Skinny & Franko

Skinny & Franko: Fists of Violence - recenzja i opinia o grze[PS4,PS5,XONE,XSX,Switch,PC]. Nostalgiczny cios

Krzysztof Grabarczyk | 07.05, 18:00

Ponure blokowiska, przyjemniaczki gustujący w markowych dresach, szarobura rzeczywistość ujęta w karykaturalnej oprawie. Szlagierowe przekleństwa pełnią w tym „swojskim” klimacie rolę języka urzędowego. Czasem nadjedzie fura idealna dla adeptów taniego podrywu, z której wysiądą osiedlowi gangsterzy. Franko, polski bohater z czasów Amigi niespecjalnie lubi wdawać się w dyskusję. Preferuje tradycyjne metody rozbijania sporów, dosłownie. Niewiele zmieniło się w jego świecie od czasów występu dla fanów Amigi. W naszym tak. Po dekadach sequel Franko staje się faktem dokonanym. Zatem wdajemy się w bójkę ze Skinny & Franko: Fists of Violence. Zapraszam do recenzji.

Franko: The Crazy Revenge uznawane jest w kręgach Amigowców za tytuł absolutnie kultowy. Czy w chwili debiutu, zatem w 1994 roku okazał się hitem? Niekoniecznie. Grę pompuje nostalgia, stąd jest to produkcja nobilitowana mocno ponad swoją miarę. Dzisiaj ma już niewiele do zaoferowania, poza osiedlowym klimatem lat 90., o ile jesteśmy miłośnikami soczystych pikseli. Kontynuację pisano przez prawie trzy dekady. Wynik, przy którym wymięka choćby Duke Nukem Forever. Franko powrócił do dawnej formy, nauczył się nowych chwytów, by lepiej radzić sobie na ulicy. Lokalna rzeczywistość zatrzymała się w czasie, z drobnymi wyjątkami.

Skinny & Franko: Fists of Violence - wśród swoich

undefined

W recenzowanym Skinny & Franko: Fists of Violence historię opowiedziano adekwatnie do sfery wizualnej, czyli karykaturalnie. Opowieść sprezentowano w formie obrazków, kilku linijek tekstu i taniego dubbingu. Franko zasuwa na zmywaku, plując sobie w brodę, że wylądował w niewdzięcznym miejscu pracy. Szuka pretekstu, by po latach wrócić do ojczystego kraju. Los zechciał dać mu kolejną szansę do siania rozróby. Pewnej nocy otrzymuje telefon od ziomka. Kolega z przeszłości, niejaki „Mały” nie stroni od dociekliwego dziennikarstwa. Trop sprowadził go na drogę potężnej afery politycznej w cieniu szarej, polskiej codzienności. Chłopak znika bez słowa. Franko wraca w znajome rejony. Każdy rozdział tej powiastki jest uchwycony w schemacie obrazkowego przedstawienia. Zatem następną stronę poznajemy wraz z nowym poziomem.

Skinny & Franko: Fists of Violence nie przesadza ze skomplikowaniem narracji. W zgodzie ze standardem gatunku opowieść jest niczym więcej niż tłem i pretekstem, by powalić na glebę ostatniego bossa. W pracach nad grą uczestniczył twórca oryginału, Mariusz Pawluk. Po niezliczonych perypetiach z kampanią crowdfundingową zdecydował się napisać grę od nowa, razem z Blue Sunset Games. Czy jednak każdy tytuł pojawiający się po kilkunastu latach od zapowiedzi powinniśmy upatrywać w kategorii sukcesu? Absolutnie nie. Franko zatem wciąż pozostaje niestroniącym od przemocy, osiedlowym watażką, który tym razem rusza do boju w towarzystwie Chudego. Synów ulicy możemy obijać w pojedynkę lub w trybie współpracy. Gra miała nosić nazwę Franko 2: Revenge is back, lecz tytuł uległ zmianie. Reszta tkwi w dawnej formie przekazywania treści.

Wystarczy, by kontrolowana przez gracza postać wyszła poza próg klatki schodowej i poczujemy się jak dawniej. Kilka kroków dalej czekają chętni do ubicia. Życzliwy sąsiad wyjrzy zza okna, by dopingować blokersów na sterydach, usiłujących dopaść bohatera. Na ścianach budynków przeczytamy chwytliwe hasełka, miniemy gapiów siedzących na ławkach w oddali. Trafi się nawet „wzorowy obywatel” pod płaszczem. Autorzy gry mieszają ze sobą przeszłość i teraźniejszość, by utrzymać klimat charakterystyczny dla Franko. Zabieg ten częściowo się udaje. Oprawa uderza w karykaturalny ton z dość jednolitą paletą barw. Sceneria zmienia się w zależności od poziomu, choć te są do siebie bardzo zbliżone. Stąd ta uliczna aura w końcu zaczyna ulegać repetycji. Chociaż muszę uczciwie przyznać twórcom, że próbują zająć gracza tym, co najważniejsze w gatunku-rozgrywką.

Skinny & Franko: Fists of Violence - po prostu walcz

Recenzowany tytuł koncentruje się na ciągłej walce. Rekomendujemy zapoznanie się z trybem szkoleniowym, który jest dostępny z poziomu głównego menu. Twórcy zadbali o względnie rozbudowany system walki oraz prężny katalog facjat do ubicia. Postać dysponuje podstawowym zestawem kombinacji z włączeniem ciosów pięściami oraz kopnięciami. Wszystko dostępne jest od ręki. Skinny & Franko: Fists of Violence wyznaje maksymę, zgodnie z którą to praktyka czyni mistrza. Gra należy do trudnych. Niezbędne będzie opanowanie podstaw blokowania oraz kontrowania. W tym celu wystarczy przytrzymać konkretny przycisk i wcisnąć raz jeszcze w chwili, gdy przeciwnik wyprowadza atak. Uprzedzam, że kontrowanie nie działa tutaj bezbłędnie. Wypada trochę jakby losowo.

W niniejszej recenzji warto nadmienić, że kierowana postać porusza się z gracją czołgu. Franko potrafi już biegać, choć ta prosta czynność ujmuje mu staminy. Często jednak w ferworze starć korzystałem z rozpędu, by jak najszybciej zadać cios. W tym miejscu ujawnia się kolejny, poważny mankament Skinny & Franko: Fists of Violence. Gra miewa problemy z poprawną detekcją ciosów. Jeśli znajdziemy się zbyt blisko przeciwnika, nasze ciosy nie trafią oponenta, zupełnie jakby gra ich nie zauważyła. To bardzo frustrujące, gdy na scenie robi się gorąco i pojawia się nawet sześciu przeciwników. Okładać będziemy dresiarzy, robotników, strażników miejskich i motocyklistów. Ci ostatni to prawdziwa zmora. Gorszą zmorą są jednak niepotrzebnie rozwleczone poziomy. Zapomnijcie o checkpointach. Przegrana oznacza bitkę od nowa. Przy trzeciej czy czwartej próbie dotarcia do bossa, robi się już nieprzyjemnie.

Skinny & Franko: Fists of Violence nie zawodzi na polu ilości ciosów i kombinacji. Powalonych wrogów można dobijać, co skutkuje szybką animacją brutalnego łamania kości piszczelowej. Pewnym rozwiązaniem na grupę bandziorów są wszelkie „narzędzia pomocnicze” w postaci butelek, kijów baseballowych czy kubłów na śmieci. Każda zabawka starczy na trzy uderzenia. W tym prostym świecie zadbano o multum interakcji. Zamroczonego wroga możemy rzucić w stronę jego towarzyszy. Wspominałem już, że gra bywa trudna, nawet bardzo. Po pierwszym poziomie robi się naprawdę gorąco, dlatego nie polecam początkującym graczom poziomu Degenerat. Hardkorowców nie zamierzam odwlekać od tego szalonego pomysłu. Gra jest utrudniona przez niedopatrzenia dewelopera, co w dłuższej perspektywie staje się frustrujące. Nie o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Skinny & Franko: Fists of Violence walczy o naszą uwagę głównie nostalgią. Rzadko kiedy trafia w punkt. Produkcja skierowana jest głównie dla graczy pamiętających czasy Franko na scenie Amigi. Co do reszty, konkurencja oferuje dużo więcej.

Ocena - recenzja gry Skinny & Franko: Fists of Violence

Atuty

  • System walki
  • Osiedlowy klimat

Wady

  • Słaba narracja
  • Problemy z poprawną detekcją ciosów
  • Rozwleczone poziomy
  • Niezbalansowany poziom trudności
  • Oprawa

Skinny & Franko: Fists of Violence atakuje z każdej strony nostalgią. Sprawdzona metoda, lecz w pojedynkę wiele nie zdziała. Reszta zależy od skutecznego sposobu prezentacji. Franko umie się bić, lecz nie potrafi zapewnić niczego więcej. Wysoki poziom trudności nie powinien frustrować z powodu błędnych decyzji twórców. Nie tędy droga. Sequel Franko to produkcja bardzo, bardzo przeciętna. Wracam do TMNT: Shredder's Revenge.
Graliśmy na: PS5

Krzysztof Grabarczyk Strona autora
Weteran ze starej szkoły grania, zapalony samouk, entuzjasta retro. Pasjonat sportów siłowych, grozy lat 80., kultury gier wideo. Pisać zaczął od małego, gdy tylko udało mu się dotrwać do napisów końcowych Resident Evil 2. Na PPE dostarcza weekendowej lektury, czasem strzeli recenzję, a ostatnio zasmakował w poradnikach. Lubi zaskakiwać.
cropper