Podczas niedawnej konferencji gamescom Opening Night Live zdecydowanie rządziło Star Wars. Fani marki nie mieli na co narzekać, albowiem otrzymaliśmy materiał prezentujący fabułę z nadchodzącego Star Wars Squadrons, zapowiedź LEGO Gwiezdne Wojny: Skywalker Saga oraz coś, czego  chyba nikt się nie spodziewał - tematyczny dodatek związany z rzeczoną serią do The Sims 4! Nie mogę więc odmówić sobie przyjemności podjęcia się jego recenzji! 

The Sims 4: Wyprawa na Batuu, bo takiego tytułu doczekał się najnowszy Pakiet Rozgrywki, jest czymś zupełnie nowym dla serii. Od lat otrzymujemy tematyczne DLC, ale kolaboracje pojawiały się dotychczas wyłącznie w przypadku Akcesoriów. Jest to więc spora nowość i być może swoiste badanie gruntu przez Electronic Arts. Jak wypadło i czy pozwala fanom serii z optymizmem patrzeć w przyszłość? Tego dowiecie się po lekturze recenzji, więc rozsiądźcie się wygodnie! 

The Sims 4: Wyprawa na Batuu recenzja - kantyna na Batuu

Słowem wstępu...

Najnowszy pakiet rozgrywki to coś, co bardzo ciężko opisać, albowiem w gruncie rzeczy w jednym zdaniu można zamknąć to, czym jest (niespodzianka - Pakietem Rozgrywki), o czym jest (o Gwiezdnych Wojnach) i dla kogo jest kierowane w pierwszej kolejności (fanfary - dla fanów Gwiezdnych Wojen). To ten rodzaj DLC, który nie skupia się bynajmniej na rozwijaniu naszej kreatywności, a ułatwia pierwsze kroki w grze, gdzie bardzo często gracze nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Wyprawa na Batuu może być swoistym motorem napędowym rozgrywki, który sprawi, że całość pochłonie nas bez reszty.

Jeśli jesteśmy już przy początku, warto wspomnieć na potrzeby recenzji o tym, z czym mamy do czynienia, gdy rozpoczynamy rozgrywkę w grze. Mowa oczywiście o funkcji tworzenia Simów, która doczekała się w The Sims 4: Wyprawa na Batuu kilku ciekawych elementów, które szczególnie docenią fani uniwersum Gwiezdnych Wojnej. Doszło kilka interesujących koszulek czy spodni, ale niespecjalnie sprawdzą się w rozgrywce, gdzie zrezygnujemy z elementów fantastycznych.

Znacznie lepiej wygląda to w kwestii fryzur, które, niestety, wypadają dość marnie w przypadku mężczyzn. Właściwie dostaliśmy to samo, co przy kobietach (z popularnym kucykiem Rey włącznie), więc to płeć piękna bardziej skorzysta. Plusem jest jednak ich uniwersalność, albowiem nie będzie problemu z wykorzystaniem nawet tych najbardziej zwariowanych w późniejszej rozgrywce, gdzie zrezygnujemy z kosmicznych wakacji. 

The Sims 4: Wyprawa na Batuu recenzja - Batuu

Zbudować Nowy Porządek! 

Niestety w przypadku Trybu Budowania fani „realistycznego” grania także mogą poczuć niemały zawód. Lwia część elementów wystroju wnętrz i otoczenia, które zostały dodane, to po prostu wszystko, czego potrzebowali twórcy, aby kreować tajne bazy organizacji i urozmaicać samo Batuu. Ogromną zaletą jest bez wątpienia fakt, że dostajemy aż sześć gotowych pomieszczeń – to duży plus dla tych, którzy chcieliby dodać nieco więcej "gwiezdnowojennych" elementów do swojego świata, ale też jawna rekompensata małej liczby miejsc, które na nowej planecie możemy odwiedzić. 

Samo Batuu jest prześliczne, po prostu. Nowa wakacyjna destynacja bije po oczach rozmachem oraz bajeczną malowniczością. Jeśli się nie mylę, stanowi odwzorowanie 1:1 makiety tegoż miejsca z Disneylandu. Całość składa się z trzech dzielnic, a są to:

  • Stacja Czarna Iglica (główna baza wypadowa);
  • Tajna Siedziba Ruchu Oporu (zdecydowanie najbardziej malownicza – znajduje się nad wodospadem);
  • Tajna Siedziba Nowego Porządku (wizualnie podobna do Czarnej Iglicy, ale zdecydowanie mniej tam do roboty).

Otoczenie, choć sprawia wrażenie „otwartego świata”, jest w rzeczywistości po prostu parcelą (tak więc na Batuu mamy trzy – dla każdej z baz po jednej). Cóż, nie był to najlepszy pomysł ze strony EA. O ile swobodne chodzenie po lokacji jest przyjemne, o tyle robienie z bazy wypadowej zaledwie króliczej nory, gdzie możemy „spać”, „odświeżyć się” i „zaplanować wystrój” jest raczej słabe. Zostając przy minusach, muszę wspomnieć na łamach recenzji o dziwnych zwierzętach, które spotykamy na planecie. Są to prawdopodobnie myszy i sępy, ale niestety projektanci niezbyt się doń przyłożyli. 

The Sims 4: Wyprawa na Batuu recenzja - sęp

Rozgrywka w The Sims 4: Wyprawa na Batuu

Tytułowa wyprawa na Batuu to właściwie forma urlopu w grze, na który udajemy się przy wybraniu odpowiedniej funkcji w naszym simowym smartfonie. Od razu po przybyciu na planetę dostajemy pierwszą misję, która pomaga nam się obyć z podstawowymi mechanikami. Dalej mamy wolną rękę i niczym w Assassin's Creed: Odyssey, szukamy postaci ze znacznikami misji (podobnież wypada także ich budowa, albowiem większość oparta została na „przynieś, podaj, pozamiataj).

Wykonanie zadań zasila nasze konto kredytów (waluty respektowanej na Batuu) i dodaje/odejmuje punkty przynależności do każdej z grup. Pomijając bycie „łajdakiem”, co jest stosunkowo neutralne, możemy dołączyć do Ruchu Oporu lub Najwyższego Porządku (wybór pod kątem aspiracji). Jeśli nie potrafisz się zdecydować – żaden problem! Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w późniejszej fazie gry zmienić ugrupowanie. I choć może wybijać to z immersji, to bez wątpienia dodaje troszkę godzin do samej zabawy. Mamy możliwość spróbować swoich sił w każdym ze stronnictw. 

The Sims 4: Wyprawa na Batuu recenzja - rozmowa

Ale... Ile w tym właściwie Gwiezdnych Wojen? 

Odpowiedzieć można w recenzji krótko: bardzo dużo! Klimat Star Wars wręcz wylewa się z rozgrywki – cała planeta mocno kojarzy się z uniwersum, a spotykani kosmici również przypominają filmowych. Rzeczywiście można się zatracić i dużą przyjemność daje w tym wszystkim samo poruszanie się po tym świecie. Osobiście nie jestem jednak ogromnym fanem Gwiezdnych Wojen i choć bardzo cenię sobie całą sagę filmową, to mam pewność, że więksi zapaleńcy bawiliby się znacznie lepiej, niż miało to miejsce w moim przypadku. 

Klimat w The Sims 4: Wyprawa na Batuu świetnie buduje także sama muzyka – bardzo dużo tu kultowych melodii znanych z ekranów kin, choć zazwyczaj w remiksowanych wersjach. Są nieco spokojniejsze i weselsze, ale dobrze komponuje się to z kreskówkową grafiką, którą zaoferowało Maxis przy okazji czwartej odsłony The Sims.

Nie mogę pominąć także kwestii kosmitów chodzących po ulicach. Przed premierą pojawiały się duże obawy na temat tego, że ci będą niszczyć immersję, gdy pojawią się na naszych ziemskich osiedlach. Stres można jednak odłożyć na bok, albowiem dopóki  nie ściągniemy ich na planetę (co można uczynić tylko poprzez ślub), dopóty nie będą paradować po ulicach i pozostaną na Batuu

The Sims 4: Wyprawa na Batuu recenzja - Batuu nocą

Wyprawa na Batuu czy wyprawa do Strangerville?

Na potrzeby recenzji warto porównać to, co zaoferowano, do innego Pakietu Rozgrywki, a więc Strangerville. Na plus The Sims 4: Wyprawa na Batuu jest na pewno luz w działaniach – nie jest tak, że po jednym przejściu zabawa się kończy, a my nie mamy nic więcej do roboty. Bynajmniej nie zapewni to jednak wielu godzin grania, albowiem ile można robić powtarzalne rzeczy? Nawet w tak bardzo szanowanym świecie, jak ten, za który odpowiada obecnie Disney. 

Minusem jest na pewno użytkowość miejsca – a właściwie jej stosunkowy brak – na Batuu nie można zamieszkać. W Strangerville, po tym, jak ukończyliśmy szereg misji i zagadek, mogliśmy się osiedlić i cieszyć oczy malowniczym krajobrazem. Tutaj dane nam będzie zaledwie wrócić, gdy przyjdzie nam na to ochota - choć nie wydaje mi się, abym po napisaniu recenzji robił to nader często. Jeśli jednak rzeczywiście pokochacie to miejsce, na długo nie zmienicie swojego urlopowego miejsca!