Daredevil: Odrodzenie (2025) – recenzja 2. sezonu serialu [Disney]. Walka o przyszłość miasta

Daredevil: Odrodzenie (2025) – recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Disney]. Walka o przyszłość miasta

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 14:25

Matt Murdock zaginął, ale Daredevil wciąż walczy. Pod rządami Wilsona Fiska, Nowy Jork zamienił się w miasto policyjne, gdzie specjalnie wyszkoleni agenci mogą aresztować każdego, kogo podejrzewają o bycie zamaskowanym, samozwańczym stróżem prawa. Z wierzchu, sytuacja wydaje się iść ku lepszemu, przestępczość spada. Lecz prawda kryje się tuż pod powierzchnią, gdzie zamiast Wilsona Fiska, miastem rządzi Kingpin.

Pierwszy sezon “Daredevil: Odrodzenie” bardzo przypadł mi do gustu. Jasne, ta pierwsza scena akcji wyglądała trochę plastikowo, a zakończenie wkurzyło mnie do granic możliwości, ponieważ wcale zakończeniem nie było, ale szczerze wierzyłem, że Matt Cord, Chris Ord i Dario Scardapane wiedzą co robią i jeszcze dowiozą nam ten finał. Minął rok. Mam już za sobą wszystkie odcinki drugiego sezonu serialu, więc mogę śmiało powiedzieć, że... jest bardzo dobrze!

Dalsza część tekstu pod wideo

Jedną z pierwszych rzeczy, które rzuciły mi się w oczy, kiedy skanowałem wzrokiem każdą kolejną klatkę filmu w poszukiwaniu jego specyficznej gęby, była odczuwalna nieobecność Punishera w serialu. Byłem pewien, że sposób, w jaki pożegnaliśmy się z nim w pierwszym sezonie oznacza, że powróci on gdy tylko rozwiązany zostanie wątek bezprawnego przetrzymywania ludzi w odosobnieniu. I moment ten, oczywiście, w końcu nadchodzi, a Franka jak nie było, tak nie ma. Okazuje się jednak, że Disney ma dla niego po prostu inny plan. Już 12. maja na Disney+ ma ukazać się odcinek specjalny poświęcony jego historii po pierwszym sezonie, który – zapewne – doprowadzi nas do sytuacji, w której zastajemy go w „Spider-Man: Brand new day”. Trochę szkoda, ale z drugiej strony, to nie jest jego historia. Niech ma czas i miejsce na swoją.

Daredevil: Odrodzenie (2025) – recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Disney]. Życie naśladuje sztukę?

Drugi sezon „Odrodzenia” jest chyba jeszcze bardziej polityczny, niż pierwszy. Sytuacja w Nowym Jorku stała się bardzo podobna do tego, co Donald Trump i ICE wyprawiają w naprawdę w całych Stanach Zjednoczonych i nie wiem, jak scenarzyści to zrobili, że przewidzieli to już pisząc pierwszy sezon. Specjalna jednostka zadaniowa Kingpina łapie ludzi, wobec których ma choćby cień podejrzenia o to, że mogą mieć sekretną tożsamość, używa przemocy, a schwytanych ludzi – czasami wcale nie supków, a najzwyklejszych w świecie przeciwników politycznych i osoby, które Fisk pragnie uciszyć – zamyka w tajnym więzieniu, o którym opinia publiczna nie ma pojęcia. Wszystko to w imię „lepszego” Nowego Jorku. 

Szalenie ciekawe w tym, jak Vincent D'Onofrio gra Kingpina jest to, że on chyba naprawdę wierzy w to, że jego działania pomagają miastu, pozostając kompletnie ślepym na to, jak podobnie brzmi opis ludzi w maskach oraz jego jednostki specjalnej. Oczywiście to nie tak, że jest on kompletnie oddany miastu. Pod stołem wciąż załatwiane są biznesy Kingpina i tu na scenę ponownie wchodzi Daredevil (Charlie Cox), tym razem ubrany w czarną wersję swojego ikonicznego stroju, z delikatnie zaakcentowanym na czerwono DD na klatce piersiowej. Nie jest jednak w tej walce sam – zdaje sobie sprawę, że jeśli Kingpin ma zostać pokonany, trzeba go wystawić na widok społeczeństwa, załatwić sprawę legalnie. W działaniach wspiera go, oczywiście, Karen Page (Deborah Ann Woll), Cherry (Clark Johnson) i działająca na dwa fronty BB Urich (Genneya Walton), a w dalszej części sezonu dołączy do nich jeszcze choćby młoda Angela del Toro (Camila Rodriguez), czyli spadkobierczyni mocy Białego Tygrysa. Zawiodą się jednak ci, którzy liczyli na jej debiut w kostiumie – to historia na inny czas.

Daredevil: Odrodzenie (2025) – recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Disney]. To historia całego miasta

Prócz samej walki Daredevil vs Kingpin, drugi sezon „Odrodzenia” oferuje jeszcze kilka interesujących wątków. Wracamy do doktor Heather Glenn (Margarita Levieva), cierpiącej na zespół stresu pourazowego po tym, jak nieomal straciła w zeszłym sezonie życie z rąk Muse'a. Jej problemy psychiczne są interesujące same w sobie, ale reżyserzy w paru momentach oferują również interesujący zabieg wizualny związany z jej utratą kontroli nad sobą – kamera obraca się szybko o kilkanaście stopni za każdym razem, gdy przysłowiowy grunt usuwa się jej spod nóg, bardzo stopniowo ją „przewracając”. Odrobinę zawiódł mnie sposób, w jaki scenarzyści podeszli do postaci Swordmana (Tony Dalton), który w całym sezonie jest przede wszystkim przykładem tego, co Fisk robi z zatrzymanymi ludźmi, nie mając prócz tego nic innego do roboty. Gdzie indziej, Bullseye (Wilson Bethel) działa na własną rękę, zachowując się jak wściekły pies spuszczony ze smyczy – jakby bez celu atakując przypadkowe osoby. Jego sceny charakteryzują się ciekawą choreografią i zdrową dawką adrenaliny, ponieważ nigdy nie możemy być pewni, co za chwilę się wydarzy. Spieszę jednak donieść, że scenariusz ma na niego plan i ostatecznie jego historia jest całkiem smutna, nacechowana silnymi emocjami – podobnie jak powracający wątek relacji BB i Daniela Blake'a (Michael Gandolfini), ale o tym to już w ogóle lepiej nic nie pisać, aby nie powiedzieć przypadkiem za dużo.

Nie muszę chyba mówić, że czysto aktorsko, absolutnie nie ma się tu do czego przyczepić. Cała obsada spisuje się doskonale, zarówno ci już znani aktorzy, jak i kilka nowych twarzy. Z miłą chęcią powitałem na ekranie Matthew Lillarda, który odbywa w ostatnich latach jakiś mini-renesans. Jego pan Charles to postać bardzo tajemnicza, bardzo pewna siebie i, jak to się mówi z angielskiego, żująca scenerię do granic możliwości. Trochę natomiast zawiodłem się jego ostateczną rolą w szerszej intrydze – nie będę tu jednak mówił dokładnie, jaka ona jest. Fani marvelowych produkcji Netflixa ucieszą się też zapewne na powrót kilku innych bohaterów, z którymi Matt Murdock zetknął się już w przeszłości. Z kim dokładnie? Cóż, na szczęście nie z Iron Fistem. Więcej nie powiem. Sceny akcji stoją na wyższym poziomie niż to, co dostaliśmy w poprzednim sezonie, choć wydaje mi się, że pierwszy sezon oryginalnego „Daredevila” w dalszym ciągu jest pod tym względem niedościgniony. Nie ma tu już tak długich, tak kinetycznych bitek, jak tam, ale zarówno praca kamery, jak i same wyprowadzane ciosy mają moc, nie trącą sztucznością, a w paru momentach potrafią również zachwycić pomysłowością. Jest dobrze.

Drugi sezon „Daredevil: Odrodzenie” to serial, który ciężko będzie się oglądać tydzień po tygodniu. Jasne, jego twórcy zadbali o to, by każdy odcinek kończył się ciekawym zwrotem akcji czy innym cliffhangerem, lecz powiedziałbym, że cała ta opowieść jest tak bardzo spójna, tak uparcie dążąca do jednego finału, że człowiek pragnie natychmiast wiedzieć, co dalej. Są tu odcinki (ze dwa), które można potraktować jako przygotowanie gruntu pod ciąg dalszy i tak jak w szerszej perspektywie są one bardzo ciekawe, tak wydaje mi się, że czekając na nie cały tydzień, część widzów może być nimi lekko zawiedziona. W kontrze do tego, zapewniam jednak, że warto wracać do nowej propozycji Disneya tydzień po tygodniu, bo zakończenie, jakie przygotowali dla nas scenarzyści to praktycznie doskonała kulminacja tych siedemnastu odcinków, składających się na oba sezony. Ja byłem zachwycony.

P.S. A czy będzie ciąg dalszy? Myślę, że inaczej być nie może. Zbyt wiele pozostało jeszcze do opowiedzenia, nawet jeśli pewien etap tej historii został właśnie definitywnie zakończony.

Advertisement

Atuty

  • Wyraziste, często pomysłowo zrealizowane zdjęcia, pełne wizualnych metafor;
  • Wciąż świetne aktorstwo, doskonałe zrozumienie granych postaci;
  • Dobrze zrobiona choreografia walk i odpowiednia dawka brutalności;
  • Interesujące wątki poboczne, szykujące ważne elementy pod kolejny sezon;
  • Piekielnie satysfakcjonujący finał.

Wady

  • Z jeden albo dwa zwroty akcji, które widz czuje z kilometra;
  • Nie w pełni wykorzystuje potencjał części postaci.

„Daredevil: Odrodzenie” pięknie domyka historię rozpoczętą w poprzednim sezonie. Dostajemy osiem odcinków pełnych świetnie napisanych wątków i postaci, wartkiej akcji i cichych momentów kontemplacji. Nie wszystkie okazje zostały wykorzystane, ale myślę, że to dlatego, że scenarzyści zostawiają je sobie na kolejny sezon. Bardzo polecam.

9,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper