Szwedzkie studio Zoink! dotychczas mogło pochwalić się popierdółkami na telefony, z czego jedna była oparta na licencji kreskówki Adventure Time. Z niej wynieść musieli ten głupawy i absurdalny, a przy tym niebywale rozbrajający humor. Pewnie dlatego w swoim debiucie na dużej konsoli postawili na dialogi i rozwiązywanie prostych zagadek.

Poznajcie testera kasków ochronnych Raya Wooda. Jest specjalistą w swym zawodzie - na głowę zrzucają mu ciężkie przedmioty, a ten bez wahania określa ile gwiazdek daje danemu kaskowi (czyli ile gwiazdek ma przed oczami). Jego spokojne życie wywraca się do góry nogami, kiedy z przelatującego samolotu wypada niezidentyfikowany ładunek i trafia go w głowę. Bohater wpada w śpiączkę, lecz to najmniejszy z jego problemów. Ładunek ten chce przejąć równie tajemniczy, co wpływowy The Man, a sam Ray zostaje wrobiony w morderstwo i szuka go policja.

Wypadek pozostawił po sobie ślad - nasz nieszczęśnik potrafi teraz czytać myśli innych osób oraz manipulować otoczeniem, a wszystkiemu winna jest „wielka różowa ręka spaghetti” wyrastająca z jego czerepu. Pozwala ona na szybkie przemieszczanie się między platformami, a wpływ na otoczenie ogranicza się do przeklejania rozmaitych naklejek. Co mają naklejki do jakiegokolwiek władania nad środowiskiem?

Sporo. Cały świat w Stick it to the Man stworzony jest z papieru. Każda z postaci jest płaska jak naleśnik, a efekty jak ogień czy krople deszczu to małe kawałki kartki z narysowaną odpowiednią ilustracją. Mało tego, czasem zaglądając komuś do świadomości, w typowej dla komiksów „myślowej” chmurce znajdziemy przydatne naklejki. Jako gra w dwuwymiarowym świecie z elementami platformowym, kojarzyć się może z LittleBigPlanet lub czymś stworzonym w szmaciakowym kreatorze.

Na szczęście pozostaje przygodówką. Naszym głównym zadaniem jest wysłuchiwanie myśli, kojarzenie faktów i używanie naklejek. Tutaj właśnie tkwi największa zaleta tytułu. Problemy napotkanych mieszkańców miasta (i nie tylko), ich przemyślenia i metody pomocy są przezabawne. I nie mam na myśli jakiegoś lekkiego uśmiechnięcia się pod nosem, a pełnoprawny wybuch śmiechu. Nie każdego mogą bawić proste żarty, ale jeśli wspominacie DeathSpanka z chichotem, nowa produkcja studia Zoink! jest obowiązkowym doświadczeniem.

By nie znudzić gracza, twórcy urozmaicili grę lokacjami z facetami w garniturach i policją. Wszyscy z różnych przyczyn chcą dorwać Raya i po natknięciu się na nich możemy spróbować skradania lub szybko przebiec, wykazując się zręcznością i spostrzegawczością. Nasz bohater jest odrobinę wolniejszy od dryblasów, ale dziwaczna ręka spaghetti potrafi przyciągnąć go do wbitej w otoczenie pinezki w zasięgu wzroku. Całość jest średnio wymagająca, ale bezproblemowe sterowanie i frajda z korzystania z łapy pozwalają odprężyć się przy minigierce, nawet jeśli dawno moglibyśmy ją zostawić i przejść dalej.

I to wszystko. Wchodzimy do umysłów, pomagamy nieznajomym i uciekamy przed osiłkami. Przy tym gra mocno się stara byśmy nie odczuli nudy - czynności rozmieścili w dobrych proporcjach, checkpointy ustawione są gęsto, a przy większych mapkach znajdziemy wygodne skróty, co by nie trzeba było zasuwać na drugi koniec planszy z buta. Śmierć nie kara gracza w żaden sposób, czyniąc Stick it to the Man bezstresową przygodą, a wszystkie dziesięć rozdziałów można na spokojnie zaliczyć w cztery godziny.

Czy warto? Jeśli widzicie w grze dłuższą komedię interaktywną - jak najbardziej. Kombinowanie z naklejkami jest oczywiste i nie ma tu absolutnie żadnego wyzwania dla szarych komórek, a samo uciekanie przed garniakami to zabawa na chwilę, więc nie należy traktować tytułu jako czegoś więcej niż banalnej przygodówki. Nie można mu jednak odmówić uroku i poczucia humoru twórców. Chcecie się pośmiać, a cena Was nie przeraża? Nie ma na co czekać, to jeden z lepszych wyborów.