Reminders of Him (2026) - recenzja filmu [UiP]. Wzruszysz się czy zaśniesz? Sprawdzamy nową ekranizację Hoover
Ekranizacja powieści "Reminders of Him" autorstwa Colleen Hoover wpisuje się w popularny trend przenoszenia emocjonalnych bestsellerów na ekran. To już kolejna ekranizacja tejże autorki, choć osobiście podchodziłem do filmu z czystą głową, nie znając pierwowzoru. Czy więc jako postronny widz mógłbym polecić wybranie się na seans tej romantycznej historii?
Fabuła skupia się na Kennie Rowan (Maika Monroe), młodej kobiecie, która po odbyciu kary więzienia wraca do rodzinnego miasta. Jej życie zostało naznaczone tragedią - została uznana za odpowiedzialną za śmierć swojego partnera, Scotta (Rudy Pankow). Powrót na stare śmieci ma drugie dno, bo Kenna próbuje odbudować relację z córką, którą odebrali jej rodzice zmarłego chłopaka.
Już na starcie film sugeruje melodramatyczny ton - samotna matka, trudna przeszłość, zakazana relacja i walka o drugą szansę z „teściami”, którzy są temu przeciwni. Ledger Ward (Tyriq Withers), przyjaciel zmarłego Scotta, jest jedyną osobą, która daje Kennie cień nadziei. Ich relacja opiera się na napięciu - z jednej strony przyciąganie, z drugiej lojalność wobec przeszłości. Choć aktorzy wypadają przekonująco, scenariusz nie zawsze daje im przestrzeń do pełnego rozwinięcia skrzydeł.
Reminders of Him (2026) - recenzja filmu [UiP]. Zakazana relacja
Brzmi to trochę jak klasyczna telenowela i w pewnym sensie rzeczywiście nią jest, choć twórcy próbują nadać tej historii większą głębię emocjonalną. Fabuła rozwija się niespiesznie. Widz stopniowo odkrywa szczegóły tragicznego wypadku oraz prawdziwą rolę Kenny w całej sytuacji. Początkowo jest ona postrzegana przez społeczność jako winna, niemal wykluczona, jednak z czasem obraz ten zaczyna się komplikować. Film stawia na atmosferę - długie, spokojne ujęcia, sielankowe krajobrazy i melancholijną muzykę budują klimat małego miasteczka. Problem w tym, że tempo bywa aż zbyt wolne. Niektóre sceny wydają się przeciągnięte, a ich znaczenie dla fabuły - niewielkie. Zamiast pogłębiać historię, momentami jedynie ją spowalniają.
Największym atutem filmu są emocje, ale jednocześnie to właśnie postacie okazują się jego najsłabszym ogniwem. Kenna jako bohaterka wzbudza współczucie – jej sytuacja jest dramatyczna i moralnie niejednoznaczna. Rozumiemy jej pragnienie naprawienia błędów, ale jednocześnie łatwo dostrzec racje drugiej strony. Postacie drugoplanowe, w tym dziadkowie dziewczynki (grani przez Lauren Graham i Bradley Whitford), pozostają niewykorzystane. Ich motywacje są zrozumiałe, ale brak im głębi i bardziej wyrazistych scen.
Reminders of Him (2026) - recenzja filmu [UiP]. Grzeczny dramat
Miałem momentami wrażenie, że cały film jest po prostu za grzeczny, za spokojny, ale może taki jest urok książek Colleen. Nie znajdziemy tu nadmiaru przemocy czy kontrowersyjnych scen, nawet jeśli momentami puszcza się do widza oko w kontekście problemów trawiących współczesną Amerykę. Produkcja momentami wydaje się wręcz zbyt zachowawcza. Największą siłą historii pozostaje jednak jej uniwersalność. To opowieść o winie i odkupieniu, a więc tematach, które zawsze znajdą posłuch, jeśli są dobrze zmontowane.
Warto podkreślić, że Maika Monroe i Tyriq Withers robią, co mogą, by nadać historii wiarygodności. Ich wspólne sceny - szczególnie te bardziej subtelne - wypadają najlepiej, a pod koniec filmu idzie się naprawdę wzruszyć. Z drugiej strony relacja Kenny z jej zmarłym partnerem nie wybrzmiewa tak, jak powinna. Brakuje emocjonalnej siły, która uzasadniałaby ciężar całej historii. To osłabia fundament dramatu, osłabia wiarygodność całej fabuły, choć zapewne miała to być furtka do tego, by dziewczyna mogła związać się z przyjacielem zmarłego chłopaka. Nie wyszło to jednak dobrze.
„Reminders of Him” to film, który próbuje balansować między melodramatem a refleksyjną opowieścią o drugiej szansie. Ma w sobie potencjał i kilka poruszających momentów, ale nie zawsze potrafi go w pełni wykorzystać. Fani twórczości Hoover prawdopodobnie wyjdą z kina zadowoleni, natomiast bardziej wymagający widzowie mogą poczuć niedosyt. Ot, kolejny romantyczny film, dobrze nakręcony, momentami wciągający dzięki dobrej grze aktorskiej, ale widzieliśmy to wszystko już zbyt wiele razy.
Atuty
- Emocjonalna historia o winie i odkupieniu
- Dobre występy Monroe i Withersa
- Klimatyczne zdjęcia i nastrojowa muzyka
- Stopniowe odkrywanie prawdy
Wady
- Zbyt wolne tempo narracji
- Niedostatecznie rozwinięte postacie drugoplanowe
- Przewidywalna fabuła
- Ale to już było...
Emocjonalna, lecz momentami zbyt zachowawcza opowieść, która porusza dzięki aktorstwu, ale nie wykorzystuje potencjau.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych