Naruto to Boruto: Shinobi Striker dokłada kolejną cegiełkę do tego procesu dając już samym swoim tytułem do zrozumienia, że czas na pokoleniową wymianę. Dzieło ekipy Soleil nie wprowadza do świata ninja żadnych nowości fabularnych, lecz skupia się na samej rozgrywce, by odświeżyć nieco serię po nieustannym katowaniu formuły Ultimate Ninja Storm.

Powiew świeżości

Tym razem mamy do czynienia z sieciową drużynową bijatyką akcji połączoną nieco z gatunkiem beat'em up. Na samym początku zabawy musimy jednak stworzyć własnego ninja, który to będzie odzwierciedleniem naszej wizji idealnego wojownika (lub wojowniczki). Bandai Namco udostępnia więc całkiem złożony i nieźle przemyślany edytor awatara, gdzie możemy dostosować startowy strój, wygląd twarzy, fryzurę oraz posturę naszego ninja.

Gdy tę część zabawy mamy już za sobą trafiamy do malutkiego huba wzorowanego na centrum głównego miasta z serii Naruto. Tam znajdziemy sklepik z nowymi przedmiotami takimi jak broń, stroje, czy też dekoracje awatara. Deweloperzy mocno się tu postarali, albowiem w całym Naruto to Boruto jest ponad kilkanaście tysięcy itemków. Co ciekawe Soleil zaimplementowało w swoim dziele coś na wzór darmowych lootboksów z tą ważną różnicą, tutaj są nimi zdobywane w misjach i meczach online zwoje. Spokojnie, gra nie ma mikropłatności, zamiast tego nasze tajemnicze scrolle bez opłat wyceniamy w sklepie i dostajemy za to nagrody.

Dalej znajdziecie specjalną Karczmę Sakury, w której możemy zmienić swój wizerunek oraz ekwipunek pod każdą z czterech klas postaci, jaką możemy wybrać do walki. Po drugiej stronie placu stoi zaś Sasuke ze swoją akademią Trenerów VR, gdzie w trakcie samouczka wybieramy sobie jedną z kilku znanych w serii postaci, która ma być naszym nauczycielem. Ci są bardzo przydatni albowiem mogą nauczyć nas nowych technik jutsu, a do tego pomagają nam w solowych misjach treningowych. Początkowo dostępnych mistrzów jest mało, lecz kolejnych odkrywamy wraz z postępami w przygodzie.

Solidna rozgrzewka

Ostatnim przystankiem przed daniem głównym, jakim są tu sieciowe rozgrywki pvp, jest wizyta u Kakashiego, który prowadzi Arenę Ninjutsu VR. To właśnie tutaj po raz pierwszy mamy styczność z prawdziwą zabawą. Wyzwania jakie stawia przed nami bezlitosny mistrz podzielone są na kategorie od D do S, gdzie ich trudność oraz długość stopniowo wzrastają.

Niestety deweloperzy nie popisali się tu wyjątkową kreatywnością, przez co szybko zauważymy, że zadanka oparte są na dosłownie kilku prostych schematach. Będziemy tu przede wszystkim walczyć z pojawiającymi się przeciwnikami i lać ich w stylu typowych brawlerów. Następnie dojdą do tego ciężsi rywale oraz dosyć potężni bossowie, a na końcu Soleil rzuci nam zajmowanie punktów i eskortę towarzyszącej nam postaci - np Hinaty szukającej Naruto. Misje te można rozegrać zarówno w co-opie jak i solo, przy czym ta druga opcja jest na tyle fair, że pozwala na parę zgonów, o ile zmieścimy się w wyznaczonym limicie czasowym.

Lecz jak w przypadku takich produkcji zazwyczaj bywa, "kampania" jest tylko przystawką do zabawy sieciowej i w tym przypadku możemy liczyć na około 7 godzin przyjemności. Jeśli zaś chodzi o sam tryb multiplayer, ten podzielony został na cztery różne tryby rozgrywki. Zainteresowani stoczą tu liczne bitwy o przejęcie flagi bądź wyznaczonych baz, wezmą udział w drużynowym deathmatchu, a do tego będą konkurowali o zabicie bestii, gdzie dynamicznie będą zamieniać się rolą atakującego i broniącego tę bestię.

Czysto pod kątem projektu rozgrywki, Naruto to Boruto wykonuje swoją pracę bardzo dobrze. Każda z czterech klas postaci, czyli Napastnik, Strzelec, Obrońca i Uzdrowiciel, mają własny zestaw bardzo przydatnych technik jutsu i każdy z nich może okazać się bezcenną na polu bitwy - sama obecność medyka już sporo zmienia. Dostępne ruchy są zaś świetnie animowane, dzięki czemu wszystkich wojowników ogląda się bardzo przyjemnie. Wszelkie kopnięcia, ciosy bezpośrednie, wymachy mieczami, czary ofensywne oraz defensywne mają dużo efektów specjalnych i zgrabnie łączą się w combosy, co również daje sporo satysfakcji podczas zabawy.

Jest tu także pewien bajer związany z przemieszczaniem się, albowiem nasza postać może niczym Spider-Man wypuścić na pewną odległość linkę z hakiem, dzięki której przyciąga się do ściany - więc po spędzeniu kilku godzin z Peterem Parkerem, stałem się Ninja-Spider-Manem.

Festiwal klatek

Z racji tego, że swoją kopię recenzencka gry dostałem grubo po premierze, zdecydowałem, że nie będę się zbytnio śpieszył i sprawdzę jak dzieło Bandai Namco wspierane będzie tuż po swojej hucznej premierze, dlatego też tę recenzję wrzucam prawie 7 tygodni od dnia jej wypuszczenia na rynek.

Pierwotnie gracze narzekali na spore spadki płynności oraz duże lagi w meczach sieciowych, co w tego typu produkcji jest błędem niemalże krytycznym i pierwszym za co powinni się wziąć deweloperzy. Śmiało mogę potwierdzić, że aktualnie podczas starć lagi już praktycznie nie występują, co jednak nie oznacza, że zabawa jest super płynna. Frame-rate Naruto to Boruto nawet dziś woła o pomstę do nieba i miejscami potrafi spaść do takiego poziomu, że na ekranie dosłownie pokazuje się mały pokaz slajdów - dzieje się tak głównie w lobby oraz przy bardziej intensywnych pojedynkach.

Kolejnym sporym kłopotem produkcji Japończyków są także notoryczne problemy z rozłączającym się serwerem - na każde 100 prób połączenia się z szybkim meczem czy też rozgrywkami ligowymi, powodzeniem kończyło się zaledwie 50-60% z nich, co potrafi być mocno irytujące, gdy ma się już 8/8 graczy w pokoju gotowych do zabawy.

Jeśli zatem nie przeszkadzają wam takie zgrzyty kodu sieciowego oraz po prostu lubicie świat ninja i odnajdujecie się w nim jak ryba w wodzie, śmiało możecie dać szansę Naruto to Boruto: Shinobi Striker. W innym przypadku poczujecie się mocno rozczarowani.