The Death of Bunny Munro (2025) - recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Dream of Californication
Bunny Munro najbardziej na świecie kocha seks. Nie swoją pracę, nie żonę, czy syna ani któregokolwiek ze swoich przyjaciół, nie samochód i nie swoje włosy, a zapach i dotyk waginy. Najlepiej ściskającej jego penisa. Zbyt graficzny opis? Dalej nawet nie czytaj. To nie serial dla ciebie.
W 2009 roku Nick Cave, znany australijski muzyk i przy okazji entuzjasta pisania powieści i scenariuszy, wydał swoją drugą książkę, "the Death of Bunny Munro". Początkowo miał to być scenariusz, ale ponieważ umowa z potencjalnym reżyserem się wysypała, Cave przerobił koncept w powieść. Teraz natomiast, szesnaście lat później, historia zatoczyła koło i Bunny Munro powraca jako serial. Już pod inną reżyserką, za to z Mattem Smithem w tytułowej roli, Bunny spieszy opowiedzieć swoją historię. I mówię ci, nie będzie to piękna opowieść.
Pamiętasz serial "Californication" z Davidem Duchovnym z 2007 roku? Była to opowieść o kreatywnej duszy, która rozdzierana była jednak przez wszelakie demony uzależnienia, a jego jedyną prawdziwą kotwicą była córka. Hank lądował się co i raz w kolejne tarapaty, najczęściej związane z jego uzależnieniem od seksu, a czasami również ze względu na wykonywany zawód. Mam wrażenie, że Cave obejrzał pierwszy sezon serialu Toma Kapinosa (to ten od "Jeziora Marzeń" i, ostatnimi laty, "Lucyfera") i stwierdził, że napisze coś podobnego, ale bardziej brytyjskiego. No i stwierdził, że jego bohater, w przeciwieństwie do Moody'ego, nie będzie miał absolutnie żadnych pozytywnych cech, czegokolwiek, za co można by go polubić lub jakkolwiek z nim sympatyzować.
The Death of Bunny Munro (2025) - recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Samo dno przyzwoitości
Kiedy go poznajemy, Bunny kończy właśnie dopinać najnowszą sprzedać środków kosmetycznych - jego specjalność. Mam przez to na myśli, że ubiera się po wieczorze spędzonym z klientką. Dzwoni do niego zmartwiona żona, Libby (Sarah Greene), lecz ten zbywa ją tylko i mówi, że wróci z samego rana... Czyli zaraz po wypiciu butelki wódki i kolejnym numerku z piękną nieznajomą. Bunny nie wie jeszcze, że całe jego życie już za chwilę wywali się do góry nogami, a on będzie musiał spróbować znaleźć sobie jakiś grunt pod nogami, bo inaczej utonie.
Pod jego opieką znajduje się nagle kilkuletni syn, Bunny junior (Rafael Mathe). "Ile ma lat?", pyta się pani w sklepie. "Nie wiem, siedem? Może? Około tego wzrostu", odpowiada odpowiedzialny tata. Cały serial to po prostu ich kolejne przygody, czy raczej kolejne próby udawania przez Bunny'ego, że nic się nie zmieniło. Życie jednak każdorazowo, bardzo dobitnie pokazuje mu, że zmieniło się praktycznie wszystko. Trudno tu mówić o jakichś istotniejszych wątkach fabularnych - ot, główny bohater wierzga, kręci się między znajomymi, próbuje pracować, próbuje prosić o pomoc rodzinę.
The Death of Bunny Munro (2025) - recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Liczne upadki Bunny'ego
Każda z tych historii to taka mała, niemal samowystarczalna opowiastka i przy okazji eksploracja jakiegoś aspektu męskości, obrazu samego siebie, rodzicielstwa i bagażu przekazywanego z pokolenia na pokolenie przez mniej niż doskonałych rodziców swoim dzieciom. I tu rodzi się pewien problem, bo tak jak serial nie gloryfikuje w żaden sposób zachowań Bunny'ego, a wręcz piętnuje je i cały czas sprowadza go do parteru, tak wszystko co widzimy jest tak obrzydliwe, tak trudne do oglądania, że po obejrzeniu ostatniego odcinka mam nadzieję nigdy już do tego serialu wracać, a być może poddałbym się nawet wcześniej, gdyby nie konieczność napisania tego tekstu. To nie jest zły serial. Jest po prostu skrajnie nieprzyjemny. Cave i scenarzysta serialu, Pete Jackson, zawsze znajdują sposób żeby zszokować widza kilka chwil po tym, kiedy ten myśli sobie, że gorzej już być nie może.
W teorii, główną osią emocjonalną serialu jest relacja Bunny'ego z synem (i w pewnym sensie z żoną), choć tak naprawdę wszyscy wiemy, że jedyną osobą, na której naprawdę mu zależy jest on sam, przez co ich interakcje stają się jedynie kolejnym przykładem, kolejnym głosem w dyskusji na jeden z tematów, o których pisałem wyżej. Trzeba jednak przyznać, że chłopaki mają całkiem niezłą chemię. W paru momentach można nawet pomyśleć, że w oczach Matta Smitha rzeczywiście czai się gdzieś prawdziwa, rodzicielska miłość, lecz chwilę później jego czyny udowadniają prawdę. Co innego młody Rafael Mathe, który przez niemal cały serial jest wpatrzony w Smitha jak w obrazek i bardzo wiarygodnie go idealizuje. Znowu - świetnie pokazana, ale strasznie nieprzyjemna w odbiorze relacja. Reszta postaci w "the Death of Bunny Munro" spełnia bardziej użytkową rolę, więc o ich relacji z głównym bohaterem nie ma co się rozpisywać.
"The Death of Bunny Munro" to filozoficzny wywód, bardzo personalna próba pogodzenia się z własnymi niedoskonałościami przez Nicka Cave'a - choć nie stricte autobiograficzna. Pełno tu metafor, majaków niczym po kwasie i nieprzyjemności. Przede wszystkim nieprzyjemności. Na pewno skłonił mnie do zastanowienia się nad paroma rzeczami, ale przede wszystkim pogłębił tylko deprechę wynikającą z panującej za oknem pogody. Polecam i nie polecam jednocześnie. Oglądasz na własne ryzyko.
Atuty
- Obleśny, ale przy tym magnetyczny Matt Smith;
- Ciekawa relacja obu Bunnych;
- Stylowo nakręcony;
- Świetny soundtrack.
Wady
- Raczej monotematyczny;
- Odpychający bohaterowie;
- Przedstawia tak okropnych ludzi, że zwyczajnie nie ma się ochoty go oglądać.
Trzy godziny eksploracji tego, jak nisko może upaść jeden człowiek i wszystkich związanym z tych niuansów. Ciężko temat, raczej tylko dla wytrwałych.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych