo - pierwszej damy dworu rycerza Blaszki.

W filmowej wersji najweselszy rycerz królestwa Zardzezii padnie ofiarą spisku złego księcia. Niesłusznie oskarżony o kradzież, zostanie pozbawiony zamku, tytułu i wygnany. Jedynym sposobem na odzyskanie honoru stanie się pokonanie smoka. Aby tego dokonać, Blaszka i jego przyjaciele - waleczny smoczek Koks oraz wierny koń mechaniczny Czoper - wyruszą w pełną przygód wyprawę na koniec świata. Razem przyjdzie im stanąć do walki z dwugłowym potworem, ocalić piękną księżniczkę Bo i powstrzymać księcia, który uwięził dobrego króla Zardzezii.

 


***

 


Światowej sławy muzyk komponuje dla polskiego filmu - "Wszystkie kobiety Mateusza" w kinach od 30 sierpnia

 


 


Pianista ten od lat należy do grona najwybitniejszych twórców muzyki na międzynarodowej scenie. Tym razem podjął się skomponowania ścieżki dźwiękowej do najnowszej komedii twórców „Zakochanego Anioła” i „Anioła w Krakowie”. Podczas seansu „Wszystkich kobiet Mateusza” usłyszymy jedyne w swoim rodzaju melodie Leszka Możdżera.
 
Obok plejady wybitnych aktorów (Krzysztof Globisz, Agata Kulesza, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Anna Romantowska, Ewa Kaim, Anna Seniuk, Katarzyna Galica, Iwona Bielska, Karolina Kominek) przy najnowszej komedii twórców „Zakochanego Anioła” i „Anioła w Krakowie” pracował również światowej sławy muzyk. Wspomnianym kompozytorem jest sam Leszek Możdżer. Zajmuje się on tworzeniem muzyki filmowej, baletowej oraz teatralnej. Jest również producentem muzycznym. Regularnie koncertuje na wszystkich najważniejszych europejskich i światowych festiwalach, dotychczas współpracował m.in.  z Davidem Gilmourem,  Naną Vasconcelos, Marcusem Millerem, Johnem Scofieldem, Zbigniewem Namysłowskim, Tomaszem Stańko.  Od lat nagrywa również z Janem AP Kaczmarkiem, z którym zrealizował m.in. nagrodzoną Oscarem muzykę do filmu „Marzyciel”. Możdżer jest jednym z nielicznych pianistów, którego płyty sprzedają się w nakładach zbliżonych do artystów wykonujących muzykę popularną. Leszek Możdżer skomponował muzykę do filmów: „Nienasycenie” Witolda Grodeckiego, „Pub 700” i „Ostatnia wieczerza” Sylwestera Latkowskiego, „Znieważona ziemia” Michale Boganim czy „W sypialni” Tomasza Wasilewskiego.
 
Za ścieżkę dźwiękową do filmu „Wszystkie kobiety Mateusza” Leszek Możdżer otrzymał Nagrodę Publiczności  - „Jańcio Wodnik” za najlepszą muzykę na XX Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej Prowincjonalia 2013.

W najbliższy piątek (30 sierpnia) w kinach pojawi się najnowsza komedia twórców „Zakochanego Anioła” i „Anioła w Krakowie” pt.: „Wszystkie kobiety Mateusza”. Film ten jest ekranizacją książki Beaty Pawlak zatytułowanej „Aniołek”.
 
Artur Więcek „Baron” i Witold Bereś to twórcy dobrze przyjętych przez widownię filmów „Zakochany Anioł” i „Anioł w Krakowie”. Do swojej najnowszej komedii, „Wszystkie kobiety Mateusza”, zaprosili znakomitych aktorów (Krzysztof Globisz, Agata Kulesza, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Anna Romantowska, Ewa Kaim, Anna Seniuk, Katarzyna Galica, Iwona Bielska, Karolina Kominek), świetnego autora zdjęć (Adam Sikora) oraz wybitnego kompozytora (Leszek Możdżer - uhonorowany nagrodą za najlepszą muzykę na XX Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej Prowincjonalia 2013).  Scenariusz „Wszystkich kobiet Mateusza” został oparty na książce Beaty Pawlak pt.: „Aniołek”.
 
„Znaliśmy się wcześniej z Beatą. Przegadaliśmy z nią wiele godzin. Zapowiadało się bardzo dobrze, a do tego doszedł jeszcze intrygujący i uroczy temat: historia o istnieniu i nieistnieniu, zawieszona gdzieś między światami, tym realnym i nierealnym, wyśnionym i rzeczywistym, między żartem i powagą, miłością i zdradą, między życiem i śmiercią nawet… Czyli, z jednej strony poważnie i serio, a z drugiej, z lekkim przymrużeniem oka, tak jak w życiu, tak jak lubię.” – wspomina reżyser, Artur Więcek.
 
Bohaterką „Aniołka” jest Karolina. Osoba niemłoda, która – wydawałoby się – swoje w życiu osiągnęła. A jednak zdąży jeszcze pochować męża (który mimo tego wcale nie stanie się w jej życiu mniej obecny), pokochać i być kochaną. „Aniołek” to pełna uroku opowieść o oswajaniu śmierci poprzez miłość, o niewierności i jej konsekwencjach, o kobiecości i o tym... że nigdy nie jest za późno. Autorka książki, Beata Pawlak, była podróżniczką, reporterką i dziennikarką „Gazety Wyborczej”. Studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na początku lat 80. XX wieku działała w opozycji demokratycznej, a od 1984 roku przebywała na emigracji w Paryżu. Po 1989 roku wróciła do Polski. W marcu 2002 roku wyruszyła do Azji – od Indii przez Nepal i Tajlandię aż po Malezję. Zginęła 12 października 2002 roku w zamachu terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali. Od 2003 roku przyznawana jest nagroda im. Beaty Pawlak za tekst na temat innych kultur, religii i cywilizacji opublikowany w języku polskim.

 


***

 


Czy księdzu wolno kochać? - Małgośka Szumowska o swoim najnowszym filmie W IMIĘ... (w kinach od 20 września)

 


 


„Tytuł filmu wziął się ze słów modlitwy i każdy może go dowolnie interpretować.” - mówi Małgośka Szumowska, reżyserka „W imię…”. „Gdybym jednak miała coś dopowiadać, to byłoby to - „W imię miłości”, ponieważ stawiamy w nim pytania o to, czy księdzu wolno kochać?” Najnowszy obraz autorki wielokrotnie nagradzanych „33 scen z życia” i głośnego „Sponsoringu” wejdzie na nasze ekrany 20 września, wcześniej zobaczą go widzowie Gdynia Film Festival, gdzie - jako jeden z 14 tytułów prestiżowej oficjalnej selekcji - powalczy o Złote Lwy dla Najlepszego Filmu.
 
„Ta historia przeszła bardzo długą drogę, od opowieści o chłopaku molestowanym przez księdza, po film o zakazanej miłości.” - zdradza Szumowska, która tematem zainteresowała się jeszcze przez nakręceniem „Sponsoringu”. „Od wielu lat myślałam o tym, by zrobić film o księdzu katolickim, o jego rozterkach i dramacie samotności, wynikającym z ograniczeń instytucji, w którą on sam mocno wierzy.”
 
Reżyserka podkreśla, że od samego początku scenariusz „W imię…” był pisany z myślą o Andrzeju Chyrze. „To bardzo ciekawy i wielowymiarowy aktor.” - mówi Szumowska. „Chcieliśmy, aby jego bohater nie był postacią, którą można jednoznacznie moralnie ocenić. Żeby była to osoba, którą widz polubi i z którą będzie mógł się utożsamiać - dobry i uczciwy ksiądz."

„W imię…” - poruszająca opowieść o człowieku uwikłanym w intymny dramat, to historia księdza Adama (Andrzej Chyra), który obejmuje nową parafię i organizuje w niej ośrodek dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Szybko przekonuje do siebie ludzi energią, charyzmą i otwartością. Przyjaźń z miejscowym outsiderem (w tej roli Mateusz Kościukiewicz) zmusi jednak kapłana do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi kiedyś uciekł w stan duchowny.
 
W obsadzie - obok Andrzeja Chyry („Dług”, „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”) i Mateusza Kościukiewicza („Bejbi blues”, „Wszystko, co kocham”) - Maja Ostaszewska („Jack Strong”, „Katyń”, „Uwikłanie”), Łukasz Simlat („Wymyk”, „Lincz”, „Bez tajemnic”), Tomasz Schuchardt („Jesteś Bogiem”, „Miasto 44”) i Olgierd Łukaszewicz („Generał Nil”, „Katyń”). Autorem zdjęć, a równocześnie współscenarzystą, jest Michał Englert, laureat festiwalu Sundance za zdjęcia do filmu „Nieulotne” i FPFF w Gdyni za „33 sceny z życia”.
 
Światowa premiera filmu odbyła się w ramach Konkursu Głównego 63-go Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Obok „Tataraku” Andrzeja Wajdy i „Weisera” Wojciecha Marczewskiego to jedyny w ciągu ostatnich dwudziestu lat polski film, który znalazł uznanie w oczach selekcjonerów tego jednego z najważniejszych międzynarodowych festiwali. „W imię…” zostało nagrodzone prestiżową nagrodą Teddy Award którą wcześniej uhonorowano tak wybitnych i znaczących twórców jak Pedro Almodóvar, Tilda Swinton, Francois Ozon, Derek Jarman, Lukas Moodysson i Todd Haynes. Berlińska premiera filmu zakończyła się długą owacją na stojąco i obiła się szerokim echem na łamach międzynarodowej prasy.
 
Kolejny zagraniczny sukces „W imię…” to Nagroda Główna na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dortmund|Cologne 2013 (The International Feature Film Award), gdzie polska produkcja rywalizowała z ponad setką filmów z pięćdziesięciu krajów świata, z których do Konkursu Głównego trafiło zaledwie osiem. W uzasadnieniu nagrody dla „W imię…” doceniono obraz Szumowskiej za jego odwagę, wybitną grę aktorską oraz głębokie, humanistyczne przesłanie. „W imię…” zostało również uhonorowane Nagrodą Główną na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Mix Milano 2013 oraz Nagrodą dla Najlepszego Filmu Neisse Film Festival Zittau 2013, gdzie dodatkowo Andrzej Chyra otrzymał Nagrodę dla Najlepszego Aktora. Jego rola została także doceniona przez jury 20. European Palic Film Festival, podczas którego zdobył specjalną nagrodę za „jedną z najlepszych i najodważniejszych kreacji w kinie europejskim ostatniej dekady”.
 
Film został sprzedany do szerokiej dystrybucji kinowej w ponad 25 krajach na całym świecie, w tym w USA. Wejdzie do kin na świecie we wrześniu.
 
Producentem „W imię…” jest firma MD4, film powstał w koprodukcji z Canal +.

 


***

 


Rozwód i tajemnicza PRZESZŁOŚĆ - zwiastun następcy oscarowego "Rozstania" - w kinach od 6 września 2013

 


 


6 września na ekrany kin wejdzie „Przeszłość” - nowy film Asghara Farhadiego, twórcy nagrodzonego Oscarem i Złotym Globem „Rozstania”. Poruszający dramat psychologiczny, skonstruowany z precyzją najlepszego thrillera, był jednym z największych odkryć ostatniej edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. W rolach głównych - uhonorowana w Cannes nagrodą dla Najlepszej Aktorki Bérénice Bejo (gwiazda obsypanego nagrodami „Artysty”) oraz Tahar Rahim, laureat Europejskiej Nagrody Filmowej i Cezara za występ w głośnym „Proroku”.
 
Ahmad i Marie nieformalnie zakończyli swój związek cztery lata temu. Po długiej rozłące mężczyzna przylatuje do Paryża, aby ostatecznie podpisać dokumenty i tym samym doprowadzić sprawę rozwodową do końca. Marie potrzebuje tych formalności, aby móc wejść w nowy związek małżeński z Samirem. Spotkanie nabiera dramatyzmu, kiedy Ahmad dowiaduje się, że atmosfera w domu Marie daleka jest od normalności. Z każdą chwilą kolejne tajemnice z przeszłości wychodzą na jaw i odciskają swoje piętno na życiu wszystkich.

 


***

 


Dzięki tatuażom napisali muzykę do filmu o Powstaniu Warszawskim - "Sierpniowe niebo. 63 dni chwały" w kinach od 13 września

 


 


Syn Powstańca walczącego w 1944 roku i wytatuowani muzycy tworzący popularną formację hip-hopową, to dwa z pozoru skrajnie różne światy, które połączył symbol Polski Walczącej. Przygoda zespołu Hemp Gru z filmem „Sierpniowe niebo. 63 dni chwały” zaczęła się bardzo nietypowo.

 


 


„Sierpniowe niebo. 63 dni chwały” to pierwszy od wielu lat film fabularny o Powstaniu Warszawskim. Reżyserem i autorem scenariusza jest wielokrotnie nagradzany w Polsce i za granicą Irek Dobrowolski, twórca głośnego „Portrecisty” i syn walczącego w 1944 roku Leszka Dobrowolskiego pseudonim „Wrzos”. Obok doświadczonych aktorów, utalentowanych debiutantów i weteranów walczących w Powstaniu Warszawskim, udział w filmie wzięli również dwaj raperzy z popularnej grupy hip-hopowej Hemp Gru. Wystąpili  jako aktorzy oraz autorzy ścieżki dźwiękowej.  Napisali do filmu dwa utwory: „Sierpniowe niebo” i „63 dni chwały”. Historia tej nieoczywistej współpracy sięga końca 2008 roku, kiedy to organizowana była wystawa „Poczuj Warszawę na własnej skórze”. Można było na niej obejrzeć powstańcze tatuaże raperów Wilka i Bilona z Hemp Gru. „To był prezent od losu, bo szukaliśmy młodych ludzi, którzy podzielają nasz sposób myślenia o najnowszej historii. Nawiązaliśmy kontakt, opowiedzieliśmy im o filmie i okazało się, że pracują właśnie nad piosenką „63 dni chwały”. Zaproponowałem im, że nakręcimy do niej teledysk, który będzie zarazem finałem filmu” - wspomina reżyser.
 
Muzycy przystali na ten pomysł, zgodzili się także wystąpić we współczesnej części filmu. „Przyłączyłem się do tego projektu, bo wartości, w imię których walczyli i ginęli Powstańcy są mi bardzo bliskie. Wychowałem się na starym Mokotowie, o Powstaniu wiele opowiadała mi babcia” - tłumaczy Maciej „Bilon” Bilka. Reżyser Irek Dobrowolski po przesłuchaniu naszego utworu „63 Dni Chwały", stwierdził, że to jest to. Dzięki niemu powstał teledysk do tego kawałka. Zaprosił nas do udziału w filmie, gdzie zagraliśmy siebie. Mieliśmy przyjemność uścisnąć dłonie prawdziwym bohaterom, kombatantom i porozmawiać z generałem Januszem Brochwicz-Lewińskim, pseudonim „Gryf" - dodaje Robert „Wilku” Darkowski. „Rozmawiali z nim ponad godzinę. Mieli o czym, bo ich wiedza na temat Powstania jest imponująca” - potwierdza producent, Anna Dobrowolska.
 
Klip „63 dni chwały”, opublikowany w popularnym serwisie YouTube,  zanotował  już ponad 2,7 miliona odsłon. Kompozycja kończy się cytatem z „Warszawskich dzieci”, a w refrenie powtarzają się słowa: „Ceną była śmierć za wolności smak, choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat”. Drugi z utworów utwór promujący film nosi tytuł  „Sierpniowe niebo” i jest autorskim dziełem Bilona. Klip wyreżyserował Jacek Kościuszko, który wcześniej – na zlecenie Kino Świat, dystrybutora „Sierpniowego nieba. 63 dni chwały” – zrealizował teledyski do takich filmów, jak „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł” („Ballada o Janku Wiśniewskim” Kazika), „80 milionów” („My nadal (chcemy być sobą) duetu Abradab i Grzegorz Markowski”) i „Układ zamknięty” („Układ zamknięty” Kultu).

 

***

 


Skarbiec zapowiedzi

 

 

 

 

 

Nowa porcja zapowiedzi już na Was czeka. Ponownie pojawia się kilka powtórek w międzynarodowej wersji, ale kilka innych scen potrafi zrobić różnicę.

 

 

***
 


Porwania wciąż są w modzie. Główny bohater ma ukraść pewne superszybkie auto i wykonać kilka niezgodnych z prawem zadań, inaczej jego żona zakończy żywot przedwcześnie. A on? On potrafi jeździć.

 


 


***

 


Filmowy syn Billa Nighy posiadł możliwość podróżowania w czasie. Patrząc na Billa – nic dziwnego. Richard Curtis, reżyser To właśnie miłość oraz Radio na fali chce pokazać, że miłość nie zna granic. Wszystko doprawione brytyjskim humorem.

 


 


***

 


Tony Leung wciela się w nauczyciela Bruce'a Lee, który nie miał sobie równych. Niesamowite plenery, piękna choreografia i ciosy w zwolnionym tempie gwarantowane. Oto The Grandmaster.

 


 


***

 


Niektóre dzieci nie mają domu, a potem ich ojcem zostaje Geoffrey Rush i poznają świat książek. Wszystko to podczas tournée nazistów.

 


 


***

 


Ian McKellen wprowadzi Was w świat, który pokrył pył niczym w Gears of War. Zagłada Pompeii jeszcze nigdy nie wyglądała tak dobrze...to jest makabrycznie.

 


 


***

 


Kulisy zamachu na JKF w doborowej obsadzie, plus Zac Efron.

 


 

***

 


Ludzie mają różne nałogi. Wśród nich są też seksoholicy, którzy także walczą z targającymi nimi i siłami. Ostani Hulk – Mark Ruffalo – coś o tym wie.

 


 


***

 


Młodzi ludzie plus wakacje, duże ilości alkoholu równa się seks i pętla czasu?

 


 


***

 


W niedalekiej przyszłości, gdy jesteś inny możesz tylko wyskoczyć przez okno i zacząć walczyć z systemem. A i przy okazji znaleźć miłość. Brzmi jak kolejna ekranizacja powieści dla nastolatków? Tak też i jest. Najpierw 13-sekundowa zajawka, a potem ponad minutowy minizwiastun.

 


 


 


***

 


Czasami miłość może być bardzo zabójcza. Amerykanie przekonają się o tym dopiero po siedmiu latach od premiery filmu w Wielkiej Brytanii. Zapewne ma to wiele wspólnego z rosnącą popularnością Amber Heard.

 


 


***

 


Abyście wiedzieli co myśleć o kolejnym filmie, w zapowiedź wkomponowano oceny innych ludzi, których nie znacie. Najstraszniejszy horror w dziejach...jasne.

 


 


***

 


Zanim Chrles Xavier stanął na czele dobrych mutantów prowadził frywolny tryb życia i nie żałował sobie...wszystkiego. James McAvoy, wreszcie został spuszczony ze smyczy.

 


 


***

 


Druga zapowiedź do najnowszego dzieła Braci Coen osadzonego w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Historia ukazuje losy początkującego muzyka odbywającego pouczającą podróż.

 


 


***

 


Kapitan Phillips walczy z piratami na międzynarodowym zwiastunie. W końcu to Tom Hanks, więc nie ma się czym martwić.

 


 


***

 


Życie Księżnej Diany - o twarzy Naomi Watts – filmem akcji bynajmniej nie będzie, ale pokaz aktorstwa mamy zagwarantowany.

 


 

 

***

 


Drugim okiem

 

 

 

 

 


W tym tygodniu Chris K opowie Wam o tym jak Richard Gere uciekł z miejsca wypadku w Arbitrażu. Oto jego werdykt.

 

 

 

 

 

 

 

Reżyseria: Nicholas Jarecki

Scenariusz: Nicholas Jarecki

Produkcja: USA

Czas trwania: 107 minut

Obsada:

 

Richard Gere - Robert Miller
Susan Sarandon - Ellen Miller
Tim Roth - Det. Michael Bryer
Brit Marling - Brooke Miller

 

 

Arbitraż, czyli jak stracić wszystko i zrazić do siebie kontrahentów



Jak już wspominałem parokrotnie, wprost uwielbiam sytuacje gdy nieznany szerszej publiczności film wypływa na światło dzienne, po seansie zaś okazuje się, iż pociągowa chabeta na którą nie stawiał nikt to tak naprawdę istny czarny koń. Niestety, film „Arbitraż” się do takich dzieł nie zalicza... Chwileczkę, jakby się nie zaliczał, to po kiego grzyba trudziłbym się z tak wyszukanym porównaniem z początku recenzji, ghe, ghe?!? Oczywiście najnowszy film z nieco przyblakłą gwiazdą Hollywood, Richardem Gerem mianowicie, to naprawdę zaskakująco dobrze skonstruowany thriller Jeśli jednak ktoś uważa inaczej, to zaraz zawoła się Zbycha dla którego 2+2=5... i nie będzie dyskusji. To tak à propos tematu koni, wyścigów i nieściągalnych długów, ghe ghe.

Robert Miller (Richard Gere) to zdawałoby się typowy człowiek sukcesu. Wierna żona, jeszcze wierniejsza kochanka, odpowiednia ilość „sałaty” na koncie... Idealny świat businessmana sypie się jednak w momencie, gdy ulega on wypadkowi samochodowemu, w którym ginie Reina (Monica Raymund) z którą łączyły Millera bliższe „stosunki”. Oszołomiony Robert zręcznie zaciera ślady po czym ucieka z miejsca kraksy. By ratować zarówno swoje życie rodzinne jak i kontrakt oczekujący na podpis i potwierdzenie, Miller zaczyna niebezpieczną grę w kotka i myszkę z miejscową policją. W trakcie śledztwa wychodzą jednak na jaw inne grzeszki których dopuścił się milioner. Lawirowanie między kłamstwem i prawdą staję się coraz trudniejszą sztuką...

Od dawien dawna nie było nam dane ujrzeć Richarda Gere'a w tak dobrej roli i w tak znakomitym filmie. „Arbitraż” to zajmująca historia przypominająca lekko „Upadek” (wszystko sypie się jednego dnia niczym domek z kart) wstrząśnięty, nie zmieszany, z rasowym thrillerem. Główny bohater miota się pomiędzy kolejnymi oskarżeniami i podejrzeniami, próbuje ratować resztki swojego majątku, poświęca rodzinę i nadużywa przyjacielskich przysług celem poluzowania pętli zaciskającej się powoli na jego szyi. Szczególnie ciekawie wypada swoista gra pomiędzy Millerem a nieustępliwym detektywem Michaelem Bryerem (Tim Roth), w której Robert łże w żywe oczy podczas rozmowy, Bryer również nie przebiera w środkach mając na celu złapanie w sieć grubej ryby.

Siła i moc „Arbitrażu” tkwi w dobrze rozpisanym scenariuszu obfitującym w niespodzianki i zwroty akcji. W śledztwie co rusz pojawiają się nowe tropy, zaś zarówno Miller jak i funkcjonariusze prawa uciekają się do nieczystych zagrań (zastraszanie świadków, wymuszanie zeznań...) by dopiąć swego. Nieprzewidywalność zdarzeń, brudy z przeszłości bohaterów wyciągane na światło dzienne i desperackie szukanie drogi ucieczki sprawiają, iż film ogląda się z rosnącym zaciekawieniem aż do samego finału, który... zaskakuje, głównie swym minimalizmem.

Nigdy nie byłem szczególnym fanem Gere'a (a zwłaszcza jego ról jako ekranowych twardzielów jak w „Szakalu”), jednak w „Arbitrażu” idealnie ukazuje on szereg emocji targających bohaterem. Wystarczy wziąć pod lupę jego konwersację z córką w parku, podczas której Miller wyjawia powody podjęcia pewnych decyzji...Małe mistrzostwo, zaś tego typu scen jest w w/w obrazie znacznie więcej. To właśnie dzięki kreacji Richarda Gere'a widz z zaciekawieniem i pewną dozą empatii obserwuje losy głównego bohatera, który wszak niejedno ma na sumieniu...

Nie można było chyba sobie wymarzyć lepszego reżyserskiego debiutu niż poprzez stworzenie „Arbitrażu”. Niejaki Nicholas Jarecki nakręcił wcześniej zaledwie jeden film dokumentalny, głownie zaś figurując na listach płac jako producent albo współtwórca. Recenzowany wyżej film zaś to jego pierwsze fabularne dzieło i momentalny strzał w dziesiątkę Hollywoodzkiej tarczy.

Wielka szkoda, iż tak ciekawy film jak „Arbitraż” przeszedł w naszym kraju bez większego echa. Trzymający w napięciu dynamiczny thriller oferuje bowiem mocje godne wzorowych przedstawicieli gatunku. Walka jednostki z siedzącymi na karku stróżami prawa, zacieranie śladów prowadzące do nieprzewidzianych komplikacji, piętrzące się problemy... Seans nie powinien znudzić nawet najoporniejszego widza, zaś godna pochwały kreacja Gere'a nadaje jeszcze wyraźniejszego charakteru wydarzeniom. Dobra, choć lekko niedoceniona perełka w morzu przeciętności.


Ogółem: 8/10


W telegraficznym skrócie: Gere w roli businessmana, którego idealny świat sypie się w jednej chwili; gra w kotka i myszkę z policją kończy się... ciekawie; mocna obsada aktorska z dobrymi rolami w zaskakująco dobrym thrillerze; rzecz również dla antyfanów Gere’a.

 

 

***

 

 

 

 

 

***

 

 


 

Z nowości DVD/Blu-ray...

 

 

 

G.I. Joe: Odwet / G.I. Joe: Retaliation (2013)

 



 



 


Reżyseria: Jon M. Chu

Scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick

Produkcja: USA

Czas trwania: 110 minut

Obsada:

Dwayne Johnson - Roadblock
Jonathan Pryce - Prezydent
Byung-hun Lee - Storm Shadow
Adrianne Palicki - Jaye


Hell Yeah! - Roadblock


Jak to jest, że na jedną dobrą kontynuację przypada dziesięć kiepskich? Pojęcia nie mam, ale wiem, że G.I. Joe: Odwet hołduje tradycji „więcej, szybciej, gorzej”. Zacznijmy jednak od początku. W poprzedniej odsłonie, o najlepszych z najlepszych żołnierzy wspaniałej armii amerykańskiej, wszystko skończyło się pozornie dobrze. Dwa, główne czarne charaktery zostały złapane, ale umiejący zmieniać wygląd Zartan podszył się pod prezydenta USA, a Storm Shadow – rywal Snake Eyesa – zbiegł.

W kontynuacji spotykamy bohaterów kilka miesięcy później. A właściwie rzecz pisząc spotykamy nowych bohaterów, ponieważ większość składu G.I. została wymieniona. Na posterunku pozostał jedynie małomówny Snake (którego rolę okrojono jeszcze bardziej, więc Ray Park nie mógł rozwinąć kończyn...to jest skrzydeł) oraz Duke, który szybko ustępuje pola Roadblockowi. Większość czarnych charakterów również uległa zamianie, ale pod względem wcielających się w nie aktorów. Ostał się jedynie Byung-hun Lee jako Storm Shadow, który z kolei zyskał więcej czasu ekranowego. Tytułowy odwet dotyczy zachowania Joe'sów w obliczu zdyskredytowania ich przez Zartana w opinii publicznej. Dochodzi do tego jeszcze kwestia wymordowania większości jednostki i czas wkroczyć na drogę zemsty.

Od filmu na podstawie zabawek - w tym przypadku Hasbro - nie można wiele wymagać. Tego typu widowiska mają poruszać nasze gałki oczne, a nie serca. I o ile pierwsza część nie należała do tragicznych – można jej było poświęcić czas – o tyle „dwójka” zawodzi na całej linii i jeszcze kawałek dalej. Najgorsze jest to, że w filmie pozornie ciągle coś się dzieje, ale poza pomysłową sekwencją na zboczu góry, nic nie zasługuje na bliższy kontakt.

Aktorzy są drętwi jak rośliny w zimie. Kwestie wypadające im z ust przypominają to co słyszymy po pociągnięciu zabawki za sznurek, który ma na plecach. Dwayne Johnson idealnie pasuje do roli dowódcy resztek oddziału, ale bardziej przypomina plastikowego żołnierzyka niż osobę z mięśni, krwi, mięśni, kości i mięśni. Reszta załogi to kamforyczne postacie, które ulotnią się z Waszego umysłu zaraz po seansie. Czarne charaktery po prostu są, bo na roztaczanie grozy nie liczcie. Szkoda, że Joseph Gordon-Lewitt nie powrócił jako Dowódca Kobry. Kompletnie również nie rozumiem potrzeby wprowadzania bohatera granego przez Bruce'a Willisa, ani tym bardziej, czemu jest centralną postacią na plakacie...chyba po to, by przyciągnąć biednych widzów liczących na przyzwoity seans.

W Czasie Kobry podobały mi się szalone gadżety, które uzupełniały humorystyczne sytuacje i przyzwoite efekty specjalne. Za to w Odwecie, nawet futurystyczne nowinki techniczne nie ratują niskiego poziomu dzieła Jona Chu, autora filmów tanecznych i dokumentu o Justinie Bieberze. Efekty specjalne wyglądają nie lepiej niż w 2009 roku i żadna scena nimi wypełniona nie wywołuje uczucia zbliżonego do zachwytu. Wszystko przypomina dziwne połączenie narracji z komiksu i teledysku. Już lepiej zrobicie jak obejrzycie ponownie pierwszą część. W świetle tego, pozwólmy zabawkom spocząć w kącie i pokryć się kurzem. I odpowiadając na okrzyk Roadblocka mój werdykt to – Hell No!
 

 

Ocena końcowa:

 

***

 

W tym tygodniu to wszystko. Do przeczytania za tydzień!

cropper