Po znakomitym Half-Life: Alyx wydanym w marcu tego roku, którego miałem przyjemność recenzować, czekałem na grę równie doskonałą pod względem immersji i dopracowania w świecie wirtualnej rzeczywistości. Medal of Honor Above and Beyond był kolejnym tytułem, na który ostrzyłem sobie zęby, bo nie dość, że wyglądał rewelacyjnie na zwiastunach, to na dodatek klimat II WŚ i mnóstwo filmowych akcji zdawały się być dosłownie idealnym wyborem pod rozległy świat VR. Gdy wreszcie tytuł trafił w moje ręce, nastąpił pierwszy zgrzyt, który nieco skomplikował mi zabawę i zmusił do szukania nietypowych rozwiązań lub kolejnych wydatków. 

Medal of Honor: Above and Beyond i kosmiczne wymagania sprzętowe

Medal of Honor: Above and Beyond – recenzja i opinia o grze. Odprawa

Jeszcze jakiś czas temu informowaliśmy, że do uruchomienia MoH na VR potrzeba blisko 340 GB wolnego miejsca na dysku twardym. Twórcy na szczęście poszli po rozum do głowy i zredukowali te wartość do niewiele bardziej przystępnych 180 GB. Tak, dokładnie tyle miejsca potrzebujecie, by zainstalować te grę. Co gorsza, lepiej zróbcie to na SSD, bo są tutaj bardzo długie czasy wczytywania i jeśli korzystacie w domu z talerzowych dysków HDD, musicie nastawić się na wiele minut czekania. Równie absurdalne są minimalne i rekomendowane wymagania sprzętowe. W obydwu przypadkach, według twórców, potrzebny nam będzie procesor i7-9700, do tego 16GB RAM i przynajmniej GTX 1080, chociaż zalecany jest bardzo świeży RTX 2080. Na domiar złego nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takich wartości – gra nie zachwyca pod względem oprawy wizualnej i daleko jej do ideału, lecz do tego jeszcze później przejdziemy. 

Grałem na mocnej platformie, wyposażonej w procesor i9-9900K podkręcony do 5 GHz, 16GB RAM i karcie graficznej RTX 3080. Do zabawy wykorzystałem też dysk SSD na złączu NVMe o prędkości odczytu przekraczającej 3000 MB/s, co pozwoliło znacząco skrócić ekrany ładowania i poprawić komfort zabawy. Przy takiej specyfikacji nie miałem większych problemów z uzyskaniem płynnego obrazu, ale co kawałek byłem zawiedziony generowaną grafiką, przypominającą raczej czasy późnego PS3/X360. Do zabawy wykorzystałem okulary HTC Vive Cosmos, o których szerzej już pisałem. Taki zestaw kosztuje dziś 3649 zł, ale sprawdza się bardzo wygodnie – do recenzowanego Medal of Honor Above and Beyond jest znakomity i w pełni wystarczający. 

Fabuła w Medal of Honor Above and Beyond to tylko dodatek

Medal of Honor: Above and Beyond – recenzja i opinia o grze. Fabuła i postacie

Nie da się ukryć, że Medal of Honor Above and Beyond miał nas zachwycać przede wszystkim rozbudowaną kampanią fabularną na wiele godzin, która pod każdym względem całkiem zrywała z ostatnimi odsłonami serii z 2010 i 2012 roku. Znów trafiamy do czasów II Wojny Światowej i wcielamy się w postać agenta Biura Służb Strategicznych (z ang. Office of Strategic Service - OSS), a naszym głównym zadaniem będzie sabotowanie nazistowskich baz wroga, wspomaganie francuskiego ruchu oporu czy wsparcie dla sił osi na lądzie, morzu i w powietrzu. Twórcy przygotowali łącznie pięć dużych misji osadzonych w różnych miejscach kontynentu, które dzielą się na 56 podmisji. Przejście całości zajmuje ok. 8 do nawet 10h, w zależności od naszego tempa i stopnia zaangażowania w cały ten świat. 

Nie zabrakło tutaj szalenie epickich akcji rodem z filmów science-fiction. Usiądziemy za sterami czołgu, polecimy w kokpicie samolotu strzelając do wrogów czy usiądziemy w kajucie statku z karabinem maszynowym w ręku siejąc spustoszenie na wzburzonych wodach Pacyfiku. Akcja rozkręca się powoli, ale wiele odwiedzanych miejsc zaskakuje i pozwala nieco bardziej zrozumieć brutalne realia II WŚ. Twórcy dołożyli nawet kapitalne wywiady z prawdziwymi bohaterami wojennymi, którzy opowiadają swoje historie i wspominają czasy walki na froncie. Oglądałem to z dużym zaciekawieniem i w całym Medal of Honor Above and Beyond zdecydowanie najmilej wspominam ten element.

Immersyjny koszmarek

Medal of Honor: Above and Beyond – recenzja i opinia o grze. Walka z Niemcami

Niestety, o ile fabuła mogłaby się jeszcze jakoś obronić, a twórcom nie można odmówić ambicji i setek znakomitych pomysłów, o tyle sama mechanika zabawy daleka jest od ideału. Gra na VR to przede wszystkim wspaniała immersja – poczucie zjednoczenia z bohaterem, którym sterujemy. Poczucie, że możemy dotknąć wszystko i zrobić wszystko. Po rewelacyjnym Half Life: Alyx, który wyznaczył nowe standardy dla całego gatunku, miałem doprawdy wygórowane oczekiwania i te z wielkim hukiem rozbiły się o ścianę, gdy tylko zacząłem grać w najnowsze Medal of Honor Above and Beyond

Zacznę może od niezbyt dopracowanego strzelania i celowania. Jasne, mamy wiele różnych broni do wyboru z czasów II WŚ, ale ich siła odrzutu czy moc przy wystrzale nie robią kompletnie żadnego wrażenia. Może to zasługa fatalnie zrealizowanej grafiki, a może tego, że gra nieco prześmiewczo podchodzi do tematu wojennego, za wszelką cenę serwując design rodem z pierwszej części gry wydanej w 2002 roku. Chociaż to nawet nie, bo z łezką w oku wspominam doskonałą muzykę i klimat Medal of Honor: Allied Assault. W przypadku Medal of Honor Above and Beyond grafika jest nawet podobna, tylko cała reszta kompletnie nie pasuje do brutalnego, brudnego i wypełnionego przemocą klimatu II WŚ. Daleko mi do zachwytów nad stworzonym tutaj światem – cała rozgrywka opiera się w zasadzie na tym samym schemacie – idziemy przed siebie, strzelamy, oglądamy epicką akcję, chowamy się, strzelamy i kończymy poziom. W recenzji nie mogę nie wspomnieć o tym, że przeciwników jest tutaj na pęczki, a ich pokonanie często drażni i denerwuje, bo broń choć wycelowana we wroga, kompletnie w niego nie trafia. 

Nie wspomnę o animacjach przeciwników, które pamiętają czasy wczesnych lat 2000. Gdy tylko wypuszczą broń po śmierci, ta potrafi zawisnąć w powietrzu, by łatwiej nam było ją chwycić. Nie istnieje praktycznie wcale jakakolwiek reakcja ze światem oprócz tego, co zaplanowali sobie twórcy. Każda czynność wymaga uruchomienia osobnej animacji. Jeżeli podejdziemy do schodów lub do drabiny, to nie możemy na nie tak po prostu wejść. Musimy nacisnąć przycisk w momencie, w którym dany przedmiot zostanie podświetlony na niebiesko. Nie ma też możliwości by pójść inną drogą niż zaplanowali to sobie twórcy. Albo podnieść broń leżącą na ziemi czy stojaku – dopóki nie podświetli się na niebiesko, nasza wirtualna dłoń będzie przez nią przenikać. 

Pusty świat 

Medal of Honor: Above and Beyond – recenzja i opinia o grze. Bronie i pojazdy

Medal of Honor Above and Beyond nie możemy też chwycić każdego przedmiotu, który znajdziemy w poszczególnych lokacjach, nie możemy rzucać nożami w przeciwników (nie da się nimi trafić, chociaż można je podnieść) i nie ma opcji, żeby zadzwonić dzwonkiem czy choćby przenieść skrzynkę z przedmiotami na miejsce obok. Tutaj świat jest bogaty w detale, ale względem VR pusty niczym wydmuszka, której nikt do tego widoku nie przystosował. Jasne, jeśli skoncentrujemy się wyłącznie na fabule i nie wpadnie nam do głowy, by przemierzać kolejne lokacje w poszukiwaniu smaczków i detali, to będziemy bawić się znacznie lepiej. Dla mnie cała immersja tego świata legła w gruzach, gdy uświadomiłem sobie, że niczego tak naprawdę tutaj nie mogę – MoH: AB mógłby równie dobrze wyjść na podstawowe konsole czy PC w postaci zwyczajnej strzelanki i doświadczenia z niego płynące byłyby bardzo podobne. 

Teoretycznie da się złapać lecący w naszą stronę granat i odrzucić go do przeciwnika, ale nie jest to intuicyjne, a gra ma dość duży problem z detekcją kolizji. Bronie i przedmioty przenikają przez siebie regularnie, nasza wirtualna dłoń potrafi szaleć i przenikać przez świat, a poprawne ułożenie karabinu nierzadko kończy się sporym wyzwaniem, np. podczas wychylania się zza osłony. Oj dużo nerwów zjadłem na tej grze i bardzo żałuję, że pomimo tak wielu lat pracy i założeń, dostałem bardziej półprodukt, który u podstaw wymagałby kilku radykalnych zmian. Wielka szkoda, bo gra od samego początku projektowana była dla wirtualnej rzeczywistości, a w sieci dokopałem się do informacji, że ponoć pracowało nad nią aż 1200 osób. Kompletnie tego nie widać. 

Medal of Honor Above and Beyond nie jest grą dla każdego 

Do tej gry potrzeba anielskiej cierpliwości. Trudno się tutaj ukryć, przeciwnicy zauważają nas niemal natychmiast, a ich wybitna celność sprawia, że początkowo będziemy często ginąć i wściekać się, jak oni w ogóle mogli wiedzieć, że nadchodzimy? Świat, chociaż wypełniony detalami, często jest pusty przez brak immersji, a fabuła stanowi tylko dodatek do kolejnych sekcji strzelających. Jasne, jeżeli podejdziemy do tej gry na zasadzie „jedna misja dziennie” i nie będziemy zwracać uwagi na oczywiste wręcz potknięcia twórców, wtedy może być całkiem przyjemna w odbiorze. 

Tutaj stale coś się dzieje, stale są jakiś wybuchy, nadjeżdżające czołgi czy epickie akcje. Wszelkie dialogi między postaciami psuje natomiast fatalna i niedopracowana mimika twarzy czy przestarzałe animacje. Niektóre tekstury wołają o pomstę do nieba, a najlepiej z tego wszystkiego wypadają cienie i oświetlenie, które czasem nabiera takich przyjemnych, ciepłych i nieco miękkich barw. Nawet nieźle prezentuje się też dym i ogień pochodzący ze zniszczonych czołgów. Ale są tutaj etapy, które swoją jakością grafiki przywodzą na myśl pierwszą część serii i rok 2002. Half Life Alyx wyglądał o niebo lepiej, miał o wiele więcej możliwości ingerencji ze światem i znacznie ciekawszą fabułę. A przy tym niższe wymagania sprzętowe i znacznie lepszą immersję ze światem. Medal of Honor Above and Beyond ma jeszcze eksperymentalny tryb multiplayer, ale jego integracja i problemy z detekcją kolizji czy trafieniami skutecznie zniechęciły mnie do zabawy w ten sposób. Tyle dobrego, że gra jest stale rozwijana, a kolejne patche dodają wiele nowych opcji

Medal of Honor Above and Beyond to produkcja, której w recenzji nie mogę polecić z czystym sumieniem. Jej odbiór w dużej mierze zależy od naszych oczekiwań i wcześniejszych doświadczeń z grami na VR. Jeżeli dopiero wchodzicie w ten świat, nie mieliście styczności z wieloma sesjami w wirtualnej rzeczywistości, a klimaty II WŚ są wam bardzo bliskie, wtedy MoH: AB sprawi wiele przyjemności. Chociaż grafika od razu wyda się przestarzała, postacie nijakie, a fabuła nudna i drętwa, to samo poruszanie się po tym świecie, strzelanie czy jazda czołgiem z pewnością pozostaną w pamięci na długo.  Dla mnie jednak najnowszy Medal of Honor to niedopracowana, zbyt ambitna i przestarzała dziś produkcja, której odbiór psuje mi bardzo nie tylko oprawa graficzna, ale też braki w immersji ze światem, absurdalne niekiedy akcje rodem z filmów science-fiction czy koszmarne postacie, których w żadnym wypadku nie chciałem odkrywać. Najciekawsze okazały się wywiady z weteranami wojennymi, których wysłuchałem z niekłamaną przyjemnością.