To jest lepsza pozycja niż myślicie, czyli mamy God of Wara w domu
W świecie PlayStation panuje ostatnio spore poruszenie. Fani Kratosa z niecierpliwością wyczekują każdej, nawet najmniejszej plotki o kolejnych krokach Santa Monica Studio, a w międzyczasie Sony wykonuje ruch, który przeszedłby niemal bez echa, gdyby nie czujność graczy.
Do biblioteki PS Plus Extra trafiło w poprzednim miesiącu Echoes of the End - cicha perła z 2025 roku, która udowadnia, że miano „God of Wara w domu” wcale nie musi być obelgą. Wręcz przeciwnie, to komplement dla gry, która potrafi dostarczyć to, za co kochamy największe hity, ale w nieco skromniejszej oprawie.
Często narzekamy, że współczesne gry są zbyt wielkie, zbyt rozmyte i przeładowane niepotrzebną treścią. Echoes of the End idzie pod prąd tym trendom, serwując nam konstrukcję rozgrywki, która budzi natychmiastowe skojarzenia z najlepszymi przygodówkami akcji ostatnich lat. Jeśli graliście w najnowsze przygody Kratosa lub zeszłoroczne, świetne Banishers: Ghosts of New Eden, poczujecie się tu jak u siebie. To ten sam typ „szerokich korytarzy”, które dają złudzenie swobody, ale prowadzą nas pewną ręką przez gęstą opowieść.
Powiązania z God of Warem
Struktura gry to klasyka gatunku w nowoczesnym wydaniu. Zwiedzamy dość zamknięte, pieczołowicie zaprojektowane lokacje, które nie przytłaczają nas setkami znaczników na mapie. Zamiast tego skupiamy się na otoczeniu, szukając przejść, ukrytych notatek i elementów środowiskowych, które pozwalają nam posunąć się naprzód. To podejście sprawia, że każda znaleziona znajdźka ma większą wagę, a my nie mamy poczucia marnowania czasu na jałowe bieganie po pustym świecie.
W centrum wszystkiego stoi współpraca. Echoes of the End nie pozwala nam na samotną wędrówkę, co jest kolejnym punktem wspólnym z God of War. Ciągła interakcja z towarzyszami to nie tylko tło dla fabuły, ale fundament gameplayu. Razem rozwiązujemy zagadki środowiskowe, które wymagają koordynacji i myślenia, a nie tylko szybkiego palca na spustu. To buduje więź z postaciami, której często brakuje w wielkich produkcjach typu sandbox.
Warstwa fabularna to najmocniejszy punkt programu. Twórcy z Islandii postawili na dojrzałą, momentami intymną historię, która nie boi się trudnych pytań. W Echoes narracja nie jest tylko przerywnikiem między walkami - ona przenika każdą czynność, jaką wykonujemy. Dialogi podczas eksploracji, komentarze do znajdowanych przedmiotów i świetnie napisane interakcje sprawiają, że świat gry wydaje się żywy i wiarygodny, mimo swojej fantastycznej otoczki.
Walka, choć przypomina tę z przygód Kratosa, ma swój własny rytm. Jest mięsista, wymagająca i zmusza do korzystania z umiejętności naszych towarzyszy. Nie jest to może poziom płynności, jaki widzieliśmy w starciach z Walkiriami, ale daje mnóstwo satysfakcji. Każdy wróg wymaga nieco innego podejścia, a ograniczone zasoby sprawiają, że do starć podchodzimy z należytym respektem, co tylko potęguje klimat survivalu w nieprzyjaznym świecie. Nie wspominając już o projekcie lokacji, który nawiązuje do nordyckich aspektów, a co ważniejsze, robi to bardzo dobrze. Ośnieżone góry, przybłocone, zalesione tereny czy chatki na odludziu to coś wspaniałego i dodającego klimatu.
Budżetowość przebija się gdzieniegdzie
Oczywiście, trzeba otwarcie powiedzieć o „słoniu w pokoju” - budżecie. Echoes of the End to gra segmentu AA i to widać. Jeśli oczekujecie animacji twarzy na poziomie The Last of Us Part II, możecie poczuć lekki zawód. Ruchy postaci bywają momentami sztywne, a przejścia między animacjami nie zawsze są tak gładkie, jak byśmy sobie tego życzyli. To właśnie ta „budżetowość”, o której często wspominają krytycy, przypominając, że nie za wszystkim stoi sztab tysiąca grafików.
Recenzje na Steamie i opinie branżowych ekspertów są jednak nadzwyczaj zgodne: te braki w szlifie nie zabijają ducha gry. Użytkownicy chwalą niesamowitą atmosferę i unikalny styl wizualny, który nadrabia braki techniczne świetnym kierunkiem artystycznym. Gra potrafi zachwycić krajobrazami, które zapierają dech w piersiach, nawet jeśli przyjrzymy się bliżej i zauważymy, że niektóre tekstury mogłyby być ostrzejsze.
Warto wspomnieć o minusach, aby obraz był pełny. Oprócz wspomnianych animacji, niektórzy narzekać można również na okazjonalne problemy z pracą kamery w ciasnych pomieszczeniach oraz sporadyczne błędy techniczne, które potrafią wybić z imersji. Nie są to jednak wady dyskwalifikujące, zwłaszcza w dobie patchowania gier na bieżąco, a biorąc pod uwagę skalę zespołu deweloperskiego, i tak wykonano tu tytaniczną pracę.
Podobieństwo do Banishers jest tu nieprzypadkowe. Obie gry celują w tę samą niszę - gracza, który chce głębokiej opowieści, ciekawej relacji między bohaterami i satysfakcjonującej eksploracji w kontrolowanych warunkach. Echoes of the End to idealny przykład gry, która wie, czym chce być i nie stara się na siłę kopiować trendów, które do niej nie pasują. To rzetelny kawał rzemiosła z ogromnym sercem do opowiadania historii.
Zaleta dodania tej gry do PS Plus Extra jest nie do przecenienia. To idealny model dystrybucji dla takich „cichych perełek”. Gracze, którzy mogli przegapić premierę w 2025 roku, teraz mogą sprawdzić ją bez dodatkowych kosztów, co często prowadzi do odkrycia ich nowej ulubionej marki. To właśnie w takich usługach gry AA odnajdują drugie życie, budując wokół siebie lojalną społeczność. Sam skorzystałem i nie żałuję.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych