Szympans (2025) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Kup sobie małpkę, mówili. Będzie fajnie...
Wymarzone wakacje grupki znajomych na Hawajach zamieniają się w koszmar, kiedy rodzinny szympans jednego z nich zaraża się wścieklizną i marzy tylko o tym, żeby rozerwać na strzępy wszystko co się rusza.
Johannes Roberts to wizjonerski reżyser, który dał nam wcześniej takie hiciory jak pierwszy sequel "Nieznajomych", jeden z segmentów "VHS99" i oczywiście, dla nas najważniejsze, wyśmienite "Resident Evil: Witajcie w Raccoon City", który to film naprawdę chciałem lubić, ale prócz wizualiami nie było tam niczego, co warto by na dłużej zapamiętać (no, może poza Kayą Scodelario w skórzanej kurtce). Trzeba przyznać panu Robertsowi, że starał się zrobić film dla fanów, ale ten zaproponowany przez niego remiks pierwszych dwóch gier z serii zwyczajnie nie działał. Wyglądał za to solidnie, więc kiedy usłyszałem, że ten sam autor pisze i reżyseruje horror o morderczej małpie, poczułem się zaintrygowany. Zupełnie oryginalny koncept, bez oczekiwań, za to z solidnym wizualnie reżyserem. Co mogłoby się nie udać?
Cóż...kilka rzeczy. Przede wszystkim, uważam, że przy kolejnym projekcie, studio powinno wymusić na reżyserze skorzystanie z usług profesjonalnego scenarzysty albo chociaż script doctora. Największym problemem tego jego "Residenta" był właśnie chaotyczny scenariusz, pełen karykaturalnych postaci, i dokładnie ten sam problem widzimy w "Szympansie". Tutaj tak w gruncie rzeczy nie ma fabuły czy postaci, które jakoś rozwijają się na przestrzeni filmu. To co widzisz, to jest już wszystko to, co Roberts ma do zaoferowania - grupa dzieciaków w tropikalnym raju, wypasiona chałupa i wściekła małpa, która powoli ich zabija. I nagle nawet tych 90 minut wydaje się być jakby ciut za długie...
Szympans (2025) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. To nie postacie, a mięso armatnie
Głównymi bohaterami można, bardzo na upartego, nazwać rodzinę, do której należy tytułowy szympans, Ben (Miguel Torres Umbra). Samotny ojciec, Adam (Troy Kotsur), jest niesłyszącym autorem książek, właścicielem wypasionej willi na Hawajach, w której mieści się również wybieg dla Bena - bardzo kiepsko zabezpieczony wybieg, warto dodać. Na co dzień mieszka z młodszą córką, Erin (Gia Hunter), podczas gdy starsza, Lucy (Johnny Sequoyah) na początku filmu przyjeżdża do nich na wakacje z grupą przyjaciół. Młodsza siostra ma żal do starszej o to, że zniknęła z jej życia. Dlaczego jest to ważne dla fabuły filmu? To jest właśnie najzabawniejsze - nie jest. Cała ta rodzinna drama jest tu tylko po to, aby zapchać czymś początkowe dialogi.
Jedynym istotnym elementem składowym którejkolwiek postaci jest niedziałający słuch Adama i to też tylko z tego powodu, że dzięki niemu reżyser może zbudować kilka scen, w których znajdzie się on w niebezpieczeństwie, bo nie będzie świadom czającego się za plecami zagrożenia. Czysto technicznie nie są to wcale źle zrealizowane sceny, ale moim zdaniem nie ma w nich za grosz napięcia. A to przez postać Bena, który w pierwszych scenach, jeszcze zanim zarazi się śmiertelną chorobą, prezentowany jest jako ta młoda, względnie niewielka, za to absurdalnie urocza maskotka rodziny. I dla mnie nigdy nie przestał nią być. Zdaję sobie sprawę, że dorosły szympans złamałby mnie w pół jedną ręką, ale ten tu był raczej mały i zabawny, przez co nie czułem tego, kiedy nagle skradał się za kimś albo gdzieś czaił. Krótko mówiąc - brakuje mu prezencji.
Szympans (2025) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Coraz głupsza ta dzisiejsza młodzież
W budowaniu napięcia nie pomaga również fakt, że postacie zachowują się często, cóż... Ja postacie z horrorów. Czytaj: głupio. Całkiem prędko udaje im się ustalić, że Ben nie umie pływać i boi się wody. Wchodzą więc do basenu, gdzie przy odrobinie uwagi są całkowicie bezpieczni. I w tym momencie film powinien się skończyć. Czekamy do rana, nie ryzykujemy. Ale to byłoby nudne, więc oczywiście trzeba z tego basenu wyjść, bo telefon, bo coś tam. Żeby coś się mogło dziać. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby autor znalazł jakoś sensowny powód, dla którego basen przestałby być najlepszym możliwym schronieniem. Ten jednak tego nie zrobił.
Może to i bez sensu, ale przynajmniej dostaliśmy dzięki temu kilka dobrze zrealizowanych scen przemocy. Producenci postawili na mix praktycznych efektów specjalnych z CGI, co z jednej strony potrafi wyglądać dziwnie - jak wściekły Ben, który jest tak wyraźną maską na twarzy aktora, że miejscami zastanawiałem się, czy nie oglądam kolejnej odsłony niskobudżetowych horrorów z "Poohniverse" - z drugiej zaś, sprawia, że cała fizyczność tej przemocy, rozrywana skóra i lejąca się krew, robią o tyle większe wrażenie. Jasne, sam moment wyrwania dolnej szczęki będzie wzmocniony komputerowo, ale już to, co Ben trzyma w ręce to faktyczny przedmiot, który widzimy dłużej niż CGI, dzięki czemu na dłużej zostaje w naszej pamięci. No i trzeba też pochwalić samą pomysłowość scen gore. To nie tak jak w najbardziej nijakich slasherach, że ktoś po prostu dostaje ostrzem w ciało albo ucinają mu głowę i cześć. W "Szympansie" dostajemy rozrywanie twarzy, skalpowanie, łamanie kości, penetrujące ciało szkło - by wymienić tylko kilka. Dla fanów czystej jatki, zdecydowanie może to być film warty sprawdzenia.
Czy "Szympans" to wartościowy kawał kinematografii, który przejdzie do historii? Absolutnie nie. Wypada jednak przyznać, że mało który horror może pochwalić się takim osiągnięciem. Czy więc jest to po prostu dobry horror w swojej kategorii, warta odnotowania produkcja dla fanów gatunku? Cóż... Też nie. Jest w filmie Johannesa Robertsa jakąś wartość - to na pewno - ale nie mogę z czystym sumieniem zasugerować komuś, że powinien ruszyć się i wydać swoje ciężko zarobione pieniądze na obejrzenie akurat tego filmu. To jeden z tych horrorów, które ogląda się "przy okazji", siedząc ze znajomymi i robiąc coś kompletnie innego. Fabuły tu nie ma, postacie to jedynie wypełnione krwią worki bez charakteru, napięcie nie istnieje i tylko solidne zdjęcia i kilka ciekawych scen przemocy jest jakkolwiek wartych uwagi. Szkoda, bo spodziewałem się choć odrobinę więcej.
Atuty
- Klimatyczne zdjęcia;
- Podejrzanie znajomi brzmiąca, ale jednak dobra ścieżka dźwiękowa;
- Solidne sceny gore.
Wady
- Fabularna stagnacja;
- Niemożliwie płaskie, nieciekawe postacie;
- Nie potrafi zbudować napięcia;
- Masa nielogiczności;
- Ciągnie się, nawet przy tak krótkim czasie projekcji.
"Szympans" udowadnia, że "Witajcie w Raccoon City" to nie był przypadek. Johannes Roberts nie powinien pisać filmów, które reżyseruje. Wizualnie sympatyczne, ale prócz tego pozbawione jakiejkolwiek wartości kino.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych