To jest lepsza pozycja niż myślicie, czyli mamy God of Wara w domu

To jest lepsza pozycja niż myślicie, czyli mamy God of Wara w domu

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 13:00

W świecie PlayStation panuje ostatnio spore poruszenie. Fani Kratosa z niecierpliwością wyczekują każdej, nawet najmniejszej plotki o kolejnych krokach Santa Monica Studio, a w międzyczasie Sony wykonuje ruch, który przeszedłby niemal bez echa, gdyby nie czujność graczy.

Do biblioteki PS Plus Extra trafiło w poprzednim miesiącu Echoes of the End - cicha perła z 2025 roku, która udowadnia, że miano „God of Wara w domu” wcale nie musi być obelgą. Wręcz przeciwnie, to komplement dla gry, która potrafi dostarczyć to, za co kochamy największe hity, ale w nieco skromniejszej oprawie.

Dalsza część tekstu pod wideo

Często narzekamy, że współczesne gry są zbyt wielkie, zbyt rozmyte i przeładowane niepotrzebną treścią. Echoes of the End idzie pod prąd tym trendom, serwując nam konstrukcję rozgrywki, która budzi natychmiastowe skojarzenia z najlepszymi przygodówkami akcji ostatnich lat. Jeśli graliście w najnowsze przygody Kratosa lub zeszłoroczne, świetne Banishers: Ghosts of New Eden, poczujecie się tu jak u siebie. To ten sam typ „szerokich korytarzy”, które dają złudzenie swobody, ale prowadzą nas pewną ręką przez gęstą opowieść.

Powiązania z God of Warem

Echoes of the End #6
resize icon

Struktura gry to klasyka gatunku w nowoczesnym wydaniu. Zwiedzamy dość zamknięte, pieczołowicie zaprojektowane lokacje, które nie przytłaczają nas setkami znaczników na mapie. Zamiast tego skupiamy się na otoczeniu, szukając przejść, ukrytych notatek i elementów środowiskowych, które pozwalają nam posunąć się naprzód. To podejście sprawia, że każda znaleziona znajdźka ma większą wagę, a my nie mamy poczucia marnowania czasu na jałowe bieganie po pustym świecie.

W centrum wszystkiego stoi współpraca. Echoes of the End nie pozwala nam na samotną wędrówkę, co jest kolejnym punktem wspólnym z God of War. Ciągła interakcja z towarzyszami to nie tylko tło dla fabuły, ale fundament gameplayu. Razem rozwiązujemy zagadki środowiskowe, które wymagają koordynacji i myślenia, a nie tylko szybkiego palca na spustu. To buduje więź z postaciami, której często brakuje w wielkich produkcjach typu sandbox.

Warstwa fabularna to najmocniejszy punkt programu. Twórcy z Islandii postawili na dojrzałą, momentami intymną historię, która nie boi się trudnych pytań. W Echoes narracja nie jest tylko przerywnikiem między walkami - ona przenika każdą czynność, jaką wykonujemy. Dialogi podczas eksploracji, komentarze do znajdowanych przedmiotów i świetnie napisane interakcje sprawiają, że świat gry wydaje się żywy i wiarygodny, mimo swojej fantastycznej otoczki.

Walka, choć przypomina tę z przygód Kratosa, ma swój własny rytm. Jest mięsista, wymagająca i zmusza do korzystania z umiejętności naszych towarzyszy. Nie jest to może poziom płynności, jaki widzieliśmy w starciach z Walkiriami, ale daje mnóstwo satysfakcji. Każdy wróg wymaga nieco innego podejścia, a ograniczone zasoby sprawiają, że do starć podchodzimy z należytym respektem, co tylko potęguje klimat survivalu w nieprzyjaznym świecie. Nie wspominając już o projekcie lokacji, który nawiązuje do nordyckich aspektów, a co ważniejsze, robi to bardzo dobrze. Ośnieżone góry, przybłocone, zalesione tereny czy chatki na odludziu to coś wspaniałego i dodającego klimatu.

Budżetowość przebija się gdzieniegdzie

Echoes of the End #7
resize icon

Oczywiście, trzeba otwarcie powiedzieć o „słoniu w pokoju” - budżecie. Echoes of the End to gra segmentu AA i to widać. Jeśli oczekujecie animacji twarzy na poziomie The Last of Us Part II, możecie poczuć lekki zawód. Ruchy postaci bywają momentami sztywne, a przejścia między animacjami nie zawsze są tak gładkie, jak byśmy sobie tego życzyli. To właśnie ta „budżetowość”, o której często wspominają krytycy, przypominając, że nie za wszystkim stoi sztab tysiąca grafików.

Recenzje na Steamie i opinie branżowych ekspertów są jednak nadzwyczaj zgodne: te braki w szlifie nie zabijają ducha gry. Użytkownicy chwalą niesamowitą atmosferę i unikalny styl wizualny, który nadrabia braki techniczne świetnym kierunkiem artystycznym. Gra potrafi zachwycić krajobrazami, które zapierają dech w piersiach, nawet jeśli przyjrzymy się bliżej i zauważymy, że niektóre tekstury mogłyby być ostrzejsze.

Warto wspomnieć o minusach, aby obraz był pełny. Oprócz wspomnianych animacji, niektórzy narzekać można również na okazjonalne problemy z pracą kamery w ciasnych pomieszczeniach oraz sporadyczne błędy techniczne, które potrafią wybić z imersji. Nie są to jednak wady dyskwalifikujące, zwłaszcza w dobie patchowania gier na bieżąco, a biorąc pod uwagę skalę zespołu deweloperskiego, i tak wykonano tu tytaniczną pracę.

Podobieństwo do Banishers jest tu nieprzypadkowe. Obie gry celują w tę samą niszę - gracza, który chce głębokiej opowieści, ciekawej relacji między bohaterami i satysfakcjonującej eksploracji w kontrolowanych warunkach. Echoes of the End to idealny przykład gry, która wie, czym chce być i nie stara się na siłę kopiować trendów, które do niej nie pasują. To rzetelny kawał rzemiosła z ogromnym sercem do opowiadania historii.

Zaleta dodania tej gry do PS Plus Extra jest nie do przecenienia. To idealny model dystrybucji dla takich „cichych perełek”. Gracze, którzy mogli przegapić premierę w 2025 roku, teraz mogą sprawdzić ją bez dodatkowych kosztów, co często prowadzi do odkrycia ich nowej ulubionej marki. To właśnie w takich usługach gry AA odnajdują drugie życie, budując wokół siebie lojalną społeczność. Sam skorzystałem i nie żałuję.

Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper