Minuta ciszy (2022)

Minuta ciszy (2022) - recenzja, opinia o serialu [Canal+]. Prowadzenie interesów po polsku

Piotrek Kamiński | 09.09, 21:00

Jak trudne może być pochowanie zmarłego przyjaciela w niewielkiej miejscowości niedaleko Sochaczewa? Graniczące z cudem, jeśli tylko ktoś odpowiednio mocno się zaprze.

Temat grzebania ciał w naszym życiu codziennym uchodzi za rzecz niemalże świętą i nie jest przesadnie często eksploatowany na małym, czy wielkim ekranie. Najczęściej pojawia się w kontekście filmów gangsterskich, lub innych dramatów i to też tylko w wiecznie wyglądających identycznie scenach identyfikacji zwłok i samego pochówku. Wyjątkiem był skupiony wokół działalności domu pogrzebowego "Sześć stóp pod ziemią" od HBO, jeden z najbardziej uznanych dramatów telewizyjnych w historii. Naturalnym więc było, że dzisiejsza produkcja będzie z nią porównywana. Już przeglądając obsadę na Filmwebie zauważyłem, że jednym z tematów na forum jest zapytanie, czy będzie to serial podobny do tego amerykańskiego. No więc spieszę z odpowiedzią, że nie, format jest zupełnie inny, ale nie znaczy to wcale, że zły.

Minuta ciszy (2022) - opinia o serialu [Canal+]. Gatunkowy zawrót głowy

Synek i Nuta

Mieczysław Zasada (Robert Więckiewicz) jest listonoszem. Właściwie to był, bo kiedy go poznajemy właśnie przechodzi na emeryturę. Wymarzoną sielankę, relaks u boku małżonki (Aleksandra Konieczna) i przesiadywanie z najlepszym przyjacielem, Czesławem (Mirosław Zbrojewicz) przekreśla śmierć tego ostatniego. Jakby tego było mało lokalny proboszcz nie godzi się na pochowanie byłego milicjanta i skutecznie ucina kontakt z domem pogrzebowym, a do wsi przyjeżdża gardząca partnerką taty córka zmarłego, pieszczotliwie nazywana "Synkiem" (Karolina Bruchnicka). Mietek postanawia sam zająć się pochówkiem kolegi. Nie zdaje sobie sprawy jak trudne będzie to zadanie. Konkurencja nie podoba się też właścicielowi jedynego domu pogrzebowego w rejonie, panu Jackowi Wiecznemu (Piotr Rogucki). Bez kłopotów się nie obejdzie.

Serial zaczyna się jak typowa czarna komedia. Wieczny jest wyrozumiałym, ciepłym człowiekiem do swoich klientów, ale na pracowników drze się właściwie non stop, zasypując ich najbardziej popularnym przecinkiem w polskim języku, czepiając się żeby nie nie cackali się za bardzo z denatami. Jednym z jego pracowników jest jego siostrzeniec, Nuta (Adam Bobik), wyluzowany, raczej beztroski i absolutnie pozbawiony taktu. Kiedy go poznajemy, robi szybkie zdjęcie rozebranym zwłokom młodej kobiety - na pamiątkę zapewne. Ta mocno niepoprawna warstwa humorystyczna szybko jednak miesza się z bardziej klasycznym dramatem. Samobójstwo Cześka zrobione jest zupełnie na poważnie, a w kolejnych odcinkach przyjdzie nam zobaczyć kilka naprawdę mocnych, ludzkich historii. Wspomnę tylko pobieżnie, że w jednej z nich bohaterami są mała dziewczynka i kombajn...

Reżyser serialu, Jacek Lusiński, bardzo sprawnie łączy ze sobą momenty poważne i te do śmiechu, raczej nigdy nie przekraczając granicy dobrego smaku. Później natomiast w fabule pojawia się coraz więcej pytań bez odpowiedzi, a serial zaczyna nosić znamiona thrillera. W drugiej połowie (łącznie twórcy szykują nam sześć odcinków) śmiejemy się już trochę mniej niż wcześniej, ale w pierwszej chwili można tego nawet nie zauważyć, ponieważ na tym etapie interesuje nas już co innego. Canal+ udostępnił nam łącznie pięć odcinków, więc nie wiem jeszcze dokładnie jak historia panów Wiecznego i Zasady się zakończy, ale z każdym kolejnym odcinkiem fascynuje mnie ona coraz bardziej.

Minuta ciszy (2022) - opinia o serialu [Canal+]. Tajemnic nie da się pochować

Wieczny ze swoim człowiekiem

Dużą zaletą serialu są niebanalnie napisani bohaterowie. Praktycznie nikt nie jest postacią tak oczywistą i jednoznaczną, jak z początku mogłoby się wydawać. Każdy, od prostego jak słup telegraficzny Mietka, przez cholerycznego Wiecznego, zmarłego Czesia, a na cwanym Nucie kończąc. Jak to w prawdziwym życiu, każdy ma jakieś swoje sekrety, a ich odkrycie może sprawić, że widz zacznie postrzegać ich w zupełnie innym świetle. Sprawia to, że nawet tuż przed samym finałem wciąż nie można być pewnym komu ufać i czym jeszcze zaskoczą nas scenarzyści. Serial Lusińskiego to również bardzo ciekawy portret polskiej wsi. W niewielkich miastach to ksiądz ma zawsze ostatnie słowo, wszyscy się znają, a ludzie są uparci i nieustępliwi. Bawi nas absurdalność ich zachowań, ale jest to śmiech jak u Marka Koterskiego - trochę przez łzy.

Wspominałem wcześniej, że reżyser bardzo sprawnie balansuje na granicy dramatu i groteski, ale nie oznacza to, że dosłownie każda scena w serialu podobała mi się równie bardzo. Mówi się, że każda kolejna scena powinna służyć opowiadanej historii, czy to pchając naprzód fabułę, czy rozwijając sylwetki bohaterów. Tymczasem w "Minucie Ciszy" zdarzają się momenty będące niczym więcej, jak tylko ozdobnikami. Potrafią być całkiem zabawne, jasne, ale po wszystkim człowiek zastanawia się czemu to właściwie miało służyć? Być może jeszcze za wcześnie na krytykę, bo finał może nadać tym z pozoru bezsensownym scenom nowe znaczenie, ale na ten moment trudno mi sobie to wyobrazić. Na przykład w pierwszym odcinku jest taka scena podczas której z pociągu, obok którego w samochodzie czeka Zasada, wylewa się mała armia kiboli. Podbiegają do samochodu, zaczynają nim trząść, po czym zauważają, że to karawan, więc przepraszają i oferują pomoc. Skłamałbym pisząc, że mnie to nie rozbawiło, ale ogólnie scena ta jest jedynie zapchajdziurą i równie dobrze mogłoby jej nie być.

"Minuta ciszy" to kolejna mocna produkcja naszego rodzimego Canal+, serial opowiadający o zwykłych ludziach, ale niezwykłych sytuacjach. Dobrze przemyślany scenariusz w połączeniu ze świetną obsadą praktycznie gwarantuje, że jeśli obejrzysz pierwsze dwa odcinki (dostępne już dzisiaj na Canal+ online), to nie będziesz mógł się doczekać kolejnych. Oczywiście odpowiednio zły finał jest w stanie zepsuć nawet dobrze zapowiadający się serial, więc na otwieranie szampana jest jeszcze za wcześnie, ale to co twórcy zaprezentowali w pierwszych pięciu odcinkach pozwala mi być spokojnym o zwieńczenie historii Mieczysława Zasady i jego domu pogrzebowego. Co jak co, ale seriale to my potrafimy robić.

cropper