Nowe rozdanie w Xbox to zmiana dla całej branży. Obecne lata zdefiniują końcówkę generacji PS5 i XSX

Nowe rozdanie w Xbox to zmiana dla całej branży. Obecne lata zdefiniują końcówkę generacji PS5 i XSX

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 18:00

Ostatnie dni w branży gier przypominały finałowy odcinek wysokobudżetowego serialu korporacyjnego.

Emerytura Phila Spencera, nagłe odejście Sarah Bond, zwiększenie kompetencji Matta Booty’ego i - co najważniejsze - powołanie Ashy Sharmy na stanowisko CEO Microsoft Gaming. Te zmiany wywołują we mnie wyjątkowo mieszane uczucia. Z jednej strony czujemy powiew świeżości, z drugiej - obawę, że kapitanowie opuścili statek dokładnie wtedy, gdy zaczął nabierać wody, zostawiając stery w rękach kogoś, kto bardziej niż na padach zna się na algorytmach.

Dalsza część tekstu pod wideo

Przyznajmy to otwarcie: era Spencera nie była tak usłana różami, jak chcieliby to widzieć jego najwięksi fani. Choć Phil był „swoim chłopem” w t-shircie pod marynarką, dla samej konsoli nie zrobił aż tak wiele dobrego. Już rok czy dwa po premierze Xbox Series X widzieliśmy wyraźny spadek formy studiów zrzeszonych pod szyldem Xbox Game Studios. Deweloperzy, zamiast wyznaczać nowe standardy, zdawali się dreptać w miejscu, nie potrafiąc zaoferować gier, które realnie uzasadniałyby zakup najpotężniejszego sprzętu na rynku.

Nawet sam system operacyjny Xbox Series X okazał się rozczarowaniem pod względem innowacji. Od premiery w 2020 roku nie różnił się on znacząco od tego, co widzieliśmy na Xbox One. Podczas gdy konkurencja eksperymentowała z nowymi interfejsami, Microsoft serwował nam odgrzewany kotlet, skupiając całą uwagę nie na komforcie użytkowania sprzętu, a na pompowaniu statystyk Xbox Game Pass. To właśnie ten abonament, niegdyś okrzyknięty „najlepszą okazją w gamingu”, stał się kotwicą, która zaczęła wciągać markę pod wodę.

Xbox Game Pass winny?

Xbox Game Pass logo
resize icon

Xbox Game Pass pogubił Microsoft. Zamiast tworzyć niesamowite, dopracowane produkcje, które definiowały siódmą i ósmą generację konsol, twórcy dostali inne zadanie: dostarczać zawartość szybko i regularnie. Branża zamieniła się w cyfrowy fast food. Ambicja została zastąpiona przez tabelki w Excelu, które wymagały, by biblioteka żarła, niezależnie od tego, czy serwowane dania mają jakąkolwiek wartość odżywczą dla dojrzałego gracza.

Efektem tej strategii stał się wysyp produkcji mniejszych lub takich, których formuły znamy już na pamięć. Wystarczy spojrzeć na The Outer Worlds 2 czy Avowed. To tytuły, które w mojej opinii nie wyróżniają się niczym szczególnym. To solidne, rzemieślnicze, ale w gruncie rzeczy bardzo średnie produkcje. Zmieniono w nich setting, dodano kilka mechanik, ale wciąż czuć w nich ten specyficzny zapach „bezpiecznego projektu”, który ma po prostu zapełnić lukę w kalendarzu wydawniczym abonamentu.

Nie zapominajmy o bardzo słabym okresie, w którym Microsoft karmił nas głównie obietnicami. Anulowanie Everwild czy skasowanie Perfect Dark od The Initiative (które, jak się okazało, mamiło nas trailerami niemającymi wiele wspólnego z realną grą) to rany, które wciąż się goją. Xbox przez długi czas wyglądał jak firma, która świetnie radzi sobie z kupowaniem studiów, ale kompletnie nie wie, jak zarządzać procesem twórczym, by dowieźć produkt końcowy. A będąc przy zakupach, nabycie Bethesdy czy Activision zamiast formować własne studia wcale nie było strzałem w dziesiątkę...

Już było lepiej

fable
resize icon

Na szczęście w tym mroku pojawiły się ostatnio przebłyski geniuszu. Nowe Fable wygląda wręcz obłędnie i dosłownie wciska w fotel, przywracając nadzieję, że brytyjski humor i magia mogą iść w parze z nowoczesną technologią. Podobnie sprawa ma się z Forza Horizon - to seria, która jako jedyna trzyma stały, niebotycznie wysoki poziom. Osobiście wciąż czekam na wielki pokaz Gears of War: E-Day oraz nowe Halo, które, jak słyszymy, jest tworzone z wyjątkową pieczołowitością. To one mogą przypomnieć nam, za co kochaliśmy tę markę.

Jednak sam model biznesowy Xboxa zaczął się w ostatnich kilkunastu miesiącach niebezpiecznie chwiać. Xbox Game Pass, który niegdyś kusił promocjami za 4 zł, dziś dobija do okolic 55 zł miesięcznie lub nawet 115 zł za wersję Ultimate. To już nie jest „tania rozrywka”, to poważny wydatek w domowym budżecie. Dodatkowo, aby spiąć miliardowe wydatki, Microsoft musiał "upokorzyć się" przed Sony, wydając swoje największe hity na PS5. To jasny sygnał: ekskluzywność umarła, bo abonament nie zarobił na siebie tyle, ile zakładano.

Pomysł, by postawić wszystko na jedną kartę - na subskrypcję - po prostu nie wypalił. Dokumenty wskazują, że Xbox Game Pass przestał rosnąć w tempie, jakiego oczekiwali inwestorzy, utykając w martwym punkcie (niektóre źródła mówią o stagnacji poniżej 40 milionów użytkowników, co przy takich nakładach jest wynikiem marnym). Do tego dochodzą podwyżki cen konsol, których w wielu regionach i tak prawie nikt nie kupuje. Nieudana ekspansja na rynek azjatycki to tylko kolejna cegiełka do tego muru porażek.

Nowa twarz

matt booty / asha sharma
resize icon

W tym kontekście mianowanie Ashy Sharmy na nową szefową Xboxa jest ruchem niezwykle intrygującym. Z jednej strony to „światełko w tunelu” - osoba z nowym spojrzeniem, spoza hermetycznego kręgu starych wyjadaczy. Z drugiej strony, fakt, że Sharma wywodzi się z działów odpowiedzialnych za AI, budzi mój szczery niepokój. Czy w 2026 roku gaming nie staje się zakładnikiem trendu, w którym wszystko ma być robione „tanio i gorzej”, zamiast „ambitnie i lepiej”?

Obawiam się, że twórcy są dziś pogubieni nie tylko w Microsofcie, ale w niemal całej branży. Jesteśmy świadkami kryzysu tożsamości. Sony, zamiast pielęgnować wielkie gry single-player, które zdefiniowały PlayStation Studios, dalej brnie w jakieś „sieciowe dziadostwa”, próbując na siłę złapać kolejnego Fortnite’a. To bolesne, gdy zamiast wyczekiwanej premiery Horizon 3, otrzymujemy projekt wyglądający jak gra dla dzieci (Horizon Hunters), czy Marathon, który choć wizualnie i fabularnie zaczyna mocno intrygować, tak wciąż stoi pod znakiem zapytania. A co z Ubisoftem? Wcale nie lepiej. Francuzi tworzyli gry jakie tworzyli, ale teraz przez problemy kadrowe i nie tylko, zakładam, że ich kolejne gry będą... jeszcze gorsze. A przecież nie o to chodziło.

Mianowanie Matta Booty’ego na postać o zwiększonych kompetencjach to próba ratowania rzemiosła. On przynajmniej wie, jak trzymać deweloperów w ryzach. Ale czy to wystarczy, by zrównoważyć wizję Sharmy, dla której priorytetem mogą być funkcje AI zintegrowane z Copilotem, a nie głębia fabularna? Mam wrażenie, że Xbox stoi na rozdrożu: albo wróci do korzeni i jakości, albo ostatecznie rozpuści się w morzu usług chmurowych, tracąc swoją duszę i oddając całe pole do popisu PlayStation, które ma teraz ogromną szansę wziąć byka za rogi.

W 2026 roku bycie fanem Xboxa to test cierpliwości. Phil Spencer zostawił po sobie potężne fundamenty w postaci masy studiów, ale fundamenty to nie dom. Sarah Bond, która miała być twarzą nowej generacji, odchodzi w momencie, gdy strategia „Xbox wszędzie” zaczyna budzić opór najbardziej lojalnych użytkowników. Czyżby jednak ta formułka miała się nie spełnić i Bond nie chce już uczestniczyć w mydleniu oczu graczy? Czy Asha Sharma zrozumie, że gracze nie chcą optymalizacji kosztów przez sztuczną inteligencję, tylko emocji, których nie da się wygenerować promptem w ChatGPT czy Gemini?

Najbardziej boli mnie to, że branża zdaje się zapominać o tym, co zdefiniowało siódmą i ósmą generację. To były czasy ryzyka, wielkich autorskich wizji i gier, które kupowało się w pudełku, by mieć je na własność, a nie „wypożyczać” w ramach coraz droższej subskrypcji. Dziś wszystko musi być „skalowalne”, „monetyzowalne” i „usługowe”. Jeśli nowa szefowa nie zatrzyma tego pędu ku przeciętności, Xbox może stać się tylko kolejną aplikacją na telewizorze, a nie legendarnym pudełkiem pod nim.

Pozostaje nam czekać na ruchy Matta Booty’ego. To on jest teraz ostatnią linią obrony „tradycyjnego” gamedevu w Microsofcie. Jeśli uda mu się wyegzekwować jakość przy premierach Fable czy Gears of War, być może Asha Sharma dostrzeże, że najlepszą formą AI w grach jest ta, która sprawia, że świat wydaje się żywy, a nie ta, która pozwala szybciej wypluć słaby scenariusz. Nadzieja umiera ostatnia, ale w 2026 roku jest ona wyjątkowo wystawiona na próbę.

Podsumowując, Xbox przechodzi przez swoją najbardziej ryzykowną transformację od czasów niesławnej premiery Xbox One. I o ile 2026 czy 2027 rok będzie pełen świetnych gier tworzonych przez ostatnie lata, tak już 2029 i dalej stoją pod znakiem zapytania, w zależności od tego, jak będzie wyglądać dzisiejszy game dev.

Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper