Ekipa Outright Games od lat specjalizuje się w tworzeniu różnorodnych gier opartych na bajowych licencjach - zarówno tych filmowych jak i serialowych, dzięki czemu ma w swoim portfolio naprawdę sporo całkiem udanych produkcji. Do tych jednak definitywnie nie będzie należeć Transformers: Battlegrounds, które już na pierwszy rzut oka pokazuje, że nie mamy tu do czynienia z projektem najwyższych lotów.

XCOM dla dzieci

Fabularnie oraz wizualnie dzieło Coatsink Software bazowane jest na najnowszej animowanej serii Hasbro zatytułowanej Transformers: Cyberverse, która to ujrzała światło dzienne zaledwie kilka miesięcy temu, bo na przełomie lipca i sierpnia tego roku. W związku z tym, że Transformers: Battlegrounds jest tak naprawdę adaptacją, nie macie tu co liczyć na jakąś porywającą i rozdzierającą serca historię - ot Wszechiskra znów jest zagrożona, a Autoboty chronią świat ludzi przed Decepticonami.

Jako główny przyjaciel Autobotów na naszej planecie mamy zatem okazję przyglądać się ich poczynaniom oraz im doradzać, co przekłada się w rozgrywce na to, że kierujemy naszymi bohaterami niczym żołnierzami w serii XCOM czy też Mario + Rabbids Kingdom Battle. Jak możecie się zatem domyślić, recenzowana przeze mnie produkcja to taktyczna turowa gra strategiczna stworzona głównie z myślą o dzieciakach, a to z kolei ma swoje bardzo poważne konsekwencje w samej jej strukturze.

Ekipa Coatsink Software nie do końca miała jednak pomysł na to jak rozwiązać ten problem, dlatego całość jest spłycona do granic możliwości. Żadna z naszych postaci nie może zginąć, a nawet jeśli już padnie, odradza się po 3 turach nieobecności. Dodatkowo dość słabo prezentuje się cały system osłon, który w zbyt wielu miejscach pozostawia bardzo duże przestrzenie bez jakiejkolwiek możliwości schowania się, a gdy nawet taka barykada już istnieje, praktycznie w ogóle nie chroni nas przed ciosem - co najwyżej stracimy 1 punkt życia mniej.

Transformers: Battlegrounds rozgrywka

Czy ja gram na PlayStation 2?

Jedynym co ratuje rozgrywkę Transformers: Battlegrounds od katastrofalnej nudy, jest system umiejętności z podziałem na moc uzależnioną od wydanych Punktów Akcji oraz dodatek w postaci specjalnych super mocy ładowanych z czasem. Poza tym walka jest najzwyczajniej w świecie po prostu nudna i mało efektowna - przeciętny dzieciak reprezentujący docelową grupę wiekową odstawi ten tytuł do kąta po 2-3 pierwszych misjach.

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że cała gra po prostu strasznie brzydka. Modele postaci, elementów otoczenia oraz nałożone na nie tekstury przypomniały mi czasy PlayStation 2 - ba, Transformers: Battlegrounds jest brzydsze nawet niż wydanw w Transformers: The Game wydane w 2007 roku właśnie na PS2. Oczywiście winę można by zwalić na to, że materiał źródłowy stworzony został za pomocą uproszczonych modeli i bardzo prostej kreski, ale mimo wszystko w przeciwieństwie do recenzowanej gry, jest bardzo ładny. Będąc szczerym, na początku myślałem, że dostałem od Rogera port jakiejś gry ze smartfonów, ale okazuje się, że to właśnie konsole i PC są tu platformami docelowymi.

Niestety ciężko jest mi komukolwiek polecić ten tytuł - wieje od niego straszną nudą, fabuła wzorowana na serialu nie dodaje nic od siebie, a graficznie cały projekt odstraszy od siebie nawet najbardziej wyrozumiałych graczy - zwłaszcza, że Transformers: Battlegrounds kosztuje aż 150 złotych.