The Sims 4 debiutowało w 2014 roku i choć minęło sześć lat, nie ma mowy o nudzie. Wszystko ze względu na fakt, iż do gry co rusz wrzucane są kolejne DLC. Dostaliśmy już przecież siedemnaście pakietów akcesoriów, dziewięć pakietów rozgrywki oraz dziesięć obszernych dodatków. Jest zdecydowanie obficie, a dziś zajmiemy się najnowszym, jubileuszowym rozszerzeniem. W recenzji przeczytacie o The Sims 4: Śnieżna Eskapada, który miał kolejny raz udowodnić, że twórcy wciąż mają masę pomysłów na rozwój świata.

O pierwszych wrażeniach pisaliśmy dla Was już w tym miejscu, albowiem dzięki uprzejmości Electronic Arts, mogliśmy przyjrzeć się temu, co przygotowano już przed premierą. Od jakiegoś czasu miałem okazję weryfikować to, jak dobrze całość wpasowała się w pozostałe rozszerzenia oraz co ostatecznie udało się stworzyć kreatywnej ekipie z Maxis. Na wstępie, aby zachęcić Was do dalszej lektury, zdradzę, że zrobiono kawał dobrej roboty.

Nie chcę za bardzo rozpisywać się na temat tego, o czym będzie ów dodatek tratował – zrobiłem to przy okazji wspomnianych wrażeń z Wczesnego Dostępu. Przypomnę tylko, że motywy przewodnie są dwa. Mamy wypad do śnieżnej krainy (co zdradza nazwa) oraz całkiem spory teren inspirowany wschodnią kulturą – klimat Japonii się wręcz wylewa z każdej budowli i aktywności. Można powiedzieć, że w recenzowanym DLC dostaliśmy dwa w jednym!

The Sims 4: Śnieżna Eskapada - recenzja gry - zjazd po stoku

The Sims 4: Śnieżna Eskapada – Tworzenie Simów

Pierwszym, co robimy po włączeniu nowej gry, jest oczywiście stworzenie bohatera (tudzież bohaterów), którego będziemy kontrolować w symulatorze życia. I muszę przyznać, że kreator uzupełniono o całkiem dużo ciekawych elementów. Jeśli chodzi o fryzury, zdecydowanie lepiej wypada to u kobiet. Pojawiło się sporo świetnych pozycji, a dodatkowym plusem jest fakt, że każda ma swój odpowiednik w bardziej fikuśnym kolorze. U mężczyzn jest zdecydowanie mniej kolorowo – dosłownie (brak alternatyw) i w przenośni (tylko trzy fryzury i to raczej średnie).

Ważnym elementem są również oczywiście ciuchy. W The Sims 4: Śnieżna Eskapada doszło ich naprawdę dużo – zarówno w alpejskich, jak i japońskich klimatach (choć nie brakowało również casualowych bluz). Każdego Sima można ubrać w zależności od okazji, więc jest to niewątpliwym plusem. Ale nie można zapomnieć tu także o dzieciach – dla nich przygotowano specjalne kombinezony śnieżne i genialne "worko-plecaki", które dobrze komponują się z klimatem gry. Ah, byłbym zapomniał – małym, a genialnym elementem, jest możliwość chodzenia po domu w kapciach!

Recenzowany dodatek dostarczył dwie nowe cechy – „kulturalny” oraz „żądny przygód”, jak również taką samą liczbę nowych aspiracji. Pierwszą nazwano „Zwiedzający Górę Komorebi” i jest oczywiście kierowana do osób, które stawiają na zimowy relaks – gorące źródła, spokojne spacery i rekreacyjne zjazdy. Drugą jest „Entuzjasta Sportów Ekstremalnych” i chyba nie muszę zdradzać, że kluczowe są w tym przypadku intensywność oraz wyzwania. Co ważne – wypełnienie aspiracji nie jest bynajmniej proste i zajmuje stosunkowo dużo czasu. Jest co robić!

The Sims 4: Śnieżna Eskapada - recenzja gry - szczyt góry

Tryb Budowania robi wrażenie

Nie pamiętam, kiedy ostatnio dostaliśmy tak wiele świetnych obiektów i opcji w zakresie Trybu Budowania oraz Trybu Kupowania, jak w recenzowanym The Sims 4: Śnieżna Eskapada. Obiektów jest naprawdę mnóstwo, a entuzjaści japońskiej kultury mają prawdziwe pole do popisu. Wszystko jest spójne i bardzo do siebie pasuje (na co można mocno wpływać, przez wzgląd na liczne wersje kolorystyczne).

Szczególnie należy wyróżnić bardzo klimatyczne okna oraz drzwi z charakterystycznym zaciemnieniem. Genialne są także elementy konstrukcyjne, dzięki którym bryły budynków nie muszą być nudne – można postawić na sporą niekonwencjonalność. Oprócz tego mamy całą masę małych obiektów do ożywienia pomieszczenia, można spędzić długie godziny na ich dopasowywaniu!

The Sims 4: Śnieżna Eskapada - recenzja gry - wspólny obiad

Góra Komorebi to jedna z najbardziej malowniczych lokacji

Jak wspomniałem na początku, dostajemy dwa w jednym. I to widać już na pierwszy rzut oka. Maxis postawiło na wyraźne odgrodzenie części japońskiej i górsko-zimowej. Dzięki pewnej różnorodności całość się szybko nie znudzi. Oczywiście trzeba wspomnieć, że pierwszy raz mamy do czynienia ze światem mieszkalno-wakacyjnym (który jest teraz wzorem dla wielu innych). To ogromna zmiana na plus i coś, na co społeczność fanów The Sims 4 czekała od bardzo dawna.

Część japońska oferuje nam naprawdę dużo przestrzeni na swobodne przechadzki. Można odnieść wrażenie, że otrzymaliśmy wręcz „spacerową okolicę”. Otoczenie zimowe jest nieco mniejsze, ale stanowi to pewną zaletę, albowiem będąc na feriach, praktycznie wszystkie miejsca są w zasięgu naszego kliknięcia. Nie musimy wychodzić z naszej wakacyjnej parceli. Minusem jak natomiast na pewno liczba działek – w zasadzie są tylko dwie wolne, na których możemy sobie swobodnie tworzyć.

Nie mogę nie pochwalić Maxis za bardzo ciekawy ruch, na który zdecydowali się przy okazji projektowania dodatku The Sims 4: Śnieżna Eskapada. Za budowę parcel odpowiadają bowiem najbardziej znani YouTuberze zajmujący się serią symulatorów życia. To widać na pierwszy rzut oka, albowiem są dużo bardziej przystępne dla graczy i zdecydowanie mniej „sztuczne”. Widać, że robiono je z nutką zamiłowania.

The Sims 4: Śnieżna Eskapada - recenzja gry - piękny budynek

Festiwale w The Sims 4: Śnieżna Eskapada

Do gry dochodzą 3 nowe festiwale - Śniegu, Światła i Młodości. Pierwszy nastawiony jest na rodzinne spędzanie czasu i oferuje całą masę aktywności dla najmłodszych dzieci – od zimowych placów zabaw, aż po wielkie, podświetlane figury dinozaurów. Nie brakuje oczywiście zajęć dla rodziców, którzy mogą delektować się regionalnymi potrawami, oglądać pokazy sztucznych ogni i bawić się przy automatach z figurkami.

Drugi, Festiwal Światła, jest zdecydowanie najbardziej klimatyczny i pozwala liznąć nieco japońskiej kultury. Mamy tańczenie przy ognisku, oglądanie lampionów pływających w rzece, oraz wypowiadanie życzeń, kierowanych do tamtejszych bóstw. Naprawdę robi to spore wrażenie i aż chce się w nim uczestniczyć.

Ostatnim jest Festiwal Młodości i sama nazwa zdradza już, do kogo jest kierowany. Pod względem oferowanej aktywności zrobił na mnie największe wrażenie. Dzieci zachęcane są do brania udziału w różnego rodzaju eksperymentach oraz łapania „pustkostworków” po uprzednim wyszukaniu ich smartfonem (nawiązanie do Pokemonów!). Nie jest to wcale łatwe, bo czas jest ograniczony, a trzeba złapać je wszystkie!

The Sims 4: Śnieżna Eskapada - recenzja gry - widoki

Rozgrywka stoi licznymi aktywnościami

Ważnymi, nowymi elementami są aktywności zimowe. Te dochodzą w formie umiejętności – wspinaczka, narciarstwo oraz snowboard. Do szlifowania dwóch ostatnich, recenzowana gra oferuje nam aż cztery tory – każdy na innym poziomie trudności. I nie jest wcale łatwo zdobywać odpowiednie doświadczenie, by móc korzystać z kolejnych stoków!

Na osobny akapit zasługuje na pewno także wspinaczka. Jest to element, którym byłem najbardziej zaciekawiony i zdecydowanie nie czuję zawodu. Wyprawa w góry jest przecież tytułowym elementem recenzowanego dodatku, więc musiała zostać porządnie dopieszczona. Świetnym aspektem jest czasowe ograniczenie, które dodaje realizmu i sprawia, że nie zawsze postawimy nogę na szczycie. Po dotarciu do celu widoki zapierają jednak dech w piersi, więc warto próbować. Muszę także wspomnieć, że aktywność ta występuje w formie wydarzenia towarzyskiego, więc nie możemy udać się na nią sami.

Kolejnym rodzajem aktywności w The Sims 4: Śnieżna Eskapada są spacery. Te realizujemy oczywiście w części japońskiej. Możemy dzięki temu poznawać miejscówki, które, choć nie są specjalnie rozbudowane, to dają poczucie „większej” okolicy. Mamy okazję przejść się do lasu bambusowego, do świątyni, na cmentarz, czy do jaskini. Świetna sprawa i zdecydowanie warto spróbować zaserwować taki sposób spędzania wolnego czasu naszym Simom.

The Sims 4: Śnieżna Eskapada - recenzja gry - Góra Komorebi

Reasumując...

Recenzowany dodatek The Sims 4: Śnieżna Eskapada jest bez wątpienia jednym z najlepszych, jakie dostaliśmy w ostatnich latach od Maxis. Wreszcie czuć powiew świeżości, a nie odtwarzanie tego, co było wcześniej. Od kilku miesięcy tendencja wzrostowa, jeśli chodzi o jakość (poza Wyprawą na Batuu), jest bardzo łatwa do zauważenia i to pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Nie mogę się doczekać, co jeszcze nas czeka.

Samo DLC sprawdzi się idealnie w dzisiejszych czasach. Przez wzgląd na panującą pandemię może być ciężko, aby wybrać się na konkretne ferie zimowe. Góra Komorebi genialnie wycisza, koi nerwy i sprawia, że choć na chwilę możemy odsapnąć od zgiełku realnego świata. Osobiście uwielbiam takie rzeczy w grach. Te momenty, gdy mogę się zwyczajnie zrelaksować, będąc w innej rzeczywistości. The Sims 4: Śnieżna Eskapada nie tylko to umożliwia, ale wręcz do tego zmusza.