MIO: Memories in Orbit - recenzja gry. Robot z duszą

MIO: Memories in Orbit - recenzja i opinia o grze [PS5, PC, XSX|S, NS2]

Patryk Dzięglewicz | Dzisiaj, 15:01

Znane serie gier z gatunku metroidvania  z logiem Ori czy Hollow Knight co jakiś czas nakręcały  i nakręcają zainteresowanie tym gatunkiem nic dziwnego więc, że wielu twórców chce uszczknąć choćby kawałek z tego tortu. Na początku obecnego roku debiutuje właśnie francuskie MIO: Memories in Orbit, które tym razem zabierze nas w świat rodem z fantastyki naukowej. Czy kosmiczna przygoda jest tą, od której warto zacząć nowy rok w świecie gier? Zapraszamy do naszej recenzji.

Jak już wspomniałem tytuł ma swoje korzenie we Francji, a dokładniej odpowiada za niego studio Douze Dixième, które stało też, kilka lat temu, za ciepło przyjętą, klimatyczną przygodówkę – Shady Part of Me. Tym razem postanowili sprawdzić, czy uda im się powołać interesującą produkcję łączącą elementy twardego sci-fi z kosmicznym mistycyzmem charakterystycznym dla nurtów New Age. Akcja MIO: Memories in Orbit rozgrywa się bowiem na pokładzie zapomnianego, gigantycznego statku kosmicznego znanego po prostu jako „Statek”, gdzie sztuczna inteligencja zwana Perłą, nagle przestała działać. Cały statek zbudowany jest na wzór ludzkiego organizmu - dosłownie i przenośni, więc poszczególne jego sekcje i mechanizmy często nawiązują do różnych narządów.

Dalsza część tekstu pod wideo

Kosmiczna świadomość w MIO: Memories in Orbit 

Recenzja MIO: Memories In Orbit
resize icon

Uzyskawszy nagle samoświadomość, mały robot MIO zmuszony jest (a raczej zmuszona) poruszać się po przerośniętym statku, opanowanym przez zbuntowane maszyny. By przetrwać musi przywrócić wspomnienia Statku i zapobiec jego całkowitemu wyłączeniu, co oznaczałoby ostateczny koniec dla wszystkich jego mechanicznych mieszkańców. Należy przyznać, że fabuła jest dość zagmatwana i porusza wątki egzystencjalno-filozoficzne. W sumie tak naprawdę nie wiemy, czy protagonistka jest robotem nagle uzyskującym własną osobowość, czy kosmiczną duszą, która po prostu wcieliła się w mechaniczne ciało. Wzorem innych przedstawicieli gatunku nie mamy tutaj też żadnej głównej linii narracyjnej, więc cały scenariusz poznajemy poprzez strzępki rozmów z napotkanymi postaciami, bądź czytając komunikaty, dokumenty czy opisy przedmiotów.

Dużo jest tutaj mowa o snach, więc może cała recenzowana produkcja jest po prostu snem na jawie i to właśnie przyjdzie nam odkrywać. Ogólnie cała fabuła potrafi zaintrygować, a jej śledzenie sprawia sporo radości, jednak nie należy ona do szczególnie łatwych w odbiorze. Dzisiaj królują raczej historię dające relaks, o czym w MIO: Memories in Orbit można zapomnieć. Wprawdzie tutaj stanowi to zaletę, ale jak na grę niezależną wymaga dużo myślenia i sporego zaangażowania, przez co może zmęczyć graczy niegustujących w poważnych tematach. Mimo to osobiście byłem usatysfakcjonowany po ukończeniu, chociaż przyznaje, iż potrzebuje nieco odpoczynku przed kolejnym podobnym doświadczeniem.

Światłem poznawanie świata

Recenzja MIO: Memories In Orbi
resize icon

Styl rozgrywki jest typowy dla side-scrollowanych metroidvanii w stylu 2.5 D. Eksplorujemy kolejne lokacje statku wykazując się zręcznością, próbując dostać się do cennych przedmiotów bądź ominąć przeszkody; zbieramy różne znajdźki w celu rozwoju naszego robocika: rozwiązujemy proste zagadki, wykonujemy zadania poboczne, no i oczywiście walczymy. Wprawdzie nacisk zabawy jest tu bardzo mocno nastawiony na elementy platformówkowe, ale sama walka również potrafi dać wycisk. Chociaż nie jest to system soulslike jak w Nine Sols, mimo to wciąż wymaga wiele od gracza. Przegrana boli, ponieważ tracimy całą zgromadzoną walutę nazywaną tutaj (w skrócie) Kroplami Perły, potrzebnej do zakupu różnych udogodnień. Na szczęście utracone Krople trafiają do specjalnego Stawu, co ma pewne znaczenie dla samej fabuły. Pozwala on między innymi w tzw. Centrach (i tylko tam) na dostęp do ogólnej mapy Statku, gdzie możemy sprawdzić, gdzie już byliśmy, a gdzie nie.

Sama MIO porusza się i poznaje otoczenie za pomocą jakby świetlistych szarf, które wychodzą z niej niczym odnóża pająka. Dzięki temu postać może skakać, przyczepiając się do ścian lub sufitów, (ale tylko do wyczerpania paska wytrzymałości). Może rzecz jasna również skakać i ślizgać się po śliskich powierzchniach. Im dalej w las, tym więcej gra wymaga od nas coraz większej ekwilibrystyki tymi szarfami. Zdarza się chociażby, że trzymając się częścią z nich sufitu, resztą musimy sprawnie  aktywować rozrzucone tu i ówdzie mechanizmy, by otworzyć sobie przejście, zważając przy tym uwagę na pasek wytrzymałości i pałętających się wrogów (którzy mogą nas dosięgnąć). Nie jest to może poziom trudności znany chociażby z Hollow Knight: Silksong, ale wciąż wymaga od nas pewnej precyzji. Inna sprawa, że chcąc nawet wykonywać tak skomplikowane ruchy, najpierw musimy odpowiednio rozbudować naszą MIO.

MIO: Memories in Orbit – jak tu walczyć?

Recenzja MIO: Memories In Orbi
resize icon

Początkowo możliwości naszej postaci ograniczone są do minimum, ale nawet wtedy gra nie wybacza błędów. Dla osób lubiących wyzwania to duży plus, ale nie wszyscy lubią być wrzucani na głęboką wodę już od pierwszych chwil. Ponadto brak samouczka również nie pomaga. Wprawdzie wielu się zaśmieje, że po co on w grze, która wydaje się nieskomplikowana. Tyle tylko, iż nie jest tak prosta jak się wydaje, a o kilku możliwościach MIO dowiedziałem się przeglądając menu przycisków pada, bo sama gra o nich nawet nie zająknęła, jak chociażby o spince pozwalającej  szybciej eksplorować statek. Spinka umożliwia przyczepianie do specjalnych kryształów, co daje nam dostęp do różnych skrótów i ukrytych zakamarków. Banał? Być może, ale lekko irytuje. Z drugiej strony po opanowaniu wszystkich funkcji MIO cała zabawa nabiera rumieńców i daje sporo satysfakcji. Trzeba jednak pamiętać, że chcąc zamontować zdobyte moduły musimy mieć na nie miejsce, którego przez większość czasu będzie brakować naszemu robocikowi. Często zmusza nas to do bolesnych wyborów przykładowo: mocniejsza osłona kontra widoczny pasek życia bossów.

Jak już wspomniałem wcześniej w recenzji, że walka, chociaż na drugim planie, nadal jednak wymaga od nas sporej uwagi. Wprawdzie na początku może wydawać się banalna, ponieważ wtedy możemy jedynie atakować specjalnym pazurem (albo szarfami, ciężko stwierdzić po samej animacji) i robić uniki. Natomiast przeciwnicy, których napotkamy, są dość zróżnicowani, a większość z nich potrafi atakować na więcej niż jeden sposób, więc łatwo możemy zostać zaskoczeni. Chociaż starcia są typowo zręcznościowe stale trzeba mieć baczenie na ruchy wroga a tyczy się to zwłaszcza gigantycznych (w porównaniu z naszą kruszyną) bossów, gdzie bez odkrycia odpowiedniej techniki niełatwo jest ich pokonać, co jednak nie jest niczym nadzwyczajnym.

Ogólnie rzecz biorąc walki z głównymi przeciwnikami są trudne, zwłaszcza że MIO nie ma zbyt wiele punktów zdrowia, a punktu odradzania rozrzucone są rzadko, mimo to dają sporo satysfakcji i pewnej dumy z sukcesu. Co ciekawe dla bardziej nerwowych graczy twórcy zaoferowali dwa opcjonalne „ficzery”: jeden wyłącza agresywność pomniejszych wrogów (sami nie będą atakować) drugi osłabia bossów za każdym razem, gdy przegrywamy. Jeśli więc chcemy się skupić jedynie na elemencie platformowo- eksploracyjnym jest to bardzo dobre rozwiązanie.

Namalować Sci-fi

Recenzja MIO: Memories In Orbit
resize icon

Jeśli szukać gry o podobnym koncepcie wizualnym jak MIO: Memories in Orbit byłoby wydane sporo lat temu hiszpańskie Gris. Owszem nie jest to żadna kalka, bo moim zdaniem recenzowana produkcja jakościowo stoi nieco wyżej, ale widać pewne inspiracje i czuć podobną atmosferę. W każdym razie przygody MIO również rozgrywają się jakby na wielkim obrazie olejnym w 2.5D oferującym różnorodne biomy nawiązujące do fantastyki naukowej. Twórcy wzorowali się na ulubionych mangach i anime, co da się podskórnie odczuć w trakcie eksploracji Statku. Oprawa pęka od różnych przemysłowych instalacji, rur, lamp, platform, wind, czy wielkich metalowych obiektów bądź mechanicznych urządzeń. Mimo wszystko nie pożałowano też biologicznych i często niebezpiecznych form życia, więc często taka mieszanka, w niektórych lokacjach przywodzi na myśl klimat industrial bio-punka. Ponadto styl oprawy zmienia się w niektórych momentach gry, sztucznie się upraszczając do czarno-białych rysunków czy nawet grafiki wektorowej. Ogólnie uczta dla oczu graczy kochających artystyczne wrażenia.

Niestety nie ma róży bez kolców. Nagromadzenie wielu elementów tła sprawia, iż ciężko czasem określić, gdzie tu iść bądź skoczyć, zwłaszcza że nie mamy mapy na podorędziu. Ponadto grając na PS5 i dużym TV czuć lekkie spowolnienie animacji naszej postaci. Twórcy twierdzą, jakoby w obu sprawach był to celowy zabieg mający zwiększyć immersję z zabawy, ale bywają rzadkie momenty platformówkowe, wymagające precyzji i szybkości zarazem, gdy jest to niewygodne. Nie przesłania to naprawdę świetnej całości, ale potrafi zaboleć. Pochwalić należy za to podniosłą oprawę dźwiękową, pełną chórków pozwalającą rzeczywiście poczuć samotność w pustce kosmosu. MIO: Memories in Orbit zostało także spolonizowane, co akurat w tym tytule naprawdę było potrzebne, z uwagi na bardzo przesyconą różnymi pojęciami i technicyzmami zastosowaną formę językową.

Podsumowanie

Recenzja MIO: Memories In Orbit
resize icon

Zrecenzowane MIO: Memories in Orbit nie okazało się wprawdzie przełomem w gatunku metroidvania i raczej nie nadepnie na pięty jego najlepszym przedstawicielom, ale to wciąż tytuł warty uwagi. Posiada swój klimat i dosyć unikalną wizję artystyczną, z którym obcowanie pomimo kilku zgrzytów pozwoli miło spędzić kilka wieczorów. Wprawdzie potencjał gry nie został, do końca wykorzystany, ale to pozycja, którą warto mieć w swojej kolekcji, zwłaszcza że cena jest całkiem atrakcyjna. 

Ocena - recenzja gry MIO: Memories in Orbit

Atuty

  • Oprawa audiowizualna
  • Wymagająca rozgrywka
  • Tło fabularne
  • Modyfikacje MIO
  • Język polski

Wady

  • Brak samouczka
  • Brak podręcznej mapy świata
  • Mało punktów zapisu
  • Nie wszystkie rozwiązania dobrze się sprawdzają

MIO: Memories In Orbit to interesująca metroidvania w klimatach sci-fi, rozgrywająca się na statku kosmicznym pełnym inteligentnych maszyn. Wcielają się w mechaniczną MIO próbujemy odkryć tajemnice tego miejsca, a przy okazji odpowiedzieć sobie na pytanie czym jest świadomość i skąd pochodzi. Gra warta poznania o ile tylko lubicie tego typu egzystencjalne tematy.
Graliśmy na: PS5

Patryk Dzięglewicz Strona autora
Były recenzent na PS Site, obecnie pisze dla PPE.pl. Uwielbia japońskie gry RPG, japońską animację, strategie i książkową fantastykę. Interesuje się historią, geopolityką oraz kolekcjonuje figurki i anime. Z wykształcenia technik ochrony środowiska oraz laborant. Tworzy teksty o grach od ponad 15 lat z dorobkiem ponad setki recenzji.
cropper