Doskonale zdaje sobie sprawę, że część z Was nie będzie zainteresowana wirtualną rzeczywistością, ale całe szczęście, że powstaje mnóstwo ciekawych i znakomicie przygotowanych gier wykorzystujących te niezwykłą technologię. The Wizards: Enhanced Edition przeszedłem na bardzo zaawansowanym zestawie - HTC Vive Pro, który kosztuje w tym momencie ok. 5200 zł za pełen pakiet (kontrolery, okulary i dwie stacje bazowe). To mnóstwo pieniędzy, dlatego tym bardziej potrzebne są najpotężniejsze działa, żeby przekonać niezdecydowanych do zabawy. Jakiś czas temu recenzowałem Half-Life: Alyx, który w mojej ocenie był jedną z najlepszych gier w historii i zdecydowanie najlepszą produkcją na VR w jaką kiedykolwiek grałem. Valve przeszło samych siebie i przygotowało ten tytuł z najwyższą starannością. Pełną recenzję znajdziecie tutaj

The Wizards: Enhanced Edition od samego początku było dla mnie wielką zagadką. Gra miała swoją „premierę” na zagranicznych targach, zbierając przy tym mnóstwo pochlebnych opinii i nagród, m.in. w Singapurze na konferencji „Casual Connect Indie Price” w 2017 roku za „najlepszą grę VR”. Dwa lata później wydano jej odświeżoną, rozszerzoną wersję, do której twórcy dorzucili sporo świeżej zawartości. Doszły przerywniki filmowe wzbogacające fabułę, obszerny nowy poziom, poprawiony interfejs, udoskonalona grafika, możliwość dostosowania koloru rękawic noszonych przez gracza, duże poprawki w optymalizacji oraz system punktów kontrolnych, który w podstawowej wersji niesamowicie brakowało. 

Ponieważ ta gra jest dla polskiego Carbon Studio w tym momencie największą i najważniejszą produkcją, a jednocześnie porusza fantastyczny temat magii i czarodziejstwa, postanowiłem sprawdzić czy warto się nią zainteresować. Kosztuje dziś 89 zł, oferuje do 6h zabawy w kampanii i mnóstwo ciekawych patentów. Z pewnością trudno się tutaj znudzić, szczególnie dla tych, którzy tak jak ja, zakochani są w klimatach fantasy. Smoki, magia, czarowanie w wirtualnej rzeczywistości? Co tutaj mogło pójść nie tak, przecież to strzał w dziesiątkę. 

Zacznijmy od świata – jak to wygląda? 

The Wizards: Enhanced Edition recenzja - walka

Akcja recenzowanego The Wizards: Enhanced Edition rozgrywa się w mitycznym świecie zwanym „Meliora”. To zaskakująco duży, jak na grę VR, obszar pełen niebezpiecznych lokacji, pułapek i potworów. Jego design jest dość mroczny, bardzo średniowieczny, nacechowany magicznymi elementami i świecidełkami. Na naszej drodze napotkamy kamienne platformy, piękne lasy, podziemne komnaty czy rozbudowane zamki. Na samym początku, po założeniu okularów zanurzamy się w pełnym kolorków, jaskrawym lesie, którego wykonanie skojarzyło mi się z Hogwartem z Harry’ego Pottera. 

Zaskoczyłem się, bo przecież to gra polskiego studia, że brakuje tutaj rodzimego dubbingu czy nawet napisów. Ustawień nie ma praktycznie żadnych – tytuł sam dostosowuje wybrane ustawienia graficzne do naszych okularów i mocy sprzętu. Jedyne co pozostaje, to wybrać nową kampanię i rozpocząć przygodę. Samouczek jest dość prosty, ale bardzo potrzebny. Słyszymy w tle głos narratora tłumaczącego podstawowe założenia. Po chwili wybieramy sposób chodzenia – albo skaczemy między wybranymi wcześniej punktami albo poruszamy się płynnie, jednak przy tej drugiej metodzie dość szybko dopadały mnie mdłości. Początkowe lokacje są proste – zawieszone w przestrzeni platformy pozwalają na przeprowadzenie podstawowych czynności. Skaczemy od punktu do punktu, a nowe czary poznajemy za pomocą przyłożenia dłoni do magicznego koła. Pierwszy spell? Klasyczna kula ognia.

Znakomicie zrealizowano w The Wizards: Enhanced Edition wytwarzanie wszystkich czarów. By uderzyć wspomnianą kulą ognia, musimy prawą ręką wykonać delikatny wymach do prawej strony z obróceniem dłoni – tak, żeby niemal „poczuć” jak zyskujemy moc. Trzymając spust w kontrolerze HTC Vive, wybieramy miejsce w które chcemy rzucić i robimy naturalny wymach. Im mocniejszy, tym kula poleci. Kilka chwil później poznajemy zaklęcie tarczy, odbijającej na początku gry tylko pięć pocisków. Żeby ją wytworzyć, musimy lewą ręką „przeciągnąć” zaciśniętą pięść po okręgu trzymając spust. 

Orki, gobliny i niedźwiedzie

The Wizards: Enhanced Edition recenzja - potwory

Jest tego znacznie więcej o czym w recenzji nie wypada nie wspomnieć. Zaraz dostaniemy lodowy łuk, którego wytworzenie konieczne jest do przejścia samouczka do końca. Chwytamy dwie ręce przed sobą i trzymając spusty, robimy szybki wymach jednej nad drugą. Żeby strzelać lodową strzałą, łapiemy się za ramieniem, niczym sięgając do kołczanu. Strzała co prawda sama się naciągnie, ale celowanie zostaje już w naszej gestii i co ciekawe – uwzględniona została tutaj parabola lotu, więc trafienie bardziej odległego celu wiąże się z dobraniem odpowiedniej trajektorii. Nie jest to proste i wymaga trochę treningu. Na dalszych etapach gry dostaniemy władzę nad mnóstwem ciekawych spelli – choćby porażeniem piorunami, które nie tylko wychodzą z dwóch rąk, ale jeszcze dwa strumienie energii możemy skierować w dwóch różnych kierunkach. Oczywiście to nie wszystko – dalej będzie tylko lepiej i samo czarowanie jest zdecydowanie największą zaletą The Wizards: Enhanced Edition – wszystkie te magiczne sztuczki sprawiają nam mnóstwo frajdy, tym bardziej że wraz z postępami będziemy takie zaklęcia rozwijać niczym w grze RPG. Dla przykładu, kula ognia po ulepszeniu zacznie podpalać przeciwników. 

Rozwijania zaklęć w The Wizards: Enhanced Edition dokonujemy w specjalnym sanktuarium (twierdzy zwanej „Sanctum”) z kapitalnym, górzystym widokiem na ośnieżone szczyty. Wchodząc do środka mamy poczuć się jak w domu i coś w tym jest – komnaty są delikatnie przybrudzone, całość rozświetlają płomienie świec, a design przypomina nieco pomieszczenia żywcem wyjęte z Harry’ego Pottera. Znajdziemy tu mapę całego świata, tablicę do nauki nowych czarów, plac treningowy czy multum przedmiotów, które możemy po prostu podnieść i rzucić. W tym miejscu zauważyłem pewne problemy z detekcją kolizji – dotykając ręką do danego przedmiotu, zanim wciśniemy spust lub ściśniemy rączkę od kontrolera, dłoń przenika przez obiekt i sprawia to słabe i nienaturalne wrażenie. Innym razem narrator opowiadał mi o mapie świata, gdy w tym momencie stałem przed… tablicą do rozwoju zaklęć. Są to jednak wpadki, które jestem w stanie przełknąć. 

Rodzajów stworów jest natomiast całkiem dużo – różnią się w zależności od krainy. Są orki, gobliny, niedźwiedzie, duchy, zjawy czy kościotrupy, ale znajdziemy tu także stworzenia latające jak piękne, ogromne smoki. Ba, odwiedzimy nawet kilku bossów, ale walka z nimi sprowadza się raczej do unikania ciosów i wyprowadzania własnych. Dużo w tym przypadku będziemy posługiwać się tarcza i miotać kulami ognia, bo są zdecydowanie najwygodniejsze. Przeciwnicy są ogromni (szczególnie bossowie), znacznie więksi od naszej postaci, dlatego w okularach VR potrafią zrobić duże wrażenie – chociaż ich design niestety nie jest zachwycający. Atakują nas z różnych stron, czasem stojąc na wysokich platformach czy przechodząc po odstających gzymsach. Musimy do nich wtedy strzelać i skoncentrować się na celowaniu, co samo w sobie dodaje nieco adrenaliny, gdy biegnie na nas chmara pozostałych oponentów. Czuć moc w tym czarowaniu, szczególnie gdy na dalszych etapach zabawy dostajemy mocniejsze zaklęcia. 

Władanie magią w The Wizards: Enhanced Edition

The Wizards: Enhanced Edition - magia

The Wizards: Enhanced Edition to oczywiście gra zręcznościowa, która zmusi nas do pokonywania przeszkód. Niektóre z nich będą wymagały sprawnego operowania dostępnymi zaklęciami. Wrogowie często do nas podchodzą, rzadkiej podbiegają – żeby ich powalić, potrzebne będzie przynajmniej dwukrotne trafienie. Co ciekawe – twórcy zaimplementowali do gry nawet całkiem rozbudowaną fizykę. Niektóre elementy, jak pomniki czy drewniane skrzynie da się zniszczyć i wygląda to bardzo naturalnie. A jeśli zobaczymy wygaszoną pochodnie, to możemy podpalić ją kulą ognia. Znajdziemy też oblodzone mury, które zniszczymy wyłącznie za pomocą lodowego łuku. Świetne są również momenty, gdy gra sama zaznacza fragmenty terenu, które możemy wykorzystać do zgładzenia przeciwników. Za pomocą łuku możemy zamrozić wrogów w miejscu, a następnie drugim strzałem zrzucić na nich deszcz lodowych sopli podwieszonych pod sufitem. Niekiedy zdarzy się, że będziemy musieli szybko uniknąć spadających przedmiotów. 

W The Wizards: Enhanced Edition znajdziemy specjalne karty, które służą nam do rozwoju mnożnika punktów potrzebnego do ulepszania postaci i zaklęć. Dzięki punktom zyskamy np. większą ilość zdrowia, a nasze czary będą zadawać więcej obrażeń. Karty zwane „Fate Cards” pojawią się w sanktuarium dopiero po pewnym czasie. Znajdziemy je w różnych lokacjach, czasem w skrzyniach, a niekiedy w komnatach i piwnicach. Ich zbieranie przyspieszy nieco rozwój naszego czarodzieja, ale nie ukrywam że podczas zabawy jakoś nie miałem ochoty za nimi gonić. Odnosiłem wrażenie, że i tak radzę sobie wystarczająco nieźle, a postępy fabularne wystarczają do sprawnego władania magią. 

Fabularnie… jest marnie

The Wizards: Enhanced Edition recenzja - fabuła

Mimo tego, że w rozszerzonej wersji gry dodano przerywniki filmowe celem rozwoju fabuły, to dalej nie jest ona w żadnym wypadku rozbudowana. Jako czarodziej, trafiamy po prostu do świata fantasy opanowanego przez orki, które musimy zgładzić. Bawimy się w swego rodzaju stróża porządku. Podczas przygody zwiedzimy trzy różne krainy, a naszym głównym towarzyszem podróży stanie się lektor z przyjemnym, męskim głosem, tłumaczący różne zawiłości „Meliory”. Aspekt fabularny prawie nie istnieje, bo głównym motorem napędowym The Wizards: Enhanced Edition są oczywiście zaklęcia i walka z przeciwnikami. Schemat rozgrywki jest ponadto dość prosty, ale to w końcu gra VR, więc nie może nas przesadnie zmęczyć. Każda z krain składa się z czterech etapów, z czego trzy są „zwykłymi” poziomami z normalnymi przeciwnikami, a ostatni kończy się walką z bossem. Cieszy mnie, że twórcy podeszli do projektowania świata z głową i rozsądkiem, bo lokacje są różnorodne (zamki, lasy, pustynia, otwarte przestrzenie) i nie męczą nas nawet podczas dłuższej zabawy. 

Graficznie to kawał niezłej roboty – wiadomo, że nie możemy oczekiwać zupełnie nowej generacji, bowiem tutaj obraz generowany jest przez dwie soczewki w rozdzielczości 1440x1600 w dodatku w 90 Hz (HTC Vive Pro). Tym niemniej, gra znakomicie dobierała ustawienia graficzne na moim komputerze – nie miałem żadnych zwolnień czy spadków klatek animacji, a korzystam z karty graficznej RTX 2070 SUPER z 16GB RAM i procesorem i5-9600k podkręconym do 5,0 GHz. Słowa uznania należą się też okularom VR z których korzystałem – HTC Vive Pro w połączeniu z dwoma stacjami bazowymi doskonale radziło sobie ze zbieraniem wszelkich ruchów postacią, dzięki czemu nie spotkałem się z jakimkolwiek przekłamaniem animacji, problemami z detekcją czy płynnością. Odbiór zabawy, celowanie, wykrywanie gestów potrzebnych do wywołania zaklęć następowało natychmiast i bezbłędnie, za co należą się duże słowa uznania. 

Dźwiękowo w The Wizards: Enhanced Edition również nie jest najgorzej, chociaż do tego aspektu mam trochę zastrzeżeń. Czasem zdarzało się, że niektóre odgłosy dobiegały z niewielkim opóźnieniem względem akcji na ekranie. Krzyki i ryki przeciwników są raczej bardzo podstawowe, a muzycznie coś tam brzdęka, ale bardzo cicho i bez porywających fragmentów. Ot – standard z gier fantasy. Bez żadnego szału. Widać, że pierwsze skrzypce gra tutaj przede wszystkim wirtualna rzeczywistość. 

To warto czy nie warto?

Recenzowane The Wizards: Enhanced Edition to dobra gra, ze znakomitym systemem rzucania zaklęć i bardzo bogatym światem fantasy pełnym różnorodnych krain. Szeroki wachlarz przeciwników w połączeniu z interaktywnym i szczegółowym otoczeniem oferuje wiele różnych akcji, które dostarczają nam mnóstwo satysfakcji. Gra jest dość krótka (maksymalnie 6h zabawy), praktycznie pozbawiona fabuły i lepszej ścieżki dźwiękowej, ale za to graficznie może się podobać i nie kosztuje przy tym zbyt wiele (89 zł). Jeśli mamy już zestaw VR, to z pewnością będzie jeden z tych tytułów, którym warto się zainteresować, ale w żadnym wypadku nie będzie to produkcja sprzedająca masowo kolejne okulary. 

Zdarzyło się kilka błędów, problemy z detekcją kolizji czy opóźnienie w dźwięku, czasem zwykłe bugi jak choćby latający, martwy goblin gdzieś w oddali czy kamienie wpadające pod tekstury, ale nie są to rzeczy, które przeszkadzały mi podczas zabawy.