Ta noc (2026) – recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Jedna tajemnica, wiele perspektyw
Trzy siostry stają przed dylematem moralnym, kiedy najmłodsza z nich śmiertelnie potrąca mężczyznę podczas wakacji na Dominikanie. Przyznać się, czy spróbować uchronić ją przed więzieniem, tym samym skazując jej małą córeczkę na dorastanie bez matki?
Przyznam, że nowy serial Netflixa z początku wydawał mi się niemożliwie wręcz męczący. Kompletny chaos narracyjny, urwane wątki, postacie pojawiające się po to tylko, aby chwilę później zniknąć – zdawać by się mogło – na zawsze. Nie czułem, aby zawiązywała się tu jakaś ciekawa intryga, a całość sprawiała wrażenie raczej niekompetentnej, półamatorskiej produkcji.
Z obowiązku, włączyłem jednak i drugi odcinek, a tam czekała na mnie niespodzianka, ponieważ oglądałem drugi raz – z grubsza – tę samą sekwencję wydarzeń, lecz tym razem przedstawioną z perspektywy drugiej siostry i odpowiednio poszerzoną. Każdy odcinek nowego serialu Jasona George'a (jednego z producentów uznanego „Narcos”) nazwany został po jednym z bohaterów i śledzi głównie ich wersję tej opowieści. Oczywiście fabuła nie stoi przez sześć odcinków w miejscu i ostatecznie docieramy do jej końca. Pytanie jednak, czy jest to satysfakcjonujący, godny naszej uwagi koniec?
Ta noc (2026) – recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
Fabuła zaczyna się od niezidentyfikowanej dziewczyny, badającej sprawę trzech sióstr, które jakiś czas wcześniej stanęły przed sądem, oskarżone o morderstwo. Nie spędzamy z nią jednak zbyt wiele czasu, niemal natychmiast przeskakując do pierwszej z nich – Cris. Mieszka ona od pewnego czasu na Dominikanie, gdzie zdaje się wieść całkiem niezłe życie. Ma trochę upierdliwego, wymagającego chłopaka, którego szczerze kocha, pracę, którą lubi i jest w miejscu, na którym jej zależy. Jej sielanka kończy się jednak, kiedy dostaje telefon – to jej młodsza siostra, Elena, błaga ją o pomoc. Coś się stało. Jedzie więc jej na spotkanie. Na miejscu znajduje roztrzęsioną dziewczynę i... ciało pod kołami jej auta. Kto to jest i dlaczego nie żyje? Tego dowiemy się śledząc dalsze lost sióstr.
Fabuła opowiedziana jest trochę chaotycznie, bo nie dość, że część scen nabierze sensu dopiero, kiedy uzupełnią je perspektywy pozostałych postaci, to jeszcze wydarzenia wcale nie są prezentowane w sekwencji. Na przykład tuż po pokazaniu zwłok, widzimy jak to się stało, że pozostałe siostry również znalazły się na Dominikanie i dopiero po kilkunastu minutach ponownie dochodzimy do kluczowej dla ich dalszego życia sceny w lesie (o ile można tak nazwać tych kilka drzew na krzyż). Łatwo się w tym wszystkim pogubić, ale z każdym kolejnym odcinkiem, sytuacja robi się coraz bardziej klarowna i ostatecznie jesteśmy w stanie ułożyć wszystko we właściwej kolejności. To całkiem ciekawy zabieg, dobrze zgrany z motywem serialu, w którym ciągła potrzeba kłamania i trzymania rzeczy w tajemnicy już parokrotnie sprowadziła na dziewczyny i całą jej rodzinę nieszczęście. Oglądamy zasadniczo sieć kłamstw, która powoli, acz nieubłaganie zaczyna się rozplątywać.
Ta noc (2026) – recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Niedociągnięcia w narracji
Trochę męcząca jest ciągła narracja kolejnych postaci – element zachowany z literackiego pierwowzoru, „That night” autorstwa Gillian McAllister. Być może była ona konieczna ze względu na zatrzęsienie materiału, który trzeba było zaadaptować, aby każda postać została odpowiednio uwypuklona, acz wydaje mi się, że dało się to załatwić również dobrymi dialogami i aktorstwem. Takie dopowiadanie różnych rzeczy z offu sprawia wrażenie pójścia na łatwiznę. Trzeba jednak przyznać, że w serialu George'a dzieje się naprawdę sporo. Każda z sióstr ma swoje własne życie, bliskich z którymi łączą je skomplikowane relacje. Do tego dochodzi zagadka tożsamości faceta pod kołami, mroczna przeszłość dziewcząt, dochodzenie i jego pokłosie. Wszystko to w sześciu, nie za długich odcinkach telewizji.
Nie do końca spodobało mi się, w jaki sposób twórcy serialu podeszli do części z tych wątków. Już w pierwszym odcinku obserwujemy relację Cris z jej komicznie beznadziejnym chłopakiem i tak jak sam początek, kiedy mamy okazję zobaczyć, z jakiego typu osobą mamy do czynienia zrealizowany został całkiem sprawnie, a i koniec ich wspólnej historii może się podobać, tak to, co dostajemy w środku wygląda jak parodia. Kiedy dziewczyna opowiada o swoim uczuciu – oczywiście z offu, przy akompaniamencie nastrojowej muzyki – naszym oczom ukazuje się para jadąca w zwolnionym tempie na koniu, w białych koszulkach, szczęśliwi, niemal jak z okładki jakiegoś Harlequina. Absurd pełną gębę, a reżyser nie sugeruje wcale, aby miała to być scena zrobiona prześmiewczo – oglądaj ich romans i nie marudź! Tego typu sytuacje nie zdarzają się często, ale jednak się trafiają. Dialogi i aktorstwo biją patosem i teatralnością. Brakuje w nich większego realizmu, którego domaga się tematyka serialu.
„Ta noc” to serial, do którego trzeba się przekonać. Początek potrafi odrzucić sposobem prowadzenia narracji i niektórymi decyzjami artystycznymi, lecz jeśli pozwolisz sobie zostać z historią Cris, Pauli i Eleny do końca, przekonasz się, że to całkiem wciągająca opowieść o traumie, zbrodni i odkupieniu. Nawet satysfakcjonująca – w swój lekko nieporadny sposób.
Atuty
- Nieustannie przewijający się motyw kłamstwa i jego konsekwencji;
- Ciekawy sposób na prowadzenie narracji;
- Kilka mocno nacechowanych emocjonalnie momentów.
Wady
- Z początku bardziej irytuje niż wciąga;
- Często bardzo specyficzne, przesadnie teatralne aktorstwo;
- Część wątków i zwrotów akcji nie działa tak dobrze, jak pozostałe.
Chaos i specyficzne decyzje twórcy serialu, Jasona George'a, sprawiają, że trudno jest dać się porwać „Tej nocy” od samego początku, lecz ostatecznie jest to nawet ciekawa opowieść, z całkiem solidnym zakończeniem, poruszająca kilka wartościowych tematów.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych