Piątkowa GROmada #483 - GROwe Podsumowanie 2025 roku
Motywem przewodnim dzisiejszej opowieści będzie podsumowanie roku co minął z growej perspektywy. Przygotujmy więc kalendarze i wspominki, bo to przyda się podczas dzisiejszego odcinka.
Witam was w ramach kolejnego odcinka Piątkowej GROmady, gdzie tym razem opowiem o roku 2025, co minął kilka dni temu. Był to rok obfitujący w różne zdarzenia z branży, smutki/radości i wiele nowych gier. Wspólnie z moimi szanowanymi gośćmi przybliżę kilka perspektyw i spróbuję odpowiedzieć na to pytanie z kilku perspektyw.
Adnotacje:
- Teksty gości bez zmian (z jednym wyjątkiem, gdzie zostałem poproszony o dodanie kilku słów, jest to odznaczone)
- Grafiki wstawiałem ja, tak więc w razie problemów proszę o PW. :)
Lista gości:
Komentator01

Moje "Top 3" wydarzenia growe w 2025 roku:
- Pierwsze wydarzenie dotyczy mojej mamy. Jest to osoba po siedemdziesiątce, w miarę aktywna fizycznie, zajmująca się swoim ogrodem, bez nałogów. Na początku roku miała lekkie problemy zdrowotne, które w dość szybkim tempie przerodziły się w konieczność wizyty w szpitalu i poddania się operacji. Jak wiadomo, potem nastąpił okres odpoczynku i rekonwalescencji. Żeby jakoś zmobilizować ją do zwiększonej aktywności zainstalowałem jej Swicha z Ring Fit Adventure (u mnie od dawna zbierał kurz). Nie sprawdzałem jak jej idzie, ale wiedziałam, że w miarę regularnie używa. Dzięki temu załapała bakcyla ruchowego i po czasie zapisała się na jogę i ćwiczenia dla seniorów.
- Drugie wydarzenie to w miarę regularne spotkania z bratem w celu ogrania wszystkiego, głównie na Capcom Home Arcade. Wcześniej nie widywaliśmy się zbyt często, głównie na spotkaniach rodzinnych lub jak któryś potrzebował czegoś od drugiego. Zmieniło się to mniej więcej w połowie roku. Byłem w szpitalu na planowanej operacji, po której miałem bardzo ograniczoną mobilność, aż do zakończenia rehabilitacji. W tym okresie zaczął mnie odwiedzać, bo żona, dość filigranowej figury, nie była w stanie niektórych rzeczy ogarnąć, więc przydała się męska pomoc. A skoro przychodził, a obaj jesteśmy stare dziady z sentymentem do retro, to długo nie trzeba było namawiać na partyjkę lub dwie (lub kilka godzin). Obecnie mam prawie pełną sprawność, a z bratem spotkania zostały (doszło jeszcze piwko).
- Trzecie wydarzenie growe to wspólna gra z żoną w Baldur's Gate III. Grało się bardzo przyjemnie, spędziliśmy z tym tytułem trochę wieczorów, aż przyszedł moment zapalny. Już dobrze nie pamiętam co to było, ale strasznie nas podzieliło. To była jakaś sporna decyzja i czy inna wizja planu gry. Nieistotne, suma summarum obraziliśmy się na siebie jak dzieci, a gra została odinstalowana. Czemu umieściłem to jako moje growe wydarzenie? Bo to była spektakularna porażka, a gdybym wtedy nie był tak uparty i odpuścił, to pewnie gralibyśmy w Baldura do dziś.

Przyszedł moment na moje "Top 10" gier które ukończyłem, wyciągnąłem na maksa lub obecnie jestem w trakcie grania. Zapewne znalazłbym lepsze pozycje niż co niektóre poniżej, ale wybrałem takie (kolejność chronologiczna):
- Unicorn Overlord (platyna) - fajne taktyczne RPG z przepiękną grafiką jednostek. Z przyjemnością dobiłem do platyny.
- Dragon Age: The Veilguard (platyna) - nie była taka zła, początek fajny, końcówka nudna. Jako akcyjniak to dobra gra, jako DA już nie. Ukończyłem, bo grałem we wszystkie poprzednie części, ale nie żałuję poświęconego czasu. Platyna sama wpadła.
- Dziedzictwo Hogwartu - nie jestem jakimś fanem tego uniwersum, choć je jako tako znam. Ta pozycja była wielkim zaskoczeniem, pierwsze godziny wydawały się magiczne, chciałem poznawać każdy zakamarek mapy. Niestety z czasem wkradła się monotonia.
- Clair Obscur: Expedition 33 - o tej grze już było wszystko napisane, więc koła na nowo nie wymyślę. Świetny tytuł, ale na chłodno po dłuższej przerwie od gry nie dałbym jej GOTY.
- Vampire Survivors (platyna) - tytuł trafił na listę bo wyciągnąłem z podstawki wszystko co było do wyciśnięcia. Dobry odmóżdżacz na wiele dni/tygodni.
- Thank Goodness You’re Here! - genialny tytuł, maksymalna popierdółka na 3 godziny grania, a sprawiła mi masę radości i śmiechu. Z pewnością za jakiś czas do niej wrócę, żeby zrobić platynę, bo okazało się, prze wszystkiego nie widziałem.
- Final Fantasy VII Rebirth - tytuł czekał rok na swoją kolej. Po świetnej części pierwszej, oczekiwania były spore. Niestety przekombinowali ze światem, zbyt dużo wszystkiego, wątek główny w pewnym momencie zaczął zanikać, bo chciałem robić wszystkie aktywności i zwiedzić całą mapę. Za dużo żenady i infantylności. Dobrze, że końcówka gry wynagradza wszystkie te mankamenty. Od razu zaznaczam, że nie zrobiłem całego endgame'u. Taki wyczyn byłby ponad moje siły i pewnie też możliwości.
- Forza Horizon 5 - od dawna nie grałem w żadne wyścigi, a styrany dwoma dużymi RPGami pod rząd potrzebowałem odskoczni. Wybór HF5 okazał się strzałem w dziesiątkę. Bardzo relaksująca gra, z przyjemnym modelem jazdy i ładnymi widoczkami. Po odbiciu do jakiegoś 180 levelu zapał do gry trochę minął, ale i tak ciągle wracam do tytułu, żeby zakręcić darmowym losowaniem, zrobić z jeden wyścig lub zwiększyć gwiazdki w wyzwaniach.
- Gran Turismo 7 - grę kupiłem na premierę, raz odpaliłem i tak biedulka leżała i czekała na swoją kolej przez ponad 3 lata. No i wreszcie się doczekała. Dzięki wkręceniu się w ścigałki i jakiemuś świątecznemu wydarzeniu związanym z nagrodami za codziennie logowanie, ponownie trafiła do czytnika. Połowy grudnia dzień w dzień robię dystans maratonu i na razie mi starczy.
- Anno 1800 - od ponad pięciu lat męczę ten tytuł w regularnych odstępach czasu. Wciąga jak bagno, a posiadanie wszystkich dodatków jeszcze mniej ułatwia oderwanie się od niego. Dla mnie, miłośnika strategii jest to ponadczasowa pozycja.

Teraz pora na krótką listę gier, które miały być ograne w 2025, a ciągle są w folii. Nie są to jedyne gry, które czekają na swoją kolej, ale tytuły co do których byłem w 100% pewny, że przynajmniej trafią do napędu w celu sprawdzenia.
- Elden Ring - jestem beznadziejny we wszystkie gry tej serii, ale chciałem zobaczyć o co cały ten zachwyt. No i nie zobaczyłem.
- ASTRO BOT - uwielbiam takie platformówki, nie wiem co za chochlik spłatał mi figla i schował pudełko, że zupełnie zapomniałem o tej grze. Dopiero pisząc podsumowanie zapaliła mi się lampka, zaraz, zaraz przecież, ja mam jeszcze gdzieś taki tytuł. Muszę odstawić masło.
- Kingdom Come: Deliverance II - kupiłem i stwierdziłem, że jednak nie odpalę póki nie przejdę pierwszej części. A części pierwszej nie przejdę, bo czekam od lat na upgrade jak na Godota (chociaż coś podobno ruszyło w tej kwestii). Błędne koło, głupi ja.
- Everybody's Golf: Hot Shots - bardzo lubię gry z tej serii od czasu PS2. Byłem bardzo zajarany na wieść, że wychodzi. Przyszła, trafiła do szafy, nie wiem dlaczego, koniec tematu.
- Once Upon a KATAMARI - Katamari ubóstwiam w każdej postaci, mógłbym toczyć i toczyć, ale jest jeden szkopuł. Żona chyba nie lubi jak w to gram. Za dużo się dzieje dziwnych rzeczy, za dziwne dźwięki, dziwna muzyka (nie lubię grać na słuchawkach). Stwierdziłem, że odpalę kulę w okresie świątecznym, ale jakoś tak się złożyło, że jak mam czas na granie to wybieram teraz wyścigi. Mam nadzieję, że Król Wszechświata nie jest na mnie zły z tego powodu, a Książę i wszyscy kuzyni nie stracą siły żeby toczyć w niedalekiej przyszłości.

Stwierdziłem, że w takim podsumowaniu powinien znaleźć się też jakiś film. Po krótkim namyśle wybrałem Sirat. W tym roku dzieło Olivera Lace zrobiło na mnie największe wrażenie. Być może niektórzy stwierdzą, że to słabe kino, grające w tani sposób na emocjach. Może tak jest, ale dla mnie był rewelacyjny. Wybraliśmy się do kina, bez żadnej większej wiedzy na co idziemy, więc może dzięki temu odbiór był tak mocny.
Żaden nowy sprzęt nie pojawił się w mojej kolekcji. W przyszłym roku zastanowię się nad Switch 2 i z ciekawością będę się przyglądać Steam Machine - jeżeli będzie przyzwoite i uczciwą ceną, to zapewne wpadnie parę miesięcy po premierze.
Są jeszcze dwa growe sprzęty o których marzę, ale nie dam rady przeskoczyć weta żony. Pierwszy to flipper z prawdziwego zdarzenia (żona mówi "chyba przecinek w cenie postawili w złym miejscu"), drugi to porządny stół bilardowy (żona mówi "za dużo miejsca zajmie, a zagrasz może raz na tydzień"). Te marzenia chyba muszę odłożyć do pięćdziesiątki.
Gry na które czekam w 2026 to w zasadzie tylko dwie pozycje:
- Next-genowy upgrade do Kingdom Come: Deliverance. Część druga cierpliwie czeka na swoją kolej, a ja nigdy nie ukończyłem pierwszej, bo ciągle się łudziłem, że zaraz będzie ten upgrade.
- ZERO PARADES: For Dead Spies - po rewelacyjnym Disco Elysium nie mogę się doczekać kolejnej pozycji od ZA/UM. Jeżeli utrzymają jakość to będę wniebowzięty.
Postanowień noworocznych nie robię, bo uważam, że każdy moment w życiu jest dobry, żeby coś postanowić i zrealizować.
Tak oto dotarłem do końca swojego podsumowania, a Wy drodzy gracze razem ze mną. Mam nadzieję, że nie było zbyt grafomańskie i czytało się dobrze. Życzę wszystkim jak najwspanialszego roku 2026, dużo zdrowia, wyrozumiałości przy czytaniu artykułów od redakcji oraz mniej wojenek w komentarzach. Buziaczki. :)
---------------
Pars-89

Cześć! Na wstępie dziękuje Bzimiennemu za zaproszenie do rocznego podsumowania które cyklicznie organizuje dla nas. Wierzę że noworoczny kac już za Wami, bigos zjedzony i karnety na siłkę zakupione. Jak zwykle początek roku to okres planów i postanowień które będą nam towarzyszyć przez kolejne pięćdziesiąt trzy tygodnie obecnego roku. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak życzyć Wam zgromadzonym – wszystkiego dobrego, zdrowia, sukcesów tych prywatnych i zawodowych oraz przyjemności z ogrywania swoich ulubionych tytułów. Pielęgnujcie pasje i dbajcie o siebie. Powodzenia w 2026 roku!
Swoje podsumowanie podzieliłem na kilka kategorii które możecie przeczytać poniżej. Myślę że nie będzie wielkich zaskoczeń. W tym roku ze względu na natłok obowiązków nie udało mi się sięgnąć po największe sztosy które pewnie pojawiły się we wcześniejszych podsumowaniach Waszych podsumowaniach.
Wybrane kategorie podsumowujące mój rok:
- Gra roku 2025,
- Największe rozczarowanie 2025 roku,
- Nagroda specjalna.
Gra roku 2025 / S.T.A.L.K.E.R. 2: Heart of Chornobyl.
Będąc szczerym to nie było premiery na którą czekałem tak mocno jak na nowego Stalkera. W pewnym momencie przestałem już wierzyć, że ta gra faktycznie kiedykolwiek opuści bulid i wpadnie na tłocznie. A jednak! W moim przypadku Zona wróciła w 2025 roku i wciągnęła mnie mocniej niż kredyt we frankach.

Zacznijmy jednak od początku! Postapokaliptyczna Ukraina jest brudna, przytłaczająca z gęstym jak smoła klimatem. Cisza potrafi być tu bardziej stresująca niż strzelanina, a każdy opuszczony budynek wygląda, jakby miał za chwilę opowiedzieć historię, której wolałbyś nie słyszeć. Tutaj każdy nabój liczy się bardziej niż obietnice polityków przed wyborami, a każda potyczka może skończyć się szybkim powrotem do ekranu wczytywania. Gra uczy pokory brutalnie - ale sprawiedliwie. I choć pierwsze skrzypce gra tu otwarty świat i czyhające się w nim niebezpieczeństwa – to jest coś co omawiany tytuł robi jeszcze lepiej… Nowy Stalker najcelniej obnaża ludzkie słabości, budując na nich ciężar i sens opowiadanej historii. Próżno tu bowiem szukać prawdziwych sojuszy – ludzie napotkani na naszej drodze znacznie częściej zostawiają nas z poczuciem rozczarowania, wyzysku i niespełnionych oczekiwań. A gdzieś tam na końcu Zony jest jeszcze spełniacz życzeń do którego każda ze spotkanych wcześniej osób, z całą pewnością pragnęłaby się dostać.
Bardzo polubiłem się z nowym Stalkerem. Może dlatego, że nie lubię gier bezpiecznych będących wydmuszką przykrytą pod sloganami wizji artystycznej. Czasem jest niewygodnie, zdarzają się babole techniczne i często ma się wrażenie, że ambicje były tu wyższe niż budżet, ale paradoksalnie taki był klimat pierwszej trylogii i tak samo jest tutaj. Pamiętaj tylko żeby odkrywając Zonę ostatni nabój zostawić dla siebie. Bezdyskusyjnie to moja gra roku.
Największe rozczarowanie 2025 roku / Avatar: Frontiers of Pandora
Nie ukrywam że motywem przewodnim który skusił mnie do zakupu omawianego tytułu była znana marka obiecująca możliwość zanurzenia się w jednym z najbardziej charakterystycznych światów popkultury. Ogromny budżet oraz technologia która miała wycisnąć ostatnie soki z konsol nowej generacji to w teorii był przepis na sukces. W praktyce wyszło jak zwykle – ładnie, drogo i kompletnie bez duszy.

Zacznijmy od tego, co w Avatarze faktycznie działa. Pandora wygląda zjawiskowo. To jeden z tych tytułów, które można odpalić tylko po to, żeby podziwiać widoki. Dżungla jest gęsta, kolorowa, żywa – wręcz podręcznikowo „next-genowa”. Problem w tym, że po kilkunastu godzinach zaczynasz zauważać, że pod tą warstwą wizualnego lukru kryje się dokładnie to, czego się obawiałeś: pozbawiony charakteru ekosystem z masą powtarzalnych aktywności i fabułą napisaną na kolanie. System walki jest miałki, rozwój postaci przewidywalny, a eksploracja, mimo otwartego świata, szybko zamienia się w checklistę. Nawet latanie, które początkowo daje frajdę, z czasem traci swój urok. Gra jest absolutnie poprawna i w tym tkwi jej największy problem. Szkoda, że deweloperzy nie mieli odwagi żeby rozwinąć potencjał wirtualnej Pandory. Boli to tym bardziej że są tytuły dostępne na rynku które nie boją się pozostawiać gracza z wątpliwościami.
Avatar miał potencjał, żeby być czymś wyjątkowym. Zamiast tego jest piękną i sterylną wydmuszką – idealną do pokazów technologicznych, ale kompletnie niezdolną do pozostania w pamięci na dłużej. To tytuł, który po przejściu odkładasz na półkę i zapominasz o nim szybciej, niż o fabule kolejnego odcinka Klanu. Dla mnie ta gra to symbol ogromnych ambicji grafików i zerowego ryzyka kreatywnego. Największe rozczarowanie roku.
Nagroda specjalna / Death Stranding 2
Można określać Hideło różnymi przymiotnikami, ale nie wolno mu odmówić odwagi i jakości przy wykonaniu swoich projektów. Już po pierwszych godzinach widać, że Death Stranding 2 jest produkcją dojrzalszą i – co najważniejsze – wyraźnie przystępniejszą dla gracza. Kojima nie zrezygnował ze swojej wizji, dziwności ani charakterystycznego narracyjnego chaosu, ale tym razem wszystko zostało podane bardziej czytelnie.

Mechaniki są czytelniejsze, tempo lepiej wyważone, a wizualnie mamy do czynienia z absolutną czołówką obecnej generacji. Lokacje wyglądają genialnie, animacje są dopieszczone do granic absurdu i widząc to zastanawiasz się czy B2B w Inpost to dalej byłby zły pomysł na siebie? Jedynie ścieżka dźwiękowa minimalnie odstaje od tej z pierwszej części, ale w tym aspekcie ciężko byłoby przebić poprzedniczkę. Zwyczajnie czuć że przemieszczanie się z punktu A do punktu B ma tu swój ciężar, rytm i sens. Fabuła, choć nadal hermetyczna i momentami zwyczajnie „kojimowa” (Dollman), została podana w sposób mniej agresywny. Tym razem da się to ogarnąć nawet po małym drinku. To subtelna, ale bardzo istotna różnica, dzięki której nawet osoby, które odbiły się od pierwszej części, mają realną szansę odnaleźć się w tym świecie. Death Stranding 2 to przykład gry, która broni się wykonaniem i kreatywnością. W czasach, gdy wiele wysokobudżetowych produkcji powstaje według jednego szablonu, Hideło po raz kolejny udowadnia, że gry wciąż mogą być osobiste, odważne i bezczelnie inne.
Dla mnie absolutny top i pierwsza dziesiątka moich najlepszych gier w jakie kiedykolwiek grałem. Jedynka miał swój urok i była trendsetterem, ale to druga część według mnie zasługuje na perłę w koronie. Genialna gra.
---
W poprzednim roku postawiłem jedynie na jeden system – PS5. Czas jaki spędziłem w przy konsoli to jakieś 326 godzin. Największym pożeraczem czasu okazał się Stalker 2, FC 26, Death Stranding 2, Forza Horizon 5 czy Path of Exile 2. Jako ciekawostkę zaznaczę, że w 2025 roku nie kupiłem żadnej gry na premierę. Zdarzyło mi się wrócić do tytułów już rozgrzebanych i połatanych – tym samym na nowo doceniłem takie pozycje jak: Gran Turismo 7, Dying Light 2 czy Diablo 4.
W obecnym roku w planach mam systematyczne kończenie rozpoczętych już tytułów oraz chciałbym skupić się na dodatkowych aktywnościach poza pracą. Sport, czytanie, rozwój osobisty. Marzę też o malutkim projekcie motoryzacyjnym w ramach zakupu upragnionej terenówki. Wiem, wiem… brakuje jeszcze motocykla, tatuażu, pasemek na włosach i barbera. Tych ostatnich nie będzie. Na razie… 😊
Kończąc swój wpis chciałbym ponownie podziękować za zaproszenie. Obyśmy się wszyscy spotkali w takim samym gronie w kolejnym roku. Powodzenia i do zobaczenia! 😊
--------------
Adick

Na początku mijającego roku pochłonęło mnie Sea of Stars - RPG stylem nawiązujący do ery 16 bitów. Nawiązania do Chrono Trigger widoczne bardzo wyraźnie. Wszystko jest tu rozwiązane na wzór japońskich erpegów i wzbogacone kilkoma świeżymi rozwiązaniami w eksploracji.
Fabuła jak przystało na ten gatunek - uratuj świat :) Tym razem kierujemy dwójką dzieciaków; Valere i Zale, którzy władają odmiennymi technikami walki.
Zakończenie historii poznałem po 25 godzinach, ale była to dopiero połowa zabawy. Sekrety, maxowanie, questy, łowienie ryb, gra planszowa itp... jest tego na długie godziny.
Fani gatunku nie mogą przejść obok tej perełki obojętnie.Platyna: 3,2% graczy
Z Final Fantasy VII Rebirth spędziłem najwięcej czasu i zyskałem najwięcej siwych włosów.
Od lutego do maja grałem tylko w ten tytuł. Po 70 godzinach skończyłem fabułę, a finalnie licznik zatrzymał się na blisko 250... Zrobiłem dosłownie wszystko.Jak ktoś grał to pewnie kojarzy Johnnego i jego 88 wyzwań. To była gra w grze. Zrobienie wszystkich minigierek na max było naprawdę sporym wyzwaniem, ale to co mną wytarło podłogę jak szmatą to Brutalne+Legendarne wyzwania Chadleya.
Niezliczona ilość prób do dziesiątek walk, w tym 10xBoss rush bez leczenia. Po zaliczeniu ostatniego z tych wyzwań była ulga, którą ciężko do czegokolwiek porównać.Ale to nie koniec. Wiele godzin wyzwań walk Chadleya było tylko jednym z 88 wyzwań Johnnego :)
Cała masa rzeczy do zrobienia. Od znajdziek, sekretów po wymaxowanie każdej mini gry itp. Wszystko zrobiłem i pozostało jeszcze tylko... przejść całą grę na Hard Mode.
Brak możliwości używania żadnych przedmiotów, brak odnawiania HP/MP po walkach i przede wszystkim bardzo mocni przeciwnicy. Do każdego bossa trzeba od nowa poustawiać materie w slotach, aby przeżyć pierwsze 5 sekund walki.
Ostatnia potyczka z Sephirothem ma chyba 20 faz i to było ostatnie, co mi zostało do kompletu. Nawet nie będę opisywać emocji jakie wybuchły po zakończeniu starcia. Nie da się.Grając wsiąkałem mocno w kompletowanie zadań u Dżonnego. Odhaczanie kolejnego wyzwania z listy 88 dawało satysfakcję i zassało.
Jeśli ktoś uważa, że FF stało się slasherem, to zapraszam do trybu Hard. Absolutnie każda materia i każde wydane polecenie (gra się tylko z wyborem komend, każda inna próba to koniec) mają gigantyczne znaczenie.
Oczywiście żeby podejść do Harda trzeba wymaxować najpierw postacie i wszystkie materie do najlepszego poziomu. Wszystkie Soulsy to spacer w parku.
Opisałem po krótce wrażenia z platynowania, ale Final Fantasy VII Rebirth samo w sobie to kapitalna gra! Polecam każdemu, nie tylko fanom gatunku. Najpierw oczywiście trzeba zaliczyć Remake, bo to naturalna kontynuacja zdarzeń. Czekam na trzecią odsłonę... FF Reunion?
Platyna: 2.3% graczy
Fragmenty z Platynowy Rok 2025
Miniony rok giereczkowo był u mnie zróżnicowany i całkiem pokaźny. Najwięcej czasu spędziłem z FF7 Rebirth, które postanowiłem splatynować i wyszło z tego dobre 250 godzin... Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie była ofensywa chińskich twórców; Khazan i Wuchang wypadły świetnie.
Kontynuacja Death Stranding okazała się dokładnie tym, czego oczekiwałem i jest to dla mnie Gra Roku. Switch 2 wypadł przyzwoicie. Mario Kart World daje radę, ale najlepiej bawiłem się przy Vigil - soulsy 2D. Kupiłem, bo z grą wiąże się ciekawa historia z wykasowaniem produktu z rynku. Pudełeczko to jedno z kilku moich białych kruków. Końcówka roku w grach to dla mnie wielka przygoda z Dragon's Dogma 2.
<Dodatek na prośbę Adicka w oparciu o komentarz> Największym rozczarowaniem mijającego roku była rezygnacja Microsoftu z "wojen konsolowych". Skutkować to będzie zmniejszeniem konkurencji na rynku.
A w kwestii platform na jakich się ogrywało, to wpadł także Steamdeck - a na nim
- Black Mesa (dop. prowadzącego - Half-Life, ale znacznie nowszy)
- Half-Life 2
- Session Skate SIM <koniec dopiska>
Ale nie samymi grami człowiek żyje. W 2025 udało się zrealizować kilka celów.
Zaczęło się od kupna nowego auta, większego remontu, a później intensywnie wyjazdowo; dwa razy Marsa Alam, Bergamo, Mediolan, Chorwacja i Norwegia. Sporo tego było, a na obecny rok już zaplanowane cztery wyjazdy :) Z każdego wyjazdu montowałem też film, co pochłonęło grube dziesiątki godzin. Szczęśliwego Nowego Roku Wam życzę. Realizujcie każdy plan!
-------------
BZImienny

Dziękuję za miłą lekturę, teraz pora na prowadzącego - i mijający rok z growej perspektywy mogę ocenić jako "Było dobrze, ale mogło być lepiej". Wciągających gier wpadło sporo, nawet jedna kolekcjonerska wersja (co zdarza mi się rzadko), niestety kilka smutniejszych wydarzeń było: Chyba najbardziej szkoda mi Monolith Productions, bo i tak nikła szansa powrotu na NOLF spadła jeszcze bardziej.
Ukończone gry (w wersji na Windowsa, o ile nie oznaczone inaczej)
- S.T.A.L.K.E.R. 2: Heart of Chornobyl
- Overcooked: Jesz Ile Chcesz! (PS5)
- Astro's Playroom (PS5)
- Tekken 7 (PS5)
- Tekken 8 (PS5, Windows)
- The Talos Principle: Reawakened
- Doom: The Dark Ages
- Lies of P: Overture
- Elden RIng: Nightreign
- Elden Ring: Nightreign - The Forsaken Hollows
- Red Faction
Gry w trakcie
- Croc: Legend of the Gobbos
- Hollow Knight: Silksong
Tytuł roku - Doom: The Dark Ages
Szerzej opisany tutaj: Piątkowa GRomada #455 - Średniowieczna zagłada, czyli Doom: TDA

Kiedy wychodzi jakaś dobra gra to można uznać to za małe święto - a kiedy wychodzi kolejna odsłona marki, gdzie ciężko o coś uniwersalnie nazwanego wpadką, to podwójne. I istotnie, bo w roku co minął kilka dni temu wyszedł kolejny DOOM. Z jednej strony wierny prostej zasadzie, czyli eliminacji demonów za każdym razem w inny sposób. Albo po prostu rozwałka albo rozwałka z latarką w ręku albo w stylu ala He-Man. Mroczne Wieki zaproponowały coś pośrodku między He-Manem a klasykiem w którego większość nie wierzyła - bardziej stacjonarnie, ale dalej szybko za sprawą parady (parowanie, ale to słowo mi się autentycznie bardziej kojarzy ze skarpetami niż walką). Prosta mechanika znana głównie fanom Soulsów czy Sekiro (chociaż tam bardziej jest odbijanie niż parada) w strzelaninie to dziwny pomysł. Ale o dziwo wypalił za sprawą tarczy z logotypem dającym naszemu bohaterowi przydomek Kapitan Zagłada.
Tylko muzyka jest większym problemem w przypadku tej gry - nie to, że jest ona szczególnie zła, ale jest... i w sumie tyle. Pozostaje ścieżki dźwiękowe z serii pozostawały w pamięci na długo, tutaj natomiast ciężko nie odnieść wrażenia, że o niej ludzie zapomnieli.
Dodatkowo uznanie w formie nagrody w kategorii dostępności dla gry tak szybkiej w rozgrywce zasługuje na szczególne uznanie. Zwłaszcza, że inaczej niż pierwsze odsłony cyklu pokazuje, że poziom trudności co więcej niż +HP i +obrażenia otrzymywane (*kaszle* Czeluści Nocy *kaszle*). I mam nadzieję, że to stanie normą w branży (idSoftware od zawsze wyznaczał trendy, nawet jeśli im to gorzej wychodzi (Rage)).
Pożeracz roku - Elden Ring: Nightreign
Szerzej opisany tutaj - Piątkowa GROmada #457 - Japoński rogalik z recyklingiem, czyli Elden Ring: Nightreign
Pomijając pewne problemy jak brak pauzy w trybie dla pojedynczego gracza czy wpadki translacyjne w liczbie aż przerażającej na tak duży projekt, Rogalik soulsowy to coś co myślałem, że raczej nie wyjdzie. A wyszło, dając grę gdzie mam grubo ponad 100 godzin rozgrywki.
Rozpoczęty, acz nieukończony - Hollow Knight: Silksong

Człowiek tyle czekał na tego HK, ale kiedy już przyszedł to w niego nie grał (+sensowne o tyle, że miał pracę dyplomową do napisania gdy akurat Silksong miał premierę). Po tym oczywiście zakup wersji premierowej z dodatkiem w formie ścieżki dźwiękowej. I tak gra czeka na ukończenie (pewnie bliżej początku niż końca. I na ten moment jest to dzieło sztuki bez większych problemów - dziwne, patrząc na początki poprzednika. Czyli gry flashowej z oceną 1/5, zapomnianego platformera i motywu przewodniego wynikającego bardziej z wygody niż ukrytej inspiracji.
Muzykopożeracz roku - Elden Ring: Nightreign
Może FromSoftware ma swoje dziwactwa i wpadki projektowe/tłumaczeniowe, tak muzyka (czy generalnie audio) tu jakość z kategorii najwyższej. Bo każda z ich gier od kiedy ich w niego gram (DS3) ma ścieżkę dźwiękową z kategorii słuchalnej i to bardzo.
Odkrycie roku - Fauna
Planszóweczka czeka - odkopana za grosze na Allegro (może do kupienia w regularnym sklepei, ale na taką ogertę nie trafiłem), będąca grą z kategorii "sprawdzenie wiedzy". A dokładnie parametrów zwierząt jak występowanie, waga czy długość ogona. I o dziwo tak prosto brzmiąca rzecz może być źródłem dobrej zabawy ze znajomymi na dziesiątki godzin. pod warunkiem, że lubią gry z kategorii "Quiz". I nawet rodzinkę udało się w nią wkręcić, co traktuję jako małe święto.
Jeśli coś mnie tylko zastanawia, to wielkość pudełka - jak na to, ile jest w planszówce zawartości to pudełko jest zastanawiające sporo. No chyba, że wersja którą kupiłem nie miała tak z 30-40% zawartości. Nie byłby to jedyny przypadek, bo Splendor w pierwszej wersji ma podobnie dowalone pudełko, gdy można by je spokojnie zmniejszyć.
Powrót, który nie był upadkiem na cztery łapy - Red Faction
Szerzej opisany tutaj: Piątkowa GROmada #479 - Totalne Zniszczenie, czyli kilka słów o Red Faction
Powrót niejako z przypadku, ponieważ ankieta wypadła na RF i akurat w pobliżu był komp, GoG.com i solidna przecena. Wziąłem, ograłem i przeszedłem - i jak ktoś miał instancję wspomnień lepszych niż rzeczywistość, to RF pokazał mi to bardziej niż dobitnie. Pomijając błędy wynikające z odpalenia gry na Windows 10, to instancja absolutnie frustrującego projektu trudności czy symulatora Makareny już średnio. Gra do wzięcia jako wspominek początków Volition, ale w sumie tyle.
Powrót będący upadkiem na cztery łapy - The Talos Principle: Reawakened

Szerzej opisany tutaj - Piątkowa GROmada #451 - Nierzeczywista filozofia, czyli kilka słów o The Talos Principle Reawakened
Czyli wybitna gra logiczna (lepsza niż Portal :O) dostała reedycję na nowym silniku oraz dodatkowym epizodem. Z zagadkami logicznymi co wypalają zwoje i są bardziej niż skomplikowane. Szkoda tylko, że odpalanie jak na jakość grafiki trwa długo
Smutek Roku - Nightreign i tryb Czeluści Nocy
Opisane szerzej tutaj - Piątkowa GROmada #473 - Ciemno wszędzie, czyli kilka słów o trybie Czeluści Nocy
Czyli niestety dobry przykład, że idea może i być dobra, ale jej realizacja jest ważniejsza. Czeluści Nocy to tryb rankingowy w Soulsach, a dokładnie ścieżka wyzwań w postaci dodatkowych atutów, mocniejszych wrogów... i w sumie tyle dobrego mogę powiedzieć. Ogólnie idea utrzymania przy grze jest dobra, ale +HP, +Otrzymywane obrażenia oraz chory przelicznik kara/nagroda za ekspedycję w połączeniu z przeskokiem w statystykach między poziomem 3 i 4 to coś, co mnie skutecznie zniechęciło do gry w ten tryb. No i może zdarzyć się tam Suweren Mroku Libra, który mógłby konkurować o status fatalnego bossa z podróżnikami z Shulvy czy Łożem Chaosu.
No i tłumaczenie... jestem wyjątkowo wrażliwy na to gdy gra dezorientuje w kwestii mechanik. A niestety tekst w Nightreign sprawia, że ciężko czasem nie zacytować pewnego już nieaktywnego Youtubera i jego pytanie zaczynające się od słowa "Jaki". Bo niedopowiedzenia w historii świata to nawet ciekawy sposób na opis, bo zmusza do refleksji i szukania materiałów. A niedopowiedzenia w kwestii rozgrywki, czy mówiąc wprost kłamstwa (i nie przyjmuję do wiadomości tekstu "Bo nie wiedział co tłumaczy"), to coś czego deweloper powinien unikać. Oczywiście DLC dodało coś w tej materii, ponieważ mamy notkę "Wielka głębia dotyczy tylko bossów z DLC" w menu wyboru podróży - otóż nie, bo jeśli grasz w tryb Czeluści Nocy, to możesz mieć tam także nowy obszar z dodatku dla bossów z podstawki.
Marzenie tego roku (poza powrotem NOLF) - Kolejny Wolfenstein
No ile można czekać, Microsofcie/Bethesdo/
I to by było na tyle, jeśli chodzi o to podsumowanie. Gościom dziękuję za teksty i do usłyszenia, zobaczenia za tydzień.
Wyniki ankiety
- Historyczna trwa do przyszłego tygodnia
- Growa:



