Dokładnie 13 czerwca produkcja Torchlight 3 zawitała do wczesnego dostępu na Steamie. Gra hack'n'slash zebrała już na samym starcie wiele negatywnych opinii fanów marki - początkowo za sprawą przeciążonych serwerów, przez które nie mogli zalogować się w celu rozpoczęcia rozgrywki. Większość posiadaczy kopii produkcji podtrzymało swoją recenzję, lecz niekoniecznie już ze względu na problemy z połączeniem. Trzecia odsłona popularnej serii miała spore kłopoty pod względem zawartości oraz samej powtarzalności. Dzisiaj, a dokładniej o 19:00 czasu polskiego, społeczność otrzyma aktualizację do oficjalnej wersji. Czy deweloperzy zadbali o więcej różnorodności w zadaniach, tudzież odwiedzanych przez nas lokacji? Tego dowiecie się czytając poniższą część recenzji.

Powtarzalność w Torchlight 3 jest spora

Torchlight 3 recenzja - jezioro

Już na samym wstępie warto zaznaczyć, że fabuła w Torchlight 3 odgrywa bardzo małą rolę. Przenosi ona nas na ziemie kontrolowane przez sojusznicze jednostki, które proszą bohaterów (w tym przypadku odbiorców) o pomoc w wyeliminowaniu narastającego zagrożenia w postaci nacierających ze wszystkich stron goblinów, szkieletów (nieumarłych), pająków i wielu stworzeń nadprzyrodzonych, próbujących przejąć kontrolę nad fantastyczną krainą. Aby zapobiec inwazji, stworzony przez nas protagonista poznaje wiele nowych twarzy, często bezbarwnych, nudnych, które następnie zlecają mu questy skupiające się na udaniu się do kolejnej lokacji.

99% zadań sprowadza się do przebrnięcia przez przygotowane tereny na potrzeby produkcji. Udajemy się często do jaskiń, zalesionych terenów, cmentarzy, fortyfikacji, tudzież piwnic, w celu pozyskania danego przedmiotu albo zebraniu wyznaczonych przez zleceniodawcę surowców. Aby tego dokonać, musimy przebrnąć przez całą lokację po drodze non stop walcząc z oponentami, (a także zbierając minerały potrzebne na rozbudowę naszego osobistego fortu, w którym możemy dokonywać wszelakich ulepszeń wyposażenia), wyjawiającymi się z niemalże każdej mysiej dziury. Schemat ten jest na tyle powtarzalny, że zabawa zaczyna się wręcz nudzić po paru godzinach obcowania z tymże tytułem. Nie pomaga również fakt, że lokacje często wyglądają bardzo podobnie, a spotkałem nawet dwie identyczne jaskinie, które różniły się jedynie innymi rodzajami przeciwników.

Nijakie starcia z małymi i dużymi wrogami

Torchlight 3 recenzja - łucznik

Największym plusem są starcia z bossami, które występują nie tylko na końcu questa, ale również w jego trakcie. Podczas zwiedzania mapy, będąc wyluzowanym, niejednokrotnie z dziupli, tudzież namiotu wyjdzie na zewnątrz potężniejszy przeciwnik, z którym walka jest trochę ciekawsza, aniżeli z mięsem armatnim, w którym przypadku wystarczy klikać jedynie lewy przycisk myszy. Bossowie posiadają sporo zdrowia, co nie jest jednoznaczne z tym, iż starcia z nimi są wymagające. Przeciwnicy ci posiadają zazwyczaj jeden powtarzalny do bólu cios, który wyprowadzają co 2-3 sekundy. Oprócz tego posiadają najczęściej jedną umiejętność, z której korzystają zdecydowanie za rzadko. Niestety, ale zdarzyło mi się, że stałem po prostu w miejscu i klikałem ciągle LPM - nawet wtedy oponent nie był w stanie mnie zabić (pragnę zaznaczyć, że bawiłem się na poziomie trudności: normalny).

W recenzowanym Torchlight 3, tak jak wspomniałem wyżej, mamy do czynienia z bardzo prostą walką, choć może to być w dużej mierze spowodowane zbyt małą różnorodnością umiejętności przygotowanych przez deweloperów postaci. Obecnie udostępniono do naszej dyspozycji zwykłego wojownika posługującego się bronią białą, robota lubiącego technologię, maga posługującego się swoimi umiejętnościami, a także łucznika korzystającego z broni dystansowej. Do każdego z nich dobieramy klasę, która nam się podoba. Możemy wybrać, aby - przykładowo - nasz wojownik korzystał wyłącznie z ognia, elektroniki, chłodu, toksycznego gazu lub mocy powiązanej ściśle z krwią. 

W zależności od naszego pierwszego wyboru będziemy rozwijać swojego protagonistę w aspektach, w których czuje się najmocniej. Twórcy przygotowali dla każdej postaci trzy drzewka umiejętności, z czego dwa z nich dotyczą samego bohatera i z góry przypisanych do niego mocy (wojownik może np. wzywać, a następnie korzystać z pomocy pociągu bojowego). Ostatnia gałęź dotyczy klasy. Największym problemem tej kwestii w Torchlight 3 jest to, że w skillach brakuje różnorodności, a co gorsze, są bardzo potężne. Jeśli przykładowo pchnięcie ognistą kulą ulepszymy choć dwa razy (możemy zrobić to maksymalnie pięciokrotnie) na wczesnym etapie fabuły, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby samą umiejętnością pozbawić bossa około połowy paska zdrowia, co na pewno nie tak miało wyglądać.

Torchlight 3 może poszczycić się dopracowaną stroną techniczną

Torchlight 3 recenzja - pociąg

Grafika w kreskówkowej stylistyce dodaje recenzowanemu Torchlight 3 z pewnością klimatu, bowiem lokacje, mimo tego, iż - jak wspomniałem w powyższej części recenzji - z biegiem czasu stają się powtarzalne, prezentują się bardzo ładnie. Są przemyślane, a co najważniejsze, dobrze zaprojektowane. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wraz z wyczyszczeniem całego terenu z przeciwników, oponenci nie wrócą, co oznacza, że spokojnie możemy powrócić do wcześniej poznanych miejsc w celu np. zebrania ominiętych surowców, tudzież skrzynek z ekwipunkiem. Produkcja studia Echtra Games była we wczesnym dostępie także przepełniona wszelakimi błędami - czy to mniejszymi, typu kręcący się wokół swojej osi przeciwnik, czy to większymi, typu wyrzucenia do pulpitu albo uniemożliwienie zakończenia questa z powodu braku pojawienia się NPC-a na mapie. Na szczęście deweloperzy wyeliminowali największe problemy rzeczonej gry, stawiając ją tym samym w dobrym świetle, mówiąc o stronie technicznej.

Podsumowując - Torchlight 3 na pewno nie jest tym, czego oczekiwali fani marki po wspaniałym Torchlight II. Pozycja z gatunku hack'n'slash z widokiem izometrycznym jest dosyć powtarzalna, a także oferuje nie wymagający tryb walki, jak zapowiadali twórcy, a proste starcia z przeciwnikami. Boli w tym wszystkim fakt, że batalie z bossami są źle zoptymalizowane, przez co recenzowana produkcja wiele traci. Mimo wszystko, osoby, którym nie przeszkadza powtarzalność, powinny dobrze bawić się w najnowszym Torchlighcie, który oferuje nawet 30 godzin rozgrywki w trybie dla pojedynczego gracza.