Nerd (2019) - recenzja filmu [Netflix]. Jeden z najgorszych filmów w historii polskiej kinematografii

Nerd (2019) - recenzja filmu [Netflix]. Jeden z najgorszych filmów w historii polskiej kinematografii

Piotrek Kamiński | 04.11.2021, 21:00

Nieradzący sobie z nerwami facet nie umie żyć poza ekranem swojego komputera. Lecz dowie się dopiero czym są złość i desperacja, kiedy przez nieuwagę da sobie odłączyć internet.

Raz na generację trafia się dzieło tak doskonałe w swoim przekazie, że płomień jego genialności przyćmiewa wszystko inne. Może to być cokolwiek - od rzeźb pokroju "Dawida", przez wybitną, ponadczasową literaturę pokroju "Iliady" i "Odysei", których autorem być może jest starożytny bard, Homer, a być może ktoś zupełnie inny, jako że dzisiejsi uczeni podają wiele historii opowiadających o jego życiu w wątpliwość. Nie inaczej rzecz ma się również i w świecie filmów. Kinematografia ma już przeszło sto lat. Zdążyła przez ten czas pokazać światu kilka prawdziwie spektakularnych produkcji najwyższej próby. Lecz ja wciąż czekam. Wciąż wyczekuję produkcji, która palić się będzie światłem na tyle jasnym, aby kompletnie przykryć (albo najlepiej spalić) zbrodnię przeciwko ludzkości, jaką jest "Nerd".

Nerd (2019) - recenzja filmu [Netflix].Horror

Nerd (2019) – recenzja, opinie o filmie (Netflix)

Norbert (Artur Schmidt) jest najbardziej stereotypową wersją nerda na świecie. Nie wychodzi z domu, jego dieta składa się wyłącznie z pizzy, olewa swoje urodziny aby tylko móc jeszcze trochę pograć, wkurza się ponad miarę o każdą, najmniejszą nawet błahostkę. Jeśli ktoś miał pretensje do "Teorii wielkiego podrywu", bo przedstawili tam kulturę nerdów w mało korzystnym świetle, ledwie zahaczając o sam wierzchołek góry lodowej tematu, to niech lepiej nie podchodzi do "Nerda". Chociaż nie. Niech nikt nie podchodzi do "Nerda". Tak po prostu. Ale schodzę z tematu. Norbert wychodzi wreszcie z domu aby opłacić zaległy rachunek za internet. Niestety, ponieważ jest bardziej złośliwą naroślą, niż człowiekiem, nie zauważa, że jest niedziela, więc nie uda mu się uregulować płatności. W międzyczasie specjalna grupa uderzeniowa do pilnowania aby ludzie płacili za internet napastuje mamę Norberta (Katarzyna Figura), która cały film głaszcze swojego kota i zastanawia się, czy nie kupić sobie internetu mobilnego. Jest jeszcze wiecznie pijany taksiarz, Marian (Grzegorz Pawlak) i jeżdżąca z nim wszędzie dziewczyna. Marian być może jest, a być może nie jest bogiem i internetem w jednej osobie. I to w sumie tyle. To już cały film. Błagam, nie trać na niego 90 minut życia.

Nerd (2019) - recenzja filmu [Netflix]. Nie ma ucieczki

Nie wiem jakim cudem ten film w ogóle powstał. I do kompletu zagrali w nim aktorzy. Znani aktorzy. Co kierowało Arturem Schmidtem, kiedy pisał scenariusz? Czy kręcąc kolejne sceny wydawało mu się, że robi dobrą robotę? Czy podoba mu się skończony produkt? Jeśli tak to chyba tylko jemu i jego bliskim znajomym. Kiedy Tommy Wiseau robił swoje opus magnum, "The Room", również nie miał za grosz talentu, ani wyczucia. Posiadał jednak znaczącą przewagę nad panem Schmidtem - kupę pieniędzy, która pozwoliła mu otoczyć się ludźmi choć odrobinę znającymi się na robieniu filmów. W rezultacie jego obraz wyglądał z grubsza jak kino i posiadał jakąś tam, bardzo umowną progresję scenariusza. Aktorzy nie byli świetni, a nawet jeśli ktoś wiedział mniej więcej, co robi, to i tak nie miał jak rozwinąć skrzydeł ze względu na boleśnie kiepski scenariusz. Wyszło tak źle, że aż zabawnie. Dlaczego więc "Nerd" jest tylko i wyłącznie żałosny, bez krztyny humoru nigdzie w zasięgu wzroku? Ponieważ tak jak Tommy próbował stworzyć kino wysokich lotów, tak Artur od początku szedł w dziwactwo mające (chyba) na celu rozbawić widza. Ten pierwszy wyszedł zabawnie przypadkiem, ten drugi nieudolnie próbował być zabawny od początku. 

Co kierowało aktorami takimi jak Pawlak, czy Figura, kiedy przyjmowali role w filmie Schmidta? Najpewniej chęć szybkiego zarobienia paru groszy. Ewentualnie znali się prywatnie z twórcą filmu, albo pan Artur ma na nich jakieś haki. Nic w "Nerdzie" nie gra tak, jak powinno. Beznadziejnie napisane dialogi raz za razem zarzynane są przez niepotrafiących grać aktorów. Kolejne sceny rażą niewprawnie doświetlonymi wnętrzami, albo kiepsko zaaranżowaną przestrzenią, najpewniej przygotowaną bez sekundy uprzedniego zastanowienia. Kasia Figura w swoich kilku scenach non stop powtarza tę samą kwestię. Jedynie Grzegorz Pawlak zdaje się całkiem nieźle bawić swoją postacią, tylko co z tego, skoro i tak nie ma z nią niczego ciekawego do roboty. Zaklinam cię, nie trać na to szambo czasu. Wystarczy, że ja musiałem.