Pierwsze LittleBigPlanet okazało się rewolucyjne pod praktycznie każdym względem. Z pozoru zwykły platformer, urzekający słodkim wyrazem twarzy (włóczki?) głównego bohatera oraz ogromem możliwości edytora plansz, ostatecznie okazały się receptą na sukces. Po co więc psuć coś, co działało wręcz idealnie? No właśnie. Media Molecule nie silili się na naprawianie doskonale funkcjonującej produkcji. Efekt? LittleBigPlanet 2 to praktycznie ta sama gra. Różnica polega na tym, że całość jest większa, lepsza i zdecydowanie bardziej kozacka. I posiada pierdyliard możliwości, których prawdopodobnie nawet i za 5 lat nie będziemy w pełni świadomi. Po prostu. Graficznie i w kwestii technicznej gra nie zmieniła się praktycznie wcale. Niby szmaciaki zostały dopasione do wysokiej rozdzielczości, ale prawdę powiedziawszy... nawet na telewizorze wysokiej klasy raczej tego nie widać. Nie o to w LBP2 jednak chodzi, a o ilość nowinek, w które zaimplementowana została gra. Złośliwi mówią, że DLC mogłoby załatwić sprawę. Oczywiście, jeśli mowa o DLC o wartości 1000 PLN, to może i tak. Śmiać mi się chcę, gdy widzę podobne komentarze na różnych internetowych forach. Gra jest napchana nowościami do tego stopnia, że chciałabym, by każda kontynuacja mogła poszczycić się takim wynikiem. Ale po kolei...

Po pierwsze, pełna polska wersja językowa z takimi gwiazdami jak chociażby Piotr Fronczewski miażdży i jest ogromnym ułatwieniem, jeżeli do gry zasiada dziecko. Całość została zrealizowana bardzo profesjonalnie, a słownictwo dostosowano tak, by nie obrażało ono dorosłego użytkownika i było zrozumiałe dla szkraba. Polonizacja nie ustrzegła się oczywiście mniejszych lub większych potknięć, ale koniec końców w wirze rozgrywki i tak nie będziemy zwracać uwagi na taki czy inny błąd lub... błędzik. Po drugie, LBP2 to gra DLA KAŻDEGO. Dziecko będzie się z nim idealnie bawić ze względu na ciekawie zrealizowany tryb dla pojedynczego gracza (który tak właściwie można przechodzić nawet w czwórkę!), dodatkowo będąc świadkiem prześlicznej i wymagającej pomyślunku bajeczki. Z drugiej strony barykady mamy dorosłych, którzy w edytorze tworzenia własnych poziomów będą mieli nie lada problemy, by wszystko ogarnąć. Mam być szczera? W momencie, w którym pierwszy raz uruchomiłam LBP2 i weszłam do opcji tworzenia własnych plansz, najzwyczajniej w świecie mnie zamurowało. Ilość elementów z których możemy "poskładać" otoczenie, postaci, kolorów, lamp, gwiazdek, kawałków desek, filarów podtrzymujących balkony, doniczki, muchy, zwierzęta, mechaniczne stwory, krzaki, deski, fiołki... Chyba zgubiłam się w zdaniu, ale nie może być inaczej, skoro edytor oferuje NIEZLICZONĄ wręcz ilość możliwości. Efekt? Musiałam odłożyć przygodę ze Szmaciakiem na drugi dzień. Ogarnianie LBP2 o godzinie 23:00 to niezbyt mądry pomysł, jeśli na drugi dzień trzeba na 10:00 lecieć do pracy do redakcji...

Tryb fabularny, czyli zestaw przygotowanych przez twórców plansz na potrzeby historii gry, kręci się wokół inwazji morderczego, szyderczo śmiejącego się odkurzacza, który postanowił najechać Avalonię - świat zamieszkiwany przez najbardziej kreatywne istoty w galaktyce. Oprawca nazywa się Negativitron i... ostatecznie pożera on Szmatka! Całe szczęście, że w pobliżu znajdował się Larry Da Vinci (naprawdę?), który wzorem swojego renesansowego odpowiednika ma w zanadrzu kilka, mających na celu zneutralizowanie śmiercionośnego agresora, asów w rękawie. Nie wiem czy wiecie, ale w świecie LBP2 powstał nawet specjalny partyzancki ruch oporu, nazwany na potrzeby gry "Sojuszem". I właśnie do tej organizacji zostaniemy wcieleni, wykonując misje mające na celu ostatecznie wyparcie bezczelnego zasysacza ze świata kolorami i Szmaciakami płynącego. Avalonia to przecież przepiękna kraina i nie można pozwolić, by zagrożone były nie tylko sny, ale i "twórcze idee oraz super-pomysły". Co trzeba podkreślić tu i teraz, w grze jest bardzo dużo przerywników filmowych. Sprawia to, że zamiast czytać tekst pojawiający się w dymkach, jak w pierwszym LBP, tym razem możemy rozsiąść się wygodnie w fotelu i oglądać sceny, w której Szmaciaki dyskutują, biją się, biegają i robią gro różnych innych rzeczy. Plus! Nazwisko Da Vinci zobowiązuje, mamy przecież do czynienia z najwybitniejszym konstruktorem epoki Renesansu, który w grach pojawił się chociażby ostatnio, w Assassin's Creed: Brotherhood. Boski wynalazca Larry (pamiętajcie, nie Leonardo!) oferuje nam kilka nowych przyrządów, których na próżno szukać w pierwszym LittleBigPlanet. Jakie to dokładnie nowości? Pozwolę sobie pojechać od punktów:

Chwytonator - specjalna rękawiczka umożliwiająca podnoszenie, przenoszenie, a także rzucanie ciężkimi przedmiotami, takimi jak chociażby głazy czy stalowe klocki. Jak patent sprawdza się w samej grze? Dzięki wrzuceniu w jedno i to samo miejsce kilku klocków możemy śmiało dostać się do miejsc początkowo niedostępnych, układając sobie coś w rodzaju schodów. Możemy też naprawiać zniszczone konstrukcje w świecie gry, jak chociażby płoty. Co jednak najciekawsze, rękawiczka spełnia się też w walce z przeciwnikami! Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by rzucony w nas przedmiot "przechwycić" i odrzucić przeciwnikowi prosto w twarz. A jeśli to granat lub inna bomba, to tym lepiej. Kotwica - odpowiednik linki z hakiem ze znanych i lubianych przez wszystkich Wormsów lub serii Bionic Commando. Do czego służy? Dzięki niej możemy, zaczepiając się o jeden przedmiot, przeskoczyć z miejsca na miejsce, zaczepiając się oczywiście o drugi w trakcie lotu. Co więcej, kotwica spełnia szereg innych funkcji, jak chociażby przyciąganie do siebie przedmiotów na odległość. W związku z tym, że długość linki od kotwicy zmienia się dynamicznie, nic nie stoi na przeszkodzie byśmy zaczepili się o coś nad wielką rozpadliną i spuścili się w dół, by zebrać potrzebne nam duperelki.

To jeden z bardziej przydatnych w grze przyrządów. A jeśli dołożyć do tego fakt, iż zdecydowanie udynamicznia ona rozgrywkę, całość wydaje się być naprawdę świetnie wkomponowanym w świat LBP2 gadżetem. Kreatynator - przedmiot wyglądający niczym górniczy kask, który strzela tym, czego tylko zapragnie sobie gracz. Nic nie stoi na przeszkodzie, by strzelać lepiącymi się ciastkami otwierającymi różne przejścia, głazami rozwalającymi przeciwników, kulami śniegowymi przewracającymi wrogów, wodą która jest niezbędna do gaszenia wszelkich pożarów czy kwiatkami, krzesełkami lub... ogórkami (!). Jeśli tylko potrafisz logicznie myśleć, z pewnością znajdziesz więcej zastosowań Kreatynatora, który zdaje się być najbardziej wielofunkcyjnym urządzeniem w całym LBP2!

Możemy gasić pożary, ale także podlewać kiełkujące tu i ówdzie na planszach roślinki. Dzięki temu Szmaciak kilkoma chluśnięciami wody potrafi zmienić mocno architekturę otoczenia, torując sobie właśnie dzięki dojrzałym rośliną drogę w miejsce, które wcześniej było dla niego zwyczajnie nieosiągalne. Fajna rzecz, choć używamy jej naprawdę okazjonalnie. Jakby tego było mało, nowością są także Sackboty oraz mechaniczne zwierzaki, za sterami których Szmaciak może bez problemu zasiąść. Gdy do gry wrzucamy robociki stworzone na wzór Szmaciaka, całość zmienia się w kultowe już Lemmingi. Blaszaki latają za Szmaciakiem gęsiego. Potrafią poczęstować przeciwników z laserka-blasterka lub włączyć odpowiednie mechanizmy, które ostatecznie umożliwią słodziakowi dostanie się we wcześniej niedostępne miejsce. Są strasznie głupi, ale taki już ich urok. Mało tego, gdy zasiadamy za sterami roboto-zwierzaków, gra nabiera wtedy tempa niczym najlepszej jakości strzelaniny rodem z Amigi! Możemy latać na grzbiecie pszczoły, która doskonale radzi sobie ze zmasowanymi atakami lotniczymi. A my czujemy się, jakbyśmy byli w którejś z odsłon kultowej helikopterowej serii Apache. Ale, ale! Jeśli mamy zamiar zostać na ziemi i poskakać oponentom po głowach, nic nie stoi na przeszkodzie by wezwać mechanicznego królika. Gra ze strzelaniny momentalnie zmienia się wtedy w zręcznościówkę, albowiem gracz potrzebuje małpiego wręcz refleksu, by trafić łapami króliczyska w łby wyskakujących zewsząd potworów. Jest jeszcze kilka innych zwierząt, ale ich roli tutaj niestety nie poznacie. Recenzja to nie instrukcja obsługi i zachęcam do samodzielnego odkrycia reszty atrakcji.

Myślicie, że to już koniec? Ani mi się śni! Nasz Szmaciak trafi też w tak niecodzienne miejsca jak do... płuc oraz serca bliżej niesprecyzowanego organizmu, by za chwilę doszło do nawalanki z bossem oraz zupełną zmianą ustawienia kamery, przez co na początku czujemy się nieco zdezorientowani, ale ostatecznie i tak ostro mu dokopujemy i idziemy dalej. Główny wątek fabularny to łącznie 7 zróżnicowanych światów. Są plansze stworzone z ciastek, ociekające lukrem, dziejące się w egipskich ciemnościach, plansze lotnicze, w grze znajduje się także wiele zabawy z grawitacją, ilość opcji oraz serwowanym przez twórców patentów jest zwyczajnie niezliczona. Niestety, główny tryb fabularny to raptem 5 godzin zabawy przy pierwszym podejściu. Oczywiście, jeśli tylko chcecie poszukać dodatkowych kluczy czy dodatków, droga wolna, jednak nie jestem skłonna uwierzyć, że trzy- lub czterokrotnie przechodziliście jeden i ten sam poziom bez uczucia nudy i rutyny. Dla ludzi, którzy zakupili LBP2 po to by spędzać z nim czas w edytorze poziomów, będzie to idealne wprowadzenie w świat i nowe możliwości Szmaciaka. I tak moim zdaniem należy tryb Opowieści traktować. Jednak gracze, którzy nie mają zamiaru zagłębiać się w niuanse najnowszej produkcji Media Molecule, zwyczajnie poczują się nie tyle rozczarowani, co oszukani. Inna sprawa, że po premierze gry, właściwie już dziś powstały tysiące poziomów stworzonych przez samych graczy i udostępnionych poprzez PSN.

Problem w tym, że siedząc dziś przed konsolą około 5 godzin nie udało mi się znaleźć ani jednej, zrealizowanej logicznie i z pomysłem planszy! Jestem pewna, że z biegiem czasu będzie ich więcej, jednak oceniamy grę jako stan faktyczny, a ten w trybie gry dla pojedynczego gracza nie jest satysfakcjonujący. Powiem więcej, jest skandalicznie krótki i nie prezentuje wszystkich możliwości z pierwszego LBP! Powoduje to, że jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę ze Szmaciakiem od drugiej części tej wspaniałej serii, nie jest w stanie ogarnąć wszystkich możliwości oferowanych przez ten tytuł. Wniosek? Jego plansze będą mniej pomysłowe i mniej zróżnicowane, co powoduje później wielki śmietnik planszowy LBP2, w którym zaledwie 1 na 100 leveli okazuje się być godny uwagi i wart naszego cennego czasu. Narzekam jednak tylko dziś. Jestem pewna, że za miesiąc lub dwa uda się przeprowadzić prawdziwie rzetelną selekcję poziomów dobrych i złych, a wtedy problem zniknie.

Trzeba też jasno i dobitnie zaznaczyć, że gra jest dużo krótsza i łatwiejsza od poprzedniczki. Media Molecule postanowili wykonać niski ukłon w stronę graczy niedzielnych, przez co poziom trudności gry rośnie dopiero w momencie, w którym chcemy poszukać dodatkowych kluczy udostępniających nam miejscówki specjalne. Najwspanialszy jest jednak fakt, że dopiero teraz wgryziemy się w aspekt online oraz rozbudowanego edytora plansz...

Edytor poziomów w LittleBigPlanet 2 nie oferuje nie tylko możliwość tworzenia nowych plansz na silniku gry. Zamiast tego, możemy stworzyć całe schematy składające się z oskryptowanych wydarzeń, wypełnione mini-grami oraz ciekawymi patentami, których praktycznie nie można tutaj zliczyć! Opcji są tysiące, o ile nie setki tysięcy i tylko od pomysłowości oraz kreatywności gracza zależy jaki poziom uda mu się wykonać. Możemy tworzyć własne przerywniki filmowe, układać według własnego widzimisię przedmioty na planszy, robić Szmaciakom utrudnienia w postaci rozpadlin wypełnionych chociażby lawą. Możemy wykorzystać także ciemność oraz przymus odnajdowania specjalnych świetlików, które wskażą drogę Szmaciakowi. Serio. Gdy po raz pierwszy trafiłam do owego edytora, zwyczajnie nie mogłam pozbierać się po zobaczeniu ilości dostępnych tam wariantów i opcji. Co jednak ważniejsze, całość została dokładnie zademonstrowana i opisana przez Media Molecule, więc nawet totalny laik po kilku godzinach spędzonych z grą będzie w stanie ogarnąć zasady nią rządzące i... może wtedy uda mu się stworzyć jakiś ciekawy level. Inna sprawa, że by tworzyć naprawdę odjechane plansze, w LBP2 trzeba po prostu umieć grać. W związku z tym pierwsze 2 godziny spędzone w edytorze poziomów są decydujące. W przypadku gdy nie przypadnie nam on do gustu, to po skończeniu Singla pozostaje nam tylko liczenie na naprawdę dobre plansze stworzone przez użytkowników PlayStation 3, albo... rzucenie grą na półkę.

Co świadczy o nieograniczonych możliwościach edytora? Chociażby fakt, że możesz w nim stworzyć nie tylko grę platformową, ale także symulację bilarda, wyścigi na modłę Micro Machines, scrollowaną strzelankę będącą ukłonem w stronę 8-bitowych konsol, a także grę sportową lub pinball. Mało tego, przed premierą gry naoglądaliśmy się filmików pozwalających stworzyć w świecie gry FPS-a oraz wysokiej jakości bijatykę, z Kratosem krzyczącym na cały głos "I am Kratos and I will kill you!". Można zrobić tutaj szmaciankową imitację Wolfensteina, można odwzorować popularne Flow. Jak dowiedli redaktorzy PPE, można nawet stworzyć w grze bajkowego Windowsa! Oczywiście, wszystkie stworzone przez nas gierki nie dorównują głębią swoim prawdziwym odpowiednikom i często opierają się o banalne zasady, jednak nikt nie oczekiwał od LBP2, by można było w nim tworzyć rozbudowane dialogowo gry RPG. Choć kto wie, co zrodzi się w umysłach Media Molecule przy okazji tworzenia LittleBigPlanet 3... Mogę jedynie potwierdzić, iż takie wspaniałości naprawdę można stworzyć w LittleBigPlanet 2. Inna sprawa, że zwyczajnie trzeba mieć łeb na karku, by tego dokonać. I myśleć bardziej kreatywnie, niż przeciętny Kowalski. Wtedy sukces nie tylko Twój, ale i stworzonej przez Ciebie planszy jest murowany. Jak głosi reklama LBP2 w polskiej prasie, w świecie Szmaciaka powstało już dokładnie 3.323.841 poziomów, a kolejne wciąż wrzucane są na serwer. Jestem pewna, że po premierze LittleBigPlanet 2, która odbyła się już wczoraj, liczba ta zostanie pobita co najmniej trzykrotnie. Ilość możliwości oferowanych przez edytor jest bowiem nieograniczona. Dla niektórych zwyczajnie nie do ogarnięcia, co świadczy tylko o potędze designerskiej owego dzieła. Tak, LBP2 to dzieło. A Brytyjczycy z Media Molecule mogą sami okrzyknąć się mianem artystów XXI wieku...

O LittleBigPlanet 2 można by pisać i pisać. Mam świadomość, że nie przekazałam Wam absolutnie wszystkich potrzebnych informacji na temat gry. Wiedzcie jednak, że nie muszę. Pomimo kilku potknięć przy procesie dewelopingu oraz skandalicznie krótkiego czasu trybu Opowieści jestem pewna, że z czasem, w miarę upływu miesięcy, na serwerach PSN zaczną pojawiać się naprawdę zgrabnie zaprojektowane plansze. A my będziemy spędzać z tym tytułem kolejne godziny, dni, miesiąca, z pewnością nawet i lata. Aż do premiery LittleBigPlanet 3. I wtedy również będziemy pisać, iż spodziewaliśmy się czegoś więcej. I że DLC załatwiłoby sprawę. I wiecie co? Ostatecznie i tak postawimy bardzo wysoką ocenę. Bo pomimo pewnej odtwórczości w materii mechaniki rozgrywki oraz oprawy graficznej sprzed trzech lat, LittleBigPlanet 2 to tytuł, który samotnie króluje w stworzonym przez siebie gatunku gier. Gier, w których główny tryb fabularny jest tak naprawdę tylko początkiem. Gier, w których sama gra to tylko początek. Absolutny must-have dla każdego posiadacza PlayStation 3. Musisz w to zagrać!