Seria gier o piłce nożnej od EA posiada w moim sercu specjalne miejsce już długo. Nie ma drugiego cyklu, który jest ze mną od tak dawna. Jeśli bym się zastanowił, to prawdopodobnie szybko doszedłbym do wniosku, że gram w FIFĘ (mniej i bardziej udanie) przez większość mojego życia. Zawsze była to dla mnie jednak rekreacyjna zabawa i nigdy nie kręciły mnie starty w Turniejach (chyba, że u przyjaciela w mieszkaniu) – tu preferowałem realną piłkę nożną. 

Niemniej, gram od dawna i rokrocznie obserwuję (a potem sam sprawdzam) zmiany, jakie zachodzą w produkcji. Jestem w tym wszystkim świadom kontrowersji, które pojawiają się wokół rzeczonego tytułu i doskonale zdaję sobie sprawę, z jakimi opiniami zmaga się FIFA (podobnie będzie w przypadku FIFA 21). Lwia część zarzutów jest oczywiście całkowicie uzasadniona, ale otoczka sprawia, że napisanie recenzji którejkolwiek odsłony serii jest zadaniem bardzo trudnym... 

Mówimy bowiem o grze, która może całkowicie zmienić się z tygodnia na tydzień. Mówimy o grze posiadającej masę trybów, z których każdy może podlegać osobnej ocenie. I w końcu, mówimy o grze FIFA 21, która próbuje przypodobać się każdemu, a to się nigdy nie udaje

FIFA 21 to głównie kosmetyczne zmiany...

FIFA 21 - recenzja gry. Mecz

Zdaje mi się, że pisałem już o tym przy okazji testów tegorocznej odsłony, ale muszę wspomnieć to także tutaj. Chodzi o krótką anegdotkę, która ma swoje odbicie w serii o piłce nożnej od Electronic Arts. Gdy robiłem Kurs Trenerski UEFA C, miałem przyjemność uczestniczyć w wykładach prowadzonych przez Trenera (koniecznie przez duże „T”!) Wojciecha Łazarka. Ten powiedział wtedy (w kontekście VAR-u, jeśli pamięć nie płata mi figli), że „piłka nożna się nie zmienia, ona ewoluuje”. Podobnie jest w przypadku FIFA 21 – próżno szukać tu drastycznych zmian. Dla przykładu, wszystkie w Ultimate Team zmieściłem tutaj.

I uważam, że nie powinno przysłaniać to zalet produktu. Na taki model wydawniczy zdecydowali się deweloperzy, a my możemy grać albo nie. Czy chciałbym, żeby pełnoprawna pozycja wychodziła rzadziej i była przeplatana ogromnymi, płatnymi aktualizacjami? Jasne, że tak. Chciałbym też, aby seria The Sims na start miała w sobie liczne dodatki, a Spider-Man skalował się do wersji Remastered, jeśli posiadam grę na PS4. Cóż, wiecie, jak jest. Tak jednak, jak kupuję te przeklęte DLC i nabędę odświeżonego Pajączka, tak też rokrocznie gram w FIFĘ

... które dają świetne efekty    

Choć również w tym roku zmiany są niewielkie, mogą mieć ostatecznie niemały wpływ na rozgrywkę – trzeba się ich jednak dobrze nauczyć. W FIFA 21 dostajemy przecież ciekawą opcję krótkiego „zwinnego dryblingu”, o którym pisałem więcej w recenzji Wczesnego Dostępu, a  także możliwość przejmowania kontroli nad innym zawodnikiem, niż ten, który operuje obecnie futbolówką. Ah, nie można zapomnieć o znacznie poprawionych podaniach prostopadłych i mądrzejszym zachowaniu SI (doszła nawet nowa opcja włączenia „Rywalizacji” w ustawianiach poziomów trudności, co wypada naprawdę godnie – z założenia ma symulować grę najlepszych e-sportowców). Trzeba się ich jednak znów uczyć...

Właściwie trzeba uczyć się wszystkich nowości. Nie będę kłamał, że godziny, które miałem okazję spędzić w grze, zwyczajnie nie wystarczyły. Najprawdopodobniej sprawnie będę korzystał z nowych funkcji w okolicach Nowego Roku, ale tym właśnie jest FIFA. To dokładnie taki typ gry i prawdopodobnie między innymi dzięki temu posiada tak wielu oddanych fanów. 

FIFA 21 - recenzja gry. United - Tottenham

Produkcja z niespodziankami 

W bieżącym roku kanadyjski oddział Electronic Arts musiał stanąć prawdopodobnie przed najtrudniejszym okresem produkcyjnym w historii serii. Cały cykl tworzenia recenzowanej FIFA 21 został mocno nadszarpnięty przez wybuch pandemii koronawirusa. Cóż, to widać. Przede wszystkim, co nie mogło umknąć uwadze, w tym roku nie było ogólnodostępnego dema. Od lat stanowiło ono nieodłączny element „przygotowań” do pełnoprawnej premiery dla graczy i ostateczne testy dla deweloperów. 

To sprawia, że prawdopodobnie jeszcze do momentu wydania, a może i dłużej, będziemy natykać się na przeróżne błędy. Leeds United nie ma swojego stadionu, murawy wyglądają niemrawo, a Mason Greenwood, choć jest jednym z największych młodych talentów obecnej piłki, wciąż nie ma wgranej twarzy. 

Byłbym zapomniał – odniosłem wrażenie, że sędziowie w FIFA 21 bardzo upodobali sobie dawanie kartek. Być może wynika to z usprawnionych kolizji, ale bardzo mocno przeszkadza w grze. Nawet najdrobniejsze przewinienie karane jest „żółtkiem”, a coś, co kwalifikowałoby się na ostrzeżenie, zostaje potraktowane jako groźny faul, a zawodnik jest wyrzucony z boiska. Zdarza się to zdecydowanie zbyt często i po prostu irytuje. Trzeba grać wyjątkowo delikatnie. 

Oczywiście są to rzeczy, które może zmienić jedna szybka aktualizacja (ta prawdopodobnie pojawi się w przeciągu najbliższych tygodni), ale trzeba o tym wspomnieć. Niestety znów dostajemy od Electronic Arts produkt, który nie jest w stu procentach gotowy na premierę – tym razem można to jednak usprawiedliwić. 

Tryb Kariery w FIFA 21 – Coraz bliżej Football Managera

FIFA 21 - recenzja gry. Symulacja

Gdyby nie Ultimate Team, to najprawdopodobniej właśnie Tryb Kariery byłby tym najbardziej popularnym. Od lat przejmowanie drużyn i pchanie ich na top fascynuje graczy, a Electronic Arts doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Z tego względu każdego roku pojawiają się nowe elementy i usprawnienia, które zdają się mieć na celu przybliżenie gry do serii Football Manager.

W FIFA 21, będącej bohaterką owej recenzji, poczyniono oczywiście kolejne kroki w tym kierunku. Najważniejsza zmiana to znacznie usprawniona funkcja symulowania meczów. Oprócz standardowej, szybkiej symulacji, mamy także dostęp do nowej opcji. Ta pozwala nam nie tylko śledzić wydarzenia boiskowe na bieżąco (w przyspieszeniu, albowiem jedna połowa trwa 2 minuty), ale także odpowiednio reagować na sytuacje, które mają miejsce. Możemy zmieniać zawodników, plany oraz ustawienie piłkarzy.

Co jednak najważniejsze – możemy w dowolnym momencie dołączyć do rozgrywki lub wrócić do symulacji! O samej mechanice pisałem już kilka tygodni temu, ale teraz wreszcie mogłem ją wypróbować na własną rękę i muszę przyznać, że sprawdza się świetnie. Jeśli nie chcę grać pełnego meczu, odpalam symulację i wchodzę, dopiero gdy sytuacja idzie nie po mojej myśli. Podobnież w drugą stronę, gdy po prostu uda mi się sprać przeciwnika w pierwszej połowie, drugą symuluję, sprawdzam social media, a kątem oka zerkam, czy piłkarze radzą sobie bez mojego bata nad głową.

Metoda małych kroczków

Muszę wspomnieć także o nowej, ciekawej opcji przy negocjowaniu piłkarzy. Pojawiła się bowiem możliwość gwarantowania procentu od następnej sprzedaży. Brzmi bardzo fajnie, stanowi na pewno przyjemny dodatek, ale sprawdza się głównie przy młodziutkich, słabszych piłkarzach. Przy tych lepszych nie ma szans, aby ktokolwiek na to przystał. Jako stereotypowy kibic Manchesteru United, idąc za głosem Patrica Evry, rozpocząłem karierę i podjąłem próbę ściągnięcia Jadona Sancho. Wszystko poszło super, ale opcja z procentami była nie do przyjęcia. 

Jak więc widzicie, nowości nie brakuje. Nie nazwałbym ich jednak czymś rewolucyjnym. Nie można liczyć na to, kupując FIFĘ co roku. Gra przechodzi stopniową ewolucję, ale daleko temu do drastycznych zmian. Nie ma po prostu na to czasu i w tym miejscu pojawia się ewentualny zarzut o wydawanie co roku tej samej, poprawionej gry. Cóż, temat był wałkowany już wielokrotnie i chyba nie ma sensu poruszać go w samej recenzji FIFA 21 – może pod koniec. Niemniej, krok po kroku Tryb Kariery staje się coraz lepszy i jego koneserzy powinni być zadowoleni! 

FIFA 21 - recenzja gry. Jadon Sancho

Volta bez popisów

Na koniec zostawiłem sobie wisienkę, a więc wprowadzony przed rokiem Tryb Volta – uliczny football, który miał nawiązywać do świetlanych czasów FIFA Street na PlayStation 2. Cóż, to wciąż nie to. W gruncie rzeczy od poprzedniej odsłony niewiele zmieniło się w samym gameplayu. Odczucia są wręcz bliźniacze, a sama historia również nie daje dużo więcej frajdy (choć jest tyle możliwości, aby ją urozmaicić) i wciąż jest zbyt krótka. 

Gra się przyjemnie, ale dalej brakuje nieco ekwilibrystyki, polotu i efektowności. Niech wymowne będzie to, że kontrolując jednego zawodnika, dostajemy ujemne punkty za... Popisywanie się. Choć żaden ze mnie mistrz świata w ulicznej piłce, to i bez tego wiem, że w gruncie rzeczy właśnie o to tam chodzi! Niestety gra nie broni się już "byciem czymś nowym". 

Nie myślcie jednak, że jest tylko źle. Tryb Volta to  bardzo ciekawe urozmaicenie także w recenzowanej grze FIFA 21 i nawet w tym roku pojawiło się kilka przyjemnych nowości. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że dostaliśmy kilka świeżych boisk, które serio robią spore wrażenie. Taki Dubaj wypada genialnie i aż chce się na nim grać. Kolejny plus to mnogość kosmetycznych opcji dla naszych zawodników. Już w ubiegłym roku było sporo ciuchów, ale teraz to prawdziwe zatrzęsienie. Koneserzy takich elementów będą mieli przyjemną pożywkę. 

FIFA 21 - recenzja gry. Tryb Volta

Reasumując – FIFA 20.5

Nie lubimy powtarzalności, gdy monotonia wiąże się z czymś nieprzyjemnym. Jeśli jest to coś, co sprawia, że odczuwamy pozytywne emocje, nagle staje się fajna. Spytajcie dowolnego kibica FC Barcelony, czy nie chciałby wygrywać rokrocznie La Ligi, albo Roberta Lewandowskiego, czy nie nudzi go to ciągłe strzelanie z rzutów karnych. Odpowiedź będzie oczywista. Podobnie wygląda to u mnie w przypadku serii piłkarskiej od EA – choć zmiany w FIFA 21 są kosmetyczne, to granie wciąż sprawia mi masę frajdy i ponownie skończy się na setkach godzin spędzonych na wirtualnych boiskach. 

Jeśli ktoś liczy na drastyczne transformacje, to może się łatwo przeliczyć. Mamy tu bowiem do czynienia bardziej z FIFĄ 20.5. Więc jest źle, prawda? Nieprawda! To mocno ulepszona FIFA 20, która robi wszystko lepiej od poprzedniczki. Tryb Volta jest bardziej urozmaicony, Tryb Kariery ciekawszy, rozgrywka bliższa rzeczywistej, a Ultimate Team lepiej dopracowany.

Ja bawię się przednio i wiem, że sporo osób odniesie podobne wrażenia - mam nadzieję, że również po przeczytaniu tej recenzji. Choć często będziemy wkurzać się na „wylewy” obrońców i zerwane połączenia, klnąc przy tym na kanadyjskich twórców, dalej będziemy grać. Wciąż nie jest idealnie, ale jestem zadowolony i fani też będą