JDM: Japanese Drift Master – recenzja i opinia o grze [PS5]. Znowu wyszło po japońsku
Japanese Drift Master zawitało na PC w maju 2025. Oryginalna ścigałka o driftach zaoferowała dużo dobrego, ale pod względem technicznym wypadła po japońsku, to znaczy „jako tako”. Niestety scenariusz powtarza się w wydaniu na PS5. Oto recenzja gry na konsolę Sony.
Za stworzeniem Japanese Drift Master stoi polskie studio Gaming Factory. I choć sam temat na grę wydaje się nietypowy, fabuła pozostaje z lekka banalna i sztampowa (młodzież ma na to specjalne określenie – „cringe”). Wcielamy się w młodego Polaka, który emigruje do Japonii, by zabłysnąć na tamtejszej scenie driftowej. Na swojej drodze do sławy spotyka denerwujących rywali i jeszcze bardziej denerwujące influencerki. Warte docenienia pozostaje natomiast to, w jaki sposób produkcja nam tę opowieść sprzedaje.
Zamiast cut-scenek pokuszono się o przerywniki z mangą. Uważam to za świetny pomysł. Naturalnie trzeba tu czytać tekst, ale nie ma go wiele – za to jakość rysunków zasługuje na pochwałę. Mangę pochłania się z przyjemnością.
Ale nie dla czytania tekstów czy oglądania obrazków tu jesteśmy, tylko dla gameplayu. Główny tryb daje nam możliwość udziału w ponad 40 wydarzeniach, od klasycznych wyścigów po dowożenie sushi do klientów. Podstawę rozgrywki stanowi tu jednak tytułowy drift. A wchodzenie z piskiem opon w zakręty i utrzymywanie kontroli nad pojazdem to niezwykle absorbujące zajęcie. Recenzowany Japanese Drift Master po prostu kupił mnie soczystym i satysfakcjonującym gameplayem.
Japanese Drift Master – auta, tryby i sterowanie
Mamy do dyspozycji ponad 20 licencjonowanych aut największych japońskich marek. Każdy samochód prowadzi się trochę inaczej i zresztą brzmią one inaczej. Dodatkowo twórcy zadbali o rozbudowane opcje tuningu – w miarę postępów zyskujemy dostęp do kolejnych części. Grzebiemy pod maską, ustawiając zawieszenie, przełożenia skrzyni biegów czy pochył kół. Można też dostosować wiele elementów estetycznych.
Tytuł powinien zadowolić zarówno niedzielnych kierowców, jak i bardziej zaawansowanych fanów ścigałek. Do wyboru mamy bowiem dwa tryby: arcade i simcade, czyli zręcznościowy i symulacyjny. Tryby te możemy zmienić w każdym momencie gry. Pierwszy z nich włącza nam przeróżne asysty – a drugi to po prostu wyższa szkoła jazdy, która zapewnia większy realizm, ale i winduje poziom trudności.
Grałam głównie w trybie zręcznościowym i prowadzenie aut oraz driftowanie za pomocą DualSense dawało mi dużo frajdy. Z kolei do trybu symulacyjnego chyba lepiej byłoby podejść z kierownicą. Pecetowe wydanie Japanese Drift Master wspiera różne kierownice – po internecie fruwa ich oficjalna lista. Natomiast jeśli chodzi o wersję na PS5, na stronie PlayStation Store widnieje na razie informacja o braku wsparcia dla kierownic. Pewnie zmieni się to w najbliższym czasie.
Jest klimat
Produkcję stworzono na bazie Unreal Engine. Może graficznie nie jest to najwyższa półka, ale trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z tytułem od niewielkiego studia. Świat, po którym śmigamy, to fikcyjna japońska prefektura Gundama. Obszar ten stanowi zlepek rzeczywistych rejonów Japonii. Poszczególne zakątki mapy wyglądają przeuroczo – mijamy schludne tereny miejskie oraz malownicze krajobrazy z jeziorami i kwitnącymi drzewami wiśniowymi. Czujne oko wypatrzy w świecie JDM zabawne easter eggi.
Piękne krajobrazy budują niepowtarzalną atmosferę gry. Do tego dochodzi osobliwa ścieżka dźwiękowa z dynamicznymi kawałkami w japońskim stylu. Mało jest produkcji o driftach, które byłyby zarazem tak klimatyczne i urokliwe jak ta.
JDM w wersji na konsole PlayStation 5
Wiele dobrego można także powiedzieć o wyglądzie samochodów – gra światła na karoserii to czysta poezja. No i dano nam naprawdę dużo ustawień widoku kamery; perspektywy z prawego boku auta zupełnie się nie spodziewałam.
Niestety recenzowaną produkcję trapią niemal te same błędy techniczne, które wytknięto wersji pecetowej. Chodzi przede wszystkim o problemy z optymalizacją. Wersja na PlayStation 5 oferuje dwa tryby – wydajności i jakości. Grałam głównie w trybie wydajności i w tym trybie spadki FPS dość często dawały mi się we znaki. Jest to, jak na ścigałkę, bardzo duży problem.
Twórcom się nie śniło
Do tego dorzucam inne problemy w warstwie gameplayowej. Przykładowo samochody często blokują się pomiędzy jednym elementem otoczenia, a drugim. Dobrą chwilę zajmuje wyprowadzenie ich z pułapki. Ponadto nierzadko zdarzało mi się wypaść z toru, a że przycisk odpowiadający za powrót na trasę działa kiedy chce, niekiedy trzeba było po prostu resetować z tego powodu wyścig. A poza tym auto po wypadnięciu z toru potrafi zachowywać się bardzo dziwnie – na przykład wtapia się do połowy w podłoże. Cóż, nie wygląda to za dobrze.
Wielka szkoda, że JDM nie ma jakiegokolwiek modelu zniszczeń – samochody aż proszą się o to, by trochę je porysować w tej ciasnocie. Dotyczy to przede wszystkim misji z dostawą sushi w nienagannym stanie. Aktualny stan dostawy powinien być odzwierciedlony poprzez kondycję auta.
W wersji na PS5 nie wyeliminowano ekranów wczytywania – ładowanie rozgrywki odbywa się często i dość długo. Co natomiast doceniam w wydaniu na konsolę, to to, że twórcy wykorzystali pełnię możliwości DualSense. Za pedały gazu i hamulca odpowiadają adaptacyjne triggery, które zyskały fajny opór. Poza tym wibracje symulują chociażby pracę silnika.
Japanese Drift Master - czy warto kupić?
Japanese Drift Master to interesująca propozycja dla fanów wirtualnych wyścigów. Polscy twórcy powiedzieli coś nowego i ciekawego w temacie ścigałek – i za to należą się im brawa. Gra ma fajny klimat, a prowadzenie aut i driftowanie daje dużo satysfakcji. Niestety nie wszystko się tu udało - tytuł (nadal) niedomaga w kwestii technicznej. Czy więc około 150 złotych na premierę w wydaniu na PlayStation 5 to uczciwa cena? Odpowiedzcie sobie sami.
Ocena - recenzja gry JDM: Japanese Drift Master
Atuty
- satysfakcjonujący system driftu
- świetne wrażenia z jazdy na padzie
- wygląd pojazdów i lokacji
- manga
- dużo ustawień widoku kamery
- klimatyczna ścieżka dźwiękowa
Wady
- problemy z optymalizacją
- różne błędy techniczne
- brak modelu zniszczeń
- długi czas ładowania
Od Japanese Drift Master na PS5 otrzymałam dokładnie to, czego oczekiwałam: po prostu dobrze mi się w to grało. Szkoda, że produkcję nadal trapią problemy z optymalizacją i inne techniczne niedociągnięcia.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych