Herbata pochłaniająca rzeczywistość

Slesz Slesz 24.12.2015, 10:49
Kaijū #11 - Zniszczyć wszystkie potwory (1968)
858V

Kaijū #11 - Zniszczyć wszystkie potwory (1968)

A wiecie, jak skutecznie chodzić w szpilkach po plaży? Ja, przyznaję, nie mam bladego pojęcia, dla mnie w ogóle chodzenie w szpilkach zakrawa o sztukę, niczym chodzenie na szczudłach. Jeżeli jednak kogoś temat ciekawi, może się tego dowiedzieć z arcyciekawego filmu instruktażowego pod tytułem „Destroy All Monsters”.

Zniszczyć wszystkie potwory
(1968) reż. Ishirô Honda

Zabierałem się za obejrzenie tego filmu bardzo długo. Głównie dlatego, że nie spojrzałem w ogóle jaki film ma być następny z serii. Gdybym wiedział, że czeka na mnie „Zniszczyć wszystkie potwory”, zapewne wziąłbym się za niego prędzej. Jednak po obejrzeniu filmu nie zabrałem się od razu za opis, odwlekałem to z dnia na dzień. Jak ten czas leci. Wydaje się, jakby ledwie wczoraj był rok 1999.

Właśnie, pamiętacie rok 1999? Taaak, to były czasy. Świat poszedł naprzód. Eksploracja księżyca poszła do przodu. Dobrze, że nikt jej nie porzucił, bo pewno nigdy byśmy się nie dowiedzieli, że po ciemnej stronie Księżyca czają się naziści. Ale to zupełnie inna historia. A pamiętacie potwory? Nooo. Dobrze, że zamknęli je na tej wyspie. Prawie jak w filmie. Był taki jeden, „Park Jurajski”. Ale tam bujdy na resorach były, a te dinozaury nijak nie podobne do takiej na przykład Godzilli.

Od jakiegoś czasu staram się, w obrębie kina kaiju, ograniczać do filmów właśnie z Godzillą, omijam wybitne dzieła Hondy i inne ciekawe produkcje Toho. Z tego też powodu wiele potworów, które pojawiają się w „Destroy All Monsters” jest mi kompletnie nieznana. Zresztą, nie robi mi to zbyt dużej różnicy, bo i tak większość z nich pojawia się tu tylko przez chwilę. I w sumie to jest największy zarzut z mojej strony – po filmie o takim tytule spodziewałem się więcej akcji, większego skupienia na głównych aktorach spektaklu. Miał być wystawny obiad, a tu jakiś, za przeproszeniem, seler i kawałek kabanosa na deser.
 

Angilas pojawia się po raz pierwszy od czasów „Godzilla kontratakuje” i aż dziw bierze, że ktokolwiek jeszcze o nim pamiętał. Pojawia się także „Gorosaurus”, który podobno miał okazję pokazać się wcześniej w „King Kong Escapes” od Hondy. Tak, nie mogę chyba uniknąć opowiadania o Godzilli bez napomknienia o King Kongu. Jest także Rodan, Mothra, Baragon, Manda, Minya (sławetny „Syn Godzilli” został tak mianowany), ogromny pająk wcześniej znany jako „Spiga”, tu nazywany „Kumonga” i oczywiście King Ghidorah. Ach, no i udało im się wyjąć totalnie z dupy kolejnego potwora – „Fire Dragona”, który wygląda jak ognista maziaja na niebie. Większość potworów poznasz głównie po tym, że wymieniono jego imię albo przez chwilę pokazano, jak niszczy jakiś obiekt. Czy mój entuzjazm jest wyczuwalny? Nie? I słusznie.
 

Ach, pamiętacie, jak w 1999 roku telefonia poszła do przodu? Co? Jakie komórki? Nieee, chodzi mi bardziej o doskonałą jakość i brak jakichkolwiek opóźnień w rozmowach między Ziemią, a Księżycem. Pociągnęli kabel do Księżyca, czy co? Ciekawe ile kroją za minutę.

Podoba mi się to, że destrukcja dotyczy już nie tylko Japonii i okolic, ale całego świata.
 

W każdym kolejnym filmie z serii zastanawiam się czy to Ci sami obcy, co w poprzednich. Tym razem dorobili się nazwy, „Kiraku” i wszystko wskazuje na to, że jednak nie mają nic wspólnego z poprzednimi obcymi (może poza technologią kontroli potworów). Zresztą, słowo „obcy” średnio do nich pasuje, bo ofkors przybierają formę ludzką przez większość czasu. Ich prawdziwą formę widzimy bardzo krótko, ale warto to zobaczyć. Chyba wiem, skąd Cameron czerpał inspirację do „Terminatora 2”.

A po czym możemy poznać czy to człowiek, czy nie? Recepta jest prosta, jak kobietę próbujesz zmacać po cycku, a ona Cię pieści… prądem, to jest spora szansa, że jest nie z tej Ziemi. Taka kobieta, gdy tylko tego chce, potrafi być na tyle odpychająca, że nawet kule się jej nie imają.
 

A pamiętacie, jak w 1999 lądowały statki międzyplanetarne? Wahadłowce to przeżytek, te statki potrafią lądować praktycznie tak samo, jak startują. Ach, a pamiętacie broń laserową? Dobra, koniec żartów, pytałem czy broń laserową z 1999 roku pamiętacie? Bo ja pamiętam, sprzedawali to ustrojstwo w każdym kiosku. A potem, gdy szkoła robiła spęd do teatru, biedni byli „olaserowani” aktorzy.
Z filmu „Zniszczyć wszystkie potwory” możemy się dowiedzieć wielu przydatnych rzeczy. A wiecie, jak skutecznie chodzić w szpilkach po plaży? Ja, przyznaję, nie mam bladego pojęcia, dla mnie w ogóle chodzenie w szpilkach zakrawa o sztukę, niczym chodzenie na szczudłach. Jeżeli jednak kogoś temat ciekawi, może się tego dowiedzieć z arcyciekawego filmu instruktażowego pod tytułem „Destroy All Monsters”.
 

A pamiętacie, jak wyglądały pistolety laserowe w 1999 roku? Ja pamiętam, głównie dzięki anegdocie, w której kobieta na muszce odparskuje „Pan mi grozi suszarką czy wibratorem? Bo nie wiem czy mam mokre włosy czy mokro w gaciach.”. Teraz, gdy ją czytam, wydaje mi się bez sensu, ale w 1999 na pewno było śmiesznie! Chyba w jakimś teleturnieju to prowadzący opowiadał.

Nabijam się troszkę z wizji przyszłości zaserwowanej nam tutaj, ale szczerze mówiąc, jest to chyba najciekawszy aspekt tego filmu. Jest kilka momentów ciekawych pod względem montażowym czy operatorskim, jest większa akcja z potworami pod koniec filmu i jakaś szczątkowa akcja na początku. Jest trochę strzelaniny (w której nikt się nie chowa, nikt nie trafia do celu, a niektórzy chyba zastygli w swych pozach „Uwaga! Strzelam!”). Nic jednak tak nie przykuwa uwagi, jak „w dalekiej przyszłości, w roku 1999”. Zawsze lepsze to niż „w roku 19XX”. Te super skomplikowane komputery, których moc można poznać po wielkości i liczbie świecących lampek i długości przewijanych szpul. Ma to swój niesamowity urok, który można docenić tylko z perspektywy naszych czasów.
 

Z drugiej strony film jest słabo przemyślany i niejednokrotnie wykonany na „łapu capu”. Facet spada z klifu, a na jego ciele widoczne jest raptem kilka małych sińców i zadrapań. Przyznam, że nie wiem, jak wygląda człowiek po takim upadku i średnio mnie to interesuje, ale chciałbym móc choć trochę uwierzyć w to, co widzę. A lekarze przy tak poważnych ranach opatrują pacjenta wacikami. Po czym na salę operacyjną w trakcie operacji wpuszczają jakichś gapiów w garniturach. Only in Japan.

Nigdy nie rozumiałem też dlaczego King Ghidorah, który jako jeden z niewielu potrafi latać, nie wykorzystuje tej przewagi w walce? Praktycznie tylko Rodan mógłby coś poradzić w takiej sytuacji. Ach, no i ten jeden latający jaszczur, który pojawia się na chwilę, a którego nawet za bardzo nie kojarzę. A tak, gdy tylko schodzi bliżej Ziemii, wpada w objęcia Godzilli i jego wesołej kompaniji i oczywiście dostaje łupnia. Zresztą, wcześniej już oberwał w walce praktycznie z samym Godzillą i Rodanem, także nic dziwnego, że w tym „gangbangu” nie miał za bardzo szans.
 

Oglądało się nawet przyjemnie, ale znacznie rozbudowany wątek ludzki w stosunku do dania głównego, czyli potworów mocno stoi temu filmowi ością w gardle. Muzyka usypia monotonią i pojawia się głównie w momentach pojawiania się potworów. Można doszukać się dodatkowego uroku futurystycznych wizji naszej przeszłości, co dodatkowo bawi, ale niestety nie na tyle, by z czystym sercem móc polecić ten film.
 

Ocena: 4/10

Tagi: anguirus baragon film ghidorah godzilla gorosaurus herbata kaiju kumonga manda minya mothra recenzja rodan varan

Oceń notkę
+ +6 -

Oceń profil
+ +18 -
Slesz
Ranking: 1373 Poziom: 39
PD: 8417
REPUTACJA: 2042