Wszystkie nasze strachy (2021) – recenzja filmu (Kino Świat). Wszyscy jesteśmy Chrystusami

Wszystkie nasze strachy (2021) – recenzja filmu (Kino Świat). Wszyscy jesteśmy Chrystusami

Jędrzej Dudkiewicz | 28.10.2021, 21:00

Film zwykle kojarzy się nam z osobą reżysera i w ogromnej większości przypadków jest to jedna osoba. Wyjątków od tej reguły nie ma wiele, a jeśli już to raczej mają miejsce w przypadku rodzeństwa (np. bracia Coen). Przykładem – niesamowicie udanej – współpracy na naszym, polskim podwórku jest film Wszystkie nasze strachy (2021) w reżyserii Łukasza Rondudy i Łukasz Gutta. Na ekrany kin wejdzie 5 listopada.

Mieszkający w niewielkiej wsi Daniel łączy w sobie wiele tożsamości i ról społecznych. Jest jednocześnie gejem, gorliwym katolikiem, artystą oraz aktywistą. Mieszka z babcią, ma znajomych, życie może go nie rozpieszcza, ale jednocześnie nie wiedzie mu się cale najgorzej. Pewnego dnia tragiczne wydarzenie sprawi jednak, że zacznie różne rzeczy kwestionować, a także spróbuje przełamać niektóre podziały w lokalnej społeczności.

Wszystkie nasze strachy (2021) – recenzja filmu (Kino Świat). Wszyscy jesteśmy Chrystusami

Wszystkie nasze strachy (2021) – recenzja filmu (Kino Świat). Odcienie szarości

Film Wszystkie nasze strachy został oparty na prawdziwej historii pochodzącego z Kurówka Daniela Rycharskiego. I jest to zdecydowanie dzieło, którego w Polsce brakowało. W sumie nic dziwnego, że zostało docenione na festiwalu filmowym w Gdyni, gdzie zdobyło najważniejszą nagrodę czyli Złote Lwy za najlepszy film.

Wszyscy zdajemy sobie chyba sprawę, że nasze społeczeństwo jest bardzo spolaryzowane, jest w nim mnóstwo podziałów, a sytuacja ta raczej się tylko pogarsza. Twórcy filmu Wszystkie nasze strachy doskonale to wiedzą i dlatego starają się opowiedzieć historię, która każdego odbiorcę zmusi do zastanowienia się nad tym, co myśli, co robi. To historia trudna, ale dająca chociaż trochę nadziei, że wciąż istnieje jakaś szansa na porozumienie. Inaczej w którymś momencie po prostu weźmiemy się za łby i wzajemnie pozabijamy.

Wszystkie nasze strachy są więc o codziennej przemocy. Instytucjonalnej, osobistej, fizycznej, psychicznej i słownej. To rzeczywistość, w której trudno być sobą, różne rzeczy należy ukrywać, nawet przed najbliższymi. To także rzeczywistość, w której tolerancja i akceptacja mają swoje granice, a jeśli tylko zacznie się robić coś, co zaczyna być kontrowersyjne, wychodzić poza ogólnie przyjętą normę, czy – jeszcze gorzej – zwracać uwagę na to, co w innych złe, pojawia się brak zrozumienia, a niekiedy też agresja.

Zgodnie jednak z tytułem Wszystkie nasze strachy są przede wszystkim o lęku. O lęku przed innością, przed tym, by wybić się z tłumu, przed samym sobą, przed tym, co ludzie powiedzą. Wszystkie postacie czegoś tu się boją, z czymś sobie nie radzą, z czymś nie mogą się pogodzić. Strach staje się mechanizmem obronnym, strategią przetrwania i sposobem na dyscyplinowanie tych, którzy mogliby zgłaszać wątpliwości. Widać to w oczach, widać to w gestach, które się wykonuje i od których się powstrzymuje, bo przecież wszystko może zostać dowolnie zinterpretowane. To w końcu lęk przed tym, co będzie kiedy zrozumiemy, że z drugim człowiekiem o wiele więcej nas łączy, niż dzieli.

Wszystkie nasze strachy jest więc filmem pokazującym najróżniejsze postawy, próbującym je może nie tyle usprawiedliwić, co chociaż trochę zrozumieć. Jest to o łatwości, z jaką znajdujemy kozła ofiarnego, tłumaczymy swoje mniejsze lub większe niegodziwości. Ale i o tym, że różne, pozornie skrajne tożsamości czy aktywności można ze sobą łączyć. I o tym, że wszyscy zostaliśmy przez coś ukształtowani, z czymś się borykamy, a przezwyciężenie tego wcale nie jest łatwe. Tym bardziej, kiedy zarówno politycy, jak i media starają się wprowadzać podziały oraz widzieć świat pełen szarości w czarno-białych, dychotomicznych barwach. To także film o przynależności i samotności oraz o tym, że niekiedy obie te rzeczy można czuć jednocześnie.

Nie jest to produkcja łatwa w odbiorze, ponieważ każe widzowi zmierzyć się z najróżniejszymi stereotypami, opiniami, które może mieć bardzo mocno ugruntowane. Właśnie to jest jednak największą siłą filmu Wszystkie nasze strachy – daje nadzieję, że można coś zmienić, że można przełamać swój strach, że można spróbować wyciągnąć do drugiej osoby dłoń. Niby mało, a jednak tak dużo.

PS Zdecydowałem się napisać recenzję nieco inną niż zwykle, bardziej analizę, niż opisywanie, że zdjęcia są dobre, aktorstwo świetne (a takie jest. I to wszystkich, nie tylko Dawida Ogrodnika). Bo to trochę taki film, w którym nie ma znaczenia, czy wszystkie elementy są równie dobre, a na pewno nie ma sensu dzielić tego na plusy i minusy. Po prostu – warto zobaczyć, przemyśleć i podyskutować z kimś na ten temat.

cropper