Premiera pierwszych Borderlandsów to dla wielu graczy ważne wydarzenie. Dziesięć lat temu Gearbox Software obrzuciło nas giwerami i zachęciło do biegania za kolejnymi misjami. Kontynuacja zmierzyła się z ogromnymi oczekiwaniami, The Pre-Sequel rozbudował uniwersum, entuzjaści zagrali w The Handsome Collection, ale tak naprawdę od 2012 roku czekaliśmy na następną, pełnoprawną odsłonę. Twórcy w międzyczasie popełnili jeden duży błąd w postaci Battleborna i zdecydowanie za długo kazali nam czekać. Męczyli zajawkami, irytowali wielomiesięczną ciszą, ale w ostateczności na rynek trafiła produkcja, którą pokochają wszyscy sympatycy tej serii. W Borderlands 3 na każdym kroku można wyczuć, że deweloperzy ostatnie lata spędzili wsłuchując się w opinie najbliższej społeczności. Produkcja jest hołdem dla fanów wierzących w siłę tej marki.

Borderlands 3 recenzja 1

Borderlands 3 recenzja 2

Borderlands 3 – historia to nadal pretekst, ale powracają znane twarze

Akcja Borderlands 3 rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z Borderlands 2 oraz Tales from the Borderlands. Już od pierwszej chwili każdy gracz zaznajomiony z tą serią dosłownie poczuje się tutaj „jak w domu”. Nie tylko za sprawą powitania przez Claptrapa, który ponownie otrzymał za zadanie wprowadzenie nas w uniwersum, ale kolejny raz stawiamy swoje buty na Pandorze. Planeta jest jednak miejscem wielkich potyczek, ponieważ bliźniacy Calypso zebrali wszystkich rzezimieszków i stworzyli Children of the Vault – grupa chce zagarnąć najcenniejsze skarby, podbić świat, wybić wszystkich, w planach mając jeszcze wiele innych, złych rzeczy. Opowieść jednak dość prędko jest zrzucona na drugi lub nawet trzeci plan, ponieważ główny wątek jest dosłownie przyćmiony trzema elementami: postaciami, rozgrywką oraz nowymi miejscami do zwiedzania. Już w tym miejscu studio uśmiecha się szeroko do swoich wyznawców, ponieważ przez ponad 30-godzinną przygodę z Borderlands 3 będziecie spotykać bohaterów z poprzednich części, którzy w większym lub mniejszym stopniu będą zaangażowani w główny wątek. Podczas rozgrywki wielokrotnie miałem wrażenie, że twórcy postanowili za pomocą „Trójki” odpowiedzieć na wiele pytań stawianych przez fanów, wytłumaczyć niektóre sytuacje lub po prostu zapewnić nam tonę frajdy. Antagoniści – Troy i Tyreen – dają się poznać w bardzo efektowny sposób, by w kolejnych etapach wydarzeń również odrobinę skryć się za plecami już znanych twarzy... Jest to w pewien sposób rozczarowujące, ponieważ czułem, że ten duet powinien zostać znacznie lepiej wykorzystany. Nie myślcie nawet o porównywaniu YouTuberów-Dzieciaków do Handsome'a Jacka, który na swoich barkach potrafił w odpowiednim momencie unieść wydarzenia. Tutaj zdecydowanie czegoś zabrakło – scenarzyści wyraźnie skupili się na rozbudowaniu akcji swoją uwagę poświęcając postaciom niezależnym, więc w ostateczności brakuje tutaj nawet odrobiny humoru. Pomyli się jednak ten, który stwierdzi, że fabularnemu wątkowi czegoś brakuje. Jest to nadal bardzo dobry, zachęcający do rozgrywki kawałek kodu, który choć nie porwie nikogo opowieścią, to sprawdza się w swoim najważniejszym elemencie – potrafi przykuć do ekranu. Od czasu do czasu studio nawet zaskakuje małym twistem fabularnym, jednak historia jest w Borderlands 3 nadal wyłącznie dodatkiem do rozgrywki.

Pewnie nawet sami deweloperzy wiedzieli, że nie porwą nikogo opowieścią, ale na szczęście potrafili znacząco otworzyć wydarzenia porzucając po kilku pierwszych chwilach Pandorę. W nasze łapy oddany zostaje statek kosmiczny nazwany wymownie Sanktuarium III, który staje się bazą – jest to typowy HUB, w którym możemy pogadać z ekipą, kupić amunicję lub po prostu obrać drogę na kolejną wyprawę. Taki mały manewr otwiera ogromną furkę, która na pewno zostanie w odpowiedni sposób wykorzystana i w przyszłości właśnie ten pojazd pozwoli nam zwiedzać kolejne miejsca. Już teraz do gry trafiły cztery planety, których eksploracja to spora przyjemność, ponieważ autorzy wrzucili do gry bardzo zróżnicowane miejsca – obok znanej i cenionej Pandory, traficie także na górzyste Athenas ze starożytnymi świątyniami, przepełnione bagnami i kapitalnymi stworzeniami Eden-6 oraz oczywiście futurystyczną metropolię Prometheę, która rozbudza oczekiwania na rodzimego Cyberpunka. W każdym miejscu spotykamy innych rywali, współtowarzyszy broni, a nawet inne korporacje kreujące najróżniejsze giwery. Twórcy w świetny sposób znaleźli miejsce dla frakcji i potrafili ugruntować ich położenie w poszczególnych miejscach. To zdecydowanie planety sprawiają, że rozgrywka w Borderlands 3 jest czystą przyjemnością – produkcja jest nadal do bólu typowym loot shooterem, jednak zespół miał sporo czasu na przygotowanie misji, więc wszystkie wydarzenia są naprawdę angażujące. Nie napotkałem tutaj na typowe „idź, zbierz, oddaj”, bo zawsze w tle pojawia się jakaś opowiastka, która jest dobrze związana z okolicami – studio pozytywnie zaskoczyło mnie, że na wszystkich planetach da się wyczuć specyficzną atmosferę gry. Klimat jest oczywiście za każdym razem bardzo unikalny, ale ta unikalność bardzo pozytywnie wpływa na ogólne wrażenia.

Wspominając o miejscówkach nie mogę pominąć tematu samej oprawy, która ponownie nie zawodzi, bo choć malarze z Gearbox Software kolejny raz stawiają na cell-shading, to udało im się dosłownie dopieścić grafikę. Nie oczekujcie rewolucji, ale na Borderlands 3 po prostu dobrze się patrzy... A co najważniejsze – gra ponownie opiera się presji czasu i nawet za kilka lat nie będzie straszyć. Twórcy dobrze to wszystko sobie wykombinowali, ale nie idą na skróty, bo jak już wspomniałem, w produkcji mamy okazję odwiedzić różne światy, a każdy wygląda bardzo dobrze. Wyśmienicie prezentują się także wszystkie gnaty, których liczba onieśmiela nawet największych entuzjastów giwer – małe, duże, większe, największe – każda spluwa posiada swój unikalny charakter. Gdzieś tutaj działa system kreujący te wszystkie zabawki, ale autorzy zapewnili odpowiednie klocki, by wytwory mechaniki wypluwały na świat świetne sprzęty. W odświeżonej kresce dobrze także prezentują się bohaterowie –  deweloperzy puszczają do nas zalotne oczko, ponieważ design postaci nie wprowadza większej rewolucji.

Borderlands 3 recenzja 3

Borderlands 3 recenzja 4

Borderlands 3 – nowa ekipa remontowa z większymi możliwościami

W najnowszym tytule Gearbox Software nie staniecie na każdym kroku przed trudnymi decyzjami wpływającymi na wydarzenia, ale najważniejszy wybór musicie podjąć już na samym początku gry. Borderlands 3 oferuje czterech nowych bohaterów i szczerze mówiąc – każdy jest na swój sposób ciekawy. Zane jest typowym specjalistą od brudnej roboty, żołnierzem korzystającym z rozbudowanych gadżetów w postaci dronów, klonów odwracających uwagę lub potężnych barier. Moze w wolnej chwili wskakuje w potężnego mecha i sieje postrach wśród przeciwników. Amara korzysta z wyjątkowych mocy Syreny i może przykładowo miażdżyć rywali za pomocą gigantycznej pięści. Czwartym herosem jest wspierany przez bestie łowca nazwany FL4K. W każdym można odnaleźć coś interesującego i co najważniejsze – wszyscy posiadają zdolności, które możemy w ciekawy sposób wykorzystać podczas rozgrywki ze znajomymi. Autorom udało się stworzyć różne, dobrze wkomponowane w świat postacie, które w dodatku potrafią sypać ciekawymi wypowiedziami podczas przemierzania świata.

Przed przystąpieniem do napisania tekstu sprawdziłem wszystkich bohaterów, ale zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu FL4K. Od dawna miałem ochotę na wcielenie się w łowcę, a twórcy zaspokoili moje najśmielsze oczekiwania. Było to możliwe dzięki rozbudowanemu systemowi personalizacji, ponieważ teraz każdy z herosów otrzymał aż trzy drzewka umiejętności, które w znaczący sposób wpływają na rozgrywkę – dla przykładu FL4K posiada trzech chowańców oferujących inne ataki, których w dodatku możemy ulepszyć lub zainwestować zdobyte punkty w aktywne lub pasywne zdolności. Deweloperzy nie oddają w nasze łapy wielu faktycznych „mocy”, przez które musielibyśmy podczas akcji kombinować, bo nadal najważniejsze są gnaty – zdolności trzeba dobrze wykorzystać, ale to nadal dodatek do odpowiedniego lub raczej skutecznego celowania.

Niezależnie od podjętej decyzji, Borderlands 3 oferuje kapitalnie dopracowany system strzelania. Rozgrywka jest dynamiczna, pełna efektownych starć, a dodatkowo nie zawodzi poziom trudności – od czasu do czasu stanąłem przed większym wyzwaniem i z uporem maniaka męczyłem się z napotkanymi grupami bandziorów. Gra zachwyca akcjami, w których czwórka łowców wpada na arenę i dosłownie wypluwa z siebie tonę amunicji, by pozbyć się natrętnych rywali. Jeśli pokochaliście gameplay z poprzednich części, to tutaj będziecie dosłownie zachwyceni – studio dopieściło pojedynki, które są teraz jeszcze przyjemniejsze. Pewna zasługa przypada wspomnianym wcześniej bohaterom oraz lokacjom (co wiąże się z przeciwnikami), bo na każdym kroku mamy okazję nie tylko wykorzystać potencjał śmiałków, a ciągle strzelanie do kolejnych hord nie jest w tym wypadku obarczone choćby krztą nudy.

Borderlands 3 – detale, detale i jeszcze raz szczegóły

Jeśli dotrwaliście do tego miejsca recenzji, to mam nadzieję, że dobrze odczytaliście powyższe słowa, w których chciałem przekazać jedno – Borderlands 3 nie rewolucjonizuje tego uniwersum, bo nie na to liczą sympatycy oraz nie nad tym pracowali twórcy. Deweloperzy postawili sobie za zadanie dostosowanie znanej rozgrywki eliminując tym samym drobne błędy, które w większym lub mniejszym stopniu irytowały niektórych graczy. Teraz przed rozpoczęciem zabawy mamy okazję wybrać sposób dzielenia się przedmiotami – albo ponownie gonimy się z pozostałymi członkami zespołu (kto pierwszy ten lepszy) lub wszyscy otrzymują swój sprzęt (każdy otwiera nawet tę samą skrzynię). Na pokładzie Sanktuarium III możemy odebrać zagubione po drodze, a ważne ze względu na swój potencjał, skarby, zaś podczas misji bez problemu oznaczymy wrogów, obiekty, przedmioty lub po prostu miejsce za pomocą znaczników (przydatne w kooperacji). Bohaterowie są bardziej mobilni dzięki ślizgom oraz płynniejszej wspinaczce. Dużą część osłon można zniszczyć, ale często mamy okazję jeszcze bardziej wykorzystać otoczenie do ataku – przykładowo podpalamy olej. Od początku śmigamy za pomocą szybkiej podróży, która nie jest teraz wymęczona przez bieganie do odpowiednich miejsc odpowiedzialnych za transport. Otrzymujemy w swoje łapy większą mechanikę personalizacji bohatera, od czasu do czasu mamy okazję skorzystać z pomocy NPC-a, który może nas wskrzesić. Systematycznie podczas starć z bossami musimy przygotowywać się na różne fazy oponentów (nowe ataki i zachowanie), a deweloperzy znaleźli nawet czas na drobne zmiany w samych pojazdach – w grze pojawiają się nowe modele, ale możemy zająć się również dobudowaniem odpowiedniego pancerza.

Są to drobne zmiany, które jednak pokazują, że Gearbox Software porządnie wsłuchało się w opinie społeczności, by zapewnić produkcję, która udostępni przyjemniejszą rozgrywkę względem poprzedników. Takich drobnych odświeżeń gry można pewnie wymienić jeszcze więcej, ale wiele systemów zostało tak dobrze wbudowanych w gameplay, że nawet trudno je zauważyć... Szczerze mówiąc, dopiero komentarz znajomego przypomniał mi jak głupim rozwiązaniem było przykładowo korzystanie ze specjalnych miejsc dla szybkiej podróży. Teraz wszystko odbywa się znacznie płynniej i nie ma mowy o sztucznym przedłużaniu rozgrywki. Gra niestety nie uniknęła niedogodności związanych z błędami – podczas rozgrywki wielokrotnie zostałem wyrzucony z lobby (czasami pod koniec samej misji), trzykrotne rozłączenie z serwera skutkowało utratą zdobytego wcześniej doświadczenia, a nawet pomimo wybrania płynniejszej rozgrywki (tytuł na PlayStation 4 Pro oferuje tryb wydajności i rozdzielczości), miałem okazję doświadczyć spadków liczby fps-ów. Kilkukrotnie musiałem się przelogować, by oddać zadanie, niektórzy NPC nie chcieli mnie totalnie słuchać, ale na szczęście mój PROsiak nie odmówił posłuszeństwa nawet podczas najbardziej intensywnych akcji – niektórzy gracze zgłaszają problem z przegrzewaniem się sprzętu. Te wszystkie niedociągnięcia mają zostać wkrótce naprawione, ale przynajmniej do tego czasu dobrze jest podejść do rozgrywki z większym spokojem – nic bardziej nie irytuje, jak wyrzucenie z serwera pod koniec dłuższego zadania.

Ukończenie kampanii to dopiero początek. End-game oferowany przez Borderlands 3 specjalnie nie zaskakuje, ale na pewno przykuje do ekranu na wiele dodatkowych godzin. Entuzjastów opowieści (pewnie tacy się znajdą) twórcy odsyłają do True Vault Hunter Mode – jest to typowa Nowa Gra Plus, w której otrzymujemy dostęp do wcześniej zdobytych broni, sprzętu, umiejętności oraz kosmetyków, mogąc jeszcze raz przebić się przez wydarzenia, a rywale mają chętniej rzucać w nas potężniejszymi prezentami. Circle Of Slaughter jest typową hordą z dodatkowymi zadaniami do wykonania podczas rund, a Guardian Ranks zastępuje teraz Badass Ranks – jest to dodatkowy poziom progresji, który jednak opiera się na doświadczeniu i pozwala rozwijać jedno z trzech drzewek. Hardcorowcy wypróbują Mayhem Mode, który jeszcze bardziej zwiększa poziom trudności, ponieważ wybierając jeden z trzech trybów zwiększamy statystyki oponentów, ale w konsekwencji możemy zgarniać jeszcze zacniejszy sprzęt. „Chaos” to także modyfikacje, przez które niektórzy rywale mogą przykładowo celniej strzelać lub nie przejmować się wybranymi atakami. W grze znalazły się również misje Proving Grounds skupione na szybkim eliminowaniu dużych grup potężnych przeciwników – tutaj liczy się ekspresowe zabijanie (dostajemy lepsze zabawki wykonując zadanie w odpowiednim czasie) i unikanie śmierci. Już teraz jest to spory zestaw aktywności, które skłaniają do spędzania dodatkowych godzin przy konsoli... A zdaję sobie doskonale sprawę, że twórcy zdecydują się na rozbudowanie propozycji przez dodatki.

Borderlands 3 recenzja 6