Prawnik z Lincolna (2022) - recenzja serialu [Netflix]. Mickey Haller wrobiony

Prawnik z Lincolna (2022) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Mickey Haller wrobiony

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 20:00

W bagażniku prawnika z Lincolna znalezione zostaje ciało jego byłego klienta. Zostaje wsadzony do aresztu, gdzie prócz szykowania obrony w sądzie, będzie musiał też zająć się obroną swoich czterech liter, zanim ktoś go zasztyletuje czy pomoże w popełnieniu samobójstwa. Kto go wrabia i dlaczego? I jaki związek z tym wszystkim mają nowojorska policja i FBI?

W czasach gdy ostatnie sezony serialu potrafią powstawać cztery lata (a finał i tak mierny), a nawet na zwyczajną kontynuację, najprostszy drugi sezon każą czekać po dwa lata i więcej, David Kelley i Ted Humphrey przychodzą z rigczem i od czterech lat rok po roku (plus miesiąc czy dwa) dostarczają kolejne sezony wciągającego, dobrze zaadaptowanego na potrzeby telewizji i przy tym świetnie zagranego "Prawnika z Lincolna". To szalenie miłe uczucie wiedzieć, że najpóźniej na przyszłą wiosnę dostaniemy kolejną porcję przygód Mickey'ego Hallera i jego ekipy. Zwłaszcza, że finał czwartego sezonu sugeruje całkiem ciekawe poszerzenie obsady. Ale nie uprzedzajmy faktów. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Czwarty sezon serialu oparty został o szóstą z, jak dotąd, ośmiu powieści o Hallerze, pod tytułem "Prawo niewinności" i choć trzyma się względnie blisko struktury powieści, prowadząc do tego samego rozwiązania, to jednak znajdziemy w nim szereg zmian, wynikających z faktu, że Netflix nie ma prawa do całej bibliografii Connelly'ego i postanowili obsadzić w głównej roli meksykańskiego aktora. Najważniejszą różnicą jest zauważalny brak obecności brata Micky'ego, detektywa Boscha - bo do niego prawa najpewniej wciąż posiada Amazon - acz zdaje się, że scenarzyści zamierzają w końcu coś z tym zrobić. Czy jednak będzie to decyzja, która spodoba się fanom (zwłaszcza w dzisiejszych czasach)?

Prawnik z Lincolna (2022) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Prawnik z pierdla

W pierdlu
resize icon

Scenarzyści czwartego sezonu twardo brną w wątek Mickey'ego skazańca. Byłem pewien, że nasz prawnik wyjdzie z więzienia jeszcze w pierwszym odcinku, a kiedy to się nie stało, zastanawiałem się, czy może nie czeka nas cały sezon w areszcie śledczym. Jakby przeczuwając ten tok rozumowania, Haller (Manuel Garcia-Rulfo) wychodzi na wolność chwilę później, a serial powraca na znajome tory.

Sama intryga przebiega z grubsza tak, jak przyzwyczaiły nas do tego poprzednie sezony. Od pierwszego tropu, Mickey i jego ekipa - była żona, a obecnie wspólniczka, Lorna (Becki Newton), jej mąż i człowiek od wszystkiego, Cisco (Angus Sampson) oraz ex-szofer Mickey'ego, a obecnie wytrwała studentka prawa, Izzy (Jazz Raycole) - powoli znajdują kolejne poszlaki, od czasu do czasu trafiając na fałszywe tropy, sukcesywnie dochodząc do tego, co naprawdę się wydarzyło. Tym razem zakończenie jest jednak zupełnie inne od tego, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni i tak jak rozumiem zamysł i naprawdę doceniam jego słodko-gorzki, naprawdę życiowy charakter, tak uważam, że jako zakończenie intrygi, którą śledziłem przez ładnych parę godzin, sprawia ono lekki zawód. Na szczęście, wygląda na to, że historia ta będzie, w pewnym sensie, kontynuowana w następnym sezonie, więc jest jeszcze szansa, że ostateczne jej zakończenie zrobi robotę. 

Prawnik z Lincolna (2022) - recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Sprowadzamy kancelarię Hallera do parteru

Nowa sprawa
resize icon

Poboczne wątki koncentrują się przede wszystkim na Lornie próbującej zarządzać agencją pod nieobecność Mickey'ego, nowym życiu pierwszej byłem żony, Maggie (Neve Campbell) oraz nowej dziewczynie Izzy, Grace (Gigi Zumbado). Zacznijmy od tej ostatniej. Po zwrocie akcji z Rojasem z poprzedniego sezonu, który wydawał się być zbyt sympatyczny, by mógł nie być umoczony, nikogo już nie osądzam zbyt pochopnie, acz i tym razem Grace od początku nosiła wszelkie znamiona bycia podwójnym agentem. I co? I nic. Czwarty sezon nie robi z jej postacią absolutnie niczego, co warto by odnotować. To po prostu nowa dziewczyna Izzy. Pomocna i sympatyczna. Nudna. Mam nadzieję, że jej niepozorność to jedynie zasłona dymna i piąty sezon jeszcze zrobi z nią coś ciekawego. Wątek Lorny pokazuje, jak trudne i wyniszczające jest prowadzenie kancelarii prawnej - zwłaszcza w chwili jej kryzysu - lecz jest przy tym również raczej... Nudny. Tu jakaś szybka sprawa, za którą nie będzie pieniędzy, tam klient, który jednak nie skorzysta z usług firmy, gdzie indziej coś równie niesatysfakcjonującego. Ponownie - rozumiem, dlaczego było ważnym, aby to pokazać, ale nie ogląda się tego zbyt dobrze. Dopełnieniem obrazu nędzy i rozpaczy jest Maggie. Przeliczy się ten, kto ma nadzieję na odrobinę lżejszy temat w jej przypadku. Przyznać trzeba jednak, że jeden ze zwrotów akcji w jej historii bardzo czule połechta fanów serialu, a i cała jej relacja z Hallerem zalicza w tym sezonie bardzo ciekawy krok naprzód. 

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to powiedziałbym, że wiele rzeczy przychodzi naszym bohaterom odrobinę zbyt łatwo. Sprawę prowadzi sędzia, który idzie Mickey'emu na rękę przy każdej możliwej okazji, przez co w ogóle nie czujemy zagrożenia ze strony prokuratury. Trzeba kogoś znaleźć? Proszę bardzo. Śledzić? Nic prostszego. Sztandarowym przykładem fałszywego budowania napięcia jest jednak sytuacja, gdy Mickey musi udać się do Meksyku, ale ponieważ nosi nadajnik GPS na kostce, dostaje specjalne zezwolenie tylko na jeden dzień - jeśli nie wróci do LA przed 21.00, wróci za kratki. Reżyser i scenarzyści bardzo starają się żeby widz czuł presję czasu, żeby sytuacja wydawała się beznadziejna, żebyśmy myśleli, że się nie uda, ale raz, że budują to napięcie w bardzo naciągany sposób, a dwa, że kończą wątek totalną sztampą. Nie powiem jak dokładnie, ale myślę, że i tak już doskonale wiesz, o co mi chodzi. I taki jest cały ten sezon - bezpieczny, choć udaje, że wcale tak nie jest.

Czwarty "Prawnik z Lincolna" to takie trochę comfort food świata seriali. Wiesz, że to nic wybitnie odkrywczego, ale ogląda się miło i przyjemnie od początku do końca. Mickey Haller poniżej pewnego poziomu nie schodzi, ale do świetności trochę zabrakło.

Atuty

  • Wciągająca intryga;
  • Maggie w nowej odsłonie;
  • Manuel Garcia-Rulfo jak zawsze świetny;
  • W większości bardzo dobre tempo i logika wydarzeń;
  • Liczne, istotne odniesienia do poprzednich sezonów.

Wady

  • Nigdy nie czujemy, że naszym coś grozi;
  • Niby tematycznie mocne, ale raczej mało satysfakcjonujące zakończenie;
  • Część wątków pobocznych, choć spójna tematycznie, nie potrafi utrzymać uwagi widza.

Mickey Haller czaruje widzów nie gorzej niż ławę przysięgłych. Czwarty sezon ma swoje problemy, ale to wciąż kawał wciągającej, dobrze zrealizowanej telewizji.

7,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper