Seria Saints Row nigdy nie miała lekko. Od początku swojego istnienia porównywana była do giganta gatunku, czyli nieśmiertelnego i ogromnie popularnego Grand Theft Auto, które od momentu przejścia w pełen trójwymiar, było przykładem i inspiracją dla wielu innych produkcji. Saints Row od początku miało swój styl, ale to dopiero trzecia część ustanowiła jego ostateczny charakter. Nie bez powodu sami twórcy określili Saints Row: The Third jako nowy początek serii. Mamy tu więc sporo przesadyzmów, absurdu i wręcz rynsztokowego humoru, którego na próżno było szukać w GTA, a przynajmniej w takich ilościach. Bo w jakiej innej grze możemy kogoś sprać kijem w kształcie dildo? Czy przejechać się dorożką ciągniętą przez seksualnych niewolników? No właśnie.

"To jak GTA, tylko jakieś popaprane"

Lata temu, kiedy pierwszy raz zagrałem w Saints Row: The Third pierwsze co zauważyłem to to, jak źle się strzela. Czy może nie to jak się strzela, ale to jak przeciwnicy reagują na strzały, to jak funkcjonuje kamera podczas celowania – wszystkie te elementy składały się na średnią mechanikę strzelania, na co zawsze mocno zwracam uwagę. To w zasadzie mój największy problem z tą produkcją, bo dla przykładu jeździ się zdecydowanie przyjemniej. Na wieść o remasterze miałem cichą nadzieję, że strzelanie będzie poprawione, ale jednocześnie otrzymałem informację, że gra działa na tym samym silniku. Entuzjazm więc szybko mi opadł, a po pierwszej minucie odkąd zacząłem strzelać, utwierdziłem się w przekonaniu, że pod kątem rozgrywki nic nie uległo poprawie. Jeszcze kiedyś, te dobre kilka lat temu, stosunkowo szybko się do tego przyzwyczaiłem, ale z biegiem czasu stałem się jeszcze bardziej wybredny w tym temacie. Trudniej więc pozytywnie ocenić ten aspekt, ale na pewno nie jest on tragiczny. Strzela się jednak dużo i osoby mniej odporne na tak średnią jakość mogą po prostu odpaść. Ja jestem z tych, którzy skrytykują, ale jednak się pomęczą, bo gra nadrabia innymi aspektami.

Fioletowo mi. Jeszcze bardziej niż kiedyś!

Pozostałe aspekty, o których mówię to przede wszystkim unikatowy styl gry. Składa się na to wspomniany wcześniej humor, ale też to jak wygląda. Mamy tutaj dużo neonów, fioletu i różu, więc jest jakoś tak nietuzinkowo. Utrzymanie kolorystyki w jednym tonie uważam za strzał w dziesiątkę, bo na palcach jednej ręki potrafię policzyć ile produkcji podobny zabieg zastosowało (jedną z nich jest choćby Deus Ex: Human Revolution Director's Cut i tam również świetnie się to sprawdziło). Wersja odnowiona prezentuje się pod tym względem jeszcze lepiej, bo dzięki nowym technologiom jest bardziej jaskrawo i neonowo. Okna budynków, samochody, kałuże na ulicy – teraz wszystko wyraźnie odbijane jest w ich powierzchni, więc efekt jest co najmniej zdwojony i naprawdę miło się na to patrzy. Co prawda na pierwszy rzut oka, zaraz po uruchomieniu gry nie stwierdziłem, że różnica jest ogromna, ale po powróceniu do oryginału na PlayStation 3 utwierdziłem się w przekonaniu, że pod tym względem twórcy odwalili kawał świetnej roboty. Nie tylko otoczenie uległo polepszeniu, ale też modele postaci, które według zapewnień twórców zostały stworzone od nowa. Postać, którą tworzymy nowych elementów ubioru nie otrzymała, ale każdy z nich również został na tyle odnowiony, że w żaden sposób się nie gryzie z resztą. Ulepszona została też geometria poszczególnych rzeczy jak na przykład pojazdów, które w nowej wersji są znacznie bardziej szczegółowe. Na ulicach pojawia się znacznie więcej przechodniów i samochodów, ale znów czasem dzieje się to na naszych oczach.

Kolejną rzeczą, która spodobała mi się lata temu są możliwości w edytowaniu wyglądu nie tylko naszej postaci, ale również pojazdów, czy kryjówek służących za bazę wypadową. Stworzona postać mówi wybranym z zestawu głosem (jeden z nich to uwielbiana przeze mnie Laura Bailey), co jest rzadkością nawet do dzisiaj. Więc zabieg ten jak najbardziej na plus. Jeśli chodzi o pojazdy i kryjówki – wiele nowych opcji pojawia się wraz z postępem fabularnym, ale jak już się pojawią wszystkie to jest w czym wybierać – i nie są to jakieś przeciętne elementy. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, bym w innej produkcji widział wystające groty z felg. Może mało ważny szczegół, ale swoje robi. Od zawsze doceniałem też możliwość grania w kooperacji, bo to kolejny element który na dobrą sprawę jest rzadkością. W konkurencyjnej serii nigdy tego nie było, i jedyna namiastka to tryb Online. Opcji oczywiście w remasterze nie zabrakło i z uwagi na fakt, że grałem przed premierą nie mogłem jej dokładnie przetestować. Jednak na tyle ile mi się udało stwierdzam, że wszystko śmiga bezbłędnie, bo granie ze znajomym przebiegło bezproblemowo przy kilkugodzinnej sesji.

W Saints Row: The Third Remastered jest co robić, tym bardziej, że do naszej dyspozycji oddane zostały też wszystkie dodatki jakie kiedykolwiek się pojawiły. Nie są to dodatki najwyższej jakości, ale są na tyle dobre, że mogą skutecznie przedłużyć zabawę. Zwłaszcza te z dodatkowymi misjami fabularnymi. Poza nimi możemy wziąć udział w różnych aktywnościach pobocznych jak naciąganie ubezpieczycieli, zabijanie przeciwników w Genki Show, czy robienie demolki na punkty. Samo zdobycie wszystkiego w podstawce to solidne 40 godzin zabawy, a z dodatkami czas ten jeszcze znacząco się wydłuża. Warto w tym miejscu wspomnieć, że gra posiada kilka fajnych rozwiązań, których nawet do dzisiaj brakuje w niektórych produkcjach. Niech będzie to na przykład to, że podczas zmierzania samochodem do celu nie musimy zerkać na minimapę, bo przed zakrętami, bezpośrednio na ekranie pojawiają się strzałki - podobnie jak w Burnout Paradise. Fajną opcją jest też w zasadzie nieograniczone niczym przyzywanie samochodów czy posiłków. Co ciekawe, samochody faktycznie przywożą nam członkowie ekipy - nie tak jak w niektórych grach, że samochód pojawia się w miejscu, którego akurat nie widzimy. To jednak totalnie na marginesie.

To dla kogo to w końcu jest?

Odpowiadając na pytanie postawione na wstępie: czy warto zainteresować się odnowioną wersją Saints Row: The Third Remastered? To zależy. Jeśli nie graliście kiedyś, a humor zaprezentowany w produkcji Wam odpowiada, to być może będziecie w stanie wybaczyć nieco przeciętny charakter rozgrywki – zwłaszcza jeśli chodzi o mechanikę strzelania, z którą ja osobiście mam największy problem. Jeździ się dobrze, ale oczywiście nie jest to poziom czwartej czy piątej odsłony Grand Theft Auto. Jeśli chodzi o fabułę to ambitnej historii nie ma co oczekiwać, ale jest tu sporo nawiązań do popkultury, wspomnianego wcześniej humoru i dzięki temu całość śledzi się z umiarkowanym zaciekawieniem. Jest to też fajna opcja dla fanów kooperacyjnej zabawy, bo do znajomych można dołączyć w każdym momencie bez żadnego wpływu na statystyki misji i w niektórych przypadkach znacznie nawet ułatwić rozgrywkę. Remaster wygląda i działa znacznie lepiej niż oryginał, ale to też nie jest dzisiejszy poziom - czyli sytuacja ta sama co przed laty. Trzeba jednak przyznać, że Saints Row: The Third to gra jedyna w swoim rodzaju, i patrząc pod wieloma kątami, warto jest wydać te 150 złotych i tę produkcję sprawdzić.