Kolekcja Gier

93% z was nie kończy gier na bieżąco. Oto jak zmotywować się do nadrabiania zaległości

Igor Chrzanowski | 22.05, 12:00

W zeszłym tygodniu przygotowałem dla was tekst, w którym rozpocząłem dywagacje na temat zbyt wielkiego dobrobytu jaki panuje w naszej branży, przez co kupujemy gry na potęgę i nie kończymy ich na bieżąco. Okazuje się, że ten problem dotyczy ogromnej większości z Was.

W moim przypadku kupka wstydu o jakiej pisałem równy tydzień temu, zaczęła przekraczać chorą wręcz liczbę 1500 gier, więc w ostatnim czasie postanowiłem zmotywować się jakoś do tego, aby kończyć więcej tytułów, sukcesywnie ograniczając tym samym wzrost rzeczonej góry wstydu. No i szczerze powiedziawszy, to zaczęło działać, dzięki czemu w 6-7 lata skończyłem kilkukrotnie więcej pozycji niż w poprzednich latach, gdy napoczynałem dziesiątki gierek, a kończyłem po kilka na krzyż. A dlaczego o tym wszystkim piszę? A no dlatego, że aż 93% z Was, nasi kochani czytelnicy, nie kończy swoich gier na bieżąco! Co prawda niektórzy mają kupkę wstydu liczącą poniżej 10 tytułów, ale aż 42% ankietowanych zaznaczyło, że ma na liście ponad 100 tytułów! Dlatego też postanowiłem podzielić się z Wami swoimi metodami na grową motywację i zapytać Was o to, jak wy staracie się zmotywować, do nadrabiania zaległości.

Metoda #1 - Wyzwanie 52 gry w rok

Swoją walkę o większą systematyczność w kończeniu gier rozpocząłem w 2015 roku, kiedy to po raz pierwszy sam sobie postawiłem pewne wyzwanie, które podpatrzyłem na PSSite na blogach u Musiola, który zaczął promować tę inicjatywę wśród czytelników portalu. No więc otworzyłem Worda i zacząłem sobie spisywać kończone tytuły, co autentycznie zaczęło mi pomagać w tym, abym trzymał się swojego noworocznego postanowienia. Gdy powiedzmy byłem z listą do tyłu, zacząłem odpalać gry, w których do przejścia została mi jakaś ostatnia misja, boss, czy tam 1-2 godzinki zabawy. W ten oto sposób w pierwszym roku tegoż "wyzwania" zamknąłem listę z 52 tytułami. Potem niestety było już gorzej, bo nie przebijałem 40 gierek, ale wciąż świadomość tego, że chcę powrócić do pierwotnego wyniku, motywuje mnie do kończenia, a nie napoczynania.

Metoda #2 - Wyścig z przyjaciółmi

Jeśli macie jakąś tam mniejszą bądź większą ekipę ziomków, z którymi regularnie gracie lub dyskutujecie o grach, śmiało możecie zrobić sobie takie wyzwanie kolektywne, w którym sprawdzicie, kto przeszedł w danym roku najwięcej gierek. Sam mam taką listę z dwójką kolegów, gdzie wymyśliliśmy nawet dość sprawiedliwą punktację. Według niej 1 godzina gry to 1 zdobyty punkt, wbita platynka lub calak to 10 punktów bonusowych, a gdy tytuł ma licznik ukończenia w procentach, wynik powyżej 95% to mnożnik punktacji 1,5x. Wynik? Mnóstwo śmiechu, zabawy, docinków i emocjonującej rywalizacji - najciekawiej było gdy o tytule Mistrza w danym roku zdecydowały 2 punkty. Aby było sprawiedliwie czas gry braliśmy z How Long to Beat (gdy gra nie miała własnego licznika) a dodatkowo wpisywaliśmy także wynik z Metacritic, aby sprawdzić kto kończy najwięcej crapów. Oczywiście ja wygrywam co roku, bo Roger często raczy mnie "hiciorami".

Metoda #3 - Calakowanie/Platynowanie

Jedną z lepszych metod, która sprawdza się zarówno u mnie jak i znajomych jest skupienie się na kończeniu gier na 100% i wbijania wszystkich osiągnięć i trofeów. U mnie no z tym póki co jest jeszcze krucho. Na 497 gier z PSN mam wbite 31 platyn i łącznie 40 calaków, więc to zajęcie głównie dla tych, których kupka wstydu nie przekracza chorych ilości 100 czy tam 50 tytułów. Jeśli macie 10, 20, czy 30 gierek, to jeszcze pogranie tak na 100% ma sens, bo jest rzeczywiście wykonalne, ale w innych przypadkach, raczej warto dobić te gierki, co naprawdę lubicie, bo inaczej nigdy się z tego nie odgrzebiecie.

Metoda #4 - Od najkrótszych do najdłuższych

Znana z innych dziedzin życia metoda na stawianie sobie małych celów, które można zrealizować w krótkim czasie. Sam czasem z tego korzystam, aby trochę odchudzić kupkę wstydu gdy mam mało czasu. W tym przypadku warto sprawdzić sobie ile zajmuje przejście danego tytułu i zabrać się od razu za ten, który jest względnie krótkawy - łatwiej jest bowiem nadrobić całą serię Call of Duty niż wszystkie Final Fantasy, nieprawdaż? Do tego celu polecam wchodzić na HowLongToBeat.com, gdzie możecie nawet sprawdzić ile czasu zajęłoby wam ukończenie całej waszej biblioteki na Steam.

Metoda #5 - Granie seriami

Jeśli macie w swojej bibliotece kilka odsłon danej serii, fajnie jest się w nią wciągnąć na dobre i skupić się na przechodzeniu jej od A do Z - wtedy co prawda odstawiacie na bok wszystkie inne produkcje, ale za to macie odbębnione to, że nie macie żadnych zaległości w danej marce, aż do czasu premiery następnej odsłony. Sam na początku tamtego roku zrobiłem tak z cyklem Uncharted - w swoim życiu skończyłem 3 oraz czwórkę, a także pół "jedynki" i odsłonę na kieszonsolkę PS Vita, więc miałem dość dziurawe to doświadczenie. Ale gdy wziąłem się za siebie to wraz z narzeczoną łyknęliśmy wszystkie odsłony (bez dodatku z Chloe) w jakieś 2 tygodnie.

Metoda #6 - Granie per platforma

Jeśli tak jak ja macie w domu więcej niż jedną konsolę (sam mam ich 13), dobrą metodą jest też skupienie się na kończeniu gier per platforma, wybierając przy tym na samym początku sprzęty, gdzie macie najmniejszą bibliotekę. Ja dla przykładu wziąłem się ostatnio za Nintendo 3DS-a, gdzie mam zaledwie 5 pudełkowych tytułów, a więc wyczyszczenie zaległości z tejże platformy jest względnie prostym zadaniem. Oczywiście wśród gierek mam Dragon Questa 7 i dwie odsłony Pokemonów, ale to i tak zajmie mniej czasu, niż ogarnięcie biblioteki takiej PS Vity czy PSP. Jeśli wyczyścicie sobie dany sprzęt z zaległości, poczujecie pewien progres i może lekką ulgę, że nie przytłacza was już aż tyle na raz.

Dajcie znać jakie Wy macie metody na nadrabianie growych zaległości. A tym czasem spadam ogrywać jakieś retro starocie z GOG-a!

cropper