Herbata pochłaniająca rzeczywistość

Slesz Slesz 10.11.2015, 11:39
Kaijū #10 - Syn Godzilli (1967)
1449V

Kaijū #10 - Syn Godzilli (1967)

Całość skupia się – nie wierzę w to, co właśnie mam zamiar napisać – na problemach rodzinnych Godzilli. Ten na początku traktuje swojego syna strasznie.

Syn Godzilli
(1967) reż. Jun Fukuda

Jakie znacie najczęściej powtarzane fragmenty tytułów filmowych? Gdzieś na szczycie będą takie elementy, jak „Revenge”, „Return”. Troszkę rzadziej używanym, ale równie skutecznym zawsze był również „Son of”. Zaraz po oryginalnym „King Kongu” powstał „The Son of Kong”. Dlaczego w każdej kolejnej recenzji filmu o Godzilli muszę wspominać o Kongu? Nie wiem, chyba ta seria nie ma szans na wyzbycie się amerykańskich korzeni. Jest jeszcze „Son of the Mask”, podtytuł drugiej części Ojca Chrzestnego to „Son of Godfather”. Dlaczego zawsze syn, dlaczego nie córka? Och, cóż. Musimy się pogodzić z tym faktem i polecieć dalej.

W ocenianiu filmów o Godzilli pojawił się w mojej głowie pewien problem. Otóż pierwsze odsłony w oczywisty sposób kierowane były do widza bardziej dorosłego. Śmierć, pożoga, dramat ludzki – to nie są treści dla dzieci. Od pewnego momentu jednak seria traktowana jest bardziej jako widowisko dla dzieciaków. Wciąż widzimy albo daje się nam jasno do zrozumienia, że giną tutaj ludzie. Nawet są sceny, w których widać krew. A jednak widzimy i czujemy, że to nie do końca film dla dorosłych, że głównym targetem jest jednak widownia młodsza. W takim razie jak powinienem na te filmy patrzeć i jak je oceniać? Ze swojego, dorosłego (yeah, right…) punktu widzenia czy może z punktu widzenia dziecka?
 

Na przestrzeni filmów, które do tej pory widziałem zastanawia mnie jedna rzecz. No dobra, nie jedna, ale ta wyjątkowo. W pierwszej części, gdy Godzilla niszczy Tokio, ludzie muszą reagować możliwie szybko. W drugiej, gdy niszczy Osakę, też sprawa poradzenia sobie jakoś z Godzillą jest priorytetowa. Polują na potwora nawet, obserwują go i monitorują zachowanie, co jest dość logicznym posunięciem. Teraz, od kilku filmów, istnienie Godzilli jest ignorowane całkowicie. „O, poszedł sobie, nie wiemy gdzie, nie wiemy kiedy wróci żeby nas wszystkich pozabijać, ale kogo to obchodzi?”

W każdym filmie dość istotnym momentem zawsze było pojawienie się Godzilli. Czy to wyłania się z wody, z piachu, znajdują go w jaskini czy na wyspie, zawsze to jest jakiś element godny uwagi. Tu niestety potwór pojawia się bardzo szybko i nie ma żadnego budowania napięcia ani zaskoczenia.

Głównym wątkiem tym razem jest grupa naukowców, którzy próbują sterować pogodą przy pomocy radioaktywnych kapsuł aktywowanych na dużej wysokości. Oczywiście ich eksperymenty sprawiają, że niektóre żyjątka na wyspie rosną do niewyobrażalnych proporcji. I tak pojawiają się ogromne modliszki, które nazwane zostają „Gimantis”. Twórcze, prawda? Giant Mantis = Gimantis. Modliszki te nagle doznają olśnienia z kosmosu i zmierzają w kierunku wielkiej kupy usypanego piachu. Odkopują z niego jajo, które próbują rozłupać. W końcu im się to udaje, a z jaja wykluwa się mały syn Godzilli. Dziecko wygląda paskudnie, jak dotąd jest to najgorzej wykonany kostium, jaki widziałem. Troszkę przypomina jakąś zdeformowaną wersję E.T.
 


Och, mam tak wiele pytań i na żadne w tym filmie nie otrzymałem nawet szczątkowej odpowiedzi. Skąd Gimantisy wiedzą o istnieniu jaja? Napisałem o olśnieniu z kosmosu, ale to tak naprawdę zmyśliłem, nie ma żadnego śladu, który naprowadziłby widza na rozwiązanie tej zagadki. Ot, po prostu, nagle zmierzają w jednym kierunku. Jeżeli o istnieniu jaja wiedziały wcześniej albo wiedział jeden z nich, dlaczego nie poszedł tam kopać wcześniej? I dlaczego w ogóle planują zabić syna Godzilli? Zdaje się, że są po prostu wredne, trudno znaleźć jakiekolwiek wyjaśnienie. Po wykluciu małego od razu chciały go zabić. Co za szuje.

I ostatnie, najważniejsze pytanie ze wszystkich. Kto jest matką syna Godzilli? W filmie jasno i wyraźnie mamy powiedziane, że Godzilla to „on”. Kto złożył jajo? Może ta kobieta z poprzedniej części, do której Godzilla się tak zalecał. Gdy się nad tym zastanowić – potwór zawsze chodzi nago i nigdy nie widzimy, żeby posiadał jakiekolwiek genitalia. Zatem zakładam, że muszą być ukryte albo bardzo bardzo małe. Może są na tyle małe, że z tą kobietą… O rany… czy ja właśnie znalazłem wątek zoofilii w filmie dla dzieci?

Po raz kolejny słyszymy zupełnie nową muzykę stworzoną na potrzeby tego filmu. I jest ona naprawdę fajna i dobrze poprowadzona. W warstwie dźwiękowej zdziwiła mnie chwilowa obecność japońskiego narratora. Narrator w japońskich wersjach filmów pojawiał się bardzo rzadko (z tego, co pamiętam, raz). Trąci mi to łataniem fragmentów, których nie mieli pojęcia jak pokazać, jak wpleść w fabułę odpowiednie informacje.
 

Na ratunek małemu atakowanemu od urodzenia przez przerośnięte modliszki przychodzi sam Godzilla. Oczywiście, cóż to byłby za film o wielkich potworach bez odrobiny sportu? Zatem możemy zobaczyć, jak modliszki grają sobie w piłę jakimś głazem zanim kopną go w stronę przeciwnika. Modliszki jednak nie stanowią zbyt dużego zagrożenia dla Godzilli. Ten młóci je niczym wrestler niemiłosiernie, rozprawia się bez najmniejszych problemów. Później pojawia się jeszcze jeden potwór – ogromny pająk Spiga. Z nim walka już jest nieco poważniejsza. Zastanawia mnie wciąż, jak rzucając kamieniem w pająka można go obrócić do góry nogami? Mamy nawet moment, w którym Godzilla poważnie obrywa w oko. O tak, już czekam na kolejną część, w której zapewne ubiorą potwora w opaskę na oku, jak Serizawę. Będziemy mieli Godzillę-pirata! Hell yeah!

Główną atrakcją dla dzieciaków miał być chyba paskudny syn Godzilli. I to nie jest tak, że pokażą go przez chwilę i już. Nie, on jest na ekranie ciągle, pcha się wszędzie i przy każdej możliwej okazji. Obserwujemy go później, jak uczy się ziać ogniem, co wygląda bardziej jakby palił faję i puszczał dymki. Może Ci kolesie z „King Kong kontra Godzilla” go poczęstowali papierosem? Gra w piłkę kamieniem, robi sobie z ojcowskiego ogona skakankę. W przeciwieństwie do ojca, jest nawet miły dla ludzi, daje się karmić. Jednak, gdy coś mu nie pasuje, robi się z niego rozpieszczony bachor. Kładzie się na podłodze i wyje, jak świnia. Dosłownie, odgłos ten przypomina świński kwik. Pozostałe odgłosy, które wydaje brzmią jak krzyk ludzkiego dziecka albo skamlącego psa. Dla ucha nic przyjemnego.

Wątek ludzki jest bardzo skromny, główną rolą ludzi jest tu tworzenie środowiska dla potworów albo ich obserwacja. Była szansa na wątek miłosny, ale w ogóle nie został on rozwinięty. Pojawia się także jakiś zalążek charakteru, gdy naukowcy zaczynają ściemniać, że radio nie działa. I jest to kolejny wątek, który został całkowicie porzucony.
 

Całość skupia się – nie wierzę w to, co właśnie mam zamiar napisać – na problemach rodzinnych Godzilli. Ten na początku traktuje swojego syna strasznie. Zaraz po uratowaniu go z opresji pizga go w głowę ogonem i odchodzi nie zważając na wycie dzieciaka. Och, po dłuższej chwili jednak wraca i zabiera go na przejażdżkę na swoim ogonie. Później jednak, wciąż jest surowym ojcem i zmusza syna do ciągłej nauki nie dając mu czasu na zabawę. Gdyby wątek ten dla kogoś był za mało oczywisty, ludzie odpowiednio wydarzenia te komentują i porównują do rodzin ludzkich. Potraktować można to jako krytykę zbyt restrykcyjnego traktowania dzieci gdyby nie to, że później to niedouczenie syna Godzilli oraz jego frywolne spędzanie czasu wpędza go w kłopoty. Zatem przekaz jest niejasny w tym miejscu – jak powinniśmy traktować swoje dzieci? Zupełnie, jakby film chciał się przypodobać zarówno dzieciom, jak i rodzicom.

Za to zakończenie, jak jeszcze chyba nigdy w historii serii, jest po prostu ładne, ciekawe i mimo sztuczności wizualnej, budzi pewne emocje.

Film jest niestety bardzo niespójny, generuje masę pytań i zero odpowiedzi. Dlaczego pod koniec nie mogli po prostu opuścić wyspy? O co chodziło z zakłócającymi falami mózgowymi Godzilli? Dodajcie do tego pytania, które zadawałem wcześniej na przestrzeni całego tekstu, finalnie wyjdzie całkiem niezła lista. Po poprzednich odsłonach można było mieć jeszcze nadzieję na zmianę kierunku, w którym seria zmierza. Tutaj tej nadziei już nie ma. To jest Muppet Show, dzieciaki mają uwielbiać potwory, a teraz nawet mogą się z nimi identyfikować.

Ocena: 3/10

P.S. Kilka ciekawych screenshotów na deser:

Tagi: film godzilla herbata kaiju minya recenzja

Oceń notkę
+ +15 -

Oceń profil
+ +18 -
Slesz
Ranking: 1328 Poziom: 39
PD: 8417
REPUTACJA: 2044