Powrót do wojny Sony i Microsoftu. Na to czekaliśmy

Powrót do wojny Sony i Microsoftu. Na to czekaliśmy

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 13:00

Przez ostatnie lata rynek gier wideo przypominał nieco ospały krajobraz po bitwie, w którym tradycyjne reguły gry uległy całkowitemu rozmyciu. Obserwowaliśmy powolny zmierzch ery klasycznych wojen konsolowych na rzecz wieloplatformowości, ekosystemów subskrypcyjnych i otwierania się na rynek PC.

Giganci branży sprawiali wrażenie zmęczonych bezpośrednią rywalizacją sprzętową, a gracze zaczęli powoli zapominać o tym, co od zawsze napędzało ten biznes - o bezwzględnej walce na ekskluzywne hity. Na szczęście ten okres przejściowy właśnie dobiega końca, a na horyzoncie rysuje się spektakularny powrót do korzeni, na który wszyscy z utęsknieniem czekaliśmy.

Dalsza część tekstu pod wideo

Głównym motorem napędowym tego wielkiego powrotu jest drastyczna zmiana z ostatnich miesięcy. A dokładniej - strategii ze strony Sony, która zszokowała wielu entuzjastów „blacharstwa”. Japońska korporacja oficjalnie zadeklarowała, że odpuszcza dotychczasową, agresywną politykę wydawania swoich flagowych przygód dla jednego gracza na komputerach osobistych. Powód jest jasny i niezwykle pragmatyczny: Sony chce zbudować potężne podwaliny pod nadchodzącą konsolę PlayStation 6 i ponownie rozbudzić w graczach potężne pożądanie dedykowanego sprzętu.

Najlepszym i najbardziej namacalnym dowodem tej nowej ery jest sytuacja wokół Ghost of Yotei. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Ghost of Tsushima, który po pewnym czasie ostatecznie zawitał na komputery osobiste, nowa opowieść od Sucker Punch ominie platformę PC szerokim łukiem. Sony stawia sprawę na ostrzu noża: jeśli chcesz poznać dalsze losy tej marki, twoim jedynym oknem na ten świat będzie konsola z rodziny PlayStation. To brutalny, ale z punktu widzenia budowania tożsamości platformy genialny krok.

Warto jednak zauważyć, że Sony nie zamyka się na PC całkowicie, stosując bardzo sprytną i precyzyjną separację gatunkową. Japończycy doskonale rozumieją prawa, jakimi rządzą się współczesne produkcje wieloosobowe. Dlatego gry sieciowe nastawione na mikrotransakcje i stały dopływ społeczności wciąż będą trafiać na komputery równolegle z konsolami.

Doskonale pokazała to niedawna premiera wyczekiwanego sci-fi Marathon od Bungie, a identyczny los spotka nadchodzące Fairgame$, w którym gracze wezmą udział w widowiskowych, wieloosobowych napadach. Sieciowa rywalizacja potrzebuje ogromnej bazy użytkowników, ale fabularne doświadczenia premium mają od teraz jedno, konkretne zadanie - sprzedawać konsole.

Xbox odpowiedział na ruch PlayStation!

Gears of War: E-Day
resize icon

Na ten agresywny powrót do korzeni ze strony Sony nie mógł obojętnie patrzeć Microsoft, który po okresie eksperymentów z pełną wieloplatformowością postanowił uderzyć z dokładnie tą samą siłą. Amerykanie idą identyczną drogą, redefiniując pojęcie konsolowej ekskluzywności. Ich najnowsze, potężne produkcje będą od teraz rygorystycznie zablokowane na sprzęcie Xbox Series X oraz nadchodzącej platformie nowej generacji, znanej pod kodową nazwą Project Helix.

W przeciwieństwie do Sony, Microsoft zachowuje jednak unikalny atut w postaci symultanicznych premier na PC, spajając swój konsolowy ekosystem z Windowsem i Steamem. Wrzucanie największych hitów na komputery osobiste przy jednoczesnym odcięciu użytkowników konkurencyjnych konsol to dla giganta z Redmond świetna droga do ostatecznego zwycięstwa.

Dla nas, jako dla graczy, ten powrót do bezwzględnej rywalizacji o ekskluzywność to najlepsze, co mogło się wydarzyć. Kiedy korporacje walczą na śmierć i życie o naszą uwagę i portfele, bezpośrednim efektem są po prostu o wiele lepsze gry. Brak bezpiecznego rozpychania się na wszystkich możliwych platformach wymusza na studiach deweloperskich wejście na absolutny szczyt swoich możliwości artystycznych i technicznych. Gra na wyłączność musi być perfekcyjna, by usprawiedliwić zakup drogiego urządzenia.

O ile Microsoft wywiąże się ze swoich obietnic i dostarczy na rynek wyłącznie genialne, bezkompromisowe produkcje o statusie arcydzieł, rynek wirtualnej rozrywki wejdzie w swój drugi złoty wiek. Amerykanie muszą stworzyć własne odpowiedniki system-sellerów od Sony, które przez lata cementowały potęgę PlayStation. Jeśli Xbox i Project Helix zaoferują poziom narracji i rozmachu znany chociażby z najnowszych odsłon God of War czy kosmicznego hitu Intergalactic, staniemy przed dylematem, w którym nie będzie złych wyborów.

To jaki ten sprzęt wybrać za rok albo dwa?

PS6 / Koncept
resize icon

Taka sytuacja doprowadzi do niespotykanego od lat pożądania konkretnego sprzętu gamingowego. Zniknie gdzieś ta wszechobecna obojętność i poczucie, że "przecież i tak wszystko wyjdzie wszędzie za rok lub dwa". Gracze, którzy będą chcieli być ze wszystkim na bieżąco i nie omijać najważniejszych kulturowych fenomenów w świecie gamingu, zostaną zmuszeni do strategicznego zaplanowania swoich domowych kącików rozrywki.

Przed konsumentami otworzą się bardzo klarowne i niezwykle ekscytujące ścieżki wyboru. Pierwszą z nich będzie absolutnie bezkompromisowy duet: zakup potężnej konsoli Project Helix od Microsoftu oraz stacjonarnego PlayStation 6 od Sony. Taki zestaw da nam pełną gwarancję, że żadna ekskluzywna perełka - niezależnie od tego, czy narodziła się w studiach w Redmond, czy w Tokio - nie przemknie nam koło nosa w dniu swojej światowej premiery.

Druga opcja, dedykowana dla osób ceniących sobie nieco bardziej zróżnicowane środowisko sprzętowe, to połączenie PlayStation 6 z nowoczesnym, gamingowym komputerem osobistym lub dedykowanym urządzeniem typu Steam Machine. Dzięki temu zachowamy dostęp do japońskich gier na wyłączność, a jednocześnie - dzięki elastycznej polityce Microsoftu - bez problemu ogramy wszystkie amerykańskie superprodukcje trafiające równolegle na komputery.

Niezależnie od wybranej konfiguracji, w tym nowym układzie sił mamy do czynienia z sytuacją typu win-win, w której wygrywają absolutnie wszyscy. Korporacje zyskują gigantyczny zastrzyk motywacji do walki o klienta, ich działy marketingu ponownie mogą operować pojęciem unikalności, a słupki sprzedaży sprzętu zaczną na nowo generować rekordowe zyski. Zamiast stagnacji i nudy, otrzymujemy dynamiczny, tętniący życiem rynek.

Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper